Krzysztof Wyszkowski (2010-11-06)

Wśród odznaczonych właśnie Orderem Orła Białego brakuje jeszcze gen. Kiszczaka

 

- Panowie Michnik czy Hall powinni przesłać po połówce orderu gen. Kiszczakowi – mówi dla portalu Fronda.pl Krzysztof Wyszkowski, komentując decyzję prezydenta Komorowskiego o przyznaniu odznaczeń Orderu Orła Białego.




Krzysztof Wyszkowski: Decyzja o przyznaniu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego najstarszego i najważniejszego polskiego odznaczenia, jakim jest Order Orła Białego, m.in. Adamowi Michnikowi, jest skandalem. Jest to gloryfikacja Okrągłego Stołu. Brakuje tu jeszcze jednego człowieka, który współtworzył Okrągły Stół, czyli gen. Kiszczaka. Bez niego dawanie orderu Hallowi czy Michnikowi nie ma sensu. Panowie powinni przesłać po połówce orderu gen. Kiszczakowi.

To jest oczywiście też takie „lakierowanie” III RP. Okazuje się, że wszystko jest świetne, że cieszymy się z państwa, które zostało skonstruowane przy Okrągłym Stole, że ludzie, którzy to konstruowali, to nasi bohaterowie. Ja myślałem, że ci ludzie się źle zasłużyli, że się wstydzą, że to hańba być takim konstruktorem, skoro kilka dni temu Adam Michnik powiedział [w programie szołmena Kuby Wojewódzkiego – przyp. red.], że tam „kolektywnie wszyscy dawali d…”. Skoro tak, to tu mógłbym powiedzieć, że sodomia jest nagrodzona najwyższym orderem RP.

Order Orła Białego jest przyznawany żyjącym za całokształt działalności. Jeżeli Michnik o Polsce, o polskości odzywał się obelżywie, pracował nad negatywnym obrazem polskości – przytoczę tu choćby tekst z „Gazety Wyborczej” z przedednia 50. rocznicy Powstania Warszawskiego o akowcach mordujących Żydów w czasie powstania - to są to rzeczy haniebne. Nagradzanie takich rzeczy stawia prezydenta Komorowskiego jako następcę, jednak nie Lecha Kaczyńskiego, ale gen. Zajączka, a to już nie jest Pałac Prezydencki, ale Pałac Namiestnikowski.

Sędzia Bogusław Nizieński czy Andrzej Gwiazda zrezygnowali z zasiadania w kapitule orderu, bo nie mieli wyboru. Przyzwoici ludzie nie powinni mieć aż tak grubej skóry, bo jeśli coś po prostu cuchnie, to trzeba temu dać publiczny wyraz.

Nie dziwi mnie, że obaj nie zostali powiadomieni o tych faktach. To jest metoda Platformy. Tak jak premier Tusk obelżywie wyraża się o rodzinach ofiar katastrofy smoleńskiej, że chcą jeszcze pieniędzy, tak widocznie prezydent w stosunku do ludzi z kapituły orderu sobie ich nie życzy – woli widocznie towarzystwo ludzi rejestrowanych niż nie rejestrowanych.
not. roja

Z:

 http://www.fronda.pl/news/czytaj/wyszkowski_wsrod_odznaczonych_wlasnie_orderem_orla_bialego_braku

 

JAROSŁAW MAREK RYMKIEWICZ (2010-10-25)
OŚWIADCZENIE

W związku z rozpoczynającym się niebawem procesem, który wytoczył mi Adam Michnik (chowając się za wydawcę swojego pisma), oświadczam co następuje.
W dziejach cywilizacji europejskiej procesy przeciwko pisarzom nie są niczym nowym. Wielu pisarzy było więzionych, byli nawet tacy, których powieszono lub rozstrzelano. Wielu pisarzy nonsensownie oskarżono, wielu wygnano z ich ojczyzny, wielu innym w różny sposób próbowano zamknąć usta i ocenzurować ich poglądy. Wystarczy przypomnieć Gustawa Flauberta, oskarżonego o napisanie „Pani Bovary”, czy Owidiusza, wygnanego z Rzymu przez cesarza Augusta. Ale te prześladowania nie prowadziły do niczego, ponieważ – właśnie w cywilizacji europejskiej – rzeczy miały się i mają się nadal tak, że literatura zawsze zwyciężała i nadal zwycięża. Literatura jest bowiem nieśmiertelna, a władza, która ją prześladuje, jest krucha, krótkotrwała i niepewna. Władza, także władza medialnych oligarchów, nic więc nie może zrobić literaturze, nic nie może jej odjąć, w żaden sposób nie może jej zaszkodzić. A jeśli może komuś zaszkodzić, to tylko sobie. Osip Mandelsztam, zamordowany przez Józefa Stalina, jest teraz największym rosyjskim poetą XX wieku. Jest chwałą cywilizacji rosyjskiej i chwałą cywilizacji europejskiej. A Józef Stalin jest teraz tym, kim był zawsze – nędznym pijaczkiem, nędznym ospowatym prześladowcą Osipa Mandelsztama. I tak to już zostanie – na wieki. Kto podnosi rękę na literaturę, temu ta rączka uschnie. To jest nieuchronne. Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go – nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika.
W naszym języku istnieje pojęcie śmierci cywilnej. Okazuje się, że możliwe jest także cywilne samobójstwo.
Zapraszam wszystkich na moje przemówienie na sali sądowej.
O terminie procesu poinformuję osobnym komunikatem.


Milanówek, 22 października 2010 roku
 
http://rebelya.pl/discussion/10115/exclusive-dla-rebelyapl-owiadczenie-jaroslawa-marka-rymkiewicza/#Item_0
Jacek Bezeg (2010-10-14)

 Jeszcze o śmierci Janka Klusika



11 października zaprosiliśmy do naszej siedziby dziennikarzy na konferencję prasową. Powodem podjęcia takiej decyzji była konieczność przeciwstawienia się oszczerstwom i inwektywom pod naszym adresem jakie zostały zamieszczone w jednej z gazet. Śmierć naszego kolegi i przyjaciela miałaby być wykorzystywana przez nas  i inne osoby w celach politycznych i propagandowych. To co mamy do powiedzenia na jej temat napisaliśmy już w tym miejscu. http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=386   Dodając kilka słów jakie napisali o Janku przyjaciele podaliśmy adres strony z której je zaczerpnęliśmy. Nigdzie więcej się na ten temat nikt z nas nie wypowiadał. Nie jest naszą winą, że okoliczności poprzedzające o miesiąc to bolesne i zaskakujące wydarzenie budzą w połączeniu z nim tak wiele emocji, komentarzy i podejrzeń. Ciągle jeszcze trudno nam przyjąć do świadomości, że Janka już nie ma, trudno się z tym pogodzić. To, że znaleźli się ludzie, którzy chcą szukać przyczyn jego śmierci, udowadniać winę budzi w nas uczucia mieszane. Z jednej strony sprawiedliwość powinna być sprawcy wymierzona, ale z drugiej trzeba by w tym celu kroić biedne ciało. Oczywiście można inaczej, bo zapewne gdzieś istnieją nagrania całego zajścia. Kamer było w okolicy tak wiele. Wystarczy ukarać pana za kopanie ludzi na ulicy.   http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=373

To co zrobiła pewna z gazet, której nazwy nie będziemy jednak tu wymieniać, czyli pozbieranie w internetowym „bałaganie” najgorszych kalumni i skrajnych pomysłów dla zmontowania tekstu o naszym przyjacielu i o nas, oraz o ludziach próbujących wyjaśnić okoliczności tej śmierci to pomysł, który mógł się zrodzić w bardzo szczególnego rodzaju umyśle. Jaka mogła być do tego motywacja? Czy tylko chęć zarobienia paru groszy wierszówki? Czy szukanie sprawiedliwości po śmierci niewinnego człowieka jest aż tak bardzo denerwujące dla „młodych, wykształconych z wielkich miast”, iż muszą się posuwać do takich metod? Czy mają pewność, że ten dobrze wyćwiczony (zadał cios nogą na wysokości około 1,3 m.) bokser nie zaatakuje nikogo z ich rodziny, przyjaciół, czy wreszcie ich samych? A jeśli mają taką pewność to skąd?

 

 Z długiej relacji o wydarzeniach w Warszawie i naszej opinii o całej sprawie powstał krótki materiał

 http://www.tvp.pl/opole/informacja/kurier-opolski/wideo/12-pazdziernika-2010-r/2983226

 

Mirosław Dakowski (2010-10-12)

10. 10. 10. Warszawa

 
           Rano. Msza św. o 8-mej w kościele po-karmelickim za Ofiary Katastrofy Smoleńskiej. Potem za panem J. Kaczyńskim idziemy pod Wirtualny Krzyż przed pałacem Namiestnikowskim. Krzyż błagania Boga o ujawnienie prawdy o Smoleńsku. Znów Warszawa musiała wrócić do nazwy „Namiestnikowski”, uprzednio , używanej za TW Alka..

            Tam jest już ze setka modlących się. Krzyżyki, tablice z dykty z odpowiednimi napisami, krzyż z zapalonych zniczy na chodniku. To wszystko zostało zdeptane przez porównywalna ilość paparazzich i ekip TV z ich obsługą techniczną, którzy „musieli” zobaczyć i utrwalić, jak p. Kaczyński z bliskimi klęka i modli się. Żadne apele o kulturalne zachowanie się me®diów nie pomogły. Potem - spokoje modły. Jest nas co najmniej z pięćset osób.

            Gdy wracam do domu, około św. Anny już ok. godziny 10-tej stoi i warczy wiele wielkich wozów transmisyjnych. Między św. Anna a kolumną Zygmunta ogromny ruch: Budują namioty, estrady, widownie. Myślałem, że to przygotowania do wieczornego przemarszu pod Wirtualny Krzyż...  W domu mówią mi, że TV podała, iż była setka „t.zw. obrońców krzyża”.

            Wieczór. Idę tą samą drogą na Mszę św. do Archikatedry św. Jana. Miasteczko agregatów przy św. Annie warczy, z wielkiego fioletowego namiotu – estrady leją się kilowaty (a raczej - dziesiątki kilowatów) dźwięków, reflektory strzelają słupami świateł w górę, jakieś panieny gibają się i coś cicho se śpiewają, ale ich głosiki wzmocnione miliony razy przez megafony zalewają Plac Zamkowy i Stare Miasto. Wśród nielicznych słuchaczy trochę dzieci i młodzieży, także podrygujących do taktu zakonnic. Potem dowiaduję się, że to coroczny „koncert” Fundacji Nowego Tysiąclecia (lub czegoś takiego..). Rozdają „zasłużonym” młodym stypendia. Po 110 do 130 zł na miesiąc, mówią chłopcy. A czemu ten ryk umieściliście na trasie Marszu Pamięci o Katastrofie? Zażenowane tłumaczenia o ich, tj. Fundacji, wieloletnich zasługach. Okazało się, że w zeszłych latach swoje „pobożne bum-bum” odprawiali gdzie indziej. Wiem już - zablokowanie trasy Marszu Pamięci to oczywiście zwykły przypadek. 

            Katedra pełna, na zewnątrz z tysiąc osób. Mnóstwo ludzi poniżej 25-ciu lat. Z całej Polski. Świetna, kilkudziesięcio-osobowa grupa z Gdańska. Transparent „Panie Premierze – gdzie jest 40 ton tupolewa?”. Zapomniałem długopisu i papieru, więc tyle opiszę, co zapamiętałem: Wszyscy z tej grupy mają na plecach: „TU154SK”, z przodu też coś o Donku. Czemu? „on od nas, toż nam wstyd..”. Dalej duży transparent: „Patrz mu w oczy!”, poniżej na nim: „Nie zabijajcie nas!” To cytaty z filmiku „Mendereja”. Innych, świetnych, niestety nie zapamiętałem.

            W czasie Mszy św. z trudem słyszymy modlitwy i pieśni z kościoła: zagłusza ryk gigantofonów z odległości ze 300 metrów, tych z „Nowego tysiąclecia”. Gdy śpiewamy „Boże coś Polskę”, wszyscy, w refrenie bez wahania śpiewamy „Ojczyznę wolną racz przywrócić Panie!”. Zwykle w kościołach zdarza się części ludzi, którzy uważają, iż wystarczy podziękować: „pobłogosław, Panie!”. Tu takich optymistów nie ma.

            Po Mszy św., jak co miesiąc, formuje się pochód z pochodniami i zniczami. Odmawiamy Różaniec, część bolesną. Po wyjściu na plac Zamkowy nie słyszymy się nawzajem, a jest nas wiele tysięcy. Paniena-piosenkarka z estrady ryczy rozdzierająco. Słyszymy nasze modlitwy dopiero w cieniu domów, gdy dochodzimy do Miodowej. Potem, przy dojściu do św. Anny - znów dosięga nas „ryk z bokowca”. Ludzie jednak modlą się cierpliwie, toć to sytuacja bolesna i Tajemnica Bolesna.

            Przy Wirtualnym Krzyżu kończymy Różaniec, jeszcze jakieś pieśni, błogosławieństwo Księdza. Wszyscy (a przecież się nie znamy!) wspominamy życzliwie i z miłością księdza Staszka Małkowskiego, któremu jakiś kanclerz Kalwarczyk (na rozkaz Nycza! – ktoś podpowiada) zabronił modlić się na ulicy, z ludźmi, z nami (!). „Apel jasnogórski”, „Maryjo Królowo Polski”..

             I krótkie, piękne przemówienie „Jarka”, czyli Jarosława Kaczyńskiego. O potrzebie i naszym żądaniu Prawdy, o tym, że ją wywalczymy. Oklaski, nadzieja. Chyba „Gapol” czy „Niezależna” opublikują! To oni organizują co miesiąc te wieczorne marsze. Politycy odchodzą; modlimy się i śpiewamy dalej.

            Gdy po następnej pół godzinie i ja odchodzę, modli się dalej jeszcze z tysiąc osób. Tym razem żadnych ataków dominików, prostytutek czy innych łobuzów. Widać, dziś im nie płacą, a „komendy nie było”.

            Następnego wieczoru słyszę, chyba w TVN, jakiegoś Głowińskiego (na pewno profesor!) i Marcina Króla (też profesor), iż „podważana jest demokracja”, że z takimi „dialog nie wchodzi w grę, że „język agresji i nienawiści”, że „tak z pochodniami chodzili naziści w 1933-cim roku”..

          Ciekaw jestem, czy bardziej takich panów (a jest ich legion) boli i przeraża to, że Polacy się obudzili i potrafią pokornie i po katolicku modlić się na ulicach, czy też to, że żądają legalnego ujawnienia prawdy o zbrodni Smoleńskiej, którą to prawdę jedni już znają, a inni jej domyślają się.


Platforma Obywatelska a myślozbrodnia - oryginał HD


http://wirtualnapolonia.com/2010/10/11/dobry-film-wczoraj-widzialem-3/#more-9570

 

 z:

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=2445&Itemid=100

 

wpisał j.b. (2010-10-10)
Jacek Bezeg (2010-09-30)

Śląski Katyń


Mała wieś na pograniczu województw, Barut i leżące już w województwie Śląskim, uroczysko Hubertus. Nazwy ciągle znane zbyt mało, ciągle nie dość pamiętane. Ci, którzy wiedzą o co chodzi nazywają to miejsce Śląskim Katyniem i na nazwę tę ono zasługuje. Tak jak i tam podstępnie zamordowano tu Polaków, polskich patriotów, tych najwartościowszych synów narodu. Najwartościowszych, bo do końca wiernych, zdecydowanych walczyć o wolność ukochanej Ojczyzny pomimo decyzji podjętych w Jałcie, podpisanych traktatów i wszechobecnych NKWD i UB. Jeszcze 3 maja 1946 roku oddział NSZ legendarnego Henryka Flamego „Bartka” zajął Wisłę i w centrum miejscowości przeprowadził 2 godzinną defiladę. Niestety już jesienią tegoż roku w wyniku podstępnej akcji UB - fikcyjnej ewakuacji na Zachód - żołnierze znaleźli się w zaminowanym budynku w pobliżu właśnie wioski Barut. 26 września, o 5 nad ranem budynek wysadzono, a pozostałych przy życiu rozstrzelano ogniem karabinów maszynowych.

 

 
Dopiero od pewnego czasu można mówić o tych wydarzeniach, prowadzone są badania, a nawet IPN prowadzi ponoć śledztwo dla wykrycia sprawców.

 

 W każdą ostatnią sobotę września pod krzyżem ustawionym na leśnej polanie odprawiana jest Msza Święta za dusze pomordowanych. Składane są wieńce i kwiaty. Przybywają przedstawiciele władz, delegacje, także z rodzinnych stron partyzantów.

 


Tak było i w tym roku, w sobotę 25 września. Nad miejscem kaźni bohaterów pochyliły się sztandary.

 

 


Honory oddawali też dawni towarzysze broni pomordowanych.

 

 

Odbył się Apel Poległych i padła salwa honorowa. Szkoda, że Oni już tego widzieć i słyszeć nie mogli.

 

Byliśmy tam i my, wraz z przyjaciółmi. Cieszyliśmy się, że o miejscu tym nie wiedzą jeszcze „młodzi, dobrze wykształceni z wielkich miast”. Tylko dzięki temu, pomimo, że krzyż nie jest w kościele [nawet niektórzy biskupi skłaniają się ku opinii, że tylko tam jest jego miejsce] mogliśmy się bezpiecznie pod nim modlić i składać kwiaty, bez obawy o kopniaki, kary za zaśmiecanie terenu, czy inne represje.

Więcej o pomordowanych w Śląskim Katyniu:


http://fakty.interia.pl/historia/prasa/news/w-cieniu-krzyzy-zbrodnia-w-okolicach-barut,1352928,6036

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071005/REPORTAZ/71005012

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071117/POWIAT10/71117016

http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,7011424,Zniszczyli_pomnik_NSZ__Juz_drugi_raz.html

Jerzy Łysiak (2010-09-20)
img mce_tsrc=
 
Odszedł od nas nasz przyjaciel, Janek Klusik
 
 
 

W sobotę, 18 września w Opolu zmarł nagle na serce śp. Jan Klusik, uczestnik wszystkich prawie zebrań i spotkań OSPN. Był człowiekiem wielkiej dobroci, zawsze chętny do bezinteresownej pomocy, do wykonywania najróżniejszych, często trudnych, ciężkich i uciążliwych prac na rzecz każdego, kto ich potrzebował. Straciliśmy w Jego Osobie wiernego przyjaciela, pomocnika i powiernika różnych naszych radości i trosk.

Śmierć Jana, którego prawdziwie kochaliśmy, napawa nas głębokim bólem, w którym w sposób szczególny łączymy się z Jego bratem Antonim Klusikiem, członkiem Zarządu OSPN i całą rodziną.
 

Jerzy Łysiak, Wiesław Ukleja, Henryk Fraszek, Jacek Bezeg

 

Msza Św. pogrzebowa za duszę śp. Janka odprawiona będzie we środę, 22 września o godz. 7.30 w kościele parafialnym pw. śśw. Piotra i Pawła w Opolu, przy ul. Mickiewicza.

Pogrzeb odbędzie się tego samego dnia o godz. 13.oo na cmentarzu na Półwsi w Opolu.

 

 

Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie

Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba

 

 

  z:

http://swkatowice.mojeforum.net/post-vp32993.html#32993

 

 

Janek Klusik, o czym mało się pamięta, w podziemiu wspomagał druk. Dostarczał klisze, zaopatrywał drukarnie i starał się robić wszystko to, co było potrzebne. Nie dbał o stanowiska i aplauz.
Odwiedzał brata Antka w wiezieniu. Być może, że właśnie uwiezienie rodzonego brata spowodowało, że zdecydował się na bardzo aktywną walkę z sowieckimi namiestnikami w Polsce.

W nocy z 14/15 sierpnia 2010r. brał udział w modlitwie pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Zasłonił swoim ciałem kobietę przed atakiem zwyrodnialca. "Młody, wykształcony, z dużego miasta" kopnął go łamiąc żebra.

CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI!

 

 

 

 

 

 

Jacek Bezeg (2010-09-19)

Ludzie, ludzie, jak ten czas leci.

Tak niedawno to było. Wydaje się, że nieomal wczoraj, a przecież wielu z nas, dziś poważnych już osób, nie było wtedy na świecie gdy rozpoczynała się historia tej 41 Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej. Gdy Druhna Marysia Markuszewska zapragnęła i zaczęła działać na własny rachunek. Uczyć dzieci żeglowania po swojemu, ale i uczyć życia po swojemu, bo czyż jest lepsza szkoła życia niż żeglarstwo?

 

 

Wielu Opolan przeszło tę szkołę pod jej czujnym okiem, ale i opiekuńczymi skrzydłami. Trudno znaleźć mieszkańca naszego miasta, ale i dalszych okolic, który by nie znał tego nazwiska, nie znał Barki choć ze słyszenia. Nic dziwnego, że gdy przyszło do świętowania 45 lecia była to uroczystość niezwykła, niezwykle radosna, ale i niezwykle wzruszająca.

 

 

 

 

 

Na początek jak zwykle zaprowadziła swoją trzódkę przed Ołtarz. Do pięknego kościoła „Na górce”, bo najdzielniejszy nawet żeglarz wie, że odpływając od brzegu zdaje się na łaskę żywiołów, a z nimi bez opieki Najwyższego wygrać nie sposób.

 

 

 

 

 

 

 

 

 Ma Druhna Marysia swoją następczynię Anię, ale i ta następczyni ma córeczkę Agatkę, która nie jeden rejs ma już za sobą. Chyba na dłużej opolskie żeglarstwo pozostanie w rękach pań. Widocznie idą ciężkie czasy i żaden facet nie dałby rady, a kobiety, wiadomo są mocniejsze.

 

 

Myślę, że najważniejszym sukcesem ostatniego pięciolecia było uzyskanie pełni władzy nad swym największym statkiem, nad Barką. Wróciła ona na swoje miejsce już na dobre i nikomu poza Towarzystwem Przyjaciół 41 nic do niej. Po kolejnych przygodach jest mocno ograbiona i wymaga wiele pracy, oraz wsparcia wyposażeniem, jednak uzyskanie prawa do przepłynięcia na kanał i postoju na nim było najtrudniejsze. Teraz z każdym dniem będzie już coraz łatwiej i lepiej.

 

 

Uroczyste wejście na Barkę Drużyny z Drużynową i Sztandarem na czele, to chwila, którą przeżyliśmy mocno i zapewne na długo zapamiętamy. Są po prostu takie momenty. Co tu dużo mówić, trzeba popatrzeć.

 

 

W części oficjalnej dziękowano osobom, firmom i urzędom wspierającym harcerzy wręczając pamiątkowe drobiazgi, a potem nagle zaczęły się podziękowania i gratulacje składane Druhnie Marysi. Okazało się, że dwa dni wcześniej ona i jej siostra bliźniaczka obchodziły urodziny. Sądząc po energii obu pań zapewne osiemnaste? Może dziewiętnaste.

 

 

Gości było wielu. Był proboszcz i przyjaciel z Marynarki.

 

 

Lecz mnie najbardziej poruszyła obecność legendarnego pierwszego komendanta Chorągwianego Ośrodka Wodnego w Turawie Druha Andrzeja Dobrzyńskiego dotąd znanego mi tylko z opowiadań.

 

 

W części mniej oficjalnej, a bardziej rozrywkowej działo się wiele. Nie sposób wszystkiego wymienić i opisać. Doszło nawet do tego, że całkiem „oblądyniali” emerytowani już instruktorzy łapali się za stery łodzi żaglowych. Mimo to nikomu nic się nie stało i wszyscy bawili się świetnie.

 

 

 

 

Z niecierpliwością oczekujemy na uroczystości 50 lecia 41 HDŻ

i życzymy 100 lat w zdrowiu szczęściu i zawsze pod pełnymi żaglami!

 

 

W imieniu Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej  Jacek Bezeg  kapitan jachtowy

 

Wojciech Wybranowski (2010-09-16)

„Ulica to nie jest miejsce do modlitwy – argumentuje ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz kurii. A w rozmowie z portalem Fronda.pl przypomina, że ks. Małkowskiego obowiązuje zakaz publicznego występowania, nałożony na niego przez władze kościelne jeszcze w stanie wojennym (dla jego bezpieczeństwa).”

Mądrość Kościoła jest wielka! Kościół wie dobrze, że nic się nie zmieniło w Polsce od lat 80’ (pk)

 

 

From: a

 

Modlił się pod krzyżem. Może mieć zakaz posługi

Wojciech Wybranowski

Warszawska kuria zagroziła ks. Stanisławowi Małkowskiemu zakazem wykonywania obowiązków kapłańskich

Ks. Małkowski wśród modlących się pod krzyżem

autor: Mateusz Dąbrowski

źródło: Fotorzepa

Ks. Małkowski wśród modlących się pod krzyżem

Ksiądz Stanisław Małkowski to bliski przyjaciel ks. Jerzego Popiełuszki i kapelan podziemnej "Solidarności". Na początku lat 80. znalazł się na sporządzonej przez płk. SB Adama Pietruszkę liście księży, którzy mieli zostać zlikwidowani.

Od sierpnia uczestniczył w modlitwach przed postawionym przed Pałacem Prezydenckim krzyżem smoleńskim upamiętniającym ofiary katastrofy z 10 kwietnia.

– Modliłem się z ludźmi, którzy przychodzili oddać hołd tragicznie zmarłym i domagali się wyjaśnienia przyczyn katastrofy – mówi "Rz" ks. Małkowski.

We wtorek został wezwany do kurii warszawskiej, gdzie zakomunikowano mu, że ma zakaz odprawiania nabożeństw i modlitwy w tym miejscu. – Powiedziano mi, że jeśli jeszcze raz się tam pojawię, zostanę ukarany suspensą (zakazem wykonywania obowiązków kapłańskich – red.) – mówi ks. Małkowski.

Władze kurii potwierdzają, że ks. Małkowskiemu nakazano, by skoncentrował się wyłącznie na posłudze kapłańskiej na warszawskim Cmentarzu Północnym.

– Ulica to nie jest miejsce do modlitwy – argumentuje ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz kurii. A w rozmowie z portalem Fronda.pl przypomina, że ks. Małkowskiego obowiązuje zakaz publicznego występowania, nałożony na niego przez władze kościelne jeszcze w stanie wojennym (dla jego bezpieczeństwa).

– To szokujące. Niedawno odbyła się beatyfikacja ks. Popiełuszki, teraz okazuje się, że księża, którzy mają odwagę domagać się prawdy, są za to karani – komentuje katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

http://www.rp.pl/artykul/15,536249-Modlil-sie-pod-krzyzem--Moze-miec-zakaz-poslugi.html
(2010-09-09)

 

 


 

 

Dziś, 9 września nasz kolega, sekretarz OSPN, Wiesław Ukleja udzielił telefonicznego wywiadu Polskiemu Radiu Opole na temat wydarzeń jakie miały miejsce w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, a związanych z obroną Krzyża Smoleńskiego.

Poniżej do posłuchania ten wywiad w trzech plikach:

(numeracja plików jest decydyjąca o chronologii)