Jacek Bezeg (2011-03-30)

Wyjątkowo dobra wiadomość


Tak, z całą pewnością, to jest wyjątkowo dobra wiadomość. Oto jak się okazuje nazajutrz po spotkaniu w z Pawłem Kukizem w Opolskiej restauracji Napoli pojawił się tam funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Wypytywał właścicieli: czy atmosfera była miła? Czy nikomu nie stała się krzywda? No i czy nie hajlowano.

Dlaczego jest to wiadomość dobra? Ostanie czasy robią wrażenie trochę nieuporządkowanych i skoro doszło do takiej poważnej wizyty, to znaczy, że służby specjalne biorą się wreszcie ostro do pracy. Jeśli spotkanie kilku osób patriotycznie nastawionych znalazło się pod ich życzliwą opieką, to zapewne i wiele innych spraw dużo bardziej niepokojących zwróci na siebie ich uwagę.

Zapewne odwiedzą panią rektor Uniwersytetu Opolskiego, by zapytać dlaczego przyjmuje w miejscu gdzie kształci się przyszłość narodu takie osoby jak pan Gorzelik z RAŚ. Wszak wieść gminna głosi o nim, że chce cały Śląsk od polski oderwać. Niektórzy bardzo złośliwi mówią nawet o nim, że z obcych pieniędzy jest finansowany, on i cała jego organizacja. Ja w to oczywiście nie wierzę, ale jeśli mamy jakichś specjalnych śledczych panów w okolicy, to może by w wolnej chwili i panią rektor za niezbyt rozsądną gościnność upomnieli, i tego bardzo dziwnego pana dokładniej prześwietlili. Myślałem, że trzeba będzie pisać do nich jakiś specjalny tekst w tej sprawie, ale skoro się uaktywnili (wrócili z urlopów?) to zapewne sami sobie poradzą.

Inna sprawa, którą jak się spodziewam, szybko załatwią to przywołanie do porządku redaktorów pewnej gazety. Zamiast po prostu przekazywać informacje o tym co się dzieje w mieście usiłują oni jego obywateli wychowywać, a nawet wręcz tresować. Zachowują się tak jakby wzięli sobie głęboko do serca nauki pewnego wielkiego komunisty o organizatorskiej roli prasy. Chcą decydować o tym kogo będziemy w Opolu gościć i słuchać, a kto nie jest tu mile widziany. Trudno mi zgadnąć na jakiej podstawie uzurpują sobie takie kompetencje. Nie rozumiem dlaczego większość z nas tak łatwo tym dyspozycjom kilku w zasadzie przypadkowych i niezbyt wykształconych osób ulega.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego są zapewne wyczuleni na wszelkie przypadki łamania Ustawy Zasadniczej. Dobrze rozumieją jak wielkie znaczenie ma dla sprawnego funkcjonowania państwa demokratycznego, takiego jak nasze, swoboda wypowiedzi wszystkich jego obywateli. Jestem przekonany, że wszystkich winnych jej ograniczania potraktują z taką surowością na jaką zasługują.

Gdyby panowie z których uaktywnienia tak bardzo się cieszę pozałatwiali te wszystkie i kilka im pokrewnych spraw, i jeszcze mieli trochę wolnego czasu to podsunąłbym im jeszcze jedną zagadkową już całkiem sprawę. Ciekawe, czy potrafiliby wyjaśnić dlaczego akurat w naszym mieście honoruje się na różne sposoby wiele osób, które w poczuciu przeważającej części polskiego społeczeństwa na żadne honorowanie nie zasługują. Dlaczego przyjezdni z innych miast muszą nam mówić: "No, u nas, to on by tego nie dostał."

Sławomir Cenckiewicz (2011-03-29)
 Brońmy prawdy do końca


Apeluję do wszystkich ludzi dobrej woli, do środowisk naukowych - brońmy prawdy - pisze dla portalu Fronda.pl o wpisie Lecha Wałęsy dr Sławomir Cenckiewicz, historyk, którego były prezydent wezwał do przeprosin.




Dr Sławomir Cenckiewicz, historyk, współautor fundamentalnej pracy "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii", a także popularyzatorskiej książki "Sprawa Lecha Wałęsy":

Nie wiem, jak mam się ustosunkować do żądania Lecha Wałęsy, gdyż zgodnie z panującymi obecnie obyczajami, napisał on moje nazwisko z błędem ortograficznym (zamiast Cenckiewicz napisal Cęckiewicz).

Ale zakładając, że sprawa dotyczy mojej skromnej osoby to pragnę oznajmić, że nikt, nawet Wałęsa, poprzez straszenie sądem nie jest w stanie zmienić faktów historycznych, które dzięki zachowanej sporej dokumentacji archiwalnej potwierdzają, że:

1) w latach 1970-1976 Wałęsa był zarejestrowany jako TW ps. "Bolek";

2) istnieją materialne dowody współpracy z Wydziałem III SB w Gdańsku w postaci oryginalnych rejestracji, doniesień agenturalnych i charakterystyk Wałęsy sporządzonych przez bezpiekę;

3) dokumenty SB dotyczące osób, na które donosił TW "Bolek", również potwierdzają treść jego doniesień; osoby te nierzadko spotkały później represje ze strony SB (np. Józef Szyler, Kazimierz Szołoch i Szczepan Chojnacki);

4) w okresie prezydentury, w latach 1992-1995, po wypożyczeniu Wałęsie kilku tysięcy stron dokumentów, które w większości odnosiły się do sprawy TW ps. "Bolek" (doniesienia agenturalne, notatki, charakterystyki), wszystkie one zaginęły - jak się dzisiaj wydaje - bezpowrotnie, wypaczając w ten sposób m. in. orzeczenie sądu lustracyjnego z 2000 r.

Prawdy nie zaknebluje ani pohukiwanie i straszenie Wałęsy, ani również nawet najbardziej absurdalny wyrok sądowy. Ja będę tej prawdy bronił do końca. Ale prawda potrzebuje obrony i pomocy, i o nią do wszystkich ludzi dobrej woli apeluję - zwłaszcza do środowisk naukowych.
Sławomir Cenckiewicz
ze strony:
http://www.fronda.pl/news/czytaj/cenckiewicz_bronmy_prawdy_do_konca
 
Jacek Bezeg (2011-03-23)

Paweł Kukiz w Napoli*

 

Wtorkowe spotkanie z Pawłem Kukizem różniło się od innych tego typu spotkań środowisk patriotycznych tylko jednym: zdecydowaną przewagą ilościową ludzi młodych nad starszymi. Z całą pewnością to właśnie osoba głównego gościa była tego przyczyną. Strona przeciwna wiedząc dobrze jak ważne jest oddziaływanie na "przyszłość narodu" i przewidując taki właśnie skład widowni przypuściła zdecydowany atak. Na szczęście organizatorzy stanęli na wysokości zadania i zapewnili lokal zastępczy.

To stały problem naszej strony.  Chętnych do grupowego ponarzekania na coraz bardziej osaczającą nas rzeczywistość jest wielu, lecz dla zapraszających jakiegoś gościa do Opola jest zawsze jedna przeszkoda - sala. Nie przyjmą Go na uniwerku, ale może w kościele. Tez nie, no to może .... i tak dalej. Ale gdzie by się ten tor przeszkód nie zakończył, to i tak zawsze trzeba mieć pomieszczenie zapasowe. Środowiska "politycznie poprawne" są dobrze zorganizowane i czujne. Robią wręcz wrażenie precyzyjnie, aczkolwiek nieco schematycznie sterowanych. Typowy przebieg wydarzeń wygląda tak: Nagle pojawia się list od "oburzonego czytelnika" wydrukowany w ... . Przyklaskują mu ochoczo "autorytety" i inni "pragnący zachować anonimowość" czytelnicy.  Przerażony dysponent sali, w której miało się odbyć coś tak strasznego jak DYSKUSJA  czy pokaz filmu, przypomina sobie nagle, że on "nie chce się mieszać do polityki" i wycofuje się z wszystkich obietnic.  

Gdzie ci wszyscy zaangażowani w sprawę utrudniania nam życia mają Art. 54  Konstytucji, który mówi, że: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, tego nie wiem. Robią wrażenie jakby nigdy o nim nie słyszeli. Cały ich wysiłek jest skierowany przecież na to, aby ktoś, kto z jakiegoś powodu im nie pasuje nie mógł wypowiedzieć swoich racji, przedstawić poglądów, nie mógł rozpowszechnić informacji uzasadniających je. Mają szczęście, że nie ma u nas jakiegoś Urzędu Ochrony Konstytucji. Mieliby się z pyszna.
Na pytanie o motywy osób i instytucji walczących z naszymi prawami gwarantowanymi Art. 54 Konstytucji Paweł Kukiz obawiał się udzielić odpowiedzi. Mówił cos o jakimś sądzie i innych kłopotach. A więc i ja też nie będę ryzykantem. A jeśli ktoś jest bardzo ciekawy do czego potrzebna jest nam wolność dyskutowania i dlaczego jest tak ważna, to zapraszam do lektury.

Skoro wróciłem już do głównego tematu tej relacji, to nadzwyczaj interesujące jest, to co powiedział gość o likwidacji WSI. Zarzucił mianowicie Antoniemu Macierewiczowi małą skuteczność działania, bo wielu panów wyrzuconych ze służb znalazło się na liście Stu Najbogatszych Polaków.  Ja nie byłbym taki pewien, że to jest wina akurat Pana Antoniego. Szukałbym winnych gdzie indziej. Ale z drugiej strony, to gdzie ci biedni wyrzuceni mieli się podziać? Bardzo praktyczne jest to, że są w jakimś jednym miejscu i w razie potrzeby łatwo będzie ich znaleźć. Może ktoś będzie miał do nich jakąś sprawę? Najpierw jednak musiałoby się odbyć wiele spotkań bardziej konstruktywnych od wczorajszego.

 

 

 * "Napoli"  -  to bardzo miła restauracja na opolskim rynku w ktorej tym razem nas przyjęto.

Dziękujemy 

 

j.b. (2011-03-14)

Komunikat prasowy przed rozprawą dotyczącą ograniczenia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez osoby represjonowane.

1 marca 2011 r. o godz. 13.00 Trybunał Konstytucyjny rozpozna połączone pytania prawne Sądu Okręgowego w Opolu III Wydział Karny dotyczące ograniczenia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez osoby represjonowane.
Trybunał Konstytucyjny orzeknie w sprawie zgodności: art. 8 ust. 1a i ust. 1d ustawy z dnia 23 lutego 1991 roku o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego w zakresie, w jakim ogranicza osobom represjonowanym możliwość dochodzenia odszkodowań i zadośćuczynień jedynie na jednej podstawie nadto jedynie do łącznej kwoty 25.000 złotych z art. 32 ust. 1, art. 64 ust. 2, art. 77 ust. 1 i 2 w związku z art. 31 i art. 2 konstytucji.

Sąd pytający zawiesił toczące się przed nim postępowania o uznanie za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego do czasu wydania wyroku przez TK. Zgodnie z kwestionowanym artykułem osobie, wobec której stwierdzono nieważność orzeczenia albo wydano decyzję o internowaniu w związku z wprowadzeniem stanu wojennego przysługuje od Skarbu Państwa odszkodowanie za poniesioną szkodę i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, które wynikły z wykonania orzeczenia albo decyzji. Uprawnienie to ulega ograniczeniom. Odszkodowanie i zadośćuczynienie nie może łącznie przekraczać kwoty 25 tys. zł. Zdaniem sądu pytającego kwestionowany artykuł ustawy w zakresie w jakim osobom represjonowanym z powodu działalności mającej miejsce po 31 grudnia 1956 r. ogranicza możliwość dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia tylko do jednej podstawy spośród wymienionych w art. 8 ust.1 nasuwa wątpliwości, co do zgodności z podstawowymi zasadami konstytucyjnymi. U osób wielokrotnie represjonowanych, które doznały szkód i krzywd w rozmiarach przekraczających wartość 25 tys. zł. może powstać przekonanie, że ustawodawca nie realizuje m.in. zasady sprawiedliwości społecznej, a także prawa do sądowego dochodzenia naruszenia praw i wolności.
Rozprawie będzie przewodniczyła sędzia TK Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, sprawozdawcą będzie prezes TK Andrzej Rzepliński.

 

Komunikat prasowy po rozprawie dotyczącej ograniczenia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez osoby represjonowane.

Ograniczenie możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez osoby represjonowane jest niezgodne z konstytucją.
1 marca 2011 r. o godz. 13.00 Trybunał Konstytucyjny rozpoznał połączone pytania prawne Sądu Okręgowego w Opolu III Wydział Karny dotyczące ograniczenia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia przez osoby represjonowane.
Trybunał Konstytucyjny orzekł, że:
1. art. 8 ust. 1a ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego dodany ustawą z dnia 19 września 2007 r. o zmianie ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego jest niezgodny z art. 64 ust. 2 w związku z art. 32 ust. 1 i art. 2 oraz z art. 41 ust. 5 w związku z art. 77 ust. 1 i art. 31 ust. 3  konstytucji oraz nie jest niezgodny z art. 31 ust. 1 i 2, a także z art. 77 ust. 2 konstytucji.
2. art. 8 ust. 1d ustawy z 23 lutego 1991 r. powyższej ustawy dodany ustawą z 19 września 2007 r. jest niezgodny z art. 41 ust. 5 konstytucji oraz nie jest niezgodny z art. 2, art. 31, art. 32 ust. 1, art. 64 ust. 2 i art. 77 konstytucji.
Zakwestionowane przez sąd pytający przepisy wprowadzają ograniczenia w zakresie możliwości dochodzenia na podstawie art. 8 ust.1 ustawy z 23 lutego 1991 r. (dalej: ustawa lutowa)] odszkodowania za poniesioną szkodę i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wynikłe z wykonania orzeczenia, którego nieważność została stwierdzona przez sąd w oparciu o art. 1 ustawy lutowej albo wykonania decyzji o internowaniu w związku z wprowadzeniem 13 grudnia 1981 r. w Polsce stanu wojennego.
Art. 8 ust. 1a ustawy lutowej wprowadza ograniczenie do 25.000 zł maksymalnej łącznej kwoty odszkodowania za poniesioną szkodę i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wynikłe z uchylenia orzeczeń albo decyzji, o których mowa w art. 8 ust. 1 ustawy lutowej. Ograniczenie to nie ma zastosowania w przypadku, gdy osoba ubiegająca się o odszkodowanie lub zadośćuczynienie była represjonowana z powodu działalności mającej miejsce przed dniem 31 grudnia 1956 r. (art. 8 ust. 1b ustawy lutowej). Także w przypadku w którym w wyniku wykonania orzeczeń albo decyzji, o których mowa w art. 8 ust. 1 ustawy lutowej, osoba poszkodowana poniosła śmierć (art. 8 ust. 1c ustawy lutowej). Szkoda podlega wtedy naprawieniu bez ograniczenia kwotowego, a zadośćuczynienie nie ma górnej granicy.
Art. 8 ust. 1d ustawy lutowej ogranicza natomiast możliwość dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia w ten sposób, że uzyskanie odszkodowania i zadośćuczynienia jest możliwe w oparciu o tylko jeden tytuł spośród wymienionych w art. 8 ust. 1 ustawy lutowej. W konsekwencji uzyskanie odszkodowania lub zadośćuczynienia z tytułu szkody lub krzywdy, powstałej na skutek wykonania orzeczenia, którego nieważność stwierdzono, wyklucza możliwość uzyskania odszkodowania lub zadośćuczynienia z tytułu wykonania decyzji o internowaniu w związku z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego.


Trybunał Konstytucyjny zbadał zgodność art. 8 ust. 1a ustawy lutowej z art. 64 ust. 2 konstytucji (równa ochrona prawna własności i innych praw majątkowych). Trybunał stwierdził, że zaskarżony przepis art. 8 ust. 1a ustawy lutowej widziany łącznie z art. 8 ust. 1b tej ustawy różnicuje prawo do odszkodowania lub zadośćuczynienia w zależności od tego, czy osoba ubiegająca się o odszkodowanie lub zadośćuczynienie była represjonowana przed czy po 31 grudnia 1956 r. W przypadku, gdy represje miały miejsce po 31 grudnia 1956 r. zastosowanie znajduje ograniczenie zawarte w kwestionowanym przepisie art. 8 ust. 1a ustawy lutowej - odszkodowanie i zadośćuczynienie nie może przekroczyć 25.000 zł. Zróżnicowanie to dotyczy podmiotów mających wspólną cechę istotną - osób, które były represjonowane za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i które zostały w związku z tą działalnością pozbawione wolności. Wprowadzenie takiego zróżnicowania samo w sobie nie może przesądzać o niezgodności art. 8 ust. 1a ustawy lutowej z art. 64 ust. 2 konstytucji. Trybunał nie znalazł jednak kryterium, które pozostawałoby w racjonalnym związku z celem i treścią tej ustawy. Ustawodawca w 2007 r. nie musiał uchwalać nowelizacji ustawy lutowej. Jeżeli jednak tak się stało, uzasadniając rozszerzenie czasowe stosowania ustawy lutowej względami sprawiedliwości społecznej, to powinien on zadbać, żeby wprowadzone do ustawy przepisy zapewniały faktyczną możliwość realizacji celu ustawy.
Interesem, któremu kontrolowane w sprawie zróżnicowanie miało służyć była potrzeba ochrony równowagi budżetowej. Trybunał podkreślił jednak, że ustawodawca nie uzasadnił - pomimo wskazania w projekcie przyczyn czasowego rozszerzenia zastosowania ustawy lutowej - dlaczego wprowadzenie ograniczenia możliwości dochodzenia odszkodowania i zadośćuczynienia (ze względu na konieczność zachowania równowagi budżetowej) obejmuje tylko osoby represjonowane po 31 grudnia 1956 r.

Zdaniem Trybunału odszkodowanie za szkodę materialną lub niematerialną za bezprawne pozbawienie wolności powinno mieć zawsze charakter zindywidualizowany - jest rolą sądu, a nie ustawodawcy, określenie jego wysokości w zależności od wielkości poniesionej szkody. Sądy mają wystarczające instrumenty, aby dokonać takiej oceny.
Artykuł 8 ust. 1a ustawy lutowej wprowadza ustawowe ograniczenie prawa do pełnego odszkodowania za bezprawne pozbawienie wolności. Trybunał uznał, że wprowadzenie ograniczenia tego prawa jest na gruncie art. 41 ust. 5 konstytucji dopuszczalne. Ograniczenie to podlega jednak, ze względu na charakter chronionego dobra (wolności osobistej) szczególnie restrykcyjnej kontroli. Ustawodawca powinien - z perspektywy art. 31 ust. 3 konstytucji - przedstawić konkretne powody czyniące koniecznym ustawowe ograniczenie tego prawa.
Ustawodawca jako uzasadnienie ograniczenia zawartego w art. 8 ust. 1a ustawy lutowej wskazał na konieczność zachowania równowagi budżetowej państwa. Jest ona niewątpliwie wartością chronioną konstytucyjnie - od niej zależy zdolność państwa do działania i rozwiązywania jego różnorodnych interesów.
Trybunał rozważył, czy - ze względu na konieczność zachowania równowagi budżetowej państwa - ograniczenie prawa do (pełnego) odszkodowania, zawarte w art. 8 ust. 1a ustawy lutowej nie prowadzi do nadmiernej ingerencji w to prawo. Trybunał zbadał zatem, czy w rozstrzyganej sprawie spełnione są wymogi art. 31 ust. 3 konstytucji.  Ze względu na wartość chronionego dobra na gruncie art. 41 konstytucji - wolność osobistą - Trybunał stwierdził, że konieczność zachowania równowagi budżetowej nie może być źródłem sztywnego, kwotowego ograniczenia odpowiedzialności odszkodowawczej państwa na poziomie ustawy za bezprawne pozbawienie wolności. Trybunał podkreślił, że ustawodawca nie uzasadnił prawidłowo konieczności wprowadzenia ograniczenia. Przedstawione zagrożenie dla równowagi budżetowej państwa miało bowiem charakter hipotetyczny. Analiza danych statystycznych uzyskanych z Ministerstwa Sprawiedliwości doprowadziła Trybunał do wniosku, że ustawa lutowa, nawet gdyby nie zawierała ograniczenia wskazanego w art. 8 ust.1a, nie stanowiłaby zagrożenia dla budżetu państwa.


Trybunał stwierdził zatem, że niedopuszczalne jest ograniczanie prawa do odszkodowania za bezprawne pozbawienie wolności za pomocą sztywno określonej na poziomie ustawowym maksymalnej kwoty odszkodowania i zadośćuczynienia z powołaniem się na nieopisane precyzyjnie zagrożenie dla równowagi budżetowej państwa. Jest rolą sądu a nie ustawodawcy wyznaczenie - w okolicznościach konkretnej sprawy - wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia za bezprawne pozbawienie wolności przez państwo. Zdaniem Trybunału powołanie się przez ustawodawcę na zagrożenie dla równowagi budżetowej państwa przy ograniczaniu praw i wolności chronionych w rozdziale II konstytucji, a szczególnie wolności osobistej, jest dopuszczalne przy uchwalaniu nowych przepisów (mających te prawa i wolności gwarantować) tylko w wyjątkowych przypadkach i pod warunkiem rozważenia przez ustawodawcę precyzyjnych wyliczeń, potwierdzających realność zagrożenia dla równowagi budżetowej państwa.

Trybunał stwierdził ponadto - odnośnie art. 8 ust. 1 d ustawy lutowej, że przepis ten zamyka drogę sądową do uzyskania odszkodowania za bezprawne pozbawienie wolności. Każde z postępowań, które może być oparte o jeden z wymienionych w art. 8 ust. 1 i art. 11 ust. 1 i ust. 2 ustawy lutowej tytułów traktować należy jako konstytucyjnie autonomiczną sprawę sądową - dochodzenie odszkodowania lub zadośćuczynienia na podstawie każdego z tytułów dotyczy innego zdarzenia (innego pozbawienia wolności) i innej wyrządzonej na skutek tego zdarzenia szkody lub krzywdy. Zdaniem Trybunału dla każdej z tego rodzaju spraw powinna być dostępna droga sądowa i w konsekwencji możliwe zasądzenie odszkodowania za bezprawne pozbawienie wolności.

Trybunał podkreślił, że ustawodawca w żaden sposób nie uzasadnił zamknięcia drogi sądowej na gruncie art. 8 ust. 1d ustawy lutowej. Przepisu tego nie było w pierwotnym projekcie nowelizacji ustawy lutowej i został dodany na etapie prac sejmowych. Założywszy, że ustawodawca kierował się względami ochrony równowagi budżetowej państwa, Trybunał stwierdził, że nie jest to wartość uzasadniająca zamykanie drogi sądowej dla autonomicznych spraw odszkodowawczych w związku z bezprawnym pozbawieniem wolności. Jeżeli ustawodawca przewidział w ustawie różny tytuły, na których może być oparte odszkodowanie lub zadośćuczynienie za szkodę lub krzywdę wyrządzoną na skutek bezprawnego pozbawienia wolności w związku z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, to powinien był dopuścić możliwość uzyskania odszkodowania lub zadośćuczynienia w oparciu o każdy z wymienionych w ustawie tytułów.
Rozprawie przewodniczyła sędzia TK Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, sprawozdawcą był prezes TK Andrzej Rzepliński.
Wyrok jest ostateczny, a jego sentencja podlega ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw.

 

Stanisław Tomczyk (2011-03-09)
O „nagości króla.”
Głos poparcia środowiska Uniwersytetu Opolskiego
dla protestu naukowców Uniwersytetu Warszawskiego
„W obronie prawdy”
(zamieszczonegow Rzeczypospolitej z 09. 02. 2011


    Nasi koledzy z Uniwersytetu Warszawskiego  w sposób jasny i rzeczowy opisali przysłowiową „nagość króla.” Nie tylko oznajmili „jego” oczywistą nagość, ale, co ważniejsze, wytłumaczyli, czemu ów „król” jest „nagi.” Piszą oni: „Gdyby Uniwersytet kiedykolwiek zrezygnował z poszukiwania Prawdy, to stalibyśmy się tylko zbiorowiskiem przebierańców w togach. Pokusa zapytania za Piłatem: ’Cóż to jest prawda?’ choć pozornie atrakcyjna, jest niezwykle niebezpieczna, prowadząc w prostej drodze do nihilizmu i podając w wątpliwość nie tylko sens prowadzenia badań naukowych, ale też wszelkiej ludzkiej aktywności.” Tymczasem, jak podkreślają oni, istotną treścią naszej przysięgi doktorskiej jest wierność dążenia do prawdy. Tak jak oni, widzimy wyraźnie, że język nieprawdy, zarazem język niejasnych uprzedzeń i zakamuflowanej nienawiści, przenika z przekazów medialnych do języka, a nawet do sposobu myślenia środowisk akademickich, tworząc niebezpieczny podział na tych, którzy mają monopol na formułowanie jedynie słusznych opinii, i tych którzy są wykluczeni z dyskusji z powodu niepoprawności ich poglądów.

    Nasi warszawscy koledzy trafnie wskazują, że: „w zasadzie nie widać w Polsce miejsca, gdzie odbywałaby się dostępna dla społeczeństwa, spokojna, poważna dyskusja na jakikolwiek istotny społecznie temat, odpowiednio długa, aby zaprezentować racje w sposób pełny, oparty na prawdzie i na poszanowaniu każdego uczestnika. Zamiast tego jest albo przekrzykiwanie się na inwektywy w ’dyskusjach’ w TV czy radiu albo artykuły w gazetach czy tygodnikach, gdzie z reguły już na początku artykułu, delikatnie lub nie, ustawia się czytelnika tak, aby nie lubił tego kogoś, kogo nie lubi autor (a jest to czysta manipulacja opisana przez Ascha). Niektórzy są praktycznie eliminowani z merytorycznej dyskusji publicznej wyłącznie z powodu etykietek nadanych im wcześniej przez zawiadujących mediami.”

    Eliminacja ta może przybierać formę brutalną, czego przykładem dla naukowców warszawskich jest medialna kampania pomówień i upokorzeń skierowana przeciw prezydentowi RP  Lechowi Kaczyńskiemu. Historia ta nasuwa szereg wniosków, m.in. spostrzeżenie o braku (a zarazem o konieczności) przeprosin i zadośćuczynienia wobec świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego i jego najbliższych, ze strony mediów, które brylowały w „doprawianiu gęby” tragicznie zmarłemu prezydentowi. Filozofia podejrzliwości wobec tradycji, wartości i ważnych instytucji naszego społeczeństwa, pseudo-filozofia podejrzeń o domniemaną nietolerancję i faszyzm, stała się w ten niezauważalny sposób, a raczej od dawna już była, niepisanym dogmatem ogromnej części mediów i w konsekwencji części naszego społeczeństwa.

    Dla nas ważną ilustracją takiego medialnego samosądu jest tragiczny los naszego kolegi, świętej pamięci Dariusza Ratajczaka, oskarżonego o kłamstwo oświęcimskie, wyrzuconego z pracy, fałszywie pomówionego o neonazizm, praktycznie zniszczonego przez „politycznie poprawne” media. Naszym kolegom, którzy uwierzyli donosom medialnym, przypominamy o naukowej konieczności zbadania całej prawdy. Innym przykładem była dla nas nagonka na prof. Camerona, amerykańskiego psychologa, głoszącego „politycznie niepoprawne” poglądy na temat homoseksualizmu. Dominujące media i ci, którzy im uwierzyli, nie byli nawet zainteresowani jego badaniami, m. in. opartymi o niezwykle obiektywne sondaże przeprowadzone przez socjologów utożsamiających się ze środowiskiem gayowskim, stwierdzającymi wysoki stopień zależności między pedofilią a homoseksualizmem. Zdradzali zainteresowanie jedynie podważeniem jego tez za wszelką cenę. Przykład spoza naszego środowiska, związany jednak z wizytą prof. Camerona, to nagonka na p. Joannę Najfeld, tłumaczkę jego prelekcji, i zarazem rzeczniczkę jego naukowych badań. Czy trzeba się koniecznie zgadzać z programem Lecha Kaczyńskiego, lub z prof. Cameronem, albo z tezami dr Ratajczaka? Nie, takiej konieczności nie ma. Ale cechą dyskusji akademickiej jest kultura słuchania, a także wolność od nacisków politycznych, jakkolwiek byłyby one subtelne lub w „dobrym tonie.” Nie jest nim brutalny język tzw. „faktów dokonanych,” medialnego wyroku śmierci, przemocy w majestacie prawa.   

    Jako pracownicy uniwersytetu oraz świadomi członkowie polskiego społeczeństwa jesteśmy pierwszymi odbiorcami publicystyki prasowej, telewizyjnej i radiowej. Dlatego zobowiązani jesteśmy do poszukiwania prawdy również na tym polu. Naszych poglądów nie możemy opierać tylko na najpopularniejszych mediach. Powinniśmy sięgnąć również do mediów reprezentujących głos Kościoła, jak również do owych niepoprawnych politycznie jak Tygodnik Solidarność, Nowe Państwo, Najwyższy Czas, Fronda, Gazeta Polska, czy Nasz Dziennik. Poszerzona lektura lub cierpliwe wysłuchanie wielu stron dyskusji (nie tylko w TVN, ale również w TV-Trwam czy w TV publicznej) daje większy dystans, głębsze poczucie rzeczywistości, a zatem większą wolność. Środowisko akademickie nie może stać się zakładnikiem „politycznie poprawnych” mediów, inaczej przegra tę niezauważalną rywalizację o kształt naszej kultury, naszego życia społecznego, ostatecznie naszej cywilizacji. Możemy nagle odkryć, iż nasze społeczeństwo padło ofiarą politycznie poprawnej przemocy, programu wojny „wszystkich ze wszystkimi,” co więcej rozpętanej bynajmniej nie przez te środowiska, które wciąż są eksponowane jako domniemane zagrożenia dla demokracji.

    W istocie, karmimy nasze otoczenie tym, czym sami żyjemy. Potrzeba nam zatem ciągłego odkrywania i określania naszej tożsamości w świetle wartości uniwersalnych. Wysoka, prawdziwie europejska jakość naszego życia społecznego, zależy od czterech kardynalnych cnót: sprawiedliwości, roztropności, umiarkowania i męstwa, również w poszukiwaniu prawdy w ramach debaty publicznej. Dlatego doceniamy głos naszych kolegów z Uniwersytetu Warszawskiego i popierający ich tekst naukowców poznańskich. Dołączamy nasze poparcie i apelujemy o składanie podpisów pod apelem poznańskim na stronie http://www.solidarni2010.pl/n,116,8,akademicki-klub-obywatelski-broni-prawdy.html.

Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność Uniwersytetu Opolskiego

j.b. (2011-03-09)
Dzisiaj w środę popielcową 9 marca o godzinie 13,
 
po długiej i ciężkiej chorobie w wieku 47 lat zmarła 
 
Joanna Bryjak z domu Hlebowicz.
 
 
W okresie stanu wojennego wraz z Bratem, Piotrem Hlebowiczem zaangażowana czynnie w działalność struktur podziemnych: Porozumienia prasowego  "Solidarność Zwycięży" , "Solidarności Walczącej", OKOR-u (Ogólnopolski Komitet Oporu Rolników) oraz Autonomicznego Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej. Została odznaczona Złotym  Krzyżem Zasługi przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pozostawiła troje dzieci, najmłodsze w wieku 11 lat. 
 
 
 
 
 
Rodzinie, przyjaciołom i wspólpracownikom z podziemia składamy najserdeczniejsze wyrazy współczucia.
 
Koledzy z O.S.P.N.
 
 
 
Wspomnijmy jej dokonania:
 
 
 
 
 
Jacek Bezeg (2011-03-06)

  Proces niszczenia Antoniego Klusika przez gw rozpoczęty

 

W czwartek 3 marca o godzinie 8 30  w opolskim Sądzie  rozpoczął się proces jaki wydawca gazety wyborczej, Agora S.A. wytoczyła Antoniemu Klusikowi.

Agora uważa, że nasz kolega nazywając gazetę wyborczą "organizacją przestępczą wrogą naszej cywilizacji" naruszył jej dobra.

Pozwany z kolei uważa, iż tylko powiedział głośno, to co powszechnie mówi się po cichu, że ta opinia wynika ze sposobu działania pracowników Agory S.A., a jej głośne wypowiedzenie nie ma żadnego znaczenia.

Antoni zapowiedział przedstawienie w trakcie procesu dowodów na prawdziwość swoich słów. 


Sprawa jest też opisana tu:  http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110304&typ=po&id=po04.txt  

i tu: http://ngopole.wordpress.com/2011/03/03/kolejna-rozprawa-klusika-w-kwietniu/ 

A jeśli ktoś woli telewizję to proszę zajrzeć tu:

http://www.tv-trwam.pl/index.php?section=wiadom§io=e1

 Nasz poprzedni tekst o tej sprawie:

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=450

 

Solidarni

 

 

 

Jacek Bezeg (2011-03-04)

Dobra wiadomość z OSPN ! Koniec represji!

 Dwa lata temu  opisywaliśmy na naszej stronie http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=176  praktyczną realizację Ustawy o rekompensatach dla osób represjonowanych za walkę o wolną Polskę. Właściwie powinna się ona nazywać trochę inaczej. Dlaczego? Otóż - uogólniając - jeśli ktokolwiek poniesie szkodę z jakiegoś powodu, to może domagać się od tego kto ją spowodował zadośćuczynienia stosownie do jej wielkości, a jeśli sprawca uważa żądania poszkodowanego za zbyt wysokie spotykają się w sądzie, który ich spór rozstrzyga. Jeśli poniesiemy szkody z różnych tytułów to oczywiście każda z nich powinna być na podobnych zasadach wynagrodzona.

Nie było tak niestety w przypadku osób, które poniosły szkody walcząc o wolną Polskę. Przywołana Ustawa, opisywana w mediach jako wielce łaskawa akcja wynagradzająca w istocie ograniczała ich prawa i to na dwa sposoby. Po pierwsze kwotowo, do maksymalnej wysokości 25 tysięcy złotych, po drugie ilościowo. W przypadku poniesienia kilku różnych szkód mogli się starać tylko o zrekompensowanie jednej z nich. W taki osobliwy sposób wyróżnił Ustawodawca ten rodzaj poszkodowanych. Jaka nazwa jest właściwa dla takiej konstrukcji prawnej pozostawiam ocenie czytających te słowa.

Zachowanie i sposób argumentacji Antoniego Klusika stającego przed Opolskim Sądem Okręgowym sprowokowały sędziego Piotra Kaczmarka do głębszego zastanowienia się nad podstawą prawną na jakiej przyszło mu się opierać przy orzekaniu w tej sprawie. W efekcie zawiesił jej rozpatrywanie i skierował do Trybunału Konstytucyjnego zapytanie o zgodność Ustawy z Konstytucją. Podobnie postąpił z dwoma kolejnymi sprawami. Minęły tylko dwa lata i oto już mamy odpowiedź.

Ustawa musi być poprawiona.

Jak długo to jeszcze potrwa zanim Antoni i wszyscy inni represjonowani będą mogli skorzystać z bardziej sprawiedliwego prawa nie wiadomo. Jednak to co możemy usłyszeć we wiadomościach "Kuriera Opolskiego" wygląda optymistycznie.
http://www.tvp.pl/opole/informacja/kurier-opolski/wideo/3-marca-2011-r/4083445
Podobne wrażenie sprawia rozmowa jaką przeprowadził z Antonim dziennikarz prowadzący audycję "Wszystko jasne" http://www.tvp.pl/opole/rozmowa/wszystko-jasne/wideo/3-marca-2011-r/4082246
W tej drugiej audycji zabrakło mi kilku zdań. Dziennikarz zadał pytanie: Dlaczego powinno się wynagradzać tych co walczyli o wolną Polskę?  Nie wiem dlaczego nie usłyszałem odpowiedzi. A jest taka prosta, że aż banalna. Mimo to napiszę: "Po to, aby w przyszłości, jeżeli - Co nie daj Bóg - Ojczyzna znajdzie się w potrzebie, znaleźli się chętni do jej obrony."
Jeżeli w każdym kolejnym pokoleniu patriotyzm będzie, tak jak to bywało ostatnio, karany czy wyśmiewany, to wreszcie urodzi się pokolenie go pozbawione. A wtedy biada nam!

Tomasz Kwiatek (2011-02-28)
„Film jest opowieścią o walce dobra ze złem” – z Wiesławem Ukleją, asystentem scenografa przy produkcji filmu „Historia Roja” rozmawia Tomasz Kwiatek

 

 Film Jerzego Zalewskiego o „Roju” jest dziełem pionierskim. Powstawał z licznymi problemami już na samym początku. Miałeś okazję brać udział w jego tworzeniu, opowiedz proszę jak się zaczęła Twoja przygoda z „Rojem”?

Moja przygoda z filmem, to właściwie historia przyjaźni z reżyserem Jerzym Zalewskim i fascynacji jego artystyczną osobowością. Zaczęło się od wspólnych odwiedzin bez kamery i mikrofonu u Jerzego Kowalczyka na bagnach pod Rząśnikiem. To jeden z żyjących Żołnierzy Wyklętych. Tak go trzeba nazwać, bo jest spadkobiercą pokolenia, które pojmowało obronę Polski, jej ludu, narodu i wszystkich jego świętości w kategoriach bezkompromisowych. Udowodnił to swoim czynem. Okazało się, że Jurek Zalewski od lat dźwiga na swoich barkach brzemię obowiązku przywrócenia, niemal całkowicie wymazanej ze świadomości społecznej, historii pokolenia wspaniałych młodych ludzi, którzy ginęli w nierównej walce z okupantem sowieckim, często nie mając innego wyboru. „Historia Roja” to owoc ogromnego dokumentalnego materiału filmowego pozostawionego reżyserowi przez Jana Białostockiego oraz wieloletniej pracy Jerzego Zalewskiego nad filmowymi dokumentami o żołnierzach NSZ. Dzięki tej pracy powstały Kadry NSZ I „Elegia na śmierć Roja”.

Żołnierze NSZ to dla młodych odbiorców chyba kompletna abstrakcja?

O bohaterstwie żołnierzy Armii Krajowej opowiadano, aczkolwiek niechętnie, już za komuny, ale tych, którzy nie złożyli broni i przystąpili do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, gdy upadło powstanie warszawskie i rozwiązano Armię Krajową, nazywano bandytami. Ilu Polaków dziś wie, że w czasie pełnego rozkwitu dyktatury komunistycznych ciemniaków z Władysławem Gomułką na czele, nadal płynęła w piwnicach ubeckich katowni krew polskich patriotów, a w lasach ukrywały się resztki rozbitych oddziałów powstańczych?

Ostatni żołnierz-partyzant antykomunistycznego podziemia Józef Franczak ps. „Lalek” poległ w walce w 1963 r., osaczony przez oddział UB. Proszę zauważyć, jak długo trwał duch walki zbrojnej o niepodległość zanim został złamany i całkiem wykorzeniony z pamięci społecznej. Pozornie niedawno, ale minęły przynajmniej dwa pokolenia Polaków pozbawione tak naprawdę własnych korzeni. Dopiero śp. Lech Kaczyński konsekwentną polityką historyczną, obok potwierdzenia etosu Armii Krajowej, zaczął przywracać do „obiegu” bohaterów walki zbrojnej z sowieckim okupantem i rodzimą agenturą. Odznaczył pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „Lalka” i „Roja”. Zaczął się dobry czas dla odbudowania utraconej więzi międzypokoleniowej. Zapomniane cienie bohaterskiej legendy ożyły na nowo. 

Wracając do filmu, to kiedy zaczęliście nad nim pracę?

Jurek Zalewski zadzwonił do mnie z wiadomością, że pojawiła się szansa na realizację filmową scenariusza „Historii Roja”, napisanego wspólnie z wiceprezesem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Wacławem Holewińskim. Niejako „po drodze” Jurek zrobił jeszcze dla Teatru Telewizji „Kwaterę Bożych Pomyleńców” na podstawie powieści Władysława Zambrzyckiego, która zdobyła w 2008 r. w Sopocie pierwszą nagrodę za reżyserię i scenografię. To niezwykła opowieść o ginącym świecie polskiej inteligencji na gruzach powstania warszawskiego…

Chodziły słuchy, że brałeś udział w tym spektaklu?

Tak, do dziś w studiu filmowym „Dr Watkins” Jerzego Zalewskiego krąży anegdota o pomyłce pracownika, który złożył mi propozycję wykonania scenografii do spektaklu. Pomylił mnie z wybitnym polskim scenografem teatralnym Jackiem Ukleją. Powiedziałem wówczas, że dla Jerzego jestem gotów podjąć to wyzwanie choć jestem inżynierem mechanikiem.

Okazała się jednak prorocza…

Miała charakter profetyczny. Latem 2009 r. nie miałem cienia wątpliwości, że moje miejsce jest u boku Jerzego. Gdy złożył mi propozycję współpracy przy produkcji filmu „Historia Roja” w charakterze asystenta scenografa – Jacka Uklei nie wahałem się ani chwili. Uczestniczyłem w realizacji filmu od początku, tzn., od momentu, gdy spotkaliśmy się z Jackiem w Krakowie, by zaplanować tzw. kalendarzówkę. W sierpniu 2009 r. zaczęła się szalona przygoda w Warszawie. Kilometr po kilometrze zjeździliśmy moim wysłużonym samochodem całe Mazowsze, poruszając się szlakiem walk i akcji zbrojnych żołnierzy oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej Mieczysława Dziemieszkiewicza, ps. „Rój”.

Z tego co wiem nie mieliście łatwego startu?

Od początku problemem było zderzenie świata naszej prawdziwej przeszłości ze skompromitowanym światem spadkobierców epoki PRL- u w telewizji. Rok 2009 był już niestety początkiem odwrotu od misji podjętej przez poprzednie kierownictwo TVP. Jeszcze przed zdjęciami do „Historii Roja”, w trakcie prac dokumentacyjnych udało się nam przysłowiowym rzutem na taśmę zrobić dla Teatru Telewizji (przed końcem 2009 r.) spektakl pt. „Psie Głowy” oparty na kanwie prozy Marka Nowakowskiego. Zanim rozpoczęły się zdjęcia do filmu dowiedzieliśmy się o wypowiedzi pewnej wpływowej pani kierownik z TVP, która w przypływie szczerości oznajmiła publicznie, że „Historia Roja” nigdy nie powstanie. Do dziś film napotyka na rozmaite perypetie.

O czym jest ten film?

O pokoleniu takim, jak dzisiejsi młodzi Polacy, którzy mieli nieszczęście swą młodość przeżywać w okrutnych czasach. Nie było takiego nakazu, a przywdziali polskie mundury, na piersi powiesili ryngrafy z Matką Boską, przyszyli do rękawów opaskę z napisem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”. Tak prezentował się oddział „Roja”, gdy uwalniał więźniów z ubeckich katowni, wykonywał wyroki na zdrajcach, wymierzał kary kolaborantom i przypominał ludności, że polskie wojsko niesie sprawiedliwość w samym środku sowieckiej zawieruchy. Był symbolem Polski stojącej w obronie swych obywateli, mimo, że rząd polski był bardzo daleko. Gdy zrozumiano, że trzeciej wojny światowej nie będzie, niezłomnym pozostało trwanie na posterunku aż do nieuchronnego końca – do śmierci. Obserwowałem z zaciekawieniem, jak młodzi aktorzy wcielają się na co dzień w mityczne pierwowzory granych przez siebie postaci. Nawet poza planem filmowym nie było już Krzysia, Wojtka, Janka, Pawła, Szymona, tylko „Rój”, „Mazur”, „Grom”, „Tygrys”, „Żbik”. Odżył czas trwogi o bliskich i ojczyznę najechaną przez zbrodniczą hordę. Ten film mówi o odebranej Polakom, bardzo ważnej części tożsamości. Mówi o nas samych poprzez prawdę o naszych przodkach. To nam zabito brata, zgwałcono dziewczynę, wrzucono do celi, przetrącono kręgosłup moralny i kazano milczeć. Kazano zapomnieć o nich, Żołnierzach Wyklętych, by zabrać nam naszą polską duszę.

Kim jest tytułowy „Rój”?

„Rój” to archetyp szlachetnego mściciela niosącego sprawiedliwość i wolność. To nasz własny i prawdziwy „Robin Hood” – rycerska legenda z polskiej tradycji zagończyków siejących trwogę na tyłach wroga. „Rój” nosi swój pseudonim z powodu mitycznego zdarzenia związanego z rojem dzikich pszczół, które go obsiadły, kiedy podczas okupacji niemieckiej został zatrzymany przez patrol. Niemcy, widząc to niezwykłe zdarzenie uciekli w popłochu. Taki stygmat z góry narzuca legendę, ale „Rój” stał się legendą dzięki niezwykłej brawurze i cechom budzącym postrach wśród funkcjonariuszy UB i kolaborantów. Jest go wszędzie pełno. Jest bezlitosny dla wrogów ojczyzny. W różnych miejscach pojawia się jednocześnie. Ubecy ze strachu strzelają do własnego odbicia w szybie, a nawet do siebie nawzajem. Opisują to raporty operacyjne UB.

Z tego, co wiem, scenariusz bazował głównie na faktach?

„Historia Roja” jest filmem fabularnym ale wydarzenia, na których został oparty scenariusz są prawdziwe. Jerzy Zalewski przekopał się przez opasłe tomy literatury, ogromną stertę dokumentów po byłej bezpiece i zbierał relacje żyjących jeszcze świadków tamtych wydarzeń. Na terenie Mazowsza, gdzie operował oddział „Roja”, historia tej legendarnej postaci jest wciąż żywa. Film, na który czekają świadkowie historii nie może odbiegać od prawdy. Jerzy musiał pogodzić ten aspekt z oczywistą potrzebą kreacji artystycznej. Sądzę, że w filmie odnajdą się ludzie pamiętający te czasy i żołnierzy „Roja”, a my zobaczymy w nim również uniwersalne piękno artystycznego dzieła, nad którym pracowali najlepsi w tej branży, jak choćby wspomniany przeze mnie Jacek Ukleja, autorka muzyki Hanna Kulenty, operator Tomasz Dobrowolski, kostiumolog Elżbieta Radke, specjalista scen batalistycznych i kaskaderskich Tomasz Krzemieniecki, niezastąpiony przy budowie dekoracji Paweł Świtaj, czy kierowniczka produkcji Małgorzata Matuszewska oraz wielu innych

W jaki sposób reżyser pokazał „Roja” i jego oddział? Jak wiadomo, wczasach PRL-u obraz żołnierzy wyklętych był jednoznaczny – pokazywano ich jako bandę faszystowskich zbirów, którzy mordowali zwykłych ludzi.

Ci, rzekomo zwykli obywatele, to niebezpieczni i najbardziej szkodliwi agenci bezpieki i kolaboranci, którzy stanowili rzeczywiste zagrożenie dla ludności cywilnej w czasach, gdy „władza ludowa” obejmowała Polskę w swoje posiadanie. UB nie cofał się niestety przed najbardziej okrutnymi prowokacjami podszywając się pod oddziały partyzanckie i dokonując na ludności cywilnej przerażających i okrutnych zbrodni, by zrzucić za nie odpowiedzialność na Żołnierzy Wyklętych. Stereotyp żołnierza podziemia – faszysty i bandyty, o którym wspomniałeś pokutuje do dzisiaj. Pamiętamy, jakie reakcje i opór wywołał wniosek o uznanie Dnia Żołnierzy Wyklętych świętem państwowym. Jak głębokiej destrukcji w świadomości społeczeństwa dokonali komuniści pokazał przykład wiceprezes opolskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Danuty Schetyny, która wypowiadała się w lutym 2009 r. z niechęcią o Żołnierzach Wyklętych i o ich święcie. W wielu miejscach na Mazowszu ludzie dopiero w trakcie naszej dokumentacji otwierali się i po raz pierwszy okazywali komuś, kto mówi o NZW zaufanie. Przecież do tej pory żyją i pobierają od państwa tłuste emerytury zbrodniarze z UB, o których bezkarność zadbała III RP. Film Jerzego Zalwskiego pokazuje prawdę o „Roju” i Żołnierzach Wyklętych. To żywe postacie z krwi i kości. Byli normalnymi, młodymi ludźmi, chcieli żyć, mieli własne marzenia. Pragnęli bawić się i cieszyć młodością. W zderzeniu z okrutną rzeczywistością sowieckiej okupacji musieli jednak szybko dojrzewać. Tam, gdzie chodziło o Polskę, kończyły się żarty. „Rój” wykonał pierwszy wyrok na komuniście Nasierowskim za publiczne znieważanie polskiej wiary i strzelanie do figury Matki Boskiej. Dziś znieważanie Polski i wiary ojców jest w dobrym tonie. To pokazuje jak głęboko komuna, a jeszcze bardziej obecna transformacja, zdeformowały naszą świadomość narodową.

Jaki główny cel przyświecał reżyserowi, tzn. jaką główną myśl ma uchwycić odbiorca, i czy coś takiego w ogóle jest?

Opowieść o „Roju” jest powrotem do zaginionego czasu, który został wyrwany z całości i ciągłości naszej prawdziwej historii. Został wymazany z pamięci kilku pokoleń. W miejsce tej „dziury” wstawione zostały fałszywe mity i ikony młodzieżowej popkultury, a nawet komunistyczni zbrodniarze mający pełnić funkcję młodzieżowych idoli, jak choćby Che Guevara. Film Jerzego Zalewskiego ma szansę, by tę brakującą mitologię wypełnić prawdą, która głęboko uśpiona w nas wszystkich, czeka, aby się przebudzić. Film jest przede wszystkim domkniętą artystycznie formą – pięknym obrazem namalowanym przez reżysera. Jest również, jak w każdym wielkim kinie, opowieścią o walce dobra ze złem.

Na czym polegała Twoja rola przy tej produkcji?

Formalnie rzecz biorąc, jak już wspomniałem, byłem asystentem scenografa. To całkiem nowe dla mnie, jako inżyniera, doświadczenie pozwoliło dostrzec nowe aspekty rzeczywistości, której najbanalniejszy fragment może stanowić niezwykle dramatyczny środek wyrazu. Moje zaangażowanie i wynikające stąd obowiązki miały jednak szerszy charakter. Mówiąc konkretnie, moje zadanie polegało na organizowaniu wszystkiego, co było konieczne do odtworzenia obrazu rzeczywistości okresu, w którym rozgrywa się akcja filmu, czyli lat 1945-1951. Byłem świadkiem codziennego misterium stwarzania przez Jacka Ukleję (z którym mieszkałem w Warszawie i hotelowych pokojach na planie filmowym), dawnego świata, zaklętego w akwarelowych obrazach na niezliczonej ilości kartek papieru do każdej ze scen, wiernie przenoszonych pod moim nadzorem na plan filmowy. Wraz z grupą dokumentacyjną – reżyserem, scenografem i operatorem zajmowałem się odnajdywaniem miejsc akcji dla filmu. W krótkim czasie stałem się przewodnikiem ekipy filmowej po najbardziej niedostępnych plenerach Mazowsza i Kurpiowszczyzny. Do mnie należało pozyskiwanie dla filmu obiektów i miejsc, w których miała toczyć się akcja. Uzgadniałem wstępne warunki ich wykorzystania. Były to domy, mieszkania, kościoły, łąki, lasy, dworce kolejowe, tory, a nawet rzeka. Organizowałem i koordynowałem prace działających równolegle wielu ekip wykonawczych i nadzorowałem budowę scenografii. Kupowałem i przenosiłem z miejsca na miejsce domy i całe zagrody. Pełniłem rolę „gorącej linii” między reżyserem i pionem scenograficznym.

Jak długo pracowałeś przy filmie?

Od dokumentacji do zakończenia zdjęć – łącznie półtora roku.

Jeśli możesz zdradzić, to w których dokładnie miejscach kręciliście najważniejsze ujęcia?

Wszystkie ujęcia były ważne. Od cmentarza w Ciechanowie, gdzie pochowany jest brat „Roja”, Roman Dziemieszkiewicz., potem w kurpiowskich leśnych ostępach w okolicach Gleby i Dylewa, bunkrach partyzanckich koło Piaseczni, w przywróconym przez nas do „czasów świetności” domu „Burzy” w Ciemniewie, kościółek w Ciemniewku, Sanktuarium Matki Boskiej Sierpeckiej zamienionym na filmowe więzienie, dworcu kolejowym w Sierpcu, w roli filmowego dworca w Ciechanowie, jego piwnicach i pomieszczeniach w roli więzienia w Makowie i posterunku w Gzach, w sierpeckim skansenie i starych domach w centrum miasta, dawnym kinie „Jutrzenka”, w gminnej spółdzielni w Nasielsku, dworku w Morawce, ruinach dworku pod Słończewem, na poligonie w Wesołej, na ulicy Małej i w koszarach na Pradze, w mieszkaniu na Stalowej, cukierni na Czynszowej, całkowicie „przerobionej” na knajpę, w kazamatach UB i NKWD na Sierakowskiego, w Kościele przy Placu Zbawiciela, na łąkach pod Malczynem, w Krasnosielcu w budynku – areszcie nad rzeką Orzyc i leśnym szałasie, na placu targowym pod dawną bożnicą, w Popowo-Borowem, gdzie odtworzyliśmy całe obejście spalone w obławie na „Pilota”, Twierdzy Modlin, pradolinie Narwi i w miejscu śmierci „Roja” – Szyszkach, gdzie zbudowaliśmy zagrodę Burkackich od podstaw.

Większość wymienionych miejsc, to miejsca prawdziwych wydarzeń opisanych w scenariuszu. Łącznie ponad pięćdziesiąt obiektów i miejsc, które trzeba było przeistoczyć scenograficznie w plany filmowe. 

Długo szukaliście odtwórcy głównej roli?

Obeszło się bez castingu. Ta decyzja, należąca wyłącznie do reżysera, zapadła najwcześniej. Zanim przystąpiliśmy do prac przy filmie Jerzy Zalewski dostrzegł Krzysztofa Zaleskiego-Brejdyganta – obdarzonego nieprzeciętnym talentem wokalnym zwycięzcę „Idola”. Miał swój styl i jakiś naturalny autentyzm, który gwarantował, że nie będzie plastikowym bohaterem z telewizyjnych seriali. Miał to coś, co nazywa się iskrą bożą i spore podobieństwo fizyczne do głównego bohatera. Na planie bitwy pod Malczynem starszy mężczyzna podszedł do umundurowanego Krzysia i ze wzruszeniem przywitał go mówiąc: Dzień dobry Panu, Panie „Roju”. Nie to jednak było najważniejsze. Aktorstwo Krzysztofa, wcielającego się w postać „Roja”, przeszło najśmielsze oczekiwania.

Ten film może przemówić do młodych ludzi, może ich pobudzić do myślenia o ojczyźnie, patriotyzmie?

Obok świetnych aktorów znanych z wcześniejszych ról, takich, jak Jerzy Światłoń, Mariusz Bonaszewski, Piotr Bajor, Tomasz Dedek, Magda Kuty, czy Jacek Kawalec w filmie grają aktorzy całkiem młodego pokolenia, jak Karolina Kominek, Wojciech Żołądkiewicz, Piotr Nowak, Paweł Domalewski, Bartek Magdziarz, Krzysztof Piątkowski, Jan Urbański, Konrad Marszałek, Jerzy Płoński, Mateusz Łasowski, Bartosz Kotchedoff, Sebastian Cybulski, Marcin Kwaśny, a nawet amatorzy z grup rekonstrukcyjnych, jak Szymon Sikora czy Jarosław Kuczyński. To młodzi ludzie właściwie z całej Polski. Ich zapał i emocje są autentyczne. Widać to na ekranie. Myślę, że tak, jak dla nas wszystkich, biorących udział w tym wyjątkowym przedsięwzięciu, „Rój” stał się żywą legendą, ma również szansę stać się nieśmiertelny dla widzów. Kończąc ten wywiad słowami matki „Roja”, która przy okazaniu zwłok syna mówi:„To nie jest mój syn. Nigdy go nie znajdziecie”, chciałbym wyrazić nadzieję, że widzowie odnajdą go w swoich sercach.

Dziękuję za rozmowę.

Poniżej relacje z planu filmowego:

 
  Oryginalny tekst  jest na stronie

http://ngopole.wordpress.com/2011/02/27/film-jest-opowiescia-o-walce-dobra-ze-zlem%E2%80%9D-%E2%80%93-z-wieslawem-ukleja-asystentem-scenografa-przy-produkcji-filmu-%E2%80%9Ehistoria-roja%E2%80%9D-rozmawia-tomasz-kwiatek/#more-2124

 Tu jest tylko kopia, ale Wiesław Ukleja jest członkiem Zarządu OSPN i z tego powodu sobie wywiad skopiowaliśmy. Mamy nadzieję, ze on to z autorem jakoś załatwi.   j.b.

 Więcej o Roju:

http://podziemiezbrojne.blox.pl/2007/07/St-sierz-Mieczyslaw-Dziemieszkiewicz-Roj-1925-6.html
Zarząd OSPN (2011-02-26)

Oświadczenie dla prasy - Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej

Zawiadamiamy o terminie procesu sądowego, który  spółka Agora wytoczyła Antoniemu Klusikowi, członkowi Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej za rzekome  naruszenie dóbr Agory i Gazety Wyborczej., którą Antoni Klusik nazwał organizacją przestępczą i wrogą naszej cywilizacji.

   Słowa te wypowiedział 10 paździenika  2010 roku na konferencji prasowej zorganizowanej przez OSPN i posła PiS Sławomira Kłosowskiego z powodu wcześniejszych publikacji w opolskim dodatku Gazety Wyborczej, która dopuściła się obelżywych insynuacji wobec Antoniego Kluska przypisując mu niegodziwe intencje wykorzystywania dla celów politycznych śmierci swojego brata Jana Klusika pobitego w sierpniu 2010 roku w czasie obrony „Krzyża Pamięci” na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

    Rozprawa przeciwko Antoniemu Klusikowi toczyć się będzie w dniu 3 marca 2011 roku o godzinie 8:30 przed Sądem Okręgowym w Opolu przy Pl. I.Daszyńskiego.

   W sytuacji, gdy wielki koncern prasowy występuje przeciwko obywatelowi istnieje obawa o naruszenie podstawowej wolności obywatelskiej, jaką jest wolność słowa i obawa o dyskryminującą przewagę nad obywatelem. Dlatego zapraszamy w charakterze obserwatorów wszystkie media, zwłaszcza te, tradycyjnie należące do wolnego świata, by zagwarantować prawdziwy i obiektywny przekaz z Sali sądowej.

Prezes OSPN Jerzy Łysiak             
Sekretarz OSPN   Wiesław Ukleja   
.....................................................................................................................................................


We would like to inform you of a date of a lawsuit that Agora company has filed against Antoni Klusik, the member of Opole Association of National Memory. He is sued for the alleged violation of Gazeta Wyborcza’s personal rights for calling the newspaper „criminal organisation, hostile to our civilisation”, the words he expressed on the 10th of October 2010 during press conference held by Sławomir Kłosowski, the Law and Justice (PiS) Member of Parliament, and Opole Association of National Memory.

It was his response to previous publications in Opole supplement to Gazeta Wyborcza which made insulting insinuations about Mr. Klusik by accusing him of the most vile intentions of taking advantage of his brother’s death for political means. Jan Klusik was severely beaten on August 2010 in defence of the Smolensk memorial cross at the Presidential Palace.

The trial against Mr. Antoni Klusik will begin on the 3rd of March 2011, at 8:30 in the morning, in the district court of Opole at I. Daszyński square.

The situation in which a powerful press corporation such as Agora comes out against a private citizen raises serious concerns over a violation of basic national rights such as freedom of speech and exposes the company’s discriminatory and superior position over a citizen.

Therefore we kindly invite all the mass media, especially those independent of government or corporate influences, to participate in the trial and serve as objective observers and guarantee an authentic and faithful report from the courtroom.
 

President of Opole Association of National Memory     Jerzy Łysiak                 
Secretary of Opole Association of National Memory  Wiesław Ukleja 
 
 
 
................................................................................................................................................................

Więcej o tej sprawie

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=450