Jacek Bezeg (2013-01-24)

22 stycznia 2013 w Opolu.


Obawialiśmy się planując tą uroczystość, czy ludzie przyjdą i jak zniosą, jak długo wytrzymają na dość silnym, jak na opolskie standardy, mrozie jaki był prognozowany na ten wieczór. Okazało się jednak, że niesłusznie. Jest jeszcze w naszym mieście i okolicy sporo patriotów. W każdym razie więcej niż na Wiejskiej, gdzie projekt uczynienia roku 150 rocznicy Powstania Styczniowego, rokiem tej rocznicy poświęconym, nie znalazł poparcia wystarczającego, by wejść w życie.

Nie przejmujmy się jednak takimi drobiazgami, a cieszmy się skoro świętujemy. Z całą pewnością optymizmem musi napawać fakt, że pomimo braku poparcia „czynników" potrafili się zebrać i wspólnie świętować przedstawiciele różnych środowisk. Uroczystość okazała się podniosła i wzruszająca.

A aura, a mróz? Jak słusznie zauważył jeden z mówców pomagały nam one lepiej wczuć się w tamte dni. Lepiej zrozumieć, wyobrazić sobie jak czuli wtedy tamci chłopcy, co to „poszli w bój bez broni”. Skoro broni brakowało to zapewne i wielu innych rzeczy, także stosownych zabezpieczeń przed zimą.
Tak więc kto nie był, albo nawet i był, ale nie zmarzł porządnie, ten nie wie kim byli Styczniowi Powstańcy, a przecież jednym z naszych celów było propagowanie tej wiedzy.
Tym którzy wiedzą, dla przypomnienia, a innym dla wiadomości przekazuję tekst wprowadzenia do uroczystości wygłoszony przez Prezesa OSPN Jurka Łysiaka.

A jeszcze niżej jest link do krótkiego filmiku z uroczystości obchodów w Opolu 150 rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Polecam. 

Dokładniejsza relacja :  http://www.ngopole.pl/2013/01/23/opole-pamietalo-o-powstaniu-styczniowym-wideorelacja/

 

 

Jerzy Łysiak

Prezes OSPN


Wystąpienie rozpoczynające manifestację Pamięci

w 150 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego


We wszystkich wspomnieniach rocznicowych o Powstaniu Styczniowym, no, może z wyjątkiem tych, wygłoszonych przez obecnego prezydenta, uderza paralelność wydarzeń sprzed 150 lat, z czasem obecnym. To tak, jakby Powstanie było wczoraj, a od wczoraj nic się nie zmieniło. To samo społeczne niezadowolenie, takie same manifestacje i marsze w Warszawie i innych miastach, te same podziały społeczne na obywateli statecznych, rozsądnych, szanujących porządek i na oszołomów, buntowników, którym nic się nie podoba, którzy dla jakichś tam mrzonek o wolności, niezawisłości, gotowi są zaprzepaścić te wszystkie niebagatelne zdobycze, którymi w łaskawości swojej obdarzyli nas możni tego świata, podpalają kraj, skazuję na śmierć lub nędzę i poniewierkę współobywateli, pragnących żyć w spokoju.

Niełatwo skupić się nad zdarzeniem z odległej historii, wszak w przeszłość odeszło już 6 pokoleń, bo myśl ciągle ucieka do chwili obecnej, do zdarzeń sprzed miesiąca, tygodnia.

W roku 1963, w setną rocznicę pisałem pracę maturalną nas temat Powstania. W domu mój dziadek po kądzieli opowiadał wtedy o swym dziadku, Grzegorzu, który poszedł do lasu walczyć w Powstaniu. Opowiadał o tym z dumą, z iskrą w oku, wszak chlubił się jego bohaterstwem. Być może dlatego wstąpił do POW i podobnie jak stryj Stefan, w roku 1920 poszedł na bolszewików. Opowiadając o tym wyjmował zza szafy dwa obrazy, które tam trzymał: portret Piłsudskiego w mundurze, z szablą i kolorowy Cud nad Wisłą. W szufladce pod lustrem trzymał medale.

Od dziecka nasłuchałem się i naczytałem o Powstaniu Styczniowym, mam jakąś elementarną wiedzę o nim, ale nie jestem historykiem, nie potrafię o nim myśleć i mówić inaczej, jak tylko poprzez te osobiste przeżycia. Nie ja jeden zresztą.

To właśnie ten osobisty stosunek do wydarzenia sprzed półtora wieku, kazał nam tu przyjść, bo lata mijają, przodkowie odchodzą, a Powstanie jakby się nie kończy. Nie skończyło się wszak, jak uczenie piszą, półtora roku po wybuchu, bo jakże inaczej mogłoby doprowadzić do zwycięskiej niepodległości w roku 1918. Przecież, co by nie mówić, nie byłoby wolnej Polski, nie byłoby II Rzeczypospolitej, która nas taką dumą napawa, bez Powstania Styczniowego. Te wszystkie teoretyczne kalkulacje są ważne, te wszystkie analizy, oceny, ale ostatecznie liczy się czyn, czyn zbrojny. Ofiary walki o niepodległość są jej zasiewem i bez nich, bez ich krwi i cierpienia nie da się zachować wolności narodowej, państwowej.

Dość, pozwólmy mówić innym.

Obecną uroczystość rocznicową zorganizowały opolskie środowiska patriotyczne. Chciałbym wymienić tu Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej, w imieniu którego przemawiam, miejscowe ogniwo Prawa i Sprawiedliwości, Klub Gazety Polskiej, Obóz Narodowo-Radykalny, Uniwersytecką Komisję NSZZ „Solidarność” z Wszechnicą, Ligę Obrony Suwerenności, Stowarzyszenie „Stop Korupcji”, Ligę Polskich Rodzin, organizację rodłacką rodowitych ślązaków. Witam gorąco Stowarzyszenie Pamięci 19. Pułku Ułanów Wołyńskich im. Generała Edmunda Różyckiego w pięknych historycznych mundurach Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej. Serdecznie witam obecnych tu przedstawicieli i sympatyków wszystkich wymienionych organizacji, osoby manifestujące programowo patriotyzm.

Witam wszystkich mieszkańców którzy przybyli tu przecież także z pobudek patriotycznych. Witam przedstawicieli miejscowych mediów: prasy, stacji radiowych, telewizyjnych i portali internetowych, wśród nich portal internetowy NGO i dwumiesięcznik Historia Lokalna. Wasza robota wokół Polski, zwłaszcza jej historii, głoszenia jej chwały, szczególnie dzisiaj, jest bardzo ważna.

W czasie naszej uroczystości wysłuchamy kilku krótkich przemówień oraz poezji i pieśni powstańczych.

 

 http://www.youtube.com/watch?v=KKyweR2c4KQ

 

Z całą pewnością najlepsze relacje i dźwiękowe, i filmowe znajdują się w archiwach Policji, bo oczywiście tak ryzykowne i niebezpieczne wydarzenia muszą Panowie policjanci rejestrować, jak wyjaśniali dla naszego dobra i bezpieczeństwa. A więc dziękujemy za towarzyszenie i ochronę. Szczęść Boże!

 

 

admin (2013-01-10)

Roku Pańskiego 2013 ulicami Opola przeszedł po raz pierwszy orszak prowadzący Mędrców ze Wschodu za Gwiazdą do Betlejem. Podążali w nim mieszkańcy Opola i okolicznych miejscowości z dziećmi i całymi rodzinami. Wielu poprzebierało się na tą okoliczność bo okazja była przecież wyjątkowa.

Wyszli z opolskiej Katedry, dobre piętnaście minut trwało formowanie pochodu. Po wyjściu z Placu skierowali się od razy w kierunku Zaodrza. Po drodze próbował zatrzymać ich Herod, utrzymując, że to on jest prawowitym królem i jemu należy się hołd. Nie dali się jednak zwieźć, i poszli dalej. Czym bliżej Betlejem, tym było gwarniej i uroczyściej, grała orkiestra, ryczały krowy i inne bydło, rżały konie i oczywiście brzmiały liczne piękne polskie kolędy.

Aż doszli ulicami Niemodlińską i Prószkowską do Betlejem przy kościele pod wezwaniem św. Józefa w Szczepanowicach.

A w końcu w niezwykle uroczysty sposób nastąpił pokłon Trzech Króli w niezwykle bogatej oprawie.

Wszystko to pięknie sfilmował nieoceniony Józef Gorzkowski.

Warto zobaczyć ten obszerny ponad godzinny reportaż: http://www.youtube.com/watch?v=yFKM66Zbagk

Najpierw organizowanie się pod katedrą, Wymarsz 0:15:00, następnie przemarsz orszaku i od godziny 0:40:20 relacja spod pięknej szopki ze zwierzętami pod kościołem św. Józefa w Szczepanowicach. 

Krzysztof Wyszkowski (2012-12-13)

Pełna treść oświadczenia Krzysztofa Wyszkowskiego

Odpowiadając na pismo podpisane przez mec. Ewelinę Wolańską, ale niewątpliwie wyrażające wolę oraz intencje Lecha Wałęsy odpowiadam, co następuje:

Jest faktem, że na skutek operacji wycięcia nowotwora z móżdżku (która zakończyła się wybitnym sukcesem, za co dziękuję całemu Zespołowi szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku) oraz zakończonej powodzeniem operacji kręgosłupa (i tu składam serdeczne podziękowania temuż Zespołowi) oraz zapewne różnych innych powodów o charakterze mniej lub bardziej publicznym lub osobistym, rozpoznano u mnie tzw. incydent depresyjny, który udało mi się, wraz z personelem Szpitala Marynarki Wojennej, znowu z sukcesem, pokonać. Skoro już stan mojego zdrowia ma zajmować opinię publiczną, to informuję również, że z powodu trwałych skutków tych operacji zostałem dożywotnio uznany za osobę niepełnosprawną w stopniu znacznym.

Jednocześnie oświadczam, że czytelna w tym piśmie sugestia Lecha Wałęsy, jakobym był pozbawionym kręgosłupa moralnego wariatem, jest tchórzliwą próbą wycofania się rakiem ze sporu wszczętego z jego inicjatywy w 2005 roku.

Oświadczam więc, że w sensie prawnym i obywatelskim jestem całkowicie zdrów i w żadnym wypadku nie uchylam się od pełni odpowiedzialności za moje słowa i czyny, także te odnoszące się do agenturalności Lecha Wałęsy w latach 70. ub. wieku oraz konsekwencji tej agenturalności sięgających po dzień dzisiejszy. Komunikat o „chwilowym wstrzymaniu” przez mego prześladowcę „wezwania do zapłaty i egzekucji komorniczej” traktuję jako objaw zdawania sobie przez niego sprawy z nieodległego prawnego uznania jego dawnej agenturalności i, co za tym idzie, jego późniejszej i trwającej aż do chwili obecnej zależności od ludzi i aparatu peerelowskiego sowietyzmu.

Komunikat ten zastał mnie przy sporządzaniu pisma procesowego w sprawie mojego wniosku o wznowienie postępowania w sprawie agenturalności Lecha Wałęsy i chcę tę sprawę doprowadzić do końca, a więc do sytuacji, w której człowiek ukrywający się za pomawianiem mnie o chorobę psychiczną zostanie publicznie uznany za kłamcę lustracyjnego i pozbawiony odpowiednich praw publicznych. Wymiar kary za to i inne kłamstwa na szkodę społeczeństwa polskiego pozostawiam opinii publicznej.

Krzysztof Wyszkowski

10.12.2012 http://wpolityce.pl/

 

za:

http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=66499

 

filmik gdzie możemy zobaczyć Krzysztofa kiedy był jeszczew pełni zdrowia:

http://www.youtube.com/watch?v=rwNXv54bYDs&feature=player_embedded

Tomasz Kwiatek (2012-12-08)

Kartka z kalendarza: dziś mija 70. rocznica śmierci bł. o. Alojzego Ligudy, męczennika za wiarę i Ojczyznę

Alojzy Liguda SVD urodził się 23 stycznia 1898 r. w Winowie pod Opolem. Był polskim duchownym, błogosławionym Kościoła katolickiego, męczennikiem za wiarę i Ojczyznę.

Pochodził ze śląskiej rodziny. Był synem Wojciecha i Rozalii; miał sześcioro rodzeństwa. Po ukończeniu szkoły elementarnej w Górkach, w 1913 r. rozpoczął naukę w niższym Seminarium Misyjnym św. Krzyża w Nysie-Górnej Wsi. Dalsze jego plany pokrzyżowała I wojna światowa, w której walczył jako artylerzysta na froncie francuskim wraz z trzema braćmi (dwaj zginęli, a jeden wrócił z wojny jako inwalida). W 1920 r. Alojzy zdał maturę i wstąpił do nowicjatu Zgromadzenia Słowa Bożego w Międzynarodowym Seminarium Misyjnym św. Gabriela pod Wiedniem. W tym czasie bardzo przeżywał wybuch powstania śląskiego

Po odbyciu nowicjatu złożył śluby wieczyste (wrzesień 1926), a następnie 26 maja 1927 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk metropolity wiedeńskiego ks. kardynała Fryderyka Gustawa Piffila. Msza św. prymicyjna młodego werbisty odbyła się 6 lipca 1927 r. w kościele św. Krzyża w Opolu. Duchowny marzył o pracy misyjnej w Chinach lub na Nowej Gwinei, jednak jego przełożeni uznali, że potrzebny jest w Polsce i wysłali go do pracy w charakterze wykładowcy w Zakładzie Misyjnym św. Józefa w Górnej-Grupie koło Grudziądza. W latach 1930-1936 studiował filologię polską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Następnie został skierowany do Domu Prowincji Polskiej werbistów w Górnej Grupie, gdzie w czerwcu 1939 objął funkcję rektora. Pełnił też funkcję admonitora w radzie prowincjalnej.

29 października 1939 r., po wybuchu II wojny światowej, dom św. Józefa został zamieniony na obóz. W lutym 1940 r. wszyscy internowani tam duchowni zostali wywiezieni do obozu przejściowego Neufahrwasser, a stamtąd do niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Liguda kolejno trafił do Sachsenhausen, a 14 grudnia 1940 r. został zarejestrowany jako numer 22604 w KL Dachau. W obozie werbista był człowiekiem wybitnej działalności i odwagi. Dzięki doskonałej znajomości języka niemieckiego przydzielono go do obsługi izby oraz do uczenia języka niemieckiego. Był apostołem humoru i optymizmu. Jeden „z uczniów” opisuje taką lekcję: „Rozpoczynało się od rozstawienia stróżów przy oknach, aby ostrzec przed zbliżaniem się SS-manów. Tymczasem o. Liguda opowiada dowcipy, których posiadał niewyczerpane zapasy, czasami miał referat na różne tematy, albo też ktoś z księży dzielił się swoją wiedzą z innymi. I o. Ligudę spotykały czasami udręki ze strony władz obozowych. Pamiętam jak dziś, jak o. Liguda drżał jeszcze po otrzymaniu dziesięciu razów żelaznym prętem za to, że na chwilę przystanął w czasie pracy”. Werbista zwykł był mawiać: „Bóg wie wszystko”. Alojzy Liguda mógł być zwolniony z KL Dachau, o co starała się rodzina przez
nuncjaturę w Berlinie. Na propozycję gestapo o. Liguda oświadczył, że „jest Polakiem i w przyszłości chce pracować w Polsce”. Gestapo dodało jeszcze, że jako należący do inteligencji polskiej musi być na czas wojny odizolowany od społeczeństwa. Mimo to istniały obiektywne warunki do zwolnienia. Rodzina miała obywatelstwo niemieckie, on sam był żołnierzem armii pruskiej. Bracia zginęli na froncie podczas I wojny światowej. Wstawiał się za nim pastor ewangelicki z Górnej Grupy, gdyż o. Liguda obronił jego rodzinę i diakonisę przed gniewem wzburzonych ludzi po napaści Niemiec na Polskę. Jednak Liguda nie zmienił swoich przekonań nawet za cenę życia i wolności.

Według naocznego świadka, zamieszkałego w USA ks. Bernarda Goebela, Alojzy Liguda zginął w nocy z 8 na 9 grudnia 1942 r. zamęczony w trakcie barbarzyńskich niemieckich eksperymentów pseudomedycznych (badano zachowanie skóry ludzkiej w lodowatej wodzie, w czasie okrutnych eksperymentów, często zdzierano skórę z żyjących ofiar), a zwłoki spalono w krematorium w Dachau 12 grudnia 1942 r. Kilka dni później prochy – glinianą urnę z numerem 22604 przesłano do Winowa. Ojca Ligudę pochowano bez rozgłosu w grobie ojca Wojciecha w Winowie.

Liguda był świadomy zbliżającej się śmierci, a o czym świadczy jego ostatni list pisany miesiąc przed śmiercią. „Matka wkrótce ukończy 84 lata. Jak mocno życzę jej długiego wieku, tak nie chciałbym, by przeżyła swego najmłodszego syna, bo to byłoby dla niej tragedią rzeczywiście. Ja osobiście noszę się często z myślą, że wkrótce wrócę do domu mego Ojca i do moich braci. Może jednak Opatrzność poprowadzi mnie przez wiele niebezpieczeństw, żeby mnie uczynić duchowo dojrzalszym i bogatszym…”. W drodze na śmierć powiedział do spotkanego pisarza obozowego: „Gdy dowiecie się, że nie żyję, wiedzcie, że zamordowali zdrowego człowieka”. Matkę Niemcy poinformowali, że jej syn zmarł 8 grudnia 1945 r. w szpitalu na skutek gruźlicy płuc.

 


 

O. Alojzy Liguda został beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II 13 czerwca 1999 r. jako jeden ze 108 polskich męczenników II wojny światowej. W rodzinnej miejscowości, ulicę przy której stoi dom w którym się urodził nazwano jego imieniem. Jego nazwisko widnieje na postawionym w Winowie przez mniejszość niemiecką postumencie poświęconym pamięci miejscowych Niemców poległych podczas II wojny światowej. Nie ma też już pierwotnej tablicy nagrobnej z napisem „Zginął jako Męczennik wierny Kościołowi i Ojczyźnie w obozie KL Dachau„– obecnie na jego płycie napisane jest jedynie „Męczennik za wiarę”.

 Oprac. Tomasz Kwiatek

 

 

za:http://www.ngopole.pl/2012/12/08/kartka-z-kalendarza-dzis-mija-70-rocznica-smierci-bl-o-alojzego-ligudy-meczennika-za-wiare-i-ojczyzne-2/

 

zobacz też:  http://www.ngopole.pl/2012/12/08/upamietnijmy-wybitnego-polaka-bohatera-z-winowa/

 

Jacek Bezeg (2012-11-22)

Ksiądz Karol Stehlin w Opolu


Ksiądz Karol Stehlin przełożony Bractwa Świętego Piusa X  w Europie Środkowej i Wschodniej był 14 listopada w Opolu na nasze zaproszenie.

 

 


 

Udzielił kilku wywiadów,

 

 


 

wygłosił wykład o Mszy Świętej. Rozmawialiśmy też z nim bardziej kameralnie na różne tematy. Bardzo interesowała nas sprawa rozmów z Watykanem mających na celu uregulowanie statusu Bractwa jako części Kościoła. Jaki był ich przebieg i co przeszkodziło w pomyślnym ich zakończeniu?  

Wiadomo, że dyskutowano usiłując osiągnąć akceptację Bractwa dla wszystkich dokumentów SW II. Jak usłyszeliśmy, wszelkie deklaracje, oświadczenia o wyznawanych zasadach, przedstawiane przez przełożonych Księdza Stehlina przyjmowano za prawdziwie zgodne z powszechnie przyjętymi w Kościele Prawdami Wiary. Problemy zaczynały się kiedy druga strona, Watykan usiłował otrzymać zgodę Bractwa na stosunkowo niewielki ilościowo, lecz istotny jakościowo pakiet zagadnień, które można nazwać „osiągnięciami SW II”, a które w istocie swej są sukcesem grupy pragnącej uczynić Kościół „przyjaznym” protestantom, masonom i innym jego wrogom. Przedstawiciele FSSPX odpowiadali w tym momencie sprzeciwem, argumentując na dwa sposoby. Po pierwsze, mówiąc o sprzeczności „nowinek” z odwiecznymi dogmatami i katolicką tradycją. Po drugie, mówiąc o logicznej sprzeczności pomiędzy treściami dopiero co wspólnie uznanymi przez obie strony za właściwe.
Taki przebieg rozmów był możliwy z tego powodu, że dokumenty końcowe Soboru Watykańskiego II zawierają w zdecydowanej większości treści zgodne z dokumentami soborów poprzednich, oraz niewielką, acz istotną ilość treści z nimi sprzecznych. Bractwo akceptuje tę większą część ze względu na wspomnianą zgodność. Wewnętrzni wrogowie Kościoła działają opierając się na tej części mniejszej. Skutkami ich działań są: Msza Święta sprawowana tak, iż jak orzekli protestanci "jest ona dla nich do zaakceptowania", ekumenizm rozumiany jako równość wszystkich religii, czy kolegializm rozbijający jedność Kościoła, żeby tylko wymienić najważniejsze. Więcej na ten temat: http://news.fsspx.pl/?p=2065

 

 


 

W czasie wykładu Ksiądz Stehlin przedstawił zasady wiary, z których wynikła konieczność odkupienia grzechów ludzkich przez szczególnego rodzaju człowieka, przez Chrystusa. Przedstawił sposób rozumienia Mszy Świętej jako powtórzenie tej Krzyżowej Odkupieńczej Ofiary i wskazał na konieczność jej szczególnej ochrony.

 

 


Sposób przemawiania i otwartość Księdza na dyskusję spotkały się z życzliwym przyjęciem zebranych.

 

Inne teksty na temat  wizyty:

 http://www.ngopole.pl/2012/11/13/do-czego-zaprasza-opolskie-stowarzyszenie-pamieci-narodowej/
http://www.ngopole.pl/2012/11/16/niecodzienne-spotkanie-z-przeorem-bractwem-sw-piusa-x/

Audycja telewizyjna
http://www.tvp.pl/opole/religia/puls-kosciola/wideo/18-listopada-2012-r/9137814

 

Poniżej do wysłuchania nagranie ze spotkania, wykład "Msza Święta wszechczasów, największy skarb i najgłębsza tajemnica"

 

Jacek Bezeg (2012-11-17)

11 listopada 2012 doszło do ataku na Sejm Rzeczypospolitej.

Z całą pewnością można mówić o zorganizowanej próbie zmiany ustroju Państwa Polskiego przy użyciu siły. I chodzi tu o siły dużej wielkości, a w dodatku Wyższe. Krucjata Różańcowa za Ojczyznę trwa zresztą już od jakiegoś czasu. Jednak tak zuchwałej próby jeszcze nie podejmowała. Był to atak na istoty najważniejsze w tym budynku, bo nikt kto bliżej zapoznał się z prawem stanowionym tam nie ma wątpliwości, że udział duchów nieczystych przy jego tworzeniu musiał być decydujący. Takie opinie słyszy się od obywateli prawu podlegających, jak i od urzędników wcielających ustawy w życie. A jaki jest sposób na szatana? Modlitwa. Szczególny rodzaj modlitw służących do przepędzania złych duchów nazywamy egzorcyzmami. Jest też i takim egzorcyzmem Różaniec.   

 

 

 
Wszystko zaczęło się o godzinie 11 pod pomnikiem Polski Podziemnej w pobliżu Sejmu. Najpierw odprawiono Mszę Świętą w intencji naprawy naszej Ojczyzny. W wygłoszonej homilii celebrans zagrzewał zebranych do walki stawiając im przed oczami możliwe do osiągnięcia cele.

 


 

 
Po końcowym, uroczystym błogosławieństwie tłum ruszył na Parlament.

 

 

 

 

Taktyka była prosta. Tyraliera rozwinięta nie w poprzek, a wzdłuż (nie wiem jaka jest prawidłowa nazwa takiego uformowania) stopniowo zaczęła okrążać zabudowania.

 

 

 

W rękach mieli przede wszystkim różańce oraz flagi i tablice z hasłami. Na ustach „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”, a potem pieśni rycerskie.

 

 

 

Służby ochrony jak widać zupełnie nie zdawały sobie sprawy z niebezpieczeństwa. A może są to po prostu uczciwi ludzie, którzy nie zdają sobie sprawy z tego kogo chronią? 

 

 

 

A przecież niektóre plansze powinny być dla sług szatana przerażające.

 

 

 

Po pewnym czasie znaleźliśmy się na tyłach budynków sejmowych, przy tylnym wyjściu, które czasami chyba bywa bardzo przydatne.

 

 

 

W pewnym momencie marsz został zatrzymany z powodu zamknięcia okrążenia. Jakiś czas trwały modlitwy i śpiewy, a potem ruszyliśmy naprzód by w ten sposób wrócić na pierwotnie zajmowane pozycje.

 

 

 

Kontynuowaliśmy jeszcze przez jakiś czas modlitwy.

 

 

 

Nie wiem ile osób z Opola brało udział w tej akcji, ale tych kilku panów przyłapałem z narzędziami ataku w ręku.


Niektórzy powątpiewają w skuteczność działań takich jak tu opisane. Trochę racji mają, bo przecież Pan Bóg daje nam nie to czego chcemy, lecz to, co jest nam naprawdę potrzebne. Gdyby było inaczej, to wszystkie dzieci miałyby popsute zęby od cukierków. Podobnie jeśli uzna, że do zmądrzenia potrzeba jeszcze narodowi kilku lat rządów PO, to tak się stanie.  

Jak się dowiadujemy Pawlak wychodzi z rządu, a Piechociński nie che na jego miejsce. Czyzby już? 

Jacek Bezeg (2012-11-17)

 
 Warszawa wieczorem 10 listopada 2012

 

 to ciekawe miejsce. To nie tylko Teatr, Opera, Zamek Królewski, ale i Basen Narodowy. Ładnie to wszystko podświetlone, nic tylko pstrykać. Także Katedra wygląda zachęcająco. Nic dziwnego, że ludzie się tu gromadzą, pomimo wnętrza wypełnionego rusztowaniami.

 

 


 Pytają niektórzy: BOŻE MÓJ A GDZIE JEST MOJA DUMA.

Inni nie pytają, tylko po mszy idą wszyscy razem w dobrze znane miejsce. Policji nie ma, a więc i chuligani nie przyszli, bo czegóż by tu mieli szukać? Kogo obrzucać brukowymi kostkami?

 

 


 Ludzie idą z Różańcem w ręku, z modlitwą na ustach, na wojnę ze Złym, na wojnę z Szatanem. To właśnie jest Krucjata Różańcowa. Jedyna skuteczna metoda walki. Nie ma innej siły zdolnej go pokonać. Tylko modlitwa.To już wiedzą.

 

 

 Kiedy przyjdą na to miejsce modlą się nadal. Śpiewają.
Różnie mówią o tym mieście, o ludziach tu mieszkających. Często bardzo źle, a przecież jest też i taka Warszawa.

 

 


 Warszawa, która pamięta, po prostu pamięta.    I prosi Boga: „Skrusz ten miecz”.

 

 

 

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
 

 

linki do filmów:

Marsz Różańcowy z Katedry pod pałac namiestnika

http://www.youtube.com/watch?v=ri_NmK_78zQ&feature=plcp

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego pod pałacem namiestnika

http://www.youtube.com/watch?v=4sFKE18LbsY&feature=plcp

 

 

 

 

 

Jacek Bezeg (2012-11-17)

Spotkanie 10 listopada w IPN

 

Zaproszenie wystosowane przez prezesa IPN na 10 listopada, mając już w głowie plany na 11,  przyjęliśmy z pewną rezerwą, jak się okazało niesłusznie. Drugie już spotkanie z przedstawicielami organizacji skupiających członków opozycji antykomunistycznej przebiegło w dobrej atmosferze i odnieśliśmy wrażenie, że dalsze kontakty będą owocne.

 

 

 Poza prezesem doktorem Łukaszem Kamińskim ( z lewej ) ze strony gospodarzy wzięli w nim udział także; przedstawiciele pionu ścigania: Dariusz Gabrel – dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu,

 

 

 Marek Sosnowski – naczelnik Wydziału Nadzoru nad Śledztwami GKŚZpNP ( z lewej )  i Robert Kopydłowski z tego samego wydziału.
Panowie przybliżyli nam swą pracę, mówili o sukcesach, ale i o problemach. Prosili o sygnalizowanie spraw jakie powinny się znaleźć w obszarze ich zainteresowania. Podziękowali za wsparcie Instytutu w czasie kłopotów wynikłych ze sprzedania budynku w jakim IPN ma obecnie główną siedzibę.

 

 


 Spośród gości najwięcej miał do powiedzenia Andrzej Rozpłochowski, który w imieniu Grupy Roboczej utworzonej na poprzednim spotkaniu  z przedstawicieli organizacji wtedy obecnych, przedstawił tekst „Deklaracji współpracy środowisk opozycji antykomunistycznej” oraz mówił o innych jej inicjatywach. Spośród wielu zawartych w Deklaracji myśli zwraca uwagę pomysł utworzenia sieci  Społecznych Archiwów Opozycyjnych, tak aby dokumenty wytworzone przez peerelowskie służby specjalne nie były głównym źródłem wiedzy o antykomunistycznej opozycji.

 

 
 
 

Pozostali goście mówili także o swoich problemach wynikających z ciągle nieuporządkowanych przepisów prawa ich dotyczących, a także nie przeprowadzenia lustracji w środowiskach prawników. Przykładem, do jakich dziwnych sytuacji może to doprowadzić jest przypadek, kiedy sędzią orzekającym o przyznaniu jednemu z opozycjonistów odszkodowania za aresztowanie w stanie wojennym jest ten sam człowiek, który wtedy taką sankcję w stosunku do niego zastosował. Rozmawialiśmy też o działaniach jakie można podejmować w sytuacjach gdy zawody zaufania społecznego jak nauczyciel, czy rzecznik prasowy policji pełnią osoby powszechnie znane jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa.

 

 


 Głosem pozytywnym było wystąpienie pani Krystyny Antoszkiewicz ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, która mówiła o możliwościach uzyskiwania ‘świadectwa pracy” (potrzebnego na przykład do emerytury) przez osoby niegdyś pracujące w organizacjach, które były nielegalne w PRL.
 

 Więcej na: http://ipn.gov.pl/portal/pl/245/21733/Spotkanie_przedstawicieli_organizacji_opozycyjnych_z_prezesem_i_prokuratorami_IP.html

wpisał j.b. (2012-11-05)

W dniu 3 listopada 2012 roku zmarł we Wrocławiu profesor Jerzy Przystawa, wybitny polski patriota, naukowiec i działacz polityczny, założyciel ogólnopolskiego Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, autor wielu książek na tematy organizacji i naprawy życia publicznego, działacz i organizator Solidarności, więzień polityczny PRL, demaskator afery FOZZ-u, a także znakomity fizyk teoretyczny, b. profesor Uniwersytetu Wrocławskiego.

 


 

Jerzy Andrzej Przystawa, urodził się 29 kwietnia 1939 roku w Czortkowie w woj. tarnopolskim, był specjalistą w zakresie kwantowej teorii ciała stałego i profesorem fizyki teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. Wykładał i pracował także w Cornell University oraz w Stony Brook State University w USA, w Uniwersytecie Paryskim w Orsay, w Uniwersytecie Dundee w Wielkiej Brytanii, w Uniwersytecie w Zagrzebiu, Chalmers University of Technology w Goeteborgu, International Centre for Theoretical Physics w Trieście, w Universytecie w Palermo i w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej pod Moskwą. Trzykrotnie, od roku 1982, odmawiał zgody na nadanie mu tytułu naukowego profesora, usiłując w tak dramatyczny sposób spowodować szerszą dyskusję nad opłakanym stanem polskiej nauki i położeniem nauczycieli. Nie przyjął też nigdy przyznawanych mu odznaczeń.

W roku 1980 zaangażował się w działalność w NSZZ Solidarność. Po ogłoszeniu stanu wojennego organizował strajk na Uniwersytecie Wrocławskim oraz pierwszy podziemny Regionalny Komitet Strajkowy Solidarności Dolnego Śląska. Aresztowany w roku 1982, był następnie internowany w więzieniu w Nysie. Po wyjściu z więzienia założył i kierował podziemnym wydawnictwem „Oficyna Niepokornych”. Opublikował od tego czasu około tysiąca artykułów głównie na tematy związane z mutacjami obecnej ordynacji wyborczej w Polsce, której fundamentalne wady uważał za praprzyczynę słabości ustrojowej Państwa.

W 1989 roku, nie godząc się z polityką Okrągłego Stołu i chcąc doprowadzić do odbudowy Związku Solidarność przystąpił do t.zw. Porozumienia Szczecińskiego na rzecz demokratycznych wyborów w NSZZ Solidarność. Został wybrany członkiem Sekretariatu Krajowego tego Porozumienia. Po II Zjeździe Solidarności wystąpił oficjalnie ze Związku. W latach od 1990 do 1998 roku był radnym Rady Miejskiej Wrocławia, ale widząc nieskuteczność działania nie zgodził się na kandydowanie po raz trzeci.

W czerwcu 1991, razem z prof. Mirosławem Dakowskim z Warszawy, wystąpił do Prokuratora Generalnego z powiadomieniem o tzw. „aferze FOZZ” w oparciu o materiały uzyskane od inspektora NIK, Michała Falzmanna. Po śmierci Falzmanna, wraz z M. Dakowskim, opublikował książkę „Via bank i FOZZ”, w której przedstawiono mechanizmy rabunku finansów publicznych. Przez kilkanaście lat był nękany nieskutecznymi lecz dotkliwymi procesami sądowymi wytoczonymi przez osoby zamieszane w aferę FOZZ, nawet jeśli chodziło o aferzystów finansowych, którzy uciekli za granicę.

W 1992 roku zainicjował Ruch Obywatelski na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) i opublikował kilkanaście książek i broszur na ten temat. Organizował liczne konferencje, demonstracje i „Marsze JOW na Warszawę”, był autorem niezliczonych audycji radiowych i artykułów prasowych w otwartych mediach. Materiały te były zamieszczane także za granicą przez polskojęzyczne stacje radiowe i czasopisma w USA, Kanadzie, a nawet w Australii. Prowadził stałą i szeroką działalność odczytową i informacyjną, szczególnie dla młodzieży.

Miał przekonywującą wizję naprawy podstaw ustroju Rzeczypospolitej i służbie Rzeczypospolitej poświęcił całe swoje życie. Zapisał się w historii Polski wieloletnią i zdeterminowaną działalnością mającą na celu uzdrowienie ustroju Polski przez adaptację najbardziej skutecznej ordynacji wyborczej, jaką w wysokorozwiniętych krajach Zachodu okazały się jednomandatowe okręgi wyborcze i związane z nimi zasady ordynacji większosciowej. Przez wszystkie lata działalności działał mimo wymuszonej ciszy w mediach zarówno w stosunku do postulatu JOW, jak i szczegółów afery FOZZ. Pozostawił zrozumienie i poparcie dla wypróbowanej koncepcji JOW wśród setek tysięcy polskich wyborców.

Jerzy Przystawa był wzorem postaw obywatelskich dla wszystkich Polek i Polaków. Był bowiem wielkim patriotą i rzecznikiem nas wszystkich. Dobrze i owocnie wpisał się do powikłanej i bolesnej historii naszego narodu, a pamięć o Nim i Jego słowa pomogą nam zachować rozwagę, nadzieję i mądrość w XXI wieku. Polska przestrzeń patriotyczna i naukowa straciła wybitnego uczestnika i nieustraszonego mentora. Pamięć o życiu i owocnej działalności publicznej prof. Jerzego Przystawy nigdy nie zaginie.

za: www.prawica.net

foto: www.jow.pl

  zobacz też:

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=7639&Itemid=45

Jadwiga Chmielowska (2012-11-03)


Śląska Debata rozpoczęta - felieton Jadwigi Chmielowskiej

 

Dziś Dzień Zaduszny, w którym wspomina się zmarłych - tych z najbliższej rodziny, przyjaciół i tych, którzy oddali życie w obronie Ojczyzny. Niektórych groby znamy, wielu spoczywa w nieznanych jeszcze mogiłach.

 

W poniedziałek, 5 listopada, w Nieborowicach, pod Pilchowicami zostanie odsłonięty, po renowacji pomnik Ślązaków, zamordowanych przez Niemców w 1939r. w obozie przejściowym. Zginął tam 8 września 1939r. między innymi szanowany ks. Władysław Robota.

Dobrze się stało, że tuż przed Wszystkimi Świętymi, w poniedziałek 29 października, Marszałek Województwa Śląskiego Adam Matusiewicz zorganizował otwartą debatę o przyszłości Muzeum Śląskiego.

W wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”, A. Matusiewicz powiedział „Dotarł do mnie dokument, który zawierał sugestie dla organizatorów wystawy stałej historii Górnego Śląska. Po jego przeczytaniu - pierwszy raz, jak tu pracuję od półtora roku, w ogóle jak sprawuję jakąkolwiek funkcję publiczną - zostałem wyprowadzony z równowagi, wpadłem w szewską pasję. Ten materiał był skrajnie proniemiecki, tak go odebrałem”. http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/629739,marszalek-slaski-matusiewicz-o-muzeum-slaskim-skandaliczny,id,t.html

Protesty trwają już od czasu ujawnienia założeń do projektu wystawy. Należy pamiętać, że w Zarządzie Województwa, to właśnie Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska odpowiada za kulturę, edukację i gospodarkę.

Zwycięski projekt wystawy stałej jest bardzo kontrowersyjny. Wśród członków Zespołu Rozstrzygającego Sądu Konkursowego nie było jednomyślności. Dwie osoby złożyły do protokołu zdanie odrębne. Był wśród nich dr Paweł Ukielski - historyk, Zastępca Dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. Podczas debaty w Sali Sejmu Śląskiego zwrócił on uwagę na słowa występującej przed nim prof. Ewy Chojeckiej - historyka sztuki z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Prof. Chojecka, przewodnicząca Zespołu Konkursowego forsowała bowiem, zdanie, że wystawa stała w Muzeum, ma być subiektywną wizją artystyczną autorów, a nie podręcznikiem historii. Mówiła: „Trzeba skończyć z gomułkowską wizją historii”. Postulowała też niezmiernie ciekawe podejście, że najpierw dzieło powinno powstać, a potem może być o nim dyskusja. Dr Ukielski nazwał projekt – „subiektywną wersją z dużym przechyłem”. Powiedział wprost: „Mój sprzeciw dotyczył za bardzo subiektywnej wizji scenariusza i wytycznych do niego. Mam wrażenie, że ta wizja nie jest akceptowana przez znaczną część społeczeństwa.”

Prof. Franciszek Marek, prof. Uniwersytetu w Opolu, Ślązak z dziada pradziada, uważa, że separatyści robią błąd, bo Śląska nie znają. Wspomniał bismarckowski Kulturkampf mający wynarodowić Ślązaków. Stwierdził, że jedynie Hitlerowi i Stalinowi udało się wbić klin pomiędzy rodziców i dzieci, potem to zatrute jadem pokolenie niszczy Śląsk. Prof. F. Marek dodał też: ”Tutejsi separatyści nie znają historii Górnego Śląska, znają jedynie Katowice i familoki, a Śląsk jest trochę większy”.

Wypowiedzią wprowadzającą, Leszka Jodlińskiego, dyr. Muzeum Śląskiego, był zaniepokojony nawet prof. Ryszard Kaczmarek, związany z Ruchem Autonomii Śląska. Musiał zareagować, by się nie skompromitować jako naukowiec. Usiłował prostować słowa Jodlińskiego, że on nie chce, by ta wystawa była „mitem założycielskim Śląska”. Stwierdził, że historia nie jest jednak nauką subiektywną i funkcjonuje kanon wiedzy faktograficznej. Powiedział, że scenariusz nie jest doskonały i spisał swoje uwagi.

Włodzimierz Kac, przewodniczący gminy żydowskiej odnosząc się do prezentowanych w założeniach wystawy noblistów, stwierdził, że 3 na 4 laureatów nagrody, to nie są Niemcy ale Żydzi. Podkreślił, że wśród gościnnych Ślązaków, Żydzi czuli się zawsze dobrze. Wspomniał też, że w Katowicach odbyła się pierwsza konferencja syjonistyczna, jeszcze przed spotkaniem w Szwajcarii.

W publicznej debacie padały stwierdzenia, że tworzona za publiczne pieniądze ekspozycja ma służyć celom publicznym a nie realizacji subiektywnej wizji osobistej. Przestrzegano też, by odkrywanie „małych ojczyzn” nie odbywało się ze szkodą dla „dużej Ojczyzny”.

Mówiono zdecydowanie, że ta wystawa nie powinna hołdować pewnym mitom.
Wicewojewoda Piotr Spyra pytał: „Jaka część naszego dziedzictwa ma być prezentowana? Co będzie kluczem do tych wyborów? Ta wystawa ma budować wspólnotę i tożsamość. Powinno m.in. budować podmiotowość woj. śląskiego i jego mieszkańców, a nie skupiać się na dezintegracji. To jest polskie muzeum na terytorium polskim.” http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/687539,debata-o-slasku-i-muzeum-slaskim-relacja-na-zywo,id,t.html

Bernard Gaida - z mniejszości niemieckiej, próbował relatywizować, powołując się nawet na idee postmodernizmu - powiedział : „Ból matki Polki i matki Niemki, która utraciła na wojnie synów, jest ten sam”. Wytknęłam mu to w swoim wystąpieniu pytając, a jak matka – Niemka głosowała w 1933 roku? (12.XI.1933r Hitler zdobył 92,2 proc. poparcia)!

Powstania Śląskie są przedstawiane jako wojna domowa, bratobójcze walki. Twórcy wystawy zapomnieli, ze przecież Powstańcy walczyli z Grenzschutzem i ochotnikami z Bawarii tworzącymi różnej maści „Freikorbsy”. Odpowiedź na pytanie o groby Niemców poległych w walce z powstańcami jest proste. Zostali pochowani w swoich miejscowościach w Niemczech.

Przedstawiciel kresowian Bogdan Kasprowicz pytał o obecność na wystawie związków Małopolski Wschodniej ze Śląskiem. Przypomniał, że Ślązacy budowali Lwów a klasztor na Górze św. Anny założył Lwowiak. Jak się mają czuć Lwowiacy wygnani ze swych domów, którzy w bydlęcych wagonach przyjechali na Śląsk? Profesorowie ze Lwowa stworzyli Politechnikę Śląską.

Tadeusz Kijonka, naczelny redaktor miesięcznika „Śląsk” mówił między innymi o swoich zastrzeżeniach do ram czasowych wystawy. Początkiem ekspozycji jest koniec wieku 18., czyli od czasu, kiedy Śląsk był już we władaniu niemieckim (1742 r.). Red. Kijonka pytał dlaczego nie wspomniano wojen śląskich, dlaczego brak ekspozycji o historii Śląska Cieszyńskiego, wyliczał cały szereg zastrzeżeń. Upominał się o pamięć o słynnym marszu śmierci. Przypomniał też, że rozebranie nowego gmachu Muzeum Śląskiego w Katowicach przez Niemców jest jedynym takim przypadkiem w historii Europy. Powiedział wprost: „Decydującym punktem widzenia musi być Polska”.

Warto przypomnieć historię Muzeum. Budowę rozpoczęto w 1936r. a w sierpniu 1939r., gmach był gotowy, prowadzono jedynie roboty wykończeniowe i przygotowywano się do otwarcia. „Budynek wzniesiony według projektu katowickiego architekta Karola Schayera był jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Posiadał windy osobowe i towarowe, ruchome schody, korzystne oświetlenie, świetliki w salach ekspozycji malarstwa, centralne ogrzewanie funkcjonujące za pomocą radiatorów umieszczonych w suficie i równomiernie ogrzewających pomieszczenia (system cristall), a także klimatyzację wytwarzającą ciśnienie wyższe od atmosferycznego, co zapobiegało przedostawaniu się pyłu przez okna i drzwi. W czasie II wojny światowej budynek, jako symbol polskości Katowic, został rozebrany. Zniszczeniu oraz grabieży uległa także znaczna część zbiorów.” http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_%C5%9Al%C4%85skie_w_Katowicach

Przedstawiciel Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Rodzina Policyjna" pytał dlaczego nie wspomniano w scenariuszu wystawy o śląskich policjantach, którzy zginęli na terytorium ZSRR. Byli przetrzymywani w obozie w Ostaszkowie. Tylko w Twerze w 1940 roku NKWD zamordowało 1231 śląskich funkcjonariuszy. Prawie 80 procent śląskich policjantów było wcześniej powstańcami śląskimi.

Przedstawiciel Organizacji Społeczno-wychowawczej „Strzelec” - Marcin Szmukier zwrócił uwagę na brak w ekspozycji historii śląskich drużyn strzeleckich. Wspomniano w wystąpieniach też o śląskim harcerstwie. Przedwojenna Śląska Chorągiew liczyła 15.283 harcerzy i 8.644 harcerki. Największa harcerska stanica była właśnie na Śląsku, pod Wisłą Wlk.

Maciej Odorkiewicz ze ŚZŻAK zaproponował stworzenie protokołu rozbieżności oraz społeczny nadzór nad projektem scenariusza organizacji mających ciągłość historyczną.

Olbrzymie brawa dostał Tadeusz Galisz, za słowa, że jest dumny z tego, że jest Ślązakiem to znaczy, że jest Polakiem.

Piotr Semka z "Rzeczpospolitej" zwrócił uwagę na to, że scenariusz wystawy nie tłumaczy, kogo dziś określamy Ślązakiem. Czy chodzi o rdzennych mieszkańców Śląska czy mieszkańców woj. śląskiego. Powiedział wprost: „Kształt muzeum będzie zależeć od tego, czy dyr. Jedliński wygra konkurs na dyrektora i będzie nadal realizował swój plan, bo nie zauważyłem, by był gotowy na jakiekolwiek zmiany. Będzie to wizja historii, która zderzy się ze sprzeciwem dużej części mieszkańców woj. śląskiego.”

Dr hab. Joanna Januszewska – Jurkiewicz z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego odniosła się do powoływania się autorów scenariusza na prace i wypowiedzi ks. Emila Szramka. Udowodniła wybiórcze i wyrwane z kontekstu traktowanie prac tego wybitnego działacza polskiego.

Warto wspomnieć, że ks. Emil Szramek w 1927 r. został wybrany prezesem Towarzystwa Przyjaciół Nauk na Śląsku. Był inicjatorem założenia Biblioteki Śląskiej oraz Przewodniczącym Rady Muzealnej Muzeum Śląskiego – tego zburzonego przez Niemców. Ks. Szramek został zamordowany przez Niemców w Dachau w styczniu 1942r. Na izbie chorych polewano go strumieniami lodowatej wody. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Emil_Szramek)

Czesław Sobierajski - radny sejmiku wojewódzkiego ostro skrytykował scenariusz ekspozycji. Pytał dlaczego brak jest okresu piastowskiego, dziedzictwa wiary i tradycji Ślązaków. Zwrócił uwagę na przewartościowanie ocen w stosunku do Powstań Śląskich. RAŚ-owcy twierdzą, że była to bratobójcza wojna domowa. Dyr. Muzeum - Jodliński w wywiadzie powiedział, że obecne Muzeum nie będzie kontynuacją przedwojennego, bo teraz jest inna racja stanu niż przed wojną. Sobierajski zapytał więc publicznie - kto tę nową rację stanu obecnie zdefiniował - Gorzelik, Jodliński...

W ustawie o samorządzie, Rozdz. II wyraźnie określa cele i zadania: „Pielęgnowanie polskości, oraz rozwój i kształtowanie świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej mieszkańców a także pielęgnowanie i rozwijanie tożsamości lokalnej”.

Na zakończenie wypowiedzi Sobierajski zapytał: „A gdzie jest dyr. Jodliński, prof. Chojecka? Poszli sobie, a powinni słuchać, co mamy do powiedzenia.”

Jerzy Gorzelik szef RAŚ i członek Zarządu Województwa w swoim wystąpieniu uważał, „że to nie odrodzenie narodowe, jak chce wojewoda Spyra, ani odrodzenie narodowe, o którym mówił prof. Marek, tylko industrializacja pchnęła Śląsk do przodu. Dlatego bronił narracji zaproponowanej przez dyrektora Muzeum Śląskiego”.

Historyk Roman Adler stwierdził, że wiele zrozumiał dzięki „kluczowemu dla wystąpienia dyrektora Jodlińskiego określeniu planowanej wystawy, jako "nowego mitu założycielskiego". Od 2008 r. zwracałem się do dyrektora Jodlińskiego o uwzględnienie na wystawie stałej nowego, planowanego Muzeum Śląskiego działu o tradycjach kultury pracy oraz instytucji i urzędów kontroli warunków pracy na Śląsku poczynając od średniowiecza, propozycja ta została odrzucona tak przez niego, jak i przez radę programową Muzeum. Bo faktycznie - gdyby uwzględnić rozwój etosu pracy na Śląsku od średniowiecza, walki plebejskie, później pracownicze o godne warunki pracy, co wymuszało wprowadzanie już wtedy odpowiednich urzędów i przepisów - ów "nowy mit założycielski", który ma być głównym przekazem wystawy stałej - pozostałby wśród mitów. Bo okazałoby się, że to nie lud śląski uczył się kultury pracy - zwłaszcza po podboju Śląska przez Prusy - od kolonizatorów, ale odwrotnie, czego przykładem jest biogram Johanna Heinricha Heintzmanna, wnuka tego Heintzmanna z Gór Harzu, który na polecenie Fryderyka II króla Prus na podstawie "Ordunku gornego" ustanowionego w 1528 r. jeszcze przez ostatniego Piasta opolsko-raciborskiego Jana II Dobrego, przygotował "Revidierte Bergordnung...". Otóż ten Heintzmann wnuk - w górnośląskich kopalniach zdobywał doświadczenia, które później, kiedy został dyrektorem górnictwa w Essen przeniósł i zastosował dla podniesienia westfalskiego górnictwa. Ten mit założycielski, którego interpretację próbował w swoim wystąpieniu wytonować, odkręcić prof. Kaczmarek przypominając, że mit taki jest potrzebny, gdy nie ma państwa, a teraz ono jest - musi się od tamtych wcześniejszych osiągnięć Śląska i Ślązaków odcinać. Jeśli się jednak odcina, to znaczy, że nie ma on nic wspólnego z całą historią Śląska, tylko z jej wybranym fragmentem.”

Warto więc zapytać dlaczego twórcy scenariusza zapomnieli o Walentym (Brusku) Roździeńskim. Urodził się ok. 1560 r. we wsi Rozdzień, koło Katowic − polski hutnik, właściciel kuźni i zarządca hut, był też poetą i pisarzem w epoce baroku. Pochodził z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach hutniczych. Jego ojciec to Jakub Brusek z Brusieka k. Koszęcina. Walenty przejął nazwisko od miejscowości, w której odziedziczył kuźnię, była taka praktyka wśród hutników na Śląsku. Mieszkał też na dworze koszęcińskiego właściciela ziemskiego Andrzeja Kochcickiego i zarządzał jego hutami. „Sam Roździeński znany jest przede wszystkim jako autor wierszowanego poematu „Officina ferraria, albo huta i warsztat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego”, utworu opisującego stan ówczesnego górnictwa i hutnictwa. To pierwszy tego typu utwór w języku polskim – łączy praktyczne i rzeczowe informacje z zasadami poetyki i wersyfikacji. Autor opisuje w nim historię obróbki żelaza oraz życie i pracę śląskich górników, hutników i kowali, którą znał z własnego doświadczenia.” - http://pl.wikipedia.org/wiki/Walenty_Ro%C5%BAdzie%C5%84ski

Gorzelik tak odpowiada na zarzuty w swoim artykule „Muzeum kontra nacjonalizm”:

„W opinii krytyków Muzeum wybór na główną cezurę w konstruowaniu narracji momentu zainstalowania pierwszej w naszej części Europy maszyny parowej pod Tarnowskimi Górami jest przejawem germanofilii, bowiem Górny Śląsk znajdował się wówczas w granicach Królestwa Prus.(…)Czy jednak nie można było wybrać wydarzenia bardziej odpowiedniego? Zastanówmy się, czy w historii Górnego Śląska wystąpił proces ważniejszy, którego skutki byłyby dziś silniej odczuwalne niż uprzemysłowienie. I czy można znaleźć wydarzenie, które mogłoby reprezentować jego początki w sposób równie spektakularny jak pojawienie się budzącej sensację pierwszej maszyny parowej. (…) Maszyna parowa pojawia się nie dlatego, że zainstalowano ją w dobie pruskiego panowania, ale dlatego, że symbolizuje początek ogromnych przemian cywilizacyjnych na Górnym Śląsku. Podziwiający ją Goethe w wytycznych występuje nie dlatego, że pisał po niemiecku, ale dlatego, że jako powszechnie rozpoznawalny twórca wpisuje dzieje regionu w europejską historię.” - http://gorzelik.eu/publikacje/176-muzeum-kontra-nacjonalizm

Bo nacjonalizm jest polski, a niemieccy antyfaszyści mają nam go z głowy wybić - np. 11 Listopada. Wolni od nacjonalizmu są RAŚ-owcy, machający niemieckimi transparentami i grożący śmiercią polskim patriotom na Śląsku.

Pozostaje pytanie dlaczego XVI-wieczny przemysł śląski nie jest dla noszących koszulki „Oberschlesien” ważny a jedynie ten z końca XVIII. Może historykowi sztuki się maszyna parowa tak spodobała, że stracił dla niej głowę?

W swojej wypowiedzi zaproponowałam, żeby zamiast Muzeum Śląskiego zrobili muzeum przemysłu. Zwróciłam też uwagę na chęć stawiania społeczeństwa Śląska przed faktami dokonanymi. Najpierw zbudujmy, a potem dyskutujmy apelowała prof. Chojecka! Budujcie własne wizje za swoje, a nie pieniądze podatników, czyli nasze - należy jej odpowiedzieć.

Chciałoby się na koniec zaapelować: nauczcie się normalnej historii, historia sztuki to ździebko za mało. Ale kręcić i mataczyć robiąc młodzieży wodę z mózgów to potraficie!

Pozostaje pytanie jak RAŚ posiadając 3 mandaty w sejmiku województwa śląskiego (PO - 22; PiS -11; SLD – 10; PSL- 2; RAŚ -3) może decydować o tak ważnych sprawach. Wygląda na to, że wbrew wyborcom na Śląsku rządzi RAŚ.

Jak można tolerować decyzje sprzeczne nie tylko z wolą Ślązaków ale i polską racją stanu. Czy wszystkiemu winne nieuctwo, lenistwo i chore ambicje? Kto personalnie odpowiada za tę chorą koalicję i jej trwanie?

No cóż wierzymy w świętych obcowanie, więc będą mieli śląscy męczennicy baczenie i na nasze pokolenie, by nie zmarnowało tego o co oni walczyli.

PS.

I nagrodę pieniężną w wysokości 100 000 PLN oraz zaproszenie Uczestnika Konkursu do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki na wykonanie pełnej dokumentacji projektowej wystawy i pełnienie nadzoru autorskiego otrzymała praca autorstwa firmy AdVenture z Katowic, reprezentowanej przez Sławomira Mazana oraz Jaremę Szandara, która zdobyła 76,27 punktów. - http://www.muzeumslaskie.pl/o-muzeum-nowe-muzeum-slaskie-konkurs-na-scenariusz-wystawy-poswieconej-historii-slaska-rozstrzygniety.php

 

ze strony:

  http://www.sdp.pl/sl%C4%85ska-debata-rozpoczeta-felieton-jadwiga-chmielowska