j.b. (2010-12-23)
 

 
 
 
Najlepsze życzenia:

Zdrowych, pogodnych i wesołych
 
Świąt Bożego Narodzenia
 
w miłej rodzinnej atmosferze i
 
wszelkiej pomyślności w nadchodzącym

Nowym 2011 Roku
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jadwiga Chmielowska (2010-12-21)

OŚWIADCZENIE

Oświadczam, że nie wyrażam zgody na posługiwanie się moim nazwiskiem w  celu uwiarygodniania Kornela Morawieckiego i wręczanego przez niego Krzyża „Solidarności Walczącej”. Krzyż ten jest przyznawany z naruszeniem  regulaminu, gdyż dostają go osoby niezlustrowane. Poglądy Kornela Morawieckiego na temat Rosji, jego rusofilstwo  są dla mnie nie do przyjęcia. Dałam temu publiczny, jasny wyraz między innymi w kampanii wyborczej, gdy ubiegał się o wybór na stanowisko Prezydenta RP.
Z wielkim zażenowaniem przeczytałam artykuł na str. 27 „Gazety Polskiej” z dnia 15 grudnia 2010r. Pani Urszula Radziszewska napisała nieprawdę, iż  11 grudnia  br. Kornel Morawiecki wręczył mi Krzyż „Solidarności Walczącej”.
Jeśli ktokolwiek, w tym redakcja „Gazety Polskiej” ma zamiar promować rusofilskie i antylustracyjne poglądy Kornela  Morawieckiego,  proszę robić to robić w swoim imieniu i nie moim kosztem. 

 Jadwiga Chmielowska

Sosnowiec, dn. 20 grudnia 2010r.
Jacek Bezeg (2010-12-21)

18 grudnia 2010 pod Trzema Krzyżami w Gdańsku

Finał. Zakończenie pewnej pracy. Może nawet jest to jakiś sukces, ale tak naprawdę, jest to po prostu kolejny krok na długiej i trudnej drodze. Jak to opisać? Może niech mówią obrazki. Dodam do nich po kilka słów, ale tak wiele zostało już powiedziane i napisane, że zapewne nikt tego nie będzie czytał.


 

 

Pomnik pamięci okrutnie pomordowanych niewinnych ludzi. Trzy Krzyże kiedyś tak bardzo dla nas ważne, bo myśleliśmy, że jak je postawimy, to więcej już takich stawiać nie trzeba będzie, a przecież przyszedł czas, kiedy znowu Krzyż postawić trzeba, i znowu nie zezwalają.

 

 

Napis na murze, tak niedawno niósł nadzieję, że rzeczywiście "Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju". Myśleliśmy, że będziemy ludem tego Pana, i że spełni się obietnica, a przecież przyszedł czas, że nie wiadomo, czy chcemy być Jego ludem. A więc nie wiadomo gdzie jest nasza nadzieja.

 

Tablica na murze. Głosi chwałę bohaterom, tym co pomścili niewinnie zgładzonych. Tak, to dobrze, że jest tu taka tablica, ale czy zapadły przed jakimkolwiek sądem wyroki na morderców?
Niestety, nadal zażywają swobody, a niektórzy nawet najwyższych zaszczytów. To dzięki ich staraniom, ciągle przybywa takich, co nie widzą w tej sytuacji niczego złego, a jeśli już skłonni są kogoś potępić, to raczej tych co zniszczyli budynek, niżeli tych co mordowali ludzi.

 

Przybyli przyjaciele, przybyli oficjele. Może byli nawet i tacy oficjele, którzy byli też i przyjaciółmi.

 

 Nie mogła przybyć osoba, która o Kowalczykach pamiętała i mówiła najdłużej, bo upominała się o nich już w sierpniu 1980. To głównie dzięki jej staraniu powstała tablica, której odsłonięcie tak świętowaliśmy. Przybyć ciałem nie mogła, ale duchem zapewne była, no i była jej fotografia.

 

 

Powiedziano wiele pięknych słów. Zwłaszcza Wiesław Ukleja dokładnie wytłumaczył co i dlaczego stało się w Opolu. Jeśli ktoś nie wie, a wiedzieć chce niech zajrzy do tekstu jego przemówienia. Zwłaszcza zachęcam do tego rozmaitych komentatorów tego wydarzenia.

 

 Potem Andrzej Gwiazda wraz z Wieśkiem Ukleją uroczyście odsłonili tablicę.

 

 Wtedy Jerzego (po lewej) i Ryszarda (po prawej) ustawiono pod nią i "wydano na pastwę" fotoreporterów.

 


Bracia Kowalczykowie wykonali jeszcze jedną rzecz dla ofiar grudnia 1970. Kiedyś by ich pomścić wysadzili aulę, a teraz tylko złożyli wiązankę kwiatów po pomnikiem ich upamiętniającym.

 

 

 

Oczywiście nie udało im się uniknąć wywiadów telewizyjnych.

 

foto J.Bezeg, O. Ukleja

 

Relacja telewizyjna

 Kurier TV Opole 18.12.2010 

 Kurier TV Opole 20.12.2010

 

Wiesław Ukleja (2010-12-13)

Wystąpienie pod Zakładem Karnym w Grodkowie w dniu 13 grudnia 2010 roku z okazji  29 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego.

 

     W pierwszych słowach w imieniu wszystkich więźniów politycznych przetrzymywanych w tym miejscu pragnę podziękować władzom miasta Grodkowa, dyrekcji Zakładu Karnego, a zwłaszcza jego dyrektorowi Urbańskiemu, który obchody te zainicjował, oraz wszystkim mieszkańcom Grodkowa, dzięki którym kolejne obchody rocznicowe stanu wojennego są kultywowane jako nasza wspólna pamięć, a Grodków stał się miejscem wyjątkowego patriotyzmu na mapie kraju.

     Poproszono mnie o podzielenie się wspomnieniami z internowania, więc od nich wypada rozpocząć jako uczestnikowi wydarzeń sprzed 29 lat. Znalazłem się tutaj w dniu 30 lipca 1982 roku, przywieziony wraz z 27 innymi więźniami stanu wojennego z Nysy w 12 osobowej grupie ostatnich wówczas internowanych w grudniu 1981 roku działaczy opolskiej „Solidarności” i innych ugrupowań antyreżimowych.

    Na miejscu przebywało wówczas 13 internowanych oraz 4 dowiezionych tam z Głogowa w dniu 29 lipca. Dzień 30 lipca miał burzliwy przebieg. W momencie wysadzenia nas na placu więziennym dojechał kolejny transport z Głogowa, w którym przywieziono kolejne 32 osoby. Chciano nas rozdzielić i doprowadzić do cel małymi grupkami. Służba więzienna napotkała jednak na poważny problem. Z jednej z bud więziennych na ulicę wysiedli internowani z Głogowa. Służba więzienna pochłonięta była ich schwytaniem. Z drugiej strony nasz stanowczy opór sprawił, że wprowadzono nas do więzienia całą grupą. Umożliwiono nam w ten sposób zespołowe działanie, w którego efekcie z cel poznikały wówczas zamki i rozpoczęła się wojna o pozamykanie internowanych. Mimo apelu ze strony ówczesnego komendanta Zenona Michalaka, by internowani zwrócili zamki, znikły pozostałe i wyłamana została krata więzienna dzieląca odziały.

     W dniu 3 sierpnia przywieziono 27 osobową grupę internowanych z Zabrza-Zaborza. By móc pomieścić wszystkich w tym małym obiekcie Zakładu Karnego przekształcono świetlicę na wieloosobową celę. Tego samego dnia sprowadzono z Opola oddział ZOMO w celu przeszukania pomieszczeń i znalezienia zamków. Bezskuteczne poszukiwania doprowadziły do wydania decyzji o zamontowaniu nowych zamków i wyłamanej na korytarzu więziennej kraty. Zabiegi te okazały się daremne. Gdy 16 sierpnia zapadła decyzja o wywiezieniu grupy 51 internowanych do Uherc, wśród których się znalazłem, pozostałych w Grodkowie więźniów nie udało się zamknąć w celach, ponieważ nowe zamki zostały przez nas zagwożdżone betonem.

     Ten drobny, a nawet groteskowy w swojej wymowie epizod wojny polsko-jaruzelskiej z więzienia w Grodkowie pokazuje, że tym, których tu trzymano nie zdołano złamać ducha.

 

     By ujarzmić ducha „Solidarności” trzeba było jeszcze siedmiu lat.

    

     W związku z mijającą dziś 29-ta rocznicą stanu wojennego w kontekście opowiedzianego tu epizodu można zadać sobie pytanie o sens stanu wojennego, na które historia próbuje udzielić odpowiedzi, aczkolwiek widzimy wyraźnie, że sprawdza się stara cyniczna maksyma, że historię piszą zwycięzcy.

      Wielki ruch społeczny, którym była „Solidarność” stał się namiastką odebranego nam przez sowieckiego najeźdźcę państwa polskiego i zaczął skutecznie zastępować struktury reżimu eliminując z życia obcą i narzuconą przemocą PRL-owską formę sprawowania sowieckiej administracji. Wielkość i siła tego ruchu, wywodzące się z odrzucenia totalitarnych rządów i demokratycznego sposobu wyłaniania przedstawicieli oraz tworzących się nowych instytucji, uniemożliwiały reżimowi komunistycznemu pokojowe pokonanie społeczeństwa. Sięgnięto po radykalne środki – więzienia, pacyfikację kopalń, strzelanie do górników i manifestantów, skrytobójcze mordy i represje. Wszystko po to, by nie dopuścić do burzliwie odradzającego się polskiego życia publicznego i polskiej suwerenności.

     Już wtedy, a dziś z perspektywy czasu jeszcze wyraźniej, widać było, że generał Jaruzelski i tzw. Rada Ocalenia Narodowego działają w interesie sowieckiego imperium i własnej, zagrożonej pozycji, że nie dokonują wyboru żadnego mniejszego zła, ale de facto otwierają drogę dla sowieckiej interwencji w Polsce, a nawet, jak dziś wiadomo, o nią prosili!

    Stan wojenny i jego późniejsze następstwa cofnęły Polskę z drogi demokratycznego rozwoju o całe dziesięciolecie i umożliwiły przeprowadzenie w 1989 roku manewru transformacji systemowej w miejsce rodzącej się autentycznej polskiej niepodległości..

    Zbrodnie stanu wojennego i reżimu PRL-owskiego na narodzie polskim nie zostały rozliczone Przyjęto postkolonialny model państwa, które prawo i sprawiedliwość zastąpiło bezkarnością pod symboliczną postacią grubej kreski. Zachowane zostały prerogatywy władzy i uprzywilejowane pozycje dawnej nomenklatury komunistycznej w gospodarce

i dostępie do kapitału.

     Dzisiejsza rocznica stanu wojennego w sposób szczególny przemawia do nas jako ostrzeżenie. Po 29 latach główny wykonawca moskiewskich poleceń, gen Wojciech Jaruzelski, odpowiedzialny również za masakrę stoczniowców i robotników Wybrzeża w 1970 roku, zasiadając (o ironio!) w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego powraca do łask jako symbol zgody na sowiecką dominację. Jest to nie tylko policzek dla więźniów politycznych i wszystkich Polaków walczących o niepodległość, ale realne ostrzeżenie, które pokazuje, jak w postkolonialnym systemie powstałym po 1989 roku mechanizmy historii konsekwentnie zatoczyły niebezpieczne koło.

 

 

     Na grodkowskim więzieniu wmurowana została tablica przypominająca ponury czas stanu wojennego, by uczyć patriotyzmu i ostrzegać przyszłe pokolenia przed zniewoleniem.

Taki jest sens naszych tutaj spotkań i przypominania tamtych ponurych czasów.

 

     Na drugi dzień mojego pobytu w grodkowskim więzieniu ówczesny komendant Zenon Michalak zwrócił się do internowanych z apelem o zwrot zamków, które zgodnie z jego słowami służyć miały przyszłym pokoleniom. Internowani żądania tego nie spełnili oświadczając, ze zamki zostały zabrane do depozytu i nie zostaną zwrócone, dopóki nie zostanie uwolniony ostatni internowany. Internowanych w Grodkowie już nie ma, ale zabrane wówczas przez nich zamki nie zostały zwrócone. Można powiedzieć, że w sposób symboliczny sama historia przedłużyła ich wolnościowy testament.

 

                                                                                                    Wiesław Ukleja

wpisał j.b. (2010-12-11)

Komunikat     O.S.P.N.


13 grudnia 2010 to już 29 rocznica wypowiedzenia wojny Narodowi Polskiemu. Już dawno stało się tradycją, że świętujemy te rocznice, pomimo, że nie był to okres radosny. Chcemy jednak, aby nigdy więcej nie powtórzyła się taka sytuacja. Tak naprawdę spotykamy się po to, by upewniać się, że na to nie pozwolimy, że jesteśmy w stanie temu zapobiec.

 

W tym roku nasze świętowanie przenosimy do Gdańska z bardzo ważnego i radosnego powodu. Jak już wiadomo 18 grudnia 2010 w bezpośredniej bliskości pomnika Trzech Krzyży poświęconego pamięci pomordowanych w grudniu 1970, zostanie odsłonięta tablica upamiętniająca tych, którzy ich śmierć pomścili, braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków. Wiele wysiłku włożyliśmy w doprowadzenie do umieszczenia podobnej tablicy na murach Uniwersytetu Opolskiego. Bez rezultatu. Dzięki wsparciu ś. p. Anny Walentynowicz i innych przyjaciół z Trójmiasta tablica taka zostanie umieszczona tam, w tak honorowym miejscu.

 

Zapraszamy do udziału w uroczystościach w Gdańsku.

Możliwe są dwa warianty:

1.     Dojazd autokarem ufundowanym przez Zarząd Regionu Opolskiego N.S.Z.Z. Solidarność. Przyjazd do Gdańska zaplanowany jest na godzinę 11 w dniu 18 grudnia. O godzinie 12 uroczystość odsłonięcia tablicy, a potem spotkanie w historycznej sali BHP.  Krótkie zwiedzanie miasta i powrót do Opola. Koszt tego wyjazdu to tylko zorganizowane we własnym zakresie wyżywienie. Zainteresowani takim wyjazdem proszeni są o zgłaszanie się po szczegółowe informacje i celem rezerwacji miejsca w autokarze pod numer 601 517 386

2.     Dojazd prywatnymi samochodami w samodzielnie zorganizowanych grupach. Na te osoby oczekiwać będziemy już w piątek. Zorganizujemy dla nich noclegi z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę w cenie do 50 zł za noc i spotkania z weteranami z Trójmiasta w piątek i w sobotę. Oceniamy, że koszt paliwa w przypadku 4 osób w samochodzie nie powinien przekroczyć 150 zł na osobę. Zainteresowanych szczegółami i organizacją noclegów prosimy o kontakt pod numerem  662 194 498.

Jerzy Łysiak (2010-12-06)
Będzie tablica dla uczczenia czynu braci Kowalczyków

 

Z prawdziwą satysfakcją w imieniu Zarządu OSPN informuję, że 18 grudnia 2010 r. (ostatnia sobota przed Świętami) o godzinie 12.00 nastąpi uroczyste odsłonięcie w Gdańsku na Murze obok Pomnika Pomordowanych Stoczniowców tablicy upamiętniającej wysadzenie w październiku 1971 roku przez Jerzego i Ryszarda Kowalczyków auli WSP (obecnie Uniwersytet Opolski) w odwecie za krwawą pacyfikację strajku i demonstracji robotników Wybrzeża w Grudniu 1970 roku i w celu uniemożliwienia mającego nastąpić w niej haniebnego celebrowania święta milicji i służby bezpieczeństwa połączonego z nagradzaniem zbrodniarzy za strzelanie do robotników. Fundatorem Tablicy i organizatorem uroczystości jest Urząd Miasta Gdańska. Po uroczystości przy gdańskim „Pomniku Trzech Krzyży” odbędzie się okolicznościowe spotkanie w historycznej stoczniowej Sali BHP, w której podpisano Porozumienia Sierpniowe.
Czytelnicy naszej strony internetowej wiedzą, że Stowarzyszenie nasze w 35 rocznicę wysadzenia auli w Opolu zainicjowało i było współorganizatorem sesji popularnonaukowej, która odbyła się w historycznej auli, jeszcze przed jej gruntowną przebudową. Wkrótce później wystąpiliśmy wspólnie z Komisją uniwersyteckiej „Solidarności” do władz wojewódzkich i miejskich z wnioskiem o zgodę na wmurowanie odpowiedniej tablicy na frontonie budynku z historyczną aulą. Po naszych długich staraniach władze administracyjne zarówno wojewódzkie jak i miejskie nie uwzględniły naszej prośby, wymawiając się koniecznością uzyskania zgody właściciela budynku – władz uniwersytetu. Ostatecznie Senat UO wniosek odrzucił. Na wieść o odmowie zgody na wmurowanie tablicy na frontonie budynku b. WSP w Opolu, Anna Walentynowicz i Andrzej Gwiazda wydali 3 listopada 2008 specjalne oświadczenie, które obecnie publikujemy.

OŚWIADCZENIE
w sprawie pamięci czynu braci Kowalczyków

Historia zna wiele przypadków, gdy honor ujarzmionych i prześladowanych narodów ratują jednostki desperackimi czynami o znaczeniu symbolicznym. W naszej najnowszej historii Ryszard Siwiec, bracia Kowalczykowie, Stanisław Helski ratowali honor wszystkich Polaków.
Po masakrze dokonanej w 1970 r. na Wybrzeżu, społeczeństwo poczuło się bezradne wobec masowych mordów, tortur i prześladowań. Pogrążeni w żałobie i przerażeni bezwzględnością komunistycznych władz ludzie odreagowywali opowieściami o codziennie odnajdywanych zwłokach milicjantów z przypiętą kartką: „za naszych ojców i braci”.
We wrześniu 1971 r. kaci Wybrzeża postanowili urządzić triumfalną uroczystość. Ordery i odznaczenia Za odwagę mieli przyznawać strzelającym z helikopterów do ludzi idących do pracy. Wybrzeże pogrążyło się w nastoju bezsilnej nienawiści i wściekłości.
Wtedy bracia Kowalczykowie wysadzili w Opolu aulę, w której miała się odbyć feta morderców,
Kowalczykowie zdjęli z nas ciężar upokorzenia. Przywrócili nam honor, tym samym zwalniając nas z obowiązku zemsty. Bracia Kowalczykowie otworzyli drogę do negocjacji bez nienawiści i do zawarcia w 1980 roku porozumienia bez utraty godności.
Wszyscy ci, którzy powołują się na rodowód „Solidarności” lub wychwalają nas za umiar i rozsądek w 1980 r. , muszą pamiętać, że równoczesne zapominanie o braciach Kowalczykach jest niegodziwością.
Wszyscy Polacy, cały naród ma wobec Nich ogromny dług wdzięczności, a szczególnie społeczeństwo Wybrzeża. Przede wszystkim aktywni uczestnicy strajków i demonstracji w 1970 r., którzy przeżyli tylko dlatego, że nie znaleźli się na linii strzału.
Mentalni spadkobiercy komunistycznych siepaczy chcą zagłuszyć pamięć czynu Kowalczyków. Senat Uniwersytetu Opolskiego sprzeciwił się wmurowaniu tablicy upamiętniającej to zdarzenie.
Braciom Kowalczykom winniśmy cześć, wdzięczność i pamięć.


[Podpisy:]                                                   
Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda.

Autorzy oświadczenia złożyli do władz Miasta Gdańska wniosek o ufundowanie i odsłonięcie tablicy początkowo wg naszego projektu, na którym metodą nożyczek i kleju wprowadzono niewielką zmianę; później zdecydowano o innej treści, którą śp. Anna Walentynowicz szczegółowa z nami uzgadniała; w pismach i rozmowach telefonicznych informując nas o postępie starań. Stąd wiemy, że to Ona uparcie kołatała do gdańskiego magistratu o pomyślne sfinalizowanie sprawy. Ona też wybrała krakowskiego artystę-plastyka do wykonania tablicy i w końcu wymogła zgodę władz miasta na jej wmurowanie obok Gdańskiego Pomnika Trzech Krzyży. Nie doczekała jednak realizacji odsłonięcia, zginęła 10 kwietnia 2010 r. w Katastrofie Smoleńskiej.
Urząd Miasta Gdańska, stosownie do pozostawionych przez Annę Walentynowicz dyspozycji, nawiązał w sprawie organizacji uroczystości odsłonięcia tablicy kontakt z Opolskim Stowarzyszeniem Pamięci Narodowej, z tej racji czujemy się współodpowiedzialni za odpowiednio godną jej oprawę.
Pragnę poinformować, że Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” ufundował autokarowy przewóz mieszkańców Opolszczyzny do Gdańska, w celu wzięcia udziału w uroczystości. Wyjazd nastąpi w piątek wieczorem, powrót w niedzielę przed południem – jazda w obie strony nocą. Są jeszcze wolne miejsca; w sprawie wyjazdu można dzwonić: 601 517 386

Małgorzata Rutkowska (2010-11-22)
Maria Fieldorf-Czarska nie żyje

 Maria Fieldorf-Czarska, córka generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", najwierniejsza strażniczka jego pamięci i zasług, żołnierz Armii Krajowej, nie żyje. Odeszła wczoraj w południe, w swoim mieszkaniu w Gdańsku, po ciężkiej chorobie, świadomie oczekując śmierci. Wielka patriotka, osoba niespotykanej prawości i odwagi, prawdziwy wzór dla młodzieży. Czarująca, pełna osobistego uroku i kultury dama. Miała 85 lat.

Zawsze podkreślała, że jej prawdziwą Ojczyzną jest Polska Podziemna - szlachetna, bez kompromisów, bez uległości. Była pełna wiary, że po 1989 r. odradzający się kraj nawiąże do najlepszych tradycji II Rzeczypospolitej i dziedzictwa pokolenia "kamieni na szaniec". Niestety, jej wiara załamała się bardzo szybko, a probierzem intencji nowych władz stała się sprawa osądzenia sprawców mordu na generale "Nilu". W latach 90. było to jeszcze pokaźne grono, nie tylko osławiona Helena Brus-Wolińska. Niestety, w III RP, chronionej układem okrągłostołowym, pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności okazało się niemożliwe. Podejmowane wielokrotnie przez śp. Marię Fieldorf-Czarską próby postawienia przed sądem osób odpowiedzialnych za zabójstwo jej ojca napotykały na mur obojętności. Wyjątkiem była postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w 2006 r. uhonorował pośmiertnie generała "Nila" najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orła Białego (wnioskowi sprzeciwił się Władysław Bartoszewski).
Świętej pamięci Maria Fieldorf-Czarska urodziła się 20 marca 1925 r. w Wilnie. Tam uczęszczała do Szkoły Powszechnej Rodziny Wojskowej, a następnie do Gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej. Maturę zdała na tajnych kompletach. W 1943 r. została zaprzysiężona jako łączniczka Armii Krajowej. Wzięła udział w akcji "Ostra Brama" jako sanitariuszka w szpitalu polowym w Kolonii Wileńskiej. Po przymusowej ekspatriacji w lipcu 1945 r. razem z matką Janiną Fieldorfową i siostrą Krystyną Ney zamieszkała na stałe w Łodzi. Podejmowała pracę w różnych państwowych instytucjach i jednocześnie studiowała na Wydziale Prawno-Administracyjnym Uniwersytetu Łódzkiego. W 1962 r. zamieszkała w Gdańsku.
Wzorem i największym autorytetem był dla Marii Fieldorf-Czarskiej ojciec - generał August Emil Fieldorf, jeden z najwspanialszych i najdzielniejszych przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, dowódca Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, naczelny komendant organizacji NIE, zamordowany przez komunistów.
W dniu wykonania wyroku na ojcu - 24 lutego 1953 r. - jego córka Maria była w więzieniu przy ul. Mokotowskiej, pytając o generała. Powiedziano jej, że nic się nie zmieniło... Wiadomość o śmierci gen. Fieldorfa nadeszła dopiero po miesiącu. Ciała nie wydano nigdy, jak ciała tylu innych bohaterów rzucone zostało przez oprawców do bezimiennego dołu.
Po haniebnym mordzie Maria Fieldorf-Czarska bez reszty zaangażowała się w sprawę "rehabilitacji" ojca, pragnęła, by Polacy zachowali pamięć o nim i jego zasługach. Mimo inwigilacji jej i całej rodziny przez UB/SB podejmowała wiele działań w celu wyjaśnienia okoliczności mordu na generale. Pamiętała o każdej rocznicy urodzin i śmierci ojca, zamawiając Msze Święte w jego intencji, spotykając się z młodzieżą ze szkół noszących imię bohatera.
Rozczarowana polską klasą polityczną, nie wyłączając prawej strony, pokładała nadzieję w młodzieży, wolnej od obciążeń przeszłości. - Życie jest piękne i fascynujące tylko wtedy, gdy się je poświęca pięknym i fascynującym ideałom, o które warto walczyć i za które warto czasem oddać życie - przekazywała swoje credo młodym. Wielką estymą darzyła Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, którą m.in. odwiedziła w ubiegłym roku, a okazją było odsłonięcie popiersia generała "Nila". Zawsze dobrze mówiła o o. Tadeuszu Rydzyku, publicznie broniła dyrektora Radia Maryja przed atakami. Była wypróbowanym przyjacielem "Naszego Dziennika"; w lutym 2008 r. zwierzała się: "Marzy mi się Polska, której aparat sprawiedliwości jest czysty i godny najwyższego szacunku i zaufania. Tego rodzaju instytucja powinna być fundamentem państwa prawa. Chciałabym bardzo, abyśmy my, Polacy, wybierali sobie na autorytety osoby według własnego rozeznania, a nie opierali się na opinii podpowiadaczy". Ubolewała, że tak mało mamy niezależnych, prawdziwie polskich mediów, wspierała więc z całych sił te nieliczne enklawy wolnego słowa.
Świętej pamięci Maria Fieldorf-Czarska zostanie pochowana w symbolicznym grobie generała "Nila" na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

 tekst i foto ze strony:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101122&typ=po&id=po02.txt
Wiesław Ukleja (2010-11-16)

Z ostatniej chwili:
 
 
Jedna z kancelarii adwokackich w Opolu, działając w imieniu spółki Agora wystąpiła wobec Antoniego Klusika z pismem procesowym (w załączniku), żądając przeprosin oraz finansowego zadośćuczynienia za słowa użyte przez Antoniego Klusika w czasie konferencji prasowej w dniu 11 października br. zorganizowanej w siedzibie Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej w odpowiedzi na insynuacje zawarte w artykule Joanny Pszon  pod adresem PiS i OSPN, jakoby kreowały kopniętego w dniu 15 sierpnia br. na pod Krzyżem Pamięci na Krakowskim Przedmiesciu Jana Klusika, brata Antoniego Klusika, na męczennika krzyża z pobudek politycznych (linki do artykułu oraz relacji z konferencji w telewizyjnym Kurierze Opolskim poniżej). 
  Nie jesteśmy osamotnieni w swoich opiniach na temat charakteru działalności prowadzonej przez Gazetę Wyborczą. Wytoczyła ona również proces Jarosławowi M. Rymkiewiczowi  o naruszenie dóbr za oskarżenia ze strony poety o propagowanie przez nią komunistycznych idei autorstwa Róży Luksemburg. Były to idee wrogie Polsce oraz naszej cywilizacji i z tego powodu jak najbardziej przestępcze. 
     Opinia nasza i naszego kolegi Antoniego Klusika na temat treści ukazujących się w tej gazecie zbiega się z poglądem J.M. Rymkiewicza. Ze szczególną odrazą zaś patrzyliśmy na ostatnie poczynania jej lokalnej mutacji z popisami J.Pszon na czele..    
      W związku z opisaną sytuacją i, jak widać, wprowadzanym nowym obyczajem wytaczania przez spółkę Agora procesów sądowych apelujemy do wszystkich osób podzielających naszą opinię o solidarną postawę i wsparcie w sprawach J.M.Rymkiewicza i naszego kolegi Antoniego Klusika.   
 
 
 
 

(2010-11-13)

Elżbieta Gruszecka

urodzona 28 lutego 1950

zmarła 6 listopada 2010

Po ciężkiej chorobie odeszła od nas nasza koleżanka i przyjaciółka, polska patriotka, działaczka społeczna oddana sprawie niepodległości. W końcu lat 80 brała udział w tworzeniu struktur Konfederacji Polski Niepodległej, a w początku lat 90 była szefową okręgu opolskiego tej formacji. Tryskająca energią i zawsze gotowa służyć ludziom.

Taką ją będziemy pamiętać.

 


Przyjaciele

Jerzy Łysiak (2010-11-09)

Staraniem śp. Anny Walentynowicz na Murze obok Pomnika Pomordowanych Stoczniowców w Gdańsku, odsłonięta zostanie tablica upamiętniająca wysadzenie auli WSP w Opolu przez braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków w odwecie przeciwko krwawemu stłumieniu protestu robotników w Grudniu 1970 r. Akt odsłonięcia z woli władz Miasta Gdańska  dokonany zostanie w ramach obchodów 40 rocznicy masakry gdańskiej 18 grudnia 2010 r.

Wieloletnie starania środowiska Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej umieszczenia odpowiedniej tablicy na frontonie historycznego budynku Uniwersytetu Opolskiego – siedziby b. WSP w Opolu, w którym mieściła się wysadzona aula, nie powiodły się. Powiadomiona o naszych działaniach i kłopotach Anna Walentynowicz postanowiła razem z Andrzejem Gwiazdą umieścić tablicę w Gdańsku, w miejscu, gdzie oddawany jest hołd Pomordowanym Stoczniowcom. W jedynym w kraju, desperackim akcie protestu i odwetu upomnieli się o nich bracia Kowalczykowie. W akcie zemsty ze strony reżimu komunistycznego osądzeni zostali - Jerzy na karę śmierci, Ryszard na 25 lat więzienia; kara śmierci dla Jerzego, po licznych protestach wielu środowisk zamieniona została później również na 25-letnie więzienie.

Anna Walentynowicz nie doczekała upamiętnienia czynu braci Kowalczyków. Zginęła na nieludzkiej ziemi wraz z Prezydentem Rzeczypospolitej Lechem Kaczyńskim i 94 innymi reprezentantami polskiego społeczeństwa na w Katastrofie Smoleńskiej w drodze na obchody 60 rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Jej wola przyjęta została jednak przez władze Miasta Gdańska jako Testament, który wkrótce zostanie wypełniony. Na pewno Anna Walentynowicz swoim zwyczajem czuwała i nadal czuwa nad tą sprawą, już od Bożego Tronu, gdzie bez wątpienia doleciała ostatnim swoim lotem.
=============================================

Do terminu gdańskich uroczystości wyznaczonych na ostatnią przed świętami Bożego Narodzenia sobotę jest jeszcze dużo czasu. Wystarczy go dla każdego na zaplanowanie i staranne przygotowanie się do osobistego w nich udziału. To bardzo ważna rocznica, warto jej nie przegapić i wybrać się do Gdańska, aby osobiście wziąć udział w obchodach. Apeluję o to zwłaszcza do tych, którzy dzisiaj jeszcze pamiętają tamte nieudane święta z 1970 r., gdy docierały tu do nas z dalekiego Wybrzeża strzępy wiadomości o tragedii, o stłumionym proteście, o czołgach, o zabitych i rannych, którzy zapłacili życiem i zdrowiem aby także nasz świąteczny stół mógł być choć trochę bogatszy.

Mieszkańców naszego regionu zapraszam zatem do Gdańska na uroczystości rocznicowe, zwłaszcza tegoroczne, tak mocno związane z naszym miastem Opolem, tym bardziej, że jak się dowiaduję, jego władze zamierzają wysłać na nie swoich przedstawicieli.

Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” zamierza wysłać tam swoją delegację specjalnym autokarem. Myślę, że przy dużym zainteresowaniu, po licznych zgłoszeniach, tych autokarów mogliby wynająć więcej.

Prawdziwie zainteresowani znajdą bez wątpienia drogę do Gdańska „przyklejając się” bądź to do delegacji związkowej „Solidarności”, czy „miejskiej”, bądź też organizując sobie wyjazd samodzielnie, lub z przyjaciółmi – czwórkami w jednym samochodzie. Dodam tu jeszcze, że przy wyborze daty uroczystości: 18 grudnia, uwzględniono moją sugestię, aby, dla wygody uczestników z odległych stron, była to sobota.

Zatem do zobaczenia w Gdańsku, przy Pomniku Poległych Stoczniowców, na uroczystości wiążącej nasze miasta w walce z komunistycznym reżimem PRL.