wpisał j.b. (2012-04-11)
wpisał j.b. (2012-04-10)
10 kwietnia 2012r. o godz. 1830 w Katedrze św. Krzyża w Opolu
zostanie odprawiona Msza Św. w intencji
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
śp. Lecha Kaczyńskiego
Jego Małżonki
śp. Marii Kaczyńskiej

oraz
WSZYSTKICH OFIAR TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ

Po Mszy św. odbędzie się Marsz Pamięci pod pomnik Żołnierzy Wyklętych, gdzie zostanie przeprowadzony uroczysty Apel Poległych oraz zapalenie zniczy.
 
 
zobacz też :
 
 
wpisał j.b. (2012-03-24)
Oświadczenie Jarosława Marka Rymkiewicza

z dnia 22.03.2012 po wyroku w sądzie apelacyjnym

 


 Jarosław M. Rymkiewicz dla portalu wPolityce:

Cała ta sprawa pokazuje, że możliwa jest nie tylko śmierć cywilna, ale także cywilne samobójstwo. I oto na naszych oczach Adam Michnik, wytaczając mi proces o poglądy, popełnił cywilne samobójstwo. Mamy zatem do czynienia z cywilnym trupem. Prosiłem o to wszystkich, którzy byli na sali sądowej, ale także proszę wszystkich za pośrednictwem portalu wPolityce.pl, żeby tak właśnie zechcieli traktować Adama Michnika. To jest cywilny trup, nienadający się do kontaktów, nienadający się do żadnej rozmowy, nienadający się do żadnej dyskusji, ponieważ z cywilnym trupem nie ma o czym dyskutować.

 Niech mówią co chcą. Trup cywilny nie ma głosu. Nie może nic powiedzieć. Prześladując poetę Michnik popełnił cywilne samobójstwo. On nie może nic powiedzieć, ponieważ cywilny trup nie może nic powiedzieć. Słyszał pan trupa, która się odzywa? Ja nie. Tak należy go traktować, jako coś nieistniejącego. Bardzo wszystkich do tego namawiam. Do niewdawania się w dyskusję, niewdawania się w rozmowy, nietolerowanie obecności tego trupa cywilnego, traktowanie go jako nieistnienia.

 A druga rzecz, którą chcę powiedzieć, ogranicza się właściwie do jednego zdania: uważam, że „Gazeta Wyborcza” powinna przestać się ukazywać w Polsce. Ona jest nam kompletnie niepotrzebna, powinna zniknąć.”


http://wpolityce.pl/



 Sędziowie uznali, że apelacja złożona przez Rymkiewicza jest niezasadna, bo Poeta naruszył dobra osobiste Agory i jej dziennikarzy. Nie podał bowiem argumentów na prawdziwość swych twierdzeń.

 Zarzucenie zdrady polskiej racji stanu w kontekście wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim stanowi wyjątkowo ciężki zarzut

 - mówiła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Aldona Wapińska. Dodała, że godziło to zarówno w dobre imię Agory, jak i deprecjonowało dziennikarzy „GW”.

 W podobny sposób sąd ocenił inne zarzuty wobec „Wyborczej”. Sędzia zwróciła uwagę, że ojciec naczelnego „GW” Adama Michnika, w młodości działacz KPP, odciął się od swego „młodzieńczego zauroczenia” i walczył o obalenie ustroju komunistycznego. Przypomniała też, że sam Michnik był działaczem podziemia w PRL oraz współuczestnikiem przemian, które doprowadziły do dzisiejszej wolności.

 Sąd Apelacyjny uznał, że Poeta nie wykazał, by jego zarzuty polegały na prawdzie, a jego wypowiedź nie była uzasadniona interesem społecznym. SA podkreślił, że debata publiczna winna być rzeczowa, a informacje o faktach – zgodne z rzeczywistością.

 Jarosław Marek Rymkiewicz pytany po procesie, czy przeprosi Agorę odparł:

 Wszystkiego dowiedzą się państwo za kilka dni z „Gazety Polskiej”. Michnik popełnił tym procesem cywilne samobójstwo. Proszę byście go traktowali jako trupa.

 Proces Rymkiewiczowi wytoczyła spółka Agora. Powodem były słowa z wywiadu dla „Gazety Polskiej”. W 2010 roku Poeta komentując walkę o krzyż przed Pałacem Prezydenckim mówił:

 Polacy, stając przy nim, mówią, że chcą pozostać Polakami. To właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach „Gazety Wyborczej”, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami.

 Dodawał, że redaktorzy „Gazety” są „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”.

 Rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami tej organizacji, która była skażona duchem „luksemburgizmu”, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia – polscy katolicy powinni się za nich modlić

 - komentował Rymkiewicz.

 Za te słowa Poeta został przez Agorę pozwany do sądu. Przegrał w obu instancjach.

 

ze strony

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=3629
wpisał j.b. (2012-03-21)

Goń bolszewika

Po raz kolejny przyjeżdża do naszego miasta chór Czerwonej Armii. Dla niektórych, to okazja do przypomnienia pięknych chwil przeżytych w Kraju Rad Robotniczych. Dla innych to przypomnienie jak wyglądają mundury wojsk trzymających nas w "serdecznym uścisku" przez pięćdziesiąt lat sowieckiej niewoli. Dla jeszcze innych, to możliwość posłuchania tych melodii, przy jakich ginęli na Syberii z głodu, zimna i wyczerpania ich ojcowie, dziadkowie, pradziadkowie. 

Chyba lepiej byłoby dla nas, ale i dla Rosjan, gdyby jeszcze przez dłuższy czas Krasnoarmiejcy szerzyli kulturę w innych miejscach. Może niech poczekają, aż poumieramy my, którzy pamiętamy.

 Z tego powodu rozklejamy w Opolu takie plakaty.

 

Chętnych do przyłączenia się do tej akcji, zwłaszcza z miast gdzie śpiewający żołnierze przybędą prosimy o kontakt. Posiadamy większą ilość plakatów i możemy je przekazać.

 

wpisał j.b. (2012-03-19)

"Niech Bóg błogosławi Polskę"


Przemówienie Viktora Orbána w dniu święta narodowego Powstania i Walk o Wolność 1848-49.

Budapeszt, Pl. Kossutha 15 marca 2012


Szanowni Uczestnicy uroczystości! Współobywatele! Węgrzy!


Witam Państwa [dosł. Bóg przyprowadził Państwa] na Placu Lajosza Kossutha! Pozdrawiam również tych, którzy na obszarze całego Basenu Karpackiego, będąc w swoich domach, duchowo są z nami: od Koszyc, przez Székelyudvarhely [rum. Odorheiu Secuiesc, w Siedmiogrodzie] i Munkács [pol. Mukaczewo, na Zakarpaciu], aż po Szabadkę [serb. Subotica, w Wojwodinie]. Ten dzień jest dniem bojowników o wolność. Ten plac jest placem walczących o wolność. I dlatego dziś właśnie tu się zabraliśmy, ponieważ my, Węgrzy jesteśmy narodem walk o wolność. Nie zebraliśmy się po to, by - zacnym zwyczajem naszych przodków - wspominać tylko chwalebną przeszłość. Zgromadziliśmy się, aby ożywić w sobie odwagę marcowych młodzieńców. Moimi słowami nie chcę im teraz wznosić jakiegoś muzeum, lecz Państwu pragnę przypomnieć, iż my, dziś żyjący Węgrzy jesteśmy spadkobiercami roku 1848. Tak, my, którzy tu stoimy i Węgrzy rozsiani po świecie, jesteśmy politycznymi i duchowymi spadkobiercami roku 1848. Polityczny i duchowy program tamtego roku brzmiał następująco: nie będziemy kolonią! Program i pragnienie Węgrów w roku 2012 brzmi: nie będziemy kolonią!

Ze szczególnym szacunkiem pozdrawiam tych wszystkich, którzy w styczniowym Marszu Pokoju stanęli w obronie wolności i niezależności Węgier, a w ten sposób również w obronie siebie nawzajem. Węgry nie zdołałyby podjąć rękawicy rzuconej im zimą, na przełomie 2011/12, będąc pod presją międzynarodowych nacisków i dyktatów, gdyby do pojedynku nie stanęły setki tysięcy tych, którzy wszystkim chcieli uświadomić, że Węgrzy nie będą żyli pod dyktatami obcych, nie poddadzą ani swej niezależności, ani wolności. Dlatego też nie poddadzą stworzonej wreszcie, po dwudziestu latach, swojej Konstytucji.Składam podziękowania wszystkim, którzy stanęli do obrony!


Mamy więc słuszny powód do tego, by nawet po 164 latach, iść za przykładem Bohaterów roku 1848. Tak, ale za którym? Człowiek w młodości jest radykalny, tak jak Petőfi, który chciał wieszać królów. W wieku dojrzałym człowiek staje się raczej gotowy do rozsądnego czynu, tak jak Kossuth. Z wiekiem zaś bardziej skłania się ku mądrości i przemyślanemu rozwojowi, tak jak Széchenyi. Mikszáth, 60 lat po wolnościowym Powstaniu, tak pisał o marcowych młodzieńcach: „nad niczym nie dywagowali, stanęli do dzieła i stworzyli dzień 15 marca, z pomocą jednego wiersza i brzęku kilku dekoracyjnych szabel prawników. A my dziś dzięki temu żyjemy”. Tak mógłby napisać również o pesztańskich młodzieńcach roku 1956. Zaczęli, wykonali i prawdziwie my teraz dzięki temu żyjemy. I mógł w ten sposób napisać o masowych demonstracjach przewracających ustrój państwa w 1989 roku, dzięki którym jednocześnie odepchnęliśmy komunistów od władzy i wypchnęliśmy radzieckie wojska z kraju. Rzeczywiście, my teraz też dzięki temu żyjemy. To prawda, począwszy od 1848 roku żyjemy dzięki jednemu wierszowi, żyjemy wierszem wolności Węgrów: „Na Boga Węgrów przysięgamy, przysięgamy, że już więcej nie będziemy niewolnikami!” [S. Petőfi, Nemzeti dal: Talpra magyar, hí a haza! - Pieśń narodu: Powstań, Węgrze, Ojczyzna woła!]. Cóż jednak moglibyśmy powiedzieć my, dzisiejsi Węgrzy naszym rodakom roku 1848? Czy jesteśmy jeszcze wierni tamtej przysiędze? Czy Węgrzy są dziś wolni? Czy wolnym jest ten Węgier, który tonie w długach? Czy wolnym jest ten Węgier, dla którego własny dom pozostaje tylko marzeniem? Czy wolnym jest ten Węgier, który po trzykroć zastanowi się czy ma przyjąć nowe dziecko? Czy wolnym jest ten Węgier, który od lat nie znajduje pracy? Czy wolnym jest ten Węgier, którego dziecko chodzi głodne? Czy wolnym jest ten kraj, gdzie ze 100 forintów podatku, 90 idzie do wierzycieli? Czy wolnym jest ten kraj, który zamiast stać na twardym gruncie, grzęźnie w długach? Mimo to, od czasów wielkiego marca, nigdy nie byliśmy tak blisko wolności, jak teraz. Gdyż jeszcze nigdy nie byliśmy tak zjednoczeni, jak dziś. Nie dajcie się Państwo zwieść, jeśli jutro w światowych gazetach przeczytacie, że tu, na tym placu było tylko kilkaset osób, a i te protestowały przeciwko rządowi. Rzecz w tym, że przez dziesiątki lat nie byliśmy tak silni, jak jesteśmy dzisiaj. Rzecz w tym, że jeszcze nigdy nie mieliśmy do dyspozycji tak wielu politycznych, konstytucyjnych i gospodarczych środków, byśmy mogli wyrwać się ze stanu bycia zdanym na czyjąś łaskę. Rzecz w tym, że dziś jest nas wystarczająco wielu i wystarczająco zdecydowanych na to, by po wywalczeniu naszych wolnościowych praw, wywalczyć również pełną wolność życia Węgrów.


Szanowni Uczestnicy uroczystości! Tisztelt Ünneplők!

Wolność oznacza dla nas to, iż nie jesteśmy gorsi od innych. Oznacza też to, że i nam należy się szacunek. Oznacza, że pracujemy dla siebie i za siebie, i nie spędzimy naszego życia jak niewolnicy zadłużenia. Oznacza również i to, że nie można odbierać nam dachu nad głową, naszych domostw. Wolność oznacza, że i my mamy prawo do otrzymania szansy, byśmy sami mogli zapracować na swój rozwój. Ani rozwoju, ani dobrobytu, ani sukcesu nie prosiliśmy od nikogo w prezencie. Na rzecz tych wartości zawsze pracowaliśmy i dzisiaj pracujemy. Pragniemy tylko szansy na sensowną pracę. Zabiegamy tylko o rozsądną i sprawiedliwą możliwość wyjścia z zadłużenia. Wolność oznacza to, że sami ustanawiamy prawa rządzące naszym życiem, że my sami decydujemy, co jest dla nas ważne, a co nie – według oglądu węgierskiego oka, według węgierskiego sposobu myślenia, idąc za rytmem węgierskiego serca. Dlatego to my sami piszemy naszą Konstytucję. Nie potrzebujemy kogoś, kto by prowadził nas jak osła. Nie potrzebujemy też niechcianej pomocy obcych, którzy prowadząc nas za rękę, chcą sterować naszymi poczynaniami. Dobrze znamy naturę nieproszonej pomocy towarzyszy. Umiemy ją rozpoznać nawet wtedy, gdy skrywa się ona nie za postawnym mundurem, ale dobrze skrojonym garniturem. Pragniemy, by Węgry mogły same zająć się sobą. Dlatego też obronimy naszą Konstytucję, która stanowi rękojmię naszej przyszłości. Jesteśmy świadomi ciężaru wyzwania oraz zadania, i z tego powodu wiemy, iż tu i teraz potrzeba nam  jednocześnie zarówno radykalnego Petőfiego, gotowego do czynu Kossutha jak i mądrego Széchenyiego.


Szanowni Uczestnicy uroczystości!

W świetle płomieni niszczących zamek Krasna Horka, wśród huku dochodzącego z międzynarodowego systemu finansowego, w samym centrum nawałnic europejskiego kryzysu gospodarczego musimy postawić najważniejsze pytanie, ale też musimy dać na nie odpowiedź. Czy zaakceptujemy stan bycia na czyjejś łasce, uzależnienie, które sięga już po uszy, czy też postawimy na te cnoty, które Węgra czynią Węgrem, suwerenność suwerennością a historię historią? Czy przyjmiemy los kolonii, czy też wybierzemy życie węgierskie, zbudowane i zagospodarowane zgodnie z najszlachetniejszą stroną naszej tożsamości.


Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Właściwym jest znać nie tylko nasze cnoty, ale i nasze słabości. Mikszáth kiedyś napisał i to, że Węgrzy mają tak dobre serce, że nie są w stanie kiedykolwiek posiadać dobrej administracji. Nie wstydzimy się tego, że mamy wielkie serce, które nie może długo znosić niesprawiedliwości; serce, które czasem ściąga na siebie fałszywe osądy losu. Również to jest prawdą, że i my nie zawsze przedstawiamy światu lepszą stronę naszego oblicza. Nieskazitelne narody nie istnieją. Dlatego przyjmujemy za coś naturalnego fakt, iż Węgrów można kochać i że można ich nie kochać. Jednej jednak rzeczy nikt nie może poddawać w wątpliwość: nasi bojownicy o wolność świat pchali zawsze do przodu. Do przodu, gdyż racja była po ich stronie. Nawet wtedy mieli rację, gdy wszyscy to negowali. W roku 48 mówiliśmy, że trzeba zburzyć mury feudalizmu i okazało się, iż mieliśmy rację. W roku 56 mówiliśmy, że trzeba roztrzaskać, zerwać kajdany komunizmu i okazało się, iż to my mieliśmy rację. Dziś również wielu nieufnie nam się przygląda. Dokładnie tak patrzono na nas w roku 48/49, gdy Europa zamilkła, na nowo ucichła, lecz później feudalny świat w całej Europie runął w pył, a na jego miejscu wyrosły silne narody. Podobnie patrzono na nas w 56, jednak komunistyczna tyrania, w którą to my wbiliśmy pierwszy klin, w końcu rozpadła się, a Europa mogła się jednoczyć. Europejscy biurokraci dziś również nieufnie patrzą na nas, albowiem mówimy: potrzeba nowych szlaków. Mówimy: trzeba się wydrzeć z więzienia długów/ z lochów zadłużenia. Mówimy też, że tylko silne narody mogą na nowo uczynić Europę wielką. I zobaczycie, Drodzy Przyjaciele, znów będziemy mieli rację. Feudalizmu nie zniszczyli lennicy, a komunizmu zaś nie zburzyli sekretarze. Podobnie panowania [finansowych] spekulantów nie wyeliminują spekulanci lub biurokraci i to nie oni wyciągną później z rowu wykolejony wóz pogruchotanej Europy. Nie oni, lecz ci europejscy obywatele, którzy żyją z własnej pracy, z własnych wysiłków, gdyż teraz jest czas, by nadszedł ich świat. Jeśli tak się nie stanie, oznaczać to będzie koniec Europy. Już marcowa młodzież dostrzegała to, czego dziś w Europie wielu nie chce zauważyć, że finansowa niezależność jest warunkiem wolności. Dlatego wśród 12 Punktów [z 15 marca 1848r.] musiał się znaleźć niemożliwy do pominięcia postulat dotyczący banku narodowego. I choć marcowi młodzieńcy nie byli członkami rad nadzorczych ani bankierami, znali ciężar sprawy banku narodowego. Wiedzieli, że nie jest niezależnym ten narodowy bank, który jest niezależny od narodu. Bank narodowy wtedy jest prawdziwie niezależny, gdy broni gospodarkę narodu wobec obcych interesów. I oni wiedzieli, i my wiemy, że człowiek o trzeźwym umyśle nie powierza sąsiadowi klucza do swej spiżarni


Szanowni Uczestnicy uroczystości!
Często wydaje się, że Węgrzy w swych walkach o wolność pozostają sami. My jednak wiemy, że nie jesteśmy osamotnieni. Dziś też są polscy Bemowie, francuscy Richárdzi Guyonowie, serbscy Jánosze Damjaniche, niemiecko-austryjaccy Karolowie Leiningenowie. Stają przy nas czescy, łotewscy, słoweńscy i rumuńscy przyjaciele. Nie tylko występują w naszej obronie, ale też są tu teraz z nami. Przybyli, by razem z nami świętować, litewscy i polscy przyjaciele. Chwała Litwie! Niech Bóg błogosławi Polskę! [dosł. niech darzy życiem]. Za wolność naszą i waszą! [wypowiedziane po polsku i po węgiersku]. To było zawołanie Polskiego Legionu, które i dziś uznajemy za aktualne. Z nami jest również wiele dziesiątków milionów w ciszy cierpliwej, ukrytej Europy, która żywi przywiązanie do narodowej suwerenności i wciąż wierzy w chrześcijańskie cnoty, które kiedyś wynosiły nasz kontynent na światowe szczyty. Oni wierzą w odwagę/ męstwo, w uczciwość, w wierność i w miłosierdzie. Są, jest ich wielu, którzy pamiętają Powstanie 56 roku i uznają: Węgrzy, mieliście rację! Oni wiedzą, iż jesteśmy zdolni przeciwstawić się niesprawiedliwościom miażdżących potęg. Dlatego właśnie szanują nas ci, co nas szanują i dlatego też atakują ci, co nas atakują.
W ciągu minionych 150 lat ogrom niesprawiedliwości dotknął Węgrów i wobec wielu stajemy i dziś. A przecież nigdy nie pożądaliśmy własności drugich, ani nie chcieliśmy mówić innym, jak mają żyć i co mają myśleć. Mimo to wielekroć stawaliśmy się ofiarami zmiennych wiatrów światowej polityki. Nie ulegliśmy jednak pokusie, by okręt Węgier manewrować w stronę portu wód bezwietrznych i letnich, jakim jest tanie użalanie się nad sobą. Użalanie się nad sobą i oburzanie się ofiary należą do zwyczajów ludzi przegranych, którzy starają się usprawiedliwiać swoje niepowodzenia i bezsilność. Nie ma to nic wspólnego z odwagą ludzi roku 48, ani roku 56, nic wspólnego z odwagą bojowników o wolność, ani z ich pełnym zapału do działania instynktem życia. Jeśli wszyscy będą czuli się tylko ofiarami, jak zdołamy wyjść z kłopotów? Jeśli każdy będzie się uważał za ofiarę, kto będzie tu pracował? Użalanie się nad sobą osłabia, rozmiękcza kości, zasusza charakter, czyniąc go lękliwym. Do zwycięstwa, do sukcesu, do wywalczenia sprawiedliwego traktowania potrzeba odwagi i siły. Współcześni kolonizatorzy cierpliwie tropią swoje cele, usypiają i powoli trawią życiowy instynkt oraz odporność wypatrzonych narodów. Dokładnie tak, jak się gotuje naiwną, głupią żabę, powoli, stopniowo podnosząc temperaturę wody. I choć żabka miejsca ma mało, dobrze się czuje, przyjemnie jej, nawet do głowy jej nie przyjdzie, żeby się czegoś obawiać. Zupełnie nie rozumie, a później już nawet nie chce rozumieć, co się z nią wyprawia – zanim otrzeźwieje, już jest ugotowana. Tak wpadają w służalczy stan bycia na czyjejś łasce nawet te narody, które dawniej były dumne i mocne. W ten sposób na szyje milionów rodzin trafia jarzmo, a w ich usta wędzidło. W ten sposób dochodzą do tego, że zamiast zapracowanych i zasłużonych owoców swojej pracy, swoim dzieciom przekazują napęczniałe aż do niespłacalności kredyty, a z nimi skurczone horyzonty swego własnego losu. Tak stało się też z nami po roku 2002. Ludzie nawet nie spostrzegli, że wygodnymi kredytami miło i powoli a zostaniemy ugotowani. W ostatnim momencie wyskoczyliśmy z tego gara.


Szanowni Uczestnicy uroczystego wspomnienia!

Są być może tacy, w których zrodzi się myśl: czy rozsądną rzeczą jest walczyć o wolność w tak trudnych, kryzysowych czasach? Czy możemy sobie na to pozwolić? Czy nie lepiej by było jakoś cicho przeczekać w bezwietrznym miejscu? Lecz właśnie tego typu mędrkowanie utrwala podległość i barykaduje drogę udanego wybicia się. Wolność nie jest luksusem tylko tych, którzy żyją w dobrobycie, tak jak godność nie jest przywilejem bogatych. Jeden z największych mistrzów dokładnego i trafnego węgierskiego języka tak nas uczył: „przybądź, wolności, ty stwórz mi porządek!”. Wszystko, czego pragniemy, wyrastać może tylko i wyłącznie z wolności. Taka jest zasada rzeczy. Wszystko inne jest mirażem/ mamidłem, iluzją, mrzonką i zwodzeniem samego siebie. To właśnie uzależnienie finansowe jest przyczyną trudności naszego codziennego życia. Bez wolności nasze życie nigdy nie będzie lepsze.
Szanowne Panie, Szanowni Panowie!
Sensem walki o wolność nie jest walka sama w sobie, lecz to, co po niej ma nadejść. Nie wystarczy złego wyrzucić, trzeba go przezwyciężyć. Ale nie wystarczy przezwyciężyć, trzeba też stworzyć dobro, tak, by zły nie miał dokąd powrócić. Wiele uczyniliśmy w tym względzie w ostatnich dwóch latach. Uwolniliśmy setki tysięcy rodzin z pułapki kredytowej. Wprowadziliśmy banki i koncerny w trud dźwigania kosztów publicznych. Mamy wreszcie gotową do przetrwania próby czasu Konstytucję. Rozebraliśmy też ostatnie zapory stojące przed ponownym zjednoczeniem narodu ponad granicami. Odnowiliśmy i zreorganizowaliśmy państwo. Zahamowaliśmy wzrost bezrobocia. Dużo uczyniliśmy, bardzo dużo, ale wciąż nie wystarczająco dużo. Moi świętujący Przyjaciele, my jeszcze pamiętamy o nauce, która mówi, że prawda czyni wolnym. Ojczyzna nasza potrzebuje gospodarczego sukcesu, lepszego systemu edukacji, służby zdrowia i wyższych pensji. Lecz najbardziej potrzebuje ona prawdy, gdyż zbyt wiele kłamano jej i o niej. Owocami kłamstwa są niezgoda, nienawiść i oszustwo, dlatego właśnie nie możemy też okłamywać samych siebie. Gdy będąc w opozycji spotykaliśmy się po raz ostatni 15 marca, grubo do przodu przestrzegaliśmy siebie: jeśli chcemy przezwyciężyć nasze problemy, jeśli chcemy odnieść zdecydowane zwycięstwo nad naszym złym położeniem i jego żołdakami, to w pierwszym rzędzie każdy Węgier w sobie samym powinien pohamować prowadzące do samozniszczenia żądze, w sobie samym powinien przeprowadzić dogłębną przemianę, z którą w sposób trwały odniesie się do uczciwości, obowiązkowości i pracy, a z nimi stanie u boku ojczyzny. Tylko tak można osiągnąć prawdziwe, dogłębne, podniosłe zwycięstwo. Węgry mocno zmieniły się w ciągu ostatnich dwóch lat i sami Węgrzy zmienili się bardzo. Jednak do tego, abyśmy wyruszyli, musimy najpierw powstać. Na tym etapie znajdujemy się teraz. To, co już się wydarzyło jest ważne, ma swoją powagę i jest głębokie, ale nie jest wystarczające. Jeszcze nie jest wystarczające.


Szanowni Zgromadzeni!
Doskonale rozumiemy, że Europa ma wiele problemów. Tryby trzeszczą, ścięgna się napinają. Jednak jako europejski naród o tysiącletniej tradycji mamy jedno żądanie. Żądamy dla Węgrów równości. Jako europejski naród żądamy równego traktowania. Nie będziemy europejskimi obywatelami drugiej kategorii. Uprawnione jest nasze żądanie, by wobec nas stosować tą samą miarę, którą stosuje się wobec innych krajów. Historia uczy nas, że rozwój Europy i Węgier są nierozerwalne. Zawsze gdy Europa przeżywała trudności, pogarszał się też los Węgier. Nie cieszy nas, ale rozumiemy, że europejskie stowarzyszenie nie jest stowarzyszeniem świętych. Z drugiej strony nie możemy bezczynnie patrzeć, gdy jakikolwiek polityczny czy duchowy kierunek próbuje Europie narzucać siłą jakiś świętokradczy alians. Europa nie może się poddawać i rezygnować z siebie samej. Poczucie wzajemnej przynależności nie może być dalej osłabiane. To prowadziłoby do przegranej i do upadku Europy. Dlatego Europa nie może porzucać całych krajów. Jeśli nie przebudzimy się na czas, w efekcie końcowym sama Europa też stanie się kolonią nowoczesnego światowego systemu finansowego.


Szanowne Panie, Szanowni Panowie!
Na wolność narodu składa się osobista wolność wielu milionów ludzi.
Każdy ma swoje osobiste zmagania, każdy walczy o osiągnięcie swoich celów, marzeń, walczy dla dobra tych, których kocha i którzy są dla niego ważni. Siły ich wszystkich sumują się i ta połączona siła posuwa do celu wolnościowe walki narodów. Ludzie zalęknieni nigdy nie będą odważnym narodem. Odwagą naszego narodu jest suma osobistej odwagi Węgrów. To właśnie o nich wszystkich myślimy, gdy oddajemy cześć odważnym. Myślimy o tych, którzy wytrwale staczają potyczki swej codzienności: wcześnie wstają, pracują, walczą o swe rodziny, są przedsiębiorczy, planują, szukają nowych dróg i przedzierają się, gdy brak wydeptanych ścieżek. Cokolwiek się zdarzy, ktokolwiek próbuje ich zniechęcić, namówić do kapitulacji, oni nie dają się zachwiać, oni wiedzą, że odejście stąd gdzieś daleko nie przyniosłoby żadnej odpowiedzi. To ci, którzy nie akceptują dryfowania, lecz podejmują decyzje i działają. Nie czekają, aż ktoś zdecyduje za nich. Mają swój pogląd na świat i swoje w nim miejsce, na swoje życie, i stają w ich obronie. Bronią siebie, swoich rodzin, swojego narodu. To ci, którzy od świata nie oczekują niczego innego, tylko prawdy. Prawdy dla Węgier! To oni zwyciężają bitwy na rzecz całego narodu. Tak było w roku 48, tak jest i dziś. Chwała odważnym!
Naprzód, Węgry! Naprzód, Węgrzy!

Hajrá, Magyarország, hajrá magyarok!
Jak

http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/niech-bog-blogoslawi-polske

wpisał j.b. (2012-03-19)
wpisał: j.b. (2012-03-12)

Pomóż Przemyślowi upamiętnić Lecha i Marię Kaczyńskich!

otrzymane mailem


Jesienią w Przemyślu zakończy się budowa drogi obwodowej. Miasto chce nadać nazwę mostowi na Sanie oraz dwóm prowadzącym do niego ulicom. Z propozycji zamieszczonych na stronie internetowej miasta wynika, że most mógłby nosić imię Lecha i Marii Kaczyńskich a jedna z prowadzących do niego dróg, imię Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Lokalna prasa informuje o zorganizowanej kampanii, mającej na celu utrwalanie przekonania, że „rozsądek” nakazuje wymazać ze świadomości pamięć o Prezydencie i zmarłych w katastrofie. Inicjatorzy kampanii piszą na facebooku:
 
 „Minęły już prawie dwa lata od tej katastrofy, a widmo Smoleńska ciągle nas straszy. Dlatego zachęcamy. Oddajmy swój głos w sondzie i nie pozwólmy, aby katastrofa zabiła w nas zdrowy rozsądek”


Prezydent miasta Przemyśla Robert Choma zachęca do oddania głosów w sondzie internetowej, deklarując jednocześnie, że  oddany głos w tej kwestii będzie pomocny w pracach Komisji do spraw Nazewnictwa Ulic i Placów oraz ostatecznym wyborze, który zostanie dokonany przez Radę Miejską.
Wprawdzie zwraca się on głównie do mieszkańców miasta nad Sanem, jednak nie ma przeszkód, by każdy, komu nie jest obojętne, jaką nazwę noszą i będą nosiły mosty, ulice, place, mógł oddać swój głos w tej sprawie. Przemyśl to przecież też Polska, tak samo, jak Gdańsk, Suwałki, czy Wrocław. Pozostając bez reakcji na ten „rozsądny” wpis na facebooku, nie oddając swojego głosu w sondzie internetowej, przyznajemy rację autorom cytowanego tekstu.

Głosować można na stronie internetowej: www.przemysl.pl/sonda. W aktywnym polu należy wpisać adres swojej poczty elektronicznej i po otrzymaniu wiadomości kliknąć w przesłany link. Wówczas otworzy się strona internetowa z propozycjami nazw. Należy wybrać tę, na którą chcemy głosować i zatwierdzić przez wysłanie sondy. Głosowanie trwa do 31 marca 2012 roku.

wpisał: j.b. (2012-03-03)

dokąd wychodzicie? Bo wy wychodzicie z Polski!

Stefan Truszczyński http://wpolityce.pl/artykuly/24061-zastanowcie-sie-dokad-wychodzicie-bo-wy-wychodzicie-z-polski-patrze-na-ten-exodus-i-nie-moge-uwierzyc

Patrzę beznamiętnie w niemy obraz na małym ekranie. Sejm. Widzę – wszyscy wstają, więc włączam fonię. To informacja bieżąca: w czasie minuty ciszy za Żołnierzy Wyklętych posłowie SLD i ci od Palikota ostentacyjnie wychodzą z sali.

Patrzę na ten exodus i nie mogę uwierzyć. Kogo myśmy wybrali do Sejmu. Kim są ci ludzie, którzy publicznie dają wyraz pogardy wobec tysięcy pomordowanych w więzieniach UB. Kim są ludzie, którzy zakłócić chcą nawet ten drobny gest pamięci wobec ofiar powojennego terroru i wojny domowej.

Kto inicjuje takie zachowanie?

Nasz kraj się dzieli. Na naszych oczach. Czy to nieodpowiedzialność ludzi dążących do wywołania społecznego zwarcia? Czy to bezczelność populistów, którzy dla kariery z niczym się już nie liczą? Czy to głupota i bezwstydność ludzi świadomych, że teraz uchodzi bezkarnie nawet pogarda dla patriotów, że można znieważać naszych żołnierzy, którzy ginęli za wolność Polski stając w beznadziejnej walce po stronie prawdy i honoru?

Zastanówcie się: dokąd wychodzicie? Bo wy wychodzicie z Polski!

wpisał: j.b. (2012-02-08)
Warszawa, 06.02.2012 r.


Szanowni Państwo

Jestem reżyserem i producentem filmu „Historia Roja czyli w ziemi lepiej słychać”. Sytuacja zmusza mnie prosić Państwa – internautów i czytelników gazet, a zwłaszcza tych z Was, którym na sercu leży wolność wypowiedzi – o pomoc w dokończeniu mojego filmu.
Film ten powstaje wyłącznie dlatego, że przez chwilę zaistniała w Polsce IV RP, a jest zagrożony, ponieważ trwała zbyt krótko. Jednak po 10 kwietnia 2010 roku, w wyniku dramatycznej rozbieżności między oficjalną fasadą a sumieniem Polaków, powstał drugi obieg kultury i determinacja w obronie tożsamości narodowej. Wierzę, że ta determinacja zmobilizuje Państwa do wzięcia udziału w powstaniu filmu „Historia Roja” o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu, żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, odznaczonym pośmiertnie w 2007 roku Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który projekt filmu obdarzył jednym ze swoich ostatnich patronatów.
Z pisma, które otrzymałem w styczniu 2012 r., podpisanego przez dyr. Jerzego Barta z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, ale przedstawiającego stanowisko także pozostałych współproducentów filmu, TVP SA i SKOK, wynika, że współproducenci w dalszym ciągu nie są zainteresowani powstaniem tego filmu w jego pełnym, optymalnym kształcie, a w przypadku, gdybym nie zgodził się na inny, o pół godziny krótszy kształt – żądają zwrotu kosztów. Żądanie współproducentów jest po pierwsze niewykonalne – ich zaangażowanie finansowe zostało w całości wykorzystane do produkcji filmu (obecnie na etapie kopii roboczej), a sama produkcja jest zresztą zadłużona na dziś kwotą ok. 0,5 mln zł, a po drugie – nie do przyjęcia, gdyż zakłada, że film ma nie powstać.
Dlatego, mając na uwadze dobro filmu, a także wolność wypowiedzi i pamięć historyczną, postanowiłem, wbrew intencjom koproducentów, podjąć próbę ukończenia filmu. Zamierzam dystrybuować film w kopii roboczej w całej Polsce a także poza jej granicami. A ponieważ celem tego działania jest powstanie pierwszego filmu o Żołnierzach Wyklętych, proszę Was o udział w dobrowolnej zbiórce pieniędzy przeprowadzanej w trakcie pokazów. Zainteresowanych dodatkowym wsparciem akcji prosimy o kontakt mailowy.
Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczypospolitej uchwałą Zarządu poparło moją inicjatywę i postanowiło udostępnić specjalnie założone dla potrzeb akcji ratowania filmu subkonto oraz wystąpić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o zgodę na prowadzenie publicznej zbiórki.
Zainteresowanych pomocą w akcji „Ratujemy Roja” oraz pokazami kopii roboczej filmu „Historia Roja” prosimy o kontakt na adres mailowy: ratujemyroja@wp.pl
Dokładniejszą historię produkcji filmu znajdą Państwo pod: http://historiaroja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=7&Itemid=2
http://www.facebook.com/pages/Film-Historia-Roja/106628269403128


Jerzy Zalewski   


JERZY ZALEWSKI Ur. 11.04.1960 Absolwent Wydziału Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej im. Schillera w Łodzi (1988).
Autor kilkunastu filmów dokumentalnych, m. n. głośnych "Tata Kazika", "Oszołom" (o Michale Falzmannie, odkrywcy afery FOZZ), "Obywatel poeta" (o Zbigniewie Herbercie),  ok. 10 spektakli Teatru TV (m. in. "Kwatera Bożych pomyleńców", "Psie głowy") , trzech filmów fabularnych:

-    1991 “Czarne słońca”. Przypowieść w konwencji science-fiction. Muzykę do filmu zrobił zespół Kult

Obsada: Tomasz Dedek, Jan Frycz, Ewa Dałkowska, Sławomir Orzechowski, Cezary Pazura, Mieczysław Voit i inni.
-    1999 “Gnoje”. Fabuła oparta na powieści Andrzeja Stasiuka “Biały kruk” – dotyczy pokolenia urodzonych w roku 1960, które w dramatycznych okolicznościach, z pewną niechęcią osiąga dorosłość.
Obsada: Mariusz Bonaszewski, Mirosław Baka, Olaf Lubaszenko,  Piotr Bajor. Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Jerzy Nowak i inni.
OSTATNIE REALIZACJE
Filmy dokumentalne
-    2006 “Teatr wojny”. Film o Stefanie Brzozie, bardzie i ofierze Stanu Wojennego.
-    2007-10 „Kadry-film o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych”, film 3-częściowy.
-    2006-07 „Jerzy Giedroyć i jego Kultura” 6-odcinkowy film zrealizowany dla Instytutu Adama Mickiewicza. Ukończony, Nie przyjęty z powodów politycznych.
-    2007 „Elegia na śmierć Roja” –film o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu „Roju”.
-    2008 Teatr TV “Kwatera Bożych Pomyleńców” wg Władysława Zambrzyckiego.
-    2009Teatr TV „Psie głowy” wg Marka Nowakowskiego.

Pełne CV reżysera znajdą Państwo pod:

http://historiaroja.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=4&Itemid=4


Jadwiga Chmielowska, (2012-02-05)

Pomieszałam szyki RAŚ-owi

 

Dziś miała być wielka RAŚ-owa feta: "Polskie obozy koncentracyjne". Najpierw film pod tym tytułem a potem wielce naukowa dyskusja, Profesory i towarzystwo młodzieży akademickiej - studenci Gorzelika i profesora Kaczmarka. Gorzelik członek Zarządu Województwa postanowił dokopać Polakom - wszak Polska to nie jego Ojczyzna, jak sam głosi. Poszłam na to spotkanie w kinie "Rialto". Organizatorem było Muzeum Sląskie w Katowicach. Instytucja samorządowa podległa (kasa) Marszałkowi - czyli Gorzelikowi. Gorzelik odpowiada w województwie śląskim za kulturę i edukację.

Powiadomiłam przyjaciół w całej Polsce. Niestety widać, że można liczyć tylko na Stowarzyszenie SOLIDARNI 2010. Przyszło kilka osób. Dzięki publikacji na stronie wpolityce.pl, w którym przeprowadzono rozmowę z Maciejem Odorkiewiczem - przedstawicielem środowiska ŚZŻAK, który wysłał od razu, gdy go powiadomiłam o imprezie RAŚ-u, list do MSZ-tu. RAŚ-owcy nie czuli się pewnie. Wyemitowano film bez napisów. Nie pokazano tytułu "POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE".

Potem prof. Ryszard Kaczmarek z uniwersytetu Śląskiego mówił bardzo ogólnie i zupełnie inaczej niż w artykule, który ukazał się w gazecie RAŚ. Prof Norbert Honka (Uniwersytet w Opolu), też bardzo łagodnie mówił o łagrze w Łambinowicach. Dr Dziurok z IPN nie pojawił się w ogóle. Gorzelik plótł o tym, że to były polskie obozy bo przecież po 45 r. była Polska. I polityka polska chciała jednolitego narodu.....

 Miało się to odbyć grzecznie i bez głosów z sali. Jeszcze wczoraj taki był scenariusz. Ale wiedziano że moja emisja głosu przebije wszystkie głośniki.

Zabrałam glos i w skrócie mówiłam o tym, że Polska po 44-45 roku była sowiecką strefą okupacyjną. Działał Rząd w Londynie a polscy partyzanci - Żołnierze Wyklęci strzelali do tych, co te łagry tworzyli. Powinno się nazywać te obozy Komunistycznymi Łagrami na Śląsku i tak nazywałam je robiąc 17 lat temu programy dokumentalne na antenie TVP Katowice.

Komendant najkoszmarniejszego Łagru ZGODA, zmarł w 2007 r w Izraelu.

Swoje wystąpienie, które jest już w internecie zakończyłam tym, że mnie jako Polce jest wstyd, że Gorzelik wypowiadający takie tezy jest w Członkiem Zarządu Województwa Sląskiego! http://w195.wrzuta.pl/audio/aWYlerdsPjj/spor_o_t...

Oklaski nielicznej grupy Ślązaków - polskich patriotów. Do końca już się RAŚowcom nie kleiło. Wszystko zobaczycie Państwo w internecie.
Szkoda, że nie było nikogo z katowickiego Klubu Gazety Polskiej. Wydali jednak fajne Oświadczenie.
Mała grupka awanturników z RAS jest w stanie trzymać w szachu województwo, bo naszym się nie chce wyjść z domu.......

POSŁUCHAJCIE SAMI CAŁOŚC:
http://w789.wrzuta.pl/audio/akTNJpFvO09/120202_s...