Jerzy Łysiak (2009-12-07)

Stało się to w piątek, 4 grudnia. Od kilku lat Tadeusz miał się coraz gorzej, wychudł, ale także stawał się coraz bardziej nieufny wobec świata, zamknięty. Jednocześnie jakby coraz mocniej naelektryzowany.
Nie dziwota, był przecież bezkompromisowym patriotą, niepodległościowcem. Głęboko zraniony uwięzieniem i przebiegiem tzw. „procesu dwudziestu” w stanie wojennym chyba już nigdy nie zdołał się wyleczyć z zawodu, którego wtedy doznał.
Był Tadeusz moim kolegą i przyjacielem w okresie rewolucji solidarnościowej. To on, wcześniej jeszcze ode mnie, zakładał struktury organizacyjne wielkiej organizacji NSZZ „Solidarność” wśród 4 i pół tysięcznej załogi Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego, gdzie prowadził zakład usługowy naprawy sprzętu rtv przy ul. Luboszyckiej w Opolu. Oddał się sprawie solidarnościowej bez reszty, jak zawsze, jak wszystkim sprawom, które podejmował. Pozostał w tej strukturze wielkim autorytetem i cieszył się autentycznym zaufaniem współpracowników. To w jego mieszkaniu i z jego inicjatywy, gdzieś około października, czy listopada ‘81 roku próbowaliśmy stworzyć awaryjną strukturę naszej organizacji na wypadek jakiegoś ataku na „Solidarność”, tak, przewidywaliśmy taką ewentualność i właśnie Tadeusz Małachowski około tego chodził, o to zabiegał. Byliśmy zbyt pochłonięci działalnością bieżącą aby słuchać jego napomnień, później można było tylko tego żałować, jak zawsze: mądry Polak po szkodzie.
Cechowała go zawsze skromność, nie wysuwał się do pierwszego szeregu, dlatego chyba uniknął internowania 13 grudnia. Natychmiast jednak podjął organizację pomocy uwięzionym i sam jej udzielał, rozwożąc do rodzin zbierane produkty żywnościowe. Taki właśnie był, sam działał nie nadając temu rozgłosu, ale także organizował do tego innych.
Za tą działalność pomocową, za organizowanie ku temu struktury organizacyjnej został aresztowany, po wyjściu z tzw. ośrodków internowania nie mogliśmy mu więc za pomoc dziękować, bo sam siedział wtedy w więzieniu. Chodziliśmy zatem na liczne rozprawy, aby, przynajmniej z daleka, swoją obecnością, uśmiechem, gestem, niekiedy, jak się udało, jakimś słowem, czy zdaniem, pocieszyć go (i innych), zamanifestować solidarność.
Ze strony struktury organizacyjnej „Solidarności” w jego macierzystym przedsiębiorstwie niestety nie doznał znaczącej pomocy: była zbyt duża, zbyt rozczłonkowana i już nie podniosła się po jej rozbiciu. Było to źródłem jego rozczarowania, był tym sfrustrowany, bolało go to mocno.
Po upadku handlu państwowego przeszedł do pracy w PSS „Społem”. Tam także trwał proces restrukturyzacji – zaangażował się w działalność organizacyjną, spółdzielczą. Zdaje się założył z kolegami jakąś spółdzielnię w spółdzielni – sklep pracowniczy, może niektórzy pamiętają go za ladą w „Opolaninie” pod schodami.
Tadeusz, to nie była dusza towarzystwa. Na spotkaniach jednak bywał, choć niezbyt często, przedmiotem naszych spotkań i rozmów były zwykle sprawy służbowe, organizacyjne, z biegiem czasu coraz częściej raczej wspomnieniowe. Ostatnio coraz mocniej usuwał się z naszej przestrzeni publicznej, coraz częściej był nieobecny. A teraz odszedł na zawsze. Szkoda!

Pogrzeb ś.p. Tadeusza Małachowskiego odbędzie się we wtorek, 8 grudnia o godzinie 13 na cmentarzu na Półwsi w Opolu.


Będzie nam go tu brakowało, choć to pewne, że poszedł do lepszego świata, wrócił wszak do Domu Ojca po nagrodę wieczną, a my wdzięczność za wszystko, co dla nas uczynił najlepiej wyrazimy modlitwą za Jego Duszę. Niech spoczywa w pokoju wiecznym. Amen.

 

foto.: A. Klusik

Jerzy Łysiak (2009-12-03)
Piotr Hlebowicz (2009-11-22)
Kraków, dnia 11 listopada  2009r.
 
   Pan Prezydent RP, Lech Kaczyński
                                        Pan  Premier   RP,  Donald  Tusk
                                        Pan Marszałek Sejmu RP, Bronisław Komorowski
                                        Pan Marszałek Senatu RP, Bogdan Borusewicz

List otwarty byłego działacza niepodległościowego do Rządzących

                Szanowni Panowie,

Minęło 20 lat od czasu powołania III RP. Dziesiątki tysięcy działaczy opozycji konstruktywnej, jak i niepodległościowej znalazło się w nowej rzeczywistości. Niektórzy mieli możliwość wydźwignięcia się na szczyty politycznego firmamentu, część z dawnych konspiratorów szukała szczęścia w biznesie i przedsiębiorczości, jednakże większość tych, którzy w okresie stanu wojennego poświęcili swój czas i zdrowie dla Ojczyzny – stopniowo pozostała bez środków do codziennej egzystencji. Dziś schorowani, częstokroć bez pracy lub z głodowymi rentami czy emeryturami, mają dylemat: czy pozwolić sobie na zakup żywności, czy też zakupić lekarstwa na swe leczenie. Lekarstwa w naszym kraju nie są tanie w stosunku do zarobków, jak i otrzymywanych rent i emerytur, tych z najniższej półki. Znamy przypadki osób, które emerytur się nie dorobiły i żyją tylko dzięki pomocy instytucji charytatywnych oraz osób prywatnych. Są też tacy działacze opozycyjni z okresu PRL-owskiego, którzy pozostawieni zostali bez żadnego wsparcia i zmuszeni są grzebać w śmietnikach. Niestety, są to fakty, niezwykle upokarzające.

A jak żyli i żyją przez te 20 lat byli funkcjonariusze SB, komunistycznej prokuratury, wywiadu, kontrwywiadu, wyżsi dowódcy wojskowi, pracujący dla obronności sowieckiej? Ludzie, którzy prowadzili aresztowania, bili nas, straszyli, podglądali, podsłuchiwali, czytali nasze korespondencje, poniżali, pragnęli kontrolować nasze myśli…… Jak oni żyją w dniu dzisiejszym? Nie dość, że za swoje zbrodnicze występki nie ponieśli żadnej kary, nawet czysto symbolicznej, to jeszcze otrzymują za swe zasługi wobec komunistycznego reżimu bardzo wysokie emerytury, posiadają najróżniejsze  ulgi, nie mają problemów z leczeniem. Daje im to III RP, z podatków obywateli naszego kraju, także z podatków ich byłych ofiar!!! To niewiarygodne, lecz rządzący Polską ludzie, których korzenie nierzadko wywodzą się z opozycji antykomunistycznej, nie zadbali o to, by opryszki i rabusie z byłego reżimu komunistycznego ponieśli karę – przynajmniej finansową. Czy jest to postawa etyczna,  usprawiedliwiona moralnie?

Parę miesięcy temu usłyszeliśmy o projekcie ustawy, mającej zredukować emerytury i renty byłym funkcjonariuszom PRL - owskiego reżimu. Pan Premier Donald Tusk wyraził się nawet, iż część zaoszczędzonych na tej operacji pieniędzy zostanie przekazana weteranom walki z komunizmem. Niestety, minęło parę miesięcy, a temat ten zupełnie zniknął w stercie innych spraw i problemów. Tymczasem co rusz umierają nasi koledzy i przyjaciele z konspiracyjnej pracy. Wielu z nich mogłoby żyć jeszcze przez wiele lat, gdyby mieli środki finansowe na nieodzowne lekarstwa, usługi lekarskie, stomatologiczne oraz pełnowartościowe pożywienie. Niestety, nie doczekali się na tzw. „Ustawę Kombatancką”, która ugrzęzła w zakamarkach biur i instytucji, odpowiadających za jej ustanowienie i wprowadzenie w życie. Według posiadanych przez nas informacji, prace nad ustawą utknęły w martwym punkcie, i nie ma nadziei by weszła ona w życie w ciągu najbliższych paru lat. Umrą następni działacze podziemia niepodległościowego, w biedzie i niedostatku. Natomiast awangarda komunistyczna z czasów PRL nadal będzie pławić się w luksusach i zakończy swój żywot w błogim przekonaniu, iż zrobiła w konia społeczeństwo III RP.

W imię elementarnej sprawiedliwości zwracam się do Panów o wzięcie w swoje ręce sprawy „Ustawy Kombatanckiej”. Odpowiedzialne, najwyższe stanowiska, które piastujecie w odrodzonej III RP, zawdzięczacie Panowie w dużej mierze mrówczej pracy drukarzy, redaktorów podziemnej prasy, kolporterów, gospodarzy „skrzynek”, działaczy niepodległościowych, itp. To zobowiązuje. Apeluję także do Panów o definitywne załatwienie sprawy emerytur i ulg prominentnych funkcjonariuszy komunistycznej PRL. Jako obywatel RP protestuję przeciwko temu, by byli partyjni bonzowie, SB-cy, prokuratorzy i inni watażkowie przestępczych struktur PRL-u, lekką ręką otrzymywali z naszego wspólnego budżetu emerytury, parokrotnie przewyższające pobory patriotów walczących w przeszłości o wolną i niepodległą ojczyznę. Tutaj właśnie są pieniądze, które można przeznaczyć na sprawy związane z Ustawą Kombatancką. Ci, którzy mówią dziś, iż naszego budżetu nie stać na takie działania, powinni się wstydzić i zaglądnąć do podręczników historii. To właśnie dzięki tym działaczom podziemia niepodległościowego mają dziś wolną Polskę i ciepłe posady.

Z poważaniem
Piotr Hlebowicz,
 były drukarz, redaktor podziemnych wydawnictw, członek Porozumienia Prasowego „Solidarność Zwycięży”, Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników (OKOR), „Solidarności Walczącej”, współprzewodniczący Autonomicznego Wydziału Wschodniego „Solidarności Walczącej”, działacz polonijny. Kawaler orderów: Krzyża Oficerskiego OOP, Krzyża Solidarności Polskich Kombatantów, Medalu „Za zasługi wobec Litwy”. Członek „Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich”, członek zarządu Stowarzyszenia Repatriantów RP, koordynator regionalny Porozumienia Organizacji Niepodległościowych.
Adres: Barwałd Górny 121,  34-130 Kalwaria Zebrzydowska, woj. małopolskie
Tel. +4833 876-46-13, kom. +48507812334
Adres mailowy: phlebowicz@yahoo.com

 

Na stronie:

http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt8168.html?postdays=0&postorder=asc&start=0

jest powyższy list, odpowiedź z Kancelarii Sejmu oraz dyskusja na ten temat.

 

 

A. Klusik (2009-10-30)

W czwartek, 29 października w Wyszkowie pod Warszawą, odsłonięto już 12 w Polsce pomnik, poświęcony Żołnierzom Wyklętym. (Ciągle tak się o nich mówi, a przecież zasłużyli na to, by raczej nazywać ich Żołnierzami Niezłomnymi.) Stanął on, na wysokiej nadbużańskiej skarpie w pobliżu mostu drogowego i niedaleko legendarnego „Probostwa w Wyszkowie” uwiecznionego przez Stefana Żeromskiego w słynnej noweli.

http://biblio.ojczyzna.pl/HTML/Zeromski__Na_probostwie_w_Wyszkowie.htm

 

 

 

 

Głównym elementem pomnika jest orzeł podrywający się do lotu.

 

Na kolumnach są tablice, na których wyryto kilkadziesiąt nazwisk żołnierzy podziemia antykomunistycznego, którzy oddali swe życie w  latach 1946 – 1952, walcząc, z narzuconym, komunistycznym systemem władzy.

10 z nich Prezydent RP odznaczył pośmiertnie wysokimi orderami, wśród nich Stanisława Kowalczyka, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Stanisław Kowalczyk pseudonim „Baśka”, „Odwet”, „Karol”, „Edek” żołnierz AK, WiN, NZW, ujęty podstępnie i sądzony wraz ze swoim dowódcą J. Kmiołkiem, w pokazowym procesie w szkole w Pułtusku, został skazany na 14 krotną karę śmierci. Synowie jego brata, to znani w Opolu, Jerzy i Ryszard Kowalczykowie. Kontynuując rodzinne tradycje walki o Polskę wolną i sprawiedliwą, w październiku 1971, wysadzili aulę WSP w Opolu  zapobiegając w ten sposób udekorowaniu w niej komunistycznych katów, morderców robotników Wybrzeża w grudniu 1970 roku.

Od lewj Ryszard i Jerzy w objęciach lokalnej prasy i w towarzystwie W. Uklei.

Jerzy i Ryszard uczestniczyli w uroczystości odsłonięcia pomnika i pośmiertnego uhonorowania ich stryja w charakterze gości honorowych. W zastępstwie nieobecnego Prezydenta RP minister Paweł Wypych odczytał list od Prezydenta i wręczył odznaczenia.


 

wpisał j.b. (2009-10-22)
Opole dnia 20.10.2009 r.



APEL W SPRAWIE „ENCYKLOPEDII SOLIDARNOŚCI”


Odpowiadając na zastrzeżenia w sprawie jakości biogramów działaczy pierwszej „Solidarności” ukazujących się w internetowym wydaniu „Encyklopedii Solidarności” oraz naszego udziału w powstawaniu zapisów encyklopedycznych wyjaśniamy:
1. Byliśmy jako OSPN inicjatorami tworzenia zapisów „Encyklopedii” na Opolszczyźnie poprzez kontakt kolegi Wiesława Uklei ze stowarzyszeniem „Pokolenie”, które poprosiło nas o pomoc w tej sprawie.
2. W ramach współpracy z Wydziałem Historii UO zwróciliśmy się do pani dyrektor prof. Anny Pobóg-Lenartowicz o pomoc Wydziału w postaci nadzoru merytorycznego i ewentualnego udziału studentów w projekcie.
3. Pani profesor zgodziła się i wyznaczyła p. dra Antoniego Maziarza, z którym rozpoczęliśmy współpracę. Pod jego nadzorem były opracowywane przez studentów biogramy i hasła (na podstawie wielostronicowych ankiet). Był on pełnym gospodarzem projektu i jedynie w początkowej fazie konsultował z OSPN zawartość samej listy haseł i biogramów.
4. Nie mamy nic wspólnego z udziałem w tym projekcie Zbigniewa Bereszyńskiego, który wykorzystując łamy gazet, głównie „Gazety Wyborczej” oraz internetowe fora dyskusyjne, prowadzi swoje prywatne wojny z ludźmi i instytucjami (OSPN, czy ZR Solidarności).
5. Za skandaliczne w tym kontekście uważamy niedopuszczenie do publikacji w Encyklopedii biogramu Zbigniewa Szatyńskiego, redaktora prasy związkowej, (nie będącego nb., wbrew twierdzeniom Z.Bereszyńskiego, członkiem naszego stowarzyszenia), internowanego przez cały rok i represjonowanego z powodu swojej niezłomnej postawy w więzieniu. Skandalem jest nie tylko fakt, że zapis na temat Z. Szatyńskiego, którego Z. Bereszyński uważa od pewnego czasu za osobistego wroga, nie znalazł się w „Encyklopedii Solidarności”, ale także to, że umieszczono tam za sprawą Z. Bereszyńskiego zapisy nt. tajnych współpracowników SB, występujących w Encyklopedii jako bohaterowie rewolucji solidarnościowej. Dotyczy to Wojciecha Gilewicza i Jana Głowińskiego. Co do Wojciecha Gilewicza, internowanego przez kilka dni grudnia 1981 r., wcześniej m.in. redaktora prasy związkowej, to był on funkcjonariuszem PZPR, starającym się o funkcję delegata na IX Zjazd PZPR (1981 r,). W stanie wojennym Gilewicz został tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Piast”; jego donosy i zeznania doprowadziły do skazania ludzi podziemnej „Solidarności” (Zygmunt Jurkiewicz), współpracujących przy wydawaniu podziemnego biuletynu „Nad Stobrawą” w Kluczborku. Związki Gilewicza z SB miały miejsce zresztą także w okresie dużo wcześniejszym, kiedy to w latach siedemdziesiątych, w krapkowickim Urzędzie Miasta i Gminy pełnił funkcję kierownika Wydziału Spraw Wewnętrznych obligatoryjnie nadzorowanego w tamtych czasach przez SB. Funkcję kierownika Wydziału Z. Bereszyński w opublikowanym biogramie przemilcza.

[Uwaga: Fragment teksu usunięto z niniejszej publikacji, ponieważ dotyczył on osoby, którą Sąd prawomocnym wyrokiem oczyścił z zarzutu współracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.]

 6. Budzi niepokój, reprezentowana przez Z. Bereszyńskiego, niebezpieczna tendencja, występująca również u innych autorów haseł „Encyklopedii Solidarności”, polegająca na umieszczaniu obok biogramów bohaterów rewolucji solidarnościowej, życiorysów łajdaków i zdrajców – współpracowników Służby Bezpieczeństwa.

Przypominamy, że „Encyklopedia Solidarności” nie jest pełnym opracowaniem historycznym obejmującym tło i kontekst wydarzeń, nie jest to również encyklopedia powszechna. Umiejscowienie wśród limitowanej liczby zasłużonych działaczy „Solidarności” tajnych współpracowników SB budzi zasadniczy sprzeciw i jest profanowaniem idei przyświecającej tej publikacji.
7. Zwracamy się z apelem do pracowników Instytutu Historii UO, oraz autorów projektu „Encyklopedii Solidarności”, którzy przyjęli na siebie sprawowanie merytorycznego nadzoru nad powstającymi hasłami „Encyklopedii Solidarności” o zdecydowaną interwencję w tej wyjątkowo bulwersującej sprawie.


                    Zarząd OSPN  -  Jerzy Łysiak – Prezes                               


                                                Wiesław Ukleja – Sekretarz

                                                       
                                                Antoni Klusik – Skarbnik










Otrzymują:
- Prof. dr Anna Pobóg-Lenartowicz, dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego,
ul. Strzelców Bytomskich 2, 45-084 Opole;
- Dr Antoni Maziarz, Instytut Historii UO;
- Dr Mariusz Patelski, Instytut Historii UO;
- Przemysław Miśkiewicz – autor projektu „Encyklopedii Solidarności”, Redakcja Encyklopedii Solidarności, ul. Marszałkowska 7, 00-626 Warszawa;
- Stowarzyszenie „Pokolenie”, Pl. Sejmu Śląskiego 2/413,  40-032 Katowice;
- Prof. dr Krzysztof Kawalec, naczelnik Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Opolu, ul. Oleska 31,  45-052 Opole.

wpisał j.b. (2009-10-22)
Opole.19.10.2009 r.



Oświadczenie
 
W związku z artykułem „Bohater pod pręgierzem” opublikowanym w opolskim wydaniu Gazety Wyborczej z dnia 14 października br., oświadczamy, że znany z instrumentalnego wykorzystywania informacji zdobytych w archiwalnych zasobach IPN Zbigniew Bereszyński posłużył się obrzydliwą manipulacją i oszczerstwem w komentarzu do (napisanego przez siebie) w/w artykułu.
Nie zawahał się tym razem użyć prowokacji, z zadęciem zapowiadanej wcześniej na forach internetowych, polegającej na insynuowaniu związków o charakterze inspiracji agenturalnej Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej oraz Andrzeja Szuberta –  swojego głównego adwersarza, z usytuowanym jakoby we władzach OSPN  TW SB o pseudonimie „Radca”.
Zapowiadane przez Z. Bereszyńskiego sensacyjne ujawnienie agenta w szeregach naszego Stowarzyszenia miało wstrząsnąć opinią publiczną i zdyskredytować środowisko jego oponentów.
W komentarzu do artykułu „Bohater pod pręgierzem” pada nazwisko Grzegorza Fraszka, którego SB umieściła na liście tajnych współpracowników w czerwcu1989 roku (sic!).
Fakt ten ukazuje niebezpieczny wymiar podłości, z jaką Z. Bereszyński posługuje się wobec swoich przeciwników fałszem, manipulacją i przemyślnie dozowanym oszczerstwem.
Po pierwsze, wbrew fałszywym informacjom Z. Bereszyńskiego, Grzegorz Fraszek nie jest członkiem władz OSPN, ani nawet członkiem naszego Stowarzyszenia. Nie jest również – od wielu lat – nawet pośrednio związany z  krytykującym publicystykę Zbigniewa Bereszyńskiego Andrzejem Szubertem, który zdaniem Z. Bereszyńskiego jest inspirowany przez agenturę.
Podłość Zbigniewa Bereszyńskiego ma  podwójne dno, gdyż znany mu jest fakt, że członkiem Zarządu OSPN jest syn Grzegorza Fraszka, Henryk Fraszek, którego życiorys, sprawdzony przez IPN, jest kryształowo przejrzysty. Ohyda użytej przez Z. Bereszyńskiego metody polega na zastosowaniu bolszewickiego schematu odpowiedzialności zbiorowej (w tym przypadku syna za ojca).
Po trzecie, zgodnie z wypowiedzią Z. Bereszyńskiego na łamach Gazety Wyborczej, na temat G. Fraszka nie istnieją żadne zapisy, zwłaszcza brak jest deklaracji współpracy i jakichkolwiek dokumentów świadczących o agenturalnej działalności. Dla Z. Bereszyńskiego, chełpiącego się obiektywizmem i ostrożnością w ferowaniu wyroków, już sam fakt umieszczenia G. Fraszka w rejestrze SB w końcu czerwca 1989 roku, czyli dacie zapowiadającej zmierzch tej instytucji, powinien wydać się mocno podejrzany, nie mówiąc o braku jakiejkolwiek dokumentacji.
Publiczne – bez dogłębnego sprawdzenia różnymi metodami tej informacji – posługiwanie się jego nazwiskiem na użytek walki z przeciwnikami jest wyjątkowo podłe i nie licuje z uczciwością nawet amatorskiego podejścia do badań historycznych. Swobodnie rzucane przez Z. Bereszyńskiego pod adresem swoich przeciwników oskarżenia, nacechowane są wyjątkową hipokryzją. W jednym miejscu wysuwa twierdzenia o jednoznacznej inspiracji ze strony agenta, w drugim (w oficjalnym komentarzu w GW, udając obiektywizm i szlachetną postawę), że sam „goły” wpis do rejestru G. Fraszka niczego nie przesądza.
Mówiąc wprost: „góra” urodziła mysz, a raczej obrzydliwego szczura. Niezależnie od prawdziwości podanych przez Z. Bereszyńskiego informacji, ze względu na skandaliczny sposób i cel ich wykorzystania, opisane okoliczności stawiają po raz kolejny kwalifikacje moralne i zawodowe Zbigniewa Bereszyńskiego – autora tych rewelacji – pod znakiem zapytania.




Zarząd OSPN   - Jerzy Łysiak


                           Wiesław Ukleja


                           Antoni Klusik

Jacek Bezeg (2009-10-11)

                  Nie są to ostatnie chwile suwerenności, bo ostatnie, decydujące o wejściu w życie zdradzieckiego traktatu zdanie, należy do prezydenta Klausa, lecz w momencie podpisania go przez naszego(?) tracimy już wszelki wpływ na sprawę. Tracimy większość praw do decydowania o sobie, o swoim kraju.
Jeśli prezydent Klaus ulegnie, wtedy stracimy suwerenność definitywnie. Staniemy się peryferyjną prowincją wielkiej, europejskiej ojczyzny wielu narodów. Dokładnie takiej, jakiej pragnął dla nas, wielki socjalistyczny przywódca Adolf Hitler. Cele jakie chciał osiągnąć rozpoczynając Drugą Wojnę Światową zostaną osiągnięte. Ale o ileż mniejszym kosztem. I niech mi ktoś powie, że nie ma postępu.

Większość narodu nie zdaje sobie sprawy z tego co rzeczywiście się dzieje. Są i tacy, którzy są przekonani, że zdegenerowaliśmy się już tak, iż tylko obce panowanie może uzdrowić sytuację w Polsce. (Czy to przypadkiem akurat w tych dniach tyle afer wyszło na jaw?)

Jest jednak parę osób, które są zaniepokojone. Protestują. Manifestują. Są przeciw. Niektórym się nawet wydaje, że na zdrajców jest jakaś kara. Jakiś Trybunał.

Inni czekają, może niebo się otworzy, i tak jak o to prosił w przysiędze, Bóg dopomoże Panu Prezydentowi, sprawi, aby raczej sczezł niż ukochaną Ojczyznę w obce ręce zaprzedał. Ale zasady są inne. Zapłata oczywiście go nie minie, lecz otrzyma ją dopiero gdy stanie przed Panem. Do tryumfu zła wystarczy tak niewiele. Wystarczy, aby ludzie uczciwi się nie sprzeciwiali. Zdecydowana większość z nas tym właśnie się zajmuje.
Prawdą jest też i to, że ci którzy nie rozumieją, że wolność najważniejsza, to wolność do prawdy i że ta wolność to przede wszystkim trudny obowiązek tej prawdy obrony, są godni tylko niewoli. I tej niewoli nie unikną, bo jest ona takiego braku myślenia konsekwencją.


Tak więc 10 października roku pańskiego 2009 był tylko zwykłym dniem, jednym z wielu, w którym dokonał się kolejny krok naprzód. Zbliżyliśmy się ku temu, na co zasługujemy.

Fotografie z demonstracji pod Pałacem Namiestnikowskim 10 października 2009 - Wiesław Ukleja

(2009-10-02)

Reżyser Jerzy Zalewski, znany dotąd twórca filmów dokumentalnych i programów publicystycznych, autor serii „Pod Prąd” przystąpił do produkcji filmu o bohaterskim dowódcy oddziału NSZ, żołnierzu antykomunistycznego podziemia. Do realizacji tego ambitnego i jakże koniecznego przedsięwzięcia został zaproszony nasz przyjaciel i kolega Wiesław Ukleja, Sekretarz Zarządu OSPN, krząta się on tam przy zadaniach produkcyjnych.

Szkoda, że takie filmy powstają tak późno, bo brak twórczości artystycznej utrwalającej naszą najnowszą historię na tyle samo tragiczną, co dumną i pełną chwały, odcisnął się kalectwem tak wiedzy, jak i postaw społecznych całego pokolenia, zwłaszcza młodzieży. Cieszy zatem, że są obecnie te zaniedbania w jakimś stopniu niwelowane.

Zło jednak nie śpi i opisane niżej wrogie Polsce i społeczeństwu działania są kontynuowane i najlepiej świadczą, że białe plamy w opisywaniu naszej historii nie są bynajmniej jakimś tylko zaniedbaniem, lecz przemyślanym działaniem naszych wrogów. Musimy być czujni.

Oto wiadomości, które do nas dotarły. 

W TVP starzy pracownicy blokują film o "Roju"?  

- Pracownicy TVP w osobach Pani Laskowskiej i Pani Walichnowskiej, na Festiwalu w Gdyni, publicznie, w obecności kilkudziesięciu osób, głośno wyrażały opinie, że film „Historia Roja” nigdy nie powstanie - napisał reżyser Jerzy Zalewski do prezesa TVP Piotra Farfała. Myśl.pl dotarła do pisma reżysera Zalewskiego, który oskarża dwie prominentne dyrektorki Agencji Filmowej Telewizji Polskiej, które miały podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni stwierdzić, że nie dopuszczą do realizacji przez TVP filmu Zalewskiego "Historia Roja" opowiadającego o tragicznych losach partyzantów, którzy do 1951 r. przeciwstawiali się okupacji sowieckiej w Polsce. Głównym bohaterem miał być Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój", żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, a potem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Redakcja "Myśl.pl" publikuje w całości list reżysera Jerzego Zalewskiego z 25 września skierowany do prezesa TVP (skąd go przenosimy na naszą stronę). Dalszym losom filmu będziemy się przyglądać z uwagą.
Robert Wit Wyrostkiewicz


"Szanowny Panie,

Po pierwsze chciałem podziękować za Pańską życzliwość w sprawie projektu „Historia Roja”. W istotny sposób przyczyni się Pan dzięki temu do powstania pierwszego filmu o Podziemiu Niepodległościowym, walce polskich patriotów z komunistami w latach 40-tych i 50-tych.

Na dzisiaj sytuacja produkcji filmu jest następująca:

finalizujemy umowy ze sponsorami, czekamy na podpisanie umowy z PISFem;
negocjujemy umowę z dystrybutorem;

zaawansowane są starania, aby Film uzyskał patronat Prezydenta RP;
na ukończeniu są prace nad koncepcją promocji Filmu;
do końca września zamkniemy pracę nad castingiem i doborem obsady;
trwają prace scenograficzne na obiektach zdjęciowych, które zresztą wszystkie są już wybrane;
planujemy rozpoczęcie zdjęć w listopadzie 2009, przy czym będą to zdjęcia pasażowe i plenerowe – wstępne;
główny cykl zdjęciowy rozpocznie się w lutym 2010 roku, a zakończenie zdjęć przewidujemy w II połowie maja 2010;
zgodnie z planem premierę kinową przewidujemy na październik 2010, a serialu TV w 2011 roku;
Chciałbym powtórzyć – to że projekt jest tak zaawansowany, w dużym stopniu jest Pańską zasługą.

Wydaje się, że Film – po artykułach w prasie i audycjach w TVP – jest oczekiwany z nadzieją i przychylnością.

Ale, jak się okazuje, nie wszyscy są wobec Projektu przychylni, co mnie zresztą nie dziwi po tylu latach komunizmu. Szokujące jest jednak to, że pracownicy TVP w osobach Pani Laskowskiej i Pani Walichnowskiej, na Festiwalu w Gdyni, publicznie, w obecności kilkudziesięciu osób, głośno wyrażały opinie, że film „Historia Roja” nigdy nie powstanie. Jak mi opowiadano, wyrażały to przekonanie bez żalu, przeciwnie, z satysfakcją. Chciałbym w związku z tym zapytać – jak to możliwe, że dwie prominentne pracownice TVP, decyzyjne właśnie w sprawach filmu fabularnego, na forum środowiska filmowego wyrażają opinie sprzeczne, jak rozumiem, z intencją władz Telewizji. Poza wszystkim taki komunikat wyrażony przez Panie Dyrektor może utrudnić nasze rozmowy z PISFem. Pomyślałem, że winno się reagować teraz, a nie wtedy, kiedy będzie za późno. Skoro takie są intencje Pań Dyrektor, to nasza współpraca przy produkcji Filmu będzie niezwykle utrudniona.

Obie ww wymienione Panie Dyrektor przebywały w Gdyni jako reprezentantki i delegatki Agencji Filmowej Telewizji Polskiej.

Z poważaniem   
Jerzy Zalewski" 
J. Bezeg (2009-09-30)

W tym roku też byliśmy tam.

 


Nie tylko my, ale i sporo innych osób.

 

 


Pod Partyzanckim Krzyżem sprawowana była Msza Święta.

 

 

 
Były sztandary.

 


Po apelu poległych oddano honorową salwę.

 

 


A celebrans okazał się podpułkownikiem.

 

 


A oto informacja dla odwiedzających Śląski Katyń.

  Ale cóż to wszystko znaczy dla pomordowanych w tym miejscu najlepszych, najdzielniejszych synów naszego narodu?

Z drugiej strony dobrze, że nadeszły czasy, kiedy możemy czcić ich pamięć.

 

J. Łysiak (2009-09-25)

26 września, w sobotę o godzinie 11 odbędą się uroczystości rocznicowe na miejscu wymordowania około 200 żołnierzy VII Oddziału NSZ z Podbeskidzia, podkomendnych kapitana Henryka FLAME ps. "Bartek"

Podstępnie wywiezieni z Podbeskidzia żołnierze kapitana "Bartka" umieszczeni zostali w zaminowanej wcześniej owczarni w lesie nieopodal Baruta, na granicy Województw Opolskiego i Śląskiego, 12 km. za Strzelcami. Zamknięci w budynku gospodarczym zostali wysadzeni w powietrze i dobijani seriami karabinów maszynowych. Ta ohydna zbrodnia została dokonana rękami siepaczy NKWD lub na ich zlecenie przez polskich bandytów z UB.

Na miejscu tej okropnej zbrodni w sobotę 26 września o godzinie 11 odprawiona zostanie

Msza Święta w intencji pomordowanych

na ich Cześć i nieustanną pamięć.

Z tej okazji posłuchajcie nagrania o kapitanie "Bartku" umieszczonego już wcześniej w internecie.

http://www.youtube.com/watch?v=4kttNNdO8w0&feature=related