Jerzy Łysiak (2010-03-27)

 

 

 

W czwartek, 25 marca 2010 r. był w Opolu Grzegorz Braun. Na spotkaniu organizowanym przez Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” z opolskim Klubem Gazety Polskiej w auli uniwersyteckiej przy ul. Oleskiej w Opolu miał zaprezentować swój głośny film Towarzysz Generał, a później podyskutować o nim, jednak program spotkania z tym reżyserem był zgoła inny. Prawdopodobnie pod wrażeniem, że odbywało się ono na Uniwersytecie Opolskim twórca pokazał swoje inne dzieło, film o Stefanie Żółkiewskim (nie mylić ze Stanisławem, hetmanem, świetlaną postacią naszej historii), komuniście, profesorze literaturoznawstwa, który od 1945 roku kształtował życie akademickie, naukowe i intelektualne w PRL, aż je uformował na kształt taki, jaki właśnie ma.
Żółkiewski umarł w roku 1991 i oczywiście występuje na filmie tylko w nagraniach archiwalnych, natomiast postać jego i dokonania, rolę jaką odegrał przedstawiają jego „uczniowie” i następcy, obecni luminarze nauki. Braun pokazał na filmie, że czas się dla nich zatrzymał, że Żółkiewski ciągle tkwi na swoim miejscu, tym samym, na którym został postawiony przez stalinowców wtedy, gdy był zakładany PRL. Współcześni akademicy wspominają go z rozczuleniem, przywołując wielkie zasługi dla polskiej nauki. (zresztą kto ciekawy niech sprawdzi w google’ach; witryna „ściąga” nadal publikuje jego artykuły np. nt. kultury literackiej w latach 1918-1932. W tym temacie nadal jedynym autorytetem pozostaje ten komunista (o czym piszą teraz naukowcy? – nie wiadomo).
W swoim autorskim komentarzu Grzegorz Braun nie krył swojego nadzwyczaj krytycznego stosunku do całego polskiego świata naukowego. Twierdził, że ciągle pozostaje on taki, jaki został ukształtowany na progu PRL przez stalinowskich demiurgów nowego świata w rodzaju Stefana Żółkiewskiego. Mówiąc o tym, sięgnął jednak głębiej, zauważył, że zakłamanie zaczęło się dużo, dużo wcześniej. Jesteśmy indoktrynowaniu od 18 wieku. Wychowywani w kłamstwie o roli takich wydarzeń i postaci jak Komisja Edukacji Narodowej, jak Kołłątaj, Kościuszko, Lelewel.
Stwierdzenia te spotkały się z krytycznym przyjęciem niektórych osób i wywołały bardzo ciekawą dyskusję. Kto był – skorzystał, natomiast tutaj nie sposób jej nawet w skrócie przedstawić.
Spotkanie przedstawiło nam Pana Grzegorza Brauna jako nadzwyczaj ciekawego twórcę filmowego, jako człowieka, który ma coś ciekawego do powiedzenia, ciekawego i bardzo ważnego, i doskonale potrafi to swoją twórczością filmową wyrazić.
Osoby zawiedzione brakiem możliwości obejrzenia filmu Towarzysz Generał pragnę poinformować, że możemy zorganizować kameralną projekcję (jednak na dużym ekranie) tego filmu w któryś z piątków w lokalu OSPN przy ul. Luboszyckiej 1a/2. Proszę zgłaszać się do nas w tej sprawie z użyciem tzw. formularza kontaktowego dostępnego na tej witrynie.



Jacek Bezeg (2010-03-26)

 


 

 Pod kierunkiem reżysera Jerzego Zalewskiego trwają zdjęcia do pierwszego filmu fabularnego o żołnierzach polskiego podziemia antykomunistycznego. Mówi się o nich Żołnierze Wyklęci, lecz przecież bardziej odpowiednie byłoby mówienie Żołnierze Niezłomni, byli wszak wierni do końca. Powstało już trochę filmów dokumentalnych o tej tematyce, lecz brak filmów fabularnych powoduje, że ciągle jeszcze ta tematyka nie dociera do szerokiej publiczności. Pod adresem http://www.niezalezna.pl/article/show/id/32325 jest o wiele więcej szczegółów na ten temat, oraz relacja filmowa z planu. Z uwagi na obietnice ciągłego poszerzania zawartości powyższego adresu serdecznie go wszystkim polecam. I tylko relacja filmowa jest lepszej jakości pod adresem http://www.youtube.com/watch?v=gL2oacrlIGw&feature=player_embedded

fotografia z:

 http://www.niezalezna.pl/article/show/id/32325

 Mamy nadzieje na relacje od naszego wysłannika.

Marek Zygmunt, Wrocław (2010-03-24)

Na Opolszczyźnie ruszyła reaktywacja nazw topograficznych wprowadzonych przez Rzeszę Niemiecką w latach 20. minionego stulecia jako forma represji na Polakach za udział w powstaniach śląskich. Przykład? Gmina Polska Cerekiew przemianowana na Gross Neukirch.

Okazuje się, że ministerstwo spraw wewnętrznych może wykreślić z rejestru dwujęzycznych nazw topograficznych tylko takie, które nawiązują do nazw z lat 1933-1945 nadanych przez władze III Rzeszy. O wcześniejszym okresie, takim jak chociażby czas retorsji po powstaniach śląskich, nie ma mowy.
W województwie opolskim ruszyła społeczna akcja pod hasłem "’Nie’ dla dwujęzycznych tablic na Opolszczyźnie". Petycję skierowaną w tej sprawie do przewodniczącego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim Norberta Rascha poparło już prawie półtora tysiąca osób.
"Początkowo Mniejszość Niemiecka chciała po prostu istnieć, a do tego przyczyniła się właśnie w 2005 roku ustawa o mniejszościach narodowych. Później zapragnięto władzy. To się też udało; Mniejszość Niemiecka ma obecnie swojego jednego przedstawiciela w Sejmie RP. Chcieliście tablic - to je macie. Pytamy jednak: co dalej? Zniemczanie nazwisk i ulic powoli przestaje dziwić. Jak długo będziecie mnożyć żądania?" - piszą inicjatorzy akcji. "Oficjalne nasze stanowisko jest takie, iż odmawiamy jakichkolwiek oficjalnych komentarzy w sprawie petycji" - napisał nam Miłosz Bogdanowicz, student Uniwersytetu Opolskiego, współautor petycji. Zapewnia, że nie jest ona wymierzona w Mniejszość Niemiecką. "(...) nie jesteśmy ksenofobami. Nie sprzeciwiamy się istnieniu mniejszości w naszym kraju, ale chcemy, by szanowały one Polaków" - podkreśla.
Przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim Norbert Rasch w ogóle nie odpowiedział na pytania "Naszego Dziennika".
W wypowiedzi zamieszczonej na jednym ze śląskich portali próbował przekonywać, że to nie same tablice, ale szum wokół nich nie sprzyja dobrym stosunkom polsko-niemieckim. "Polskie prawo umożliwia mniejszościom takie działania. Dlatego my po prostu z tego korzystamy. Nie robimy nic nielegalnego" - argumentuje Rasch. Dodaje, że polsko-niemieckie nazwy to także ułatwienie dla Niemców przyjeżdżających do województwa opolskiego.
W 26 gminach województwa opolskiego funkcjonuje już 238 niemieckojęzycznych nazw topograficznych. Ich liczba systematycznie rośnie. Decyzje o przyjęciu niemieckojęzycznego nazewnictwa można już podejmować na szczeblu rady gminy, o ile liczba mieszkańców sklasyfikowanych jako mniejszość narodowa jest nie mniejsza niż 20 proc. populacji gminy, lub po konsultacjach, w których musi opowiedzieć się za takim wariantem ponad połowa osób. Później wymagana jest jedynie pozytywna opinia Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Koszty wprowadzenia dodatkowych nazw ponosi gmina, a za wymianę tablic informacyjnych płaci budżet państwa.
- W świetle obowiązującej obecnie w Polsce od 2005 r. ustawy o mniejszościach narodowych nie ma możliwości wykreślenia gminy z prowadzonego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji rejestru gmin, na których obszarze są używane nazwy w języku mniejszości nadane właśnie na wniosek Rady Gminy - powiedział "Naszemu Dziennikowi" Jacek Sońta z Wydziału Komunikacji i Promocji MSWiA. Dodał, że resort może wykreślić dodatkową nazwę z tego rejestru tylko wtedy, gdy nawiązuje ona do nazwy z okresu 1933-1945 nadanej przez władze III Rzeszy Niemieckiej lub Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. To jednak sytuacja mało prawdopodobna, bo nazewnictwo sprawdza się podobno na etapie proceduralnym.
Sprawa niemieckich tablic z nazwami miejscowości nabrała szczególnego przyspieszenia na terenie powiatu Kędzierzyn-Koźle. Dotąd jedynie gmina Cisek pokusiła się o sfinalizowanie całej procedury nazewniczej. Inne samorządy nie kwapiły się do tego, choć Mniejszość Niemiecka miała tam i ma nadal wiele do powiedzenia. Ale teraz zbliża się kampania wyborcza i trzeba pokazać, że na terenie powiatu dba się o niemiecką tożsamość.
Tablice z niemieckimi nazwami staną w prawie wszystkich sołectwach gminy Polska Cerekiew. Tak postanowiła rada gminy, w której zdecydowaną przewagę mają członkowie Mniejszości Niemieckiej. Sprzeciwił się temu m.in. radny Jan Cieślak z Zakrzowa. - Chciałem, aby w tak istotnej kwestii przeprowadzono wśród mieszkańców referendum, ale niestety nie posłuchano mnie - mówi.
Najwięcej emocji wzbudził niemiecki odpowiednik nazwy gminy Polska Cerekiew. Uchwalono, że będzie się ona nazywać Gross Neukirch. - Ta nazwa gminy została wprowadzona w latach dwudziestych XX wieku w ramach tzw. zemsty na Polakach po powstaniach śląskich. Przedtem przez setki lat obowiązywała nazwa Polnische Neukirch - twierdzi z kolei radny z Polskiej Cerekwi Włodzimierz Karliński, który głosował przeciwko niemieckojęzycznej nazwie. W opinii wywodzącego się z tego terenu byłego radnego powiatowego Bronisława Piróga, takie postępowanie rodzi tylko niepotrzebne podziały wśród mieszkańców.
Według prof. dr. hab. Tadeusza Marczaka z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, tolerowanie już istniejących i zgoda na nowe dwujęzyczne tablice to kolejna kapitulacja strony polskiej wobec żądań niemieckich i potwierdzenie nierównoprawności stron w naszych wzajemnych stosunkach. Jego zdaniem, polska dyplomacja powinna przeprowadzić spektakularną akcję na rzecz uregulowania problemu polskiej mniejszości na zasadach równości stron i wzajemności nie tylko w stosunkach polsko-niemieckich, ale i ogólnie w całej Europie.

Marek Zygmunt, Wrocław

 Ze strony:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100324&typ=po&id=po01.txt

 

Jacek Bezeg (2010-03-10)

Leśnica, to miejscowość położona na stoku Góry Świętej Anny znanej z walk toczonych w Powstaniach Śląskich. Teren ten i okolice przechodziły z rąk do rąk, bo ze względu na jego strategiczne znaczenie walki były zacięte. To tu oddało życie wielu z tych, co pragnęli polskości tych ziem. Po latach upamiętniono ich pomnikami. Jeden z nich, autorstwa Jana Borowczaka stanął przed 30 laty na rynku Leśnicy. Nikomu specjalnie nie przeszkadzał jeszcze do niedawna. W roku 2002 opracowano projekt modernizacji centrum miasteczka w którym pomnik jakoś „się nie zmieścił”. Zaproponowano jego przeniesienie do Muzeum Czynu Powstańczego. Poczyniono wszelkie możliwe uzgodnienia, poza jednym. Nie było i nie ma decyzji Muzeum w tej sprawie. Jest zgoda Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, jednak nie określająca miejsca, w które pomnik ma być przeniesiony. Po kilkuletnich staraniach o fundusze w ubiegłym roku uzyskano wreszcie dotację unijną w wysokości 2,6 mln. złotych i rozpoczęto prace, a obecne po zimowej przerwie wznowiono je.
Nie załatwiona sprawa pomnika spowodowała obawy, że może on po prostu zostać zniszczony. Okazało się, że jeszcze nie wszyscy należą do Mniejszości Niemieckiej i o polskie racje się upomniano. Z powodu szumu medialnego jaki podniósł się wokół tej sprawy radni miejscy postanowili jeszcze raz sprawę pomnika rozważyć. Na sesji jaka odbyła się w poniedziałek 8 marca 2010 podjęto jednogłośną decyzję o pozostawieniu pomnika w mieście. Jednak nadal brak jest decyzji o konkretnym miejscu gdzie zostanie ustawiony. Gdyby miał pozostać na rynku konieczna byłaby zmiana planu. To z kolei mogłoby skutkować      cofnięciem dotacji, bo jak wiadomo przepisy unijne pełne są haczyków umożliwiających taki manewr. Rada Miejska ma w swym składzie 11 reprezentantów Mniejszości i 4 do niej nie należących. Czy możemy oczekiwać, że zaryzykują utratę ”kasy” dla polskiego pomnika? Są obywatelami Polski, ale są i obywatelami Niemiec. Co zwycięży? Wygląda na to, że na razie znajdzie się w on magazynie, a potem „coś się wymyśli”.
W telefonicznej rozmowie burmistrz, Łukasz Jastrzembski burmistrz@lesnica.pl obiecał, że o wszystkim będzie na bieżąco informował na  www.lesnica.pl
Polecamy więc sprawę uwadze i pamięci naszych czytelników. Coś jesteśmy im winni, im Śląskim Powstańcom!!

 Po opublikowaniu tego tekstu otrzymaliśmy informację o Oświadczeniu Burmistrza Leśnicy, które jest dostępne pod wyżej podanym adresem.

 foto z:

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100308/POWIAT10/439025855
Jacek Bezeg (2010-03-04)

W demokratycznym państwie prawa obywatele sami wybierają swoje władze rozmaitych szczebli. Jest to ich prawo, ale i obowiązek. Podobnie i w trakcie sprawowania przez „wybrańców” swych funkcji nie tylko prawem, ale i obowiązkiem nas wszystkich jest kontrolowanie sposobu, logiki i sensowności ich działań. Mówienie „Ja się do polityki nie mieszam” oznacza tak naprawdę „Mam gdzieś moją wieś/ moje miasto / mój kraj”, a trudno taką postawę nazwać patriotyzmem.
Mieszkańcy Nysy poważnie zaniepokojeni działaniami burmistrza i miejskich radnych, które ich zdaniem są dla miasta bardzo niekorzystne, a nawet niebezpieczne próbują na różne sposoby przywołać swych „włodarzy” do porządku. Ci, zaniepokojeni tym, że ktoś śmie o ich działalności dyskutować i to publicznie, a nawet wnioskować o referendum w sprawie ich odwołania zwrócili się do sądu.
No i tu stała się rzecz zaskakująca. Sąd Okręgowy w Opolu wydał wyrok, który streścić można następująco” Burmistrz i Rada Nysy mają rację, a ich krytyka jest nielegalna. Po prostu zakazana”. Jak się okazuje Sąd Okręgowy, a dokładniej jego wydział cywilny zna się nie tylko na prawie (Czy aby na pewno?), ale i na zarządzaniu miastem. O całej sprawie przeczytać można więcej w Oświadczeniu Komitetu Referendalnego.

 


  Nic dziwnego, że dziś 4 marca przyjechali do stolicy województwa by dać wyraz swego zaniepokojenia takim kuriozalnym wyrokiem w pikiecie przed Opolskim Sądem.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

O bezpieczeństwo protestujących dbała policja. Lecz nie mieli specjalnie wiele pracy, bo wszystko odbyło się w atmosferze wzajemnego zrozumienia.

 

 

 

 

 

 


Członkowie Stowarzyszenia Obywatele Przeciw Bezprawiu wykazywali się postawą roszczeniową, ale silnie prounijną.

 

 


Inne hasła to po prostu zwykłe stwierdzenie faktu.

 

 

 

 

Ale są i żądania mocno na wyrost.

 

 


Ponieważ dziennikarze nie bardzo dopisali, policja wzięła też na siebie trudny obowiązek zarejestrowania całego wydarzenia dla potomnych. Podobno tak robią ze wszystkimi pikietami. To bardzo dobrze. 

 

 


 

Na 28 marca zaplanowane jest referendum na temat sprzedania działek przy nyskim rynku. Na 11 kwietnia referendum o odwołanie Rady i Burmistrza.

Lecz jak przy takim wyroku można będzie prowadzić akcję informowania obywateli o tym o czym będą musieli zadecydować?

 

Jacek Bezeg (2010-03-01)

Święto Żołnierzy Antykomunistycznego Podziemia, pomimo braku konkretnej odpowiedzi ze stolicy na wysuniętą przez opolskie środowiska propozycję, jest w naszym mieście obchodzone.Tak przy okazji, nazwa powinna brzmieć: Dzień Żołnierzy Niezłomnych.

 

 Jak przed rokiem, równo o godzinie 12 zabrzmiał hymn państwowy i pochyliły się sztandary.

 

 Przybyła kompania honorowa Wojska Polskiego, Kombatanci, 

 

mieszkańcy miasta,

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    harcerze, uczniowie

 

 

 i władze miasta, oraz zaproszeni goście. Wszyscy razem stanęli przy pomniku ze starą maksymą BÓG, HONOR I OJCZYZNA, by oddać cześć, by wspomnieć tych, którzy mimo zdecydowanej przewagi sowieckiego okupanta nie ulegli, nie poddali się, lecz walczyli do końca.

 

 

 

 

 

 

Przypomnieli o tym w wygłoszonych przemówieniach goście honorowi uroczystości.

  (Gdyby Arkadiusz Karbowiak nie był wiceprezydentem, to tego pomnika by nie było.) 

 

 

 

W Apelu Poległych oficer wzywał ich wszystkich. Nie stawili się, bo ZGINĘLI ŚMIERCIĄ MĘCZEŃSKĄ w ubowskich katowniach.

 

 

 

 

 

 


Potem była jeszcze salwa honorowa, lecz POLEGLI NA POLU CHWAŁY już jej nie słyszeli.

 

 

Składano wieńce i wiązanki kwiatów. Na zdjęciu Prezydent Ryszard Zembaczyński.

 

 

Po skończonej uroczystości odchodzące poczty sztandarowe pięknym salutem żegnały pomnik.

Stanisław Srokowski (2010-02-27)

 

APEL

W związku z 66 rocznicą mordów  w Hucie Pieniackiej i zagładą tej wsi przez bandy UPA i odziały SS Galizien proponuję, byśmy w naszych domach 28 lutego o godz. 20,00 zapalili w oknach świeczki na znak pamięci. Mogą też być znicze  ułożone w kształcie krzyży koło naszych domów. A na stronach internetowych w tym dniu  zainstalujmy też  ogniki -  świeczki. Naturalnie, poza innymi czynnościami, które każdy na swojej ziemi uczyni ( kościoły, pomniki itp) Dołączam  jedną ze świeczek. Proszę o rozpowszechnienie tego apelu w kraju i za granicą.
 
 

Serdecznie pozdrawiam
Stanisław Srokowski
 
Ze strony :

http://wsercupolska.org/joomla/index.php/wiadomoci/7-wiadomosci/2136-apel.html

Zobacz:

 http://wsercupolska.org/joomla/index.php/pami-walka-i-mczestwo/10-pamiec-walka-i-meczenstwo/1971-1971.html

Jacek Bezeg (2010-02-25)

Tak jak obiecywaliśmy, dziś, 25 lutego odbyła się pikieta przed budynkiem Uniwersytetu  Opolskiego. Protestowaliśmy przeciwko uhonorowaniu Krzysztofa Zanussiego przez naszą Alma Mater. Właśnie w tym dniu o godzinie 9:30 Senat uczelni zebrał się na sesję, aby podjąć w tej sprawie ostateczną decyzję.

Nie było nas wielu i dzięki temu napisy na transparentach były dobrze widoczne.

 


  Miła reporterka telewizyjna wypytywała naszych sympatyków o opinie w tej sprawie. Zatem w programie telewizyjnym będzie można się zapoznać ze szczegółami; oczywiście jeśli ktoś jest ciekawy, a wcześniej nie czytał naszej strony.

 

 

 

Przybyli dziennikarze rozmawiali też z tymi senatorami, którzy chcieli z nimi rozmawiać, czyli z księdzem Lisem, laudatorem doktoratu.  

 

 Parę osób było bardzo zainteresowanych naszym protestem. 

Jednak szacowny Senat UO okazał się nieugięty w swym umiłowaniu osoby i twórczości doktoranta, i podjął decyzję zgodną z ......... .

No właśnie, z czym też jest ona zgodna?

 

Otrzymaliśmy od KZ NSZZ Solidarność UO natsępujące pismo:

 Opole, dn. 25 lutego 2009r.



SENAT
UNIWERSYTETU OPOLSKIEGO
w miejscu



Stanowisko KZ NSZZ „Solidarność” UO w sprawie przyznania doktoratu h.c. Krzysztofowi Zanussiemu.



    Sprawa przyznanie Doktoratu honorowego naszej uczelni znanemu artyście filmowemu, Krzysztofowi Zanussiemu, która wydawała się bezproblemowa i oczywista, przestała mieć taki charakter po wydarzeniach związanych z poparciem, którego Krzysztof Zanussi udzielił oskarżonemu o pedofilię i uchylającemu się od stanięcia przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości swojemu filmowemu koledze, reżyserowi Romanowi Polańskiemu. Za szczególnie dotkliwą uważamy okoliczność, że stroną wnioskującą o przyznanie doktoratu h. c. jest Wydział Teologiczny UO, który ze swojej istoty winien zadbać o etyczną przejrzystość proponowanego kandydata. Przyznając Krzysztofowi Zanussiemu honorowy doktorat naszej uczelni, bierzemy moralną odpowiedzialność za gorszącą sytuację, drastyczną w aspekcie pedagogicznym. Lekceważący stosunek Krzysztofa Zanussiego do nieletniej ofiary gwałtu nie może być przez nas w żadnym wypadku akceptowany, a obrona sprawcy wyjątkowo odrażającego czynu budzi poważny niepokój, czy aby nie mamy do czynienia z ujawnionym w tej sprawie  relatywizmem moralnym twórcy „Barw ochronnych”. Apelujemy do Senatu UO, o powtórne, dogłębne przeanalizowanie wniosku o przyznanie Doktoratu Honorowego dla Krzysztofa Zanussiego. Jako NSZZ Solidarność uważamy, że wartość Doktoratu Honorowego wymaga, by jego laureat okazywał się w każdym wypadku jego godnym. Czy Krzysztof Zanussi, obrońca pedofila na godność taką na pewno zasługuje?


                              Komisja Zakładowa
                                                                  NSZZ „Solidarność” UO

 

wpisał j.b. (2010-02-24)
Senat Uniwersytetu Opolskiego
na wniosek Wydziału Teologicznego
ma podjąć uchwałę w sprawie przyznania doktoratu honorowego
Krzysztofowi Zanussiemu.
 
Zanussi – TW „Aktor”,
publicznie bronił Polańskiego, bagatelizując jego pedofilię.
Były już protesty do rektora UO i biskupa opolskiego – bez skutku.

Przyszedł czas na czyny
Przyjdź na pikietę przed Rektoratem na placu Kopernika
w czwartek, 25 lutego o godzinie 9.00.
Nie dopuść do skandalu,
do demoralizacji i honorowania osób niegodnych!
 
                                     OSPN

Piotr Smoter (2010-02-20)
Komunikat Komitetu Referendalnego w Nysie
Sąd opolski zakazuje krytyki burmistrza i knebluje opozycję.
Naruszenie fundamentalnych praw obywatelskich. Zemsta sądu  nad działaczem „Ruchu Przeciwko Bezprawiu w Sądach i Prokuraturach”


W dniu 19 lutego 2010 r. Sąd Okręgowy w Opolu, wydział I cywilny, (sędzia Magdalena Domińczyk-Trzciańska) wydał wyrok zakazujący Komitetowi Referendalnemu w Nysie krytykowania burmistrz i jej radnych.
Wyrok został wydany w trybie 24 –godzinnym ( art. 35 ustawy o referendum tryb wyborczym).   Sprawy w trybie art. 35 referendum podobnie jak sprawy w trybie wyborczym, rozpatrywane są w ciągu 24 godzin od złożenia wniosku. Uczestnicy wyborów czy w tym przypadku referendum mogą żądać sprostowania jawnie nieprawdziwej wiadomości.
W tym przypadku Sąd Okręgowy w Opolu uznał powództwo burmistrza Nysy i zakazał Komitetowi Referendalnemu w Nysie informować społeczeństwo iż (cytuję):
-  „działania burmistrz prowadzą do gigantycznego zadłużenia gminy”,
-  „burmistrz zmierza do zabudowy rynku...”,
- „burmistrz przeforsowała uchwałę upoważniająca ją do sprzedaży spółek gminnych”;
- „burmistrz nie zrobiła nic, żeby rozwiązać paraliż komunikacyjny Nysy...”
- „burmistrz i jej radni przez 3 lata kadencji nie przeznaczyli ani złotówki na zagospodarowanie śródmieścia”
Oraz informacji, że „burmistrz za publiczne pieniądze wydaje propagandową gazetkę, w której uprawia swoją propagandę i za publiczne pieniądze podróżuje po świecie.”
Wszystkie te informacje polegają na prawdzie: Referendum zostało zorganizowane ponieważ burmistrz przeforsowała uchwałę o sprzedaży centrum nyskiego rynku, Rada Miejska na jej wniosek podjęła uchwałę upoważniającą ją do rozpoczęcia procesu sprzedaży gminnych spółek, wyborcze plany inwestycyjne burmistrz i radnych rozpoczynające się w  roku 2010 przewidują rozpoczęcie budowy dwóch hal sportowych za 63 mln, nowej biblioteki za 17 mln, modernizacji urzędu za 5,5 mln  - spowodują,  w roku 2011 nierównowagę w budżecie gminy wynoszącym 122 mln w wysokości 37 mln. Wynika to z budżetu uchwalonego przez rade na wniosek burmistrz.
Burmistrz finansuje też, ze środków publicznych, bezpłatne, propagandowe gazetki uprawiające jej propagandę.
Dlaczego zatem Sąd Okręgowy w Opolu, w tak oczywistej sprawie podjął tak skandaliczne postanowienie, łamiące konstytucyjna zasadę wolności wypowiedzi? Powodem jest fakt, że wśród inicjatorów referendum jest Janusz Sanocki – redaktor lokalnego tygodnika „Nowiny Nyskie”, działacz Stowarzyszenia „Przeciw Bezprawiu Sądów i Prokuratur”, od lat krytykujący opolskich sędziów i prokuratorów,  autor opublikowanej w roku 2009 -  „Czarnej księgi opolskiego wymiaru sprawiedliwości”, w której zebrano kilkanaście bulwersujących wyroków i orzeczeń. W 2007 r. Janusz Sanocki wygrał proces przeciwko polskiemu sądownictwu w Strasburgu – rzecz dotyczyła wyroku, który w roku 2002 zapadł właśnie w Sądzie Okręgowym w Opolu, w wydziale I Cywilnym. Od tego czasu opolscy sędziowie z tego wydziału -  (Kamiński, Domińczyk-Trzciańska) wydają w każdej sprawie, w której stroną jest działacz Stowarzyszeń „Przeciw Bezprawiu” wyroki nacechowane daleko idącą stronniczością.
Członkowie Komitetu Referendalnego w Nysie uważają wyrok opolskiego sądu za haniebny, łamiący podstawowe wolności obywatelskie i zapowiedzieli złożenie apelacji do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Problem w tym, że w wydaniu wyroku uchylonego następnie  w Strasburgu, uczestniczyli również sędziowie w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu.  Czy zachowają oni bezstronność?
Piotr Smoter- Pełnomocnik Komitetu Referendalnego w Nysie
Nysa dnia 19 lutego 2010 r.