Jacek Bezeg (2011-07-09)
Ciąg dalszy sprawy przeciwko Antoniemu Klusikowi

5 lipca odbył się w Warszawie kolejny etap procesu. Przed Sąd Rejonowy dla miasta Warszawy ,Wydział Rodzinny i Nieletnich stawił się w imieniu spółki Agora Piotr Niemczycki, prezes zarządu. Sędzia Sądu Rejonowego Pani Ewa Soból Ganiec usiłowała wyjaśnić jak ciężkie były obrażenia wynikłe ze słów Antoniego. Dotarliśmy na salę z niewielkim opóźnieniem, lecz łaskawie zostaliśmy wpuszczeni. Na tym niestety skończyły się uprzejmości w stosunku do publiczności (Było nas dwie osoby.) jak i pozwanego. Odrzucono wniosek o zezwolenie na fotografowanie, jak i wniosek o zezwolenie na rejestrację elektroniczną przebiegu przesłuchania. Dlaczego nie nakazano zamknięcia uszu i zasłonięcia oczu?! Łaskawość Wymiaru Sprawiedliwości dla nas, nikczemnych sług jego, jest jednak wielka!

Oczywiście samo przesłuchanie nie różniło się specjalnie od tego co możemy usłyszeć i zobaczyć w innych sądach. To optymistyczne, że wszyscy sędziowie są tacy sami, są tak dobrze wyszkoleni. Dobrze wiedzą, że wszystkie ciekawsze i zbyt dociekliwe pytania należy po prostu uchylać.
Dlaczego nie wolno zapytać czy celem Agory jest propagowanie idei? Czy dlatego, że mogłoby się okazać, iż chodzi im o zdobycie poparcia dla idei bliskich ideom Komunistycznej Partii Polski? Czy Pani Sędzina obawiała się, iż zbyt łatwo wyszło by, na jaw, że jednak słowa Antoniego to nie obraza, a proste stwierdzenie faktu? Tego wszystkiego oczywiście nie wiemy, bo sprawa potoczyła się zupełnie inaczej. Możemy się tylko domyślać, podejrzewać. Czy zostaniemy za te brzydkie myśli ukarani? Zobaczymy.

Pytanie pozwanego "Czy ze względu na naszą wspólną przeszłość nie jest Panu wstyd?" też zostało uchylone. To jasne. Cóż mógłby mieć do tego wszystkiego jakiś wstyd?
Zaskakująca była jednak reakcja Pana Niemczyckiego. Mimo wszystko zaskoczył nas pozytywnie. Już po wyjściu z sali sądowej zachował się tak jakby jednak było mu trochę wstyd. Prawdopodobnie dla tego wstydu przykrycia usiłował przekonać Antoniego o niestosowności jego zachowania i namówić go do polubownego zakończenia sprawy. Kiedy nie wytrzymałem i chciałem wesprzeć kolegę w tej dyskusji władczym tonem oświadczył, że tylko z jednym Antkiem rozmawia. Kiedy nie uległem, zdecydował się przelicytować mnie ilością i jakością doznanych represji. Ja w licytacjach jestem słaby.
Stanęło więc na tym, że oni mogą pisać kłamstwa, nazywać patriotów nacjonalistami, propagować dewiacje i komunizm, ale nazwanie takich działań przestępczymi będzie możliwe dopiero wtedy, kiedy jakiś sąd ich za to skaże, no i wyrok będzie już prawomocny.
wpisał j.b. (2011-07-03)

Poniżej zamieszczamy wniosek o ukaranie sędziego jaki kierujemy do urzędnika powołanego do załatwiania tego typu spraw.

Nie bedziemy rościc żadnych pretensji w stosunku do osob i grup nas naśladujących, a wręcz przeciwnie będzie nam bardzo miło.

Jacek Bezeg (2011-07-02)

 

Nie udało się ustalić sprawcy kopnięcia, ale ono nie zaszkodziło Jankowi.

Cały ten monitoring jest do niczego?

Jak dziwnie jest ten świat poukładany. Niby wydaje nam się czasem, że wszystko jest pod kontrolą, a jednak okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Niedawno, 15 sierpnia 2010 byliśmy w Warszawie   pomodlić się pod krzyżem upamiętniającym ofiary katastrofy smoleńskiej. Poniżej jest istotny fragment relacji z tej przygody i adres do całości.

 Oczywiście nie on jeden pilnował porządku. Patrzyły na nas oczy wielu osób. Nie tylko bezpośrednio, ale i za pośrednictwem rozmaitych kamer i w ogóle „high technology”. Tu widać samochód z którego wystaje dyskretny maszt z jeszcze dyskretniejszymi kamerami. Całkiem słusznie był w pobliżu, bo demokracja, demokracją, ale wszystko musi być pod kontrolą.

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=373

Miesiąc później pożegnaliśmy kolegę. Był nie tylko sympatyczny i uczynny, ale był też chwilami rycerski. Poniżej jest fragment zawiadomienia o  jego śmierci i adres do reszty tekstu. Brat zmarłego pozwolił, abym jego fotografii używał jako swojego znaku na Nowym Ekranie. Chciałem, aby w jakiś sposób pozostał z nami.

img mce_tsrc=
 
Odszedł od nas nasz przyjaciel, Janek Klusik
 
 
 

W sobotę, 18 wrześniaw Opoluzmarł nagle na serce śp. Jan Klusik, uczestnik wszystkich prawie zebrań i spotkań OSPN.
http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=386

Dziś się dowiedziałem, że po trwającym kilka miesięcy śledztwie ustalono, iż wydarzenia w Warszawie nie miały związku z jego śmiercią. I to jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że nie udało się jednak ustalić sprawcy ataku, który Janek przyjął na siebie w obronie słabszych. A wydawało się nam wtedy, że wszystko jest pod kontrolą. Nie jedyny to przypadek kiedy okazuje się, że monitoring nie spełnia swojej roli. Nie przydał się też przy ustalaniu prawdy o śmierci Dariusza Ratajczaka.

Ustalono, że Jan. K. w trakcie udziału w zgromadzeniu osób modlących się w intencji ofiar katastrofy w Smoleńsku został kopnięty w klatkę piersiową, ale to zdarzenie nie miało związku z jego późniejsza śmiercią. - Na podstawie opinii biegłego z zakresu medycyny sądowej ustalono, iż zgon Jana K. nie pozostawał w związku z zadanym mu ciosem. Był natomiast wynikiem samoistnych schorzeń pokrzywdzonego – powiedziała Sieradzka.
 Dodała, że prokuratura - uznając, iż zachowanie sprawcy, czyli kopnięcie pokrzywdzonego, stanowiło przestępstwo naruszenia nietykalności cielesnej - podjęła czynności zmierzające do wykrycia sprawcy. - Nie doprowadziły one jednak do ustalenia napastnika – zaznaczyła prokurator.
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/zmarl-po-starciach-pod-krzyzem-koniec-sledztwa,1,4779399,wiadomosc.html

 

wpisał j.b. (2011-06-24)

Stowarzyszenie Unum Principium wzywa wszystkie polskie organizacje i środowiska polityczne do potępienia treści zawartych we Wspólnym Oświadczeniu Okrągłego Stołu w sprawie wspierania obywateli niemieckich polskiego pochodzenia i Polaków w Niemczech oraz niemieckiej mniejszości w Polsce, zgodnie z polsko-niemieckim Traktatem o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.

 

     Nie ma naszej zgody na obecne w Oświadczeniu, a sprzeczne z polską racją stanu, zapisy:
– sankcjonujące uporczywe odmawianie Polakom mieszkającym w Niemczech miana „mniejszości narodowej” ze wszystkimi związanymi z tym skutkami prawnymi;
– fałszujące historię, bo obciążające winą za prześladowania i morderstwa na Polakach bliżej nieokreślone „byłe nacjonalistyczno-socjalistyczne rządy przemocy”;
– używające określeń „nazistowskie obozy koncentracyjne” (wbrew nazewnictwu międzynarodowemu: „byłe niemieckie nazistowskie obozy koncentracyjne”);
– powołujące do życia pełnomocników mniejszości niemieckiej przy wszystkich polskich wojewodach;
– zapowiadające powstanie ośrodka dokumentującego rzekome prześladowania mniejszości niemieckiej w Polsce po 1944 roku;

Omawiany dokument odzwierciedla pogłębiającą się patologię w stosunkach polsko-niemieckich i stanowi podręcznikowy przykład haniebnego zaprzaństwa najwyższych struktur władzy państwowej. Z jednej strony zdejmuje on z Niemców odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej i obarcza nią narodowo neutralnych „nazistów”, a z drugiej – mówiąc o urojonych prześladowaniach Niemców w Polsce – wpisuje się w kłamliwą propagandę środowisk tzw. „wypędzonych”. Oświadczenie jako kontynuacja korzystnego dla strony niemieckiej Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami fałszuje najnowszą historię i utrwala olbrzymie dysproporcje w relacjach między obydwoma narodami.

     Stanowczo domagamy się natychmiastowej dymisji podpisanego pod Oświadczeniem sekretarza stanu w MSWiA Tomasza Siemoniaka i nadzorującego jego pracę – ministra Jerzego Millera oraz zdystansowania się Premiera Rządu RP od treści rzeczonego dokumentu.

Warszawa, 21 czerwca 2011 r.


http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=4797:stowarzyszenie-unum-principium-miller-do-dymisji&catid=7:wiadomosci&Itemid=7

 

Tomasz Kwiatek (2011-06-05)

„Nasza Ojczyzna nie szanuje swoich bohaterów” – z Antonim Klusikiem o odszkodowaniu za działalność opozycyjną rozmawia Tomasz Kwiatek

 

 

Jak się zakończyła sprawa o odszkodowanie i zadośćuczynienie, która dziś odbyła się w sądzie okręgowym?

Sąd zasądził zadośćuczynienie w kwocie 24 tys. i 999 zł.

Skąd taka kwota?

Tyle oczekiwałem w swoim pierwszym pozwie we wrześniu 2008 r., czyli maksymalny próg jaki dopuszczała ówczesna ustawa. Bez jednego złotego.

Wnioskowałeś też o odszkodowanie?

Właśnie i tu w zdenerwowaniu nie odczytałem dobrze pytań sędziego. Paradoksalnie, nie rozróżniłem pytań o odszkodowanie i zadośćuczynienie. Nie miałem adwokata, dodatkowo jeszcze obecność za plecami „Gazety Wyborczej” mnie rozpraszała. Ostatecznie te niespełna 25 tys. zł zakwalifikowano jako zadośćuczynienie a odszkodowania wcale nie dostałem.

Rozumiem, że będzie apelacja?

Tak. Doszło do nieporozumienia. Choć i tak to sukces, gdyż na moim przykładzie inni mogą ponownie starać się – już bez limitu – o odszkodowanie i zadośćuczynienie, jakie daje ustawa z września 2007 r., w której uznano za nieważne komunistyczne akty prawne, jakim były decyzje o internowaniu.

Do tego wątku jeszcze wrócimy. Byłeś internowany w stanie wojennym. Jak wyglądały owe krzywdy, za które należy Ci się odszkodowanie?

Stan wojenny, mimo że przeczuwany, był szokiem. Już 14 grudnia 1981 r. byłem wezwany na Milicję. Po czterogodzinnym przesłuchaniu zostałem sprowadzony na „dołek”. Potem trafiłem do aresztu na Sądową w Opolu, później były Nysa i Grodków, gdzie siedziałem do 9 grudnia 1982 r.

Czyli prawie rok bez możliwości zarobkowania. Jak Twoja rodzina w tym czasie dawała sobie radę?

Nie jestem dziś w stanie ocenić jaką traumę wtedy przeżywali moi najbliżsi: rodzice i rodzeństwo. Brat Marian stracił pracę i wykluczono go z kolarskiej kadry narodowej. Brat Stanisław nie został powołany do kampanii honorowej. Dużo by wymieniać.

A co było po zwolnieniu. Jaki to miało wpływ na Twoje życie?

SB intensywnie mnie inwigilowała. W mieszkaniu przeprowadzano rewizje. Podczas ostatniej żona była w zaawansowanej ciąży. Doszło do przedwczesnego porodu, który przyniósł konsekwencje. Nie chcę nawet do tego wracać, zresztą prosiłem sąd, aby zapoznał się z faktami i ich nie upubliczniał na dzisiejszej rozprawie. Wolę mówić o sobie, żona do dzisiaj bardzo przeżywa tamte czasy.

W takim razie powiedz jak działalność opozycyjna i internowanie zmieniło Twoje życie?

Zostałem zwolniony z pracy, tzn. Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” zlikwidowano. Koledzy podobnie jak ja nie mogli znaleźć pracy. Założyłem więc działalność rzemieślniczą. Przez 17 lat płaciłem składki do ZUS. Gdy w 2004 r. przyszła ciężka choroba i nie mogłem pracować, renta wypłacana przez ZUS wyniosła tylko 680 zł. Gdyby nie moje internowanie życie potoczyłoby się zapewne inaczej. Nie byłoby problemów ze znalezieniem pracy, żona nie byłaby na wieloletnim urlopie wychowawczym, nie musiałaby przerywać kariery naukowej i być później zatrudniana poniżej kwalifikacji.

Dziś na szczęście jesteś aktywny zawodowo. Przypomnij proszę czytelnikom, jak do tego doszło, że ten limit 25 tys. zł został zniesiony i osoby internowane w stanie wojennym mogą dziś dochodzić swoich praw za doznaną krzywdę.

Od początku jak tylko weszła w życie ustawa uważałem, że nie może być limitu. Niektóre sądy orzekały śmieszne kwoty. Sama filozofia tej ustawy, że można otrzymać tylko kwotę do 25 tys. zł była niesprawiedliwa.

Czy znasz taką osobę, która dostała takie śmieszne odszkodowania za straty materialne?

Tak owszem. Wymienię choćby przykład rolnika Zdzisława Bernackiego z Michałowa, który stracił majątek wart dzisiaj ponad 100 tys. zł. Chodziło o plantację buraków, której nie mógł prowadzić przez okres aresztowania. W pierwszej instancji otrzymał niewiele więcej niż 5 tys. zł.

Jak doszło do tego zniesienia limitu?

Sędzia Kaczmarek z Sądu Okręgowego, który od początku rozpatrywał te sprawy, wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego na podstawie m. in. mojego przypadku. Zawieszono wtedy sprawę o przyznanie odszkodowania do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał.

Co orzekł Trybunał Konstytucyjny?

Dokładnie w marcu tego roku, pamiętam bo był to dzień mojej pierwszej rozprawy z „Gazetą Wyborczą”. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że zmienił ustawę w tych punktach, gdzie były ograniczenie finansowe. Moja sprawa została odwieszona i 2 czerwca kolejny raz stawiłem się przed sądem.

Czy da się w ogóle przeliczyć siedzenie w więzieniu na pieniądze?

Na świecie jest to nie do pomyślenia. Celebrytom zasądza się potężne pieniądze w sprawach o dobre imię i przyznaje horrendalne zadośćuczynienia. A nasza Ojczyzna nie szanuje swoich bohaterów i tu nie chodzi tylko o mnie. Tak naprawdę sprawa Bernackiego i innych kolegów uświadomiła nam, że tak nie może być.

Z relacji Twoich kolegów, którzy byli na rozprawie wiem, że nie życzyłeś sobie obecności redaktorki „Gazety Wyborczej”?

Jeszcze przed wejściem na salę powiedziałem „nie życzę sobie na odległość 20 m nikogo z ”Gazety Wyborczej!”.

Co się działo dalej?

Nic. Sąd musi respektować prawo prasowe. Ale „Gazeta Wyborcza” osiągnęła swoje: w zdenerwowaniu poprosiłem o zadośćuczynienie w dotychczasowym limicie, do zniesienia którego sam się przyczyniłem.

Pewnie przeczytamy ponownie, że nie możesz prosić o odszkodowanie od państwa za swoją działalność, że to niemoralne etc. Ile dziś jest wart rok niesłusznie orzeczonej odsiadki, orientujesz się?

Dobre pytanie.

Dziękuję za rozmowę.

ze strony:

http://www.ngopole.pl/2011/06/02/%E2%80%9Enasza-ojczyzna-nie-szanuje-swoich-bohaterow%E2%80%9D-%E2%80%93-z-antonim-klusikiem-o-odszkodowaniu-za-dzialalnosc-opozycyjna-rozmawia-tomasz-kwiatek/#more-5582
Marcin Keler (2011-05-31)

Polsko - niemiecki  "Okrągły stół"

 

„Okrągły Stół” przywołuje różne skojarzenia. Jedni nazywają „Okrągły Stół” z Magdalenki sukcesem, drudzy – klęską i oszustwem. O nowym, współczesnym „Okrągłym Stole” dowiedzieliśmy się w ostatnich dniach podczas finalizowania rozmów polsko-niemieckich dotyczących realizacji postanowień „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z dnia 17 czerwca 1991 r.

Rząd polski i niemiecki miały nadzieję, że rozmowy pójdą gładko i zakończą się sukcesem, przy czym sukces okrzyknięty zostanie wtedy, gdy strona polska, jak zwykle, uzna racje strony niemieckiej. Kto by przypuszczał, że niemiecka Polonia zaprze się i twardo będzie wysuwała żądania o polepszenie jej statusu.

Podpisanie końcowej deklaracji miało nastąpić 6 maja w Warszawie. Jednak, jak skomentowała to rzeczniczka MSWiA: „rozmowy znalazły się w trudnej fazie” i „będą kontynuowane”.

 

„Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy”

20. rocznicę podpisania Traktatu poprzedzono wieloma turami spotkań roboczych, które miały na celu ocenę stopnia realizacji jego postanowień. W lutym ubiegłego roku odbyło się pierwsze spotkanie z tego cyklu. Do rozmów przy „Okrągłym Stole” przystąpiły cztery strony. Przedstawiciele rządu polskiego, niemieckiego oraz przedstawiciele mniejszości niemieckiej w Polsce i Polonii w Niemczech. Stronę polską reprezentował sekretarz stanu w MSWiA – Tomasz Siemoniak, stronę niemiecką – Christoph Bergner – pełnomocnik rządu ds. repatriantów i mniejszości narodowych. Mniejszość niemiecką reprezentowali Norbert Rasch – przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim, Rafał Bartek – członek Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Niemieckiej oraz Bernard Gaida – przewodniczący Niemieckich Stowarzyszeń w Polsce. Ze strony niemieckiej Polonii w rozmowach uczestniczyli: Marek Wójcicki – Prezes Związku Polaków w Niemczech „Rodło” i reprezentanci Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech.

Rozmowy toczyły się na przemian – w Warszawie i w Berlinie. Tematykę rozmów podzielono na trzy grupy zadaniowe: grupę prawno-historyczną i polityki pamięci, grupę rozpatrującą nauczanie języka ojczystego oraz grupę omawiającą wspólne polsko-niemieckie projekty. Nawet osobom niezorientowanym w temacie, wiadomo, że mniejszość niemiecka jest w Polsce hołubiona. Ma wsparcie finansowe i legislacyjne. Inaczej traktuje się Polonię w Niemczech. Mało kto zna jej struktury i nazwiska reprezentantów. Publiczne debaty na temat Polonii w państwach sąsiednich dotyczyły dotąd Polonii na Białorusi lub na Litwie. Na temat Polaków w Niemczech obowiązywała zmowa milczenia.

 

Oczekiwania Polonii w Niemczech

Okrągła rocznica Traktatu zmobilizowała Polaków w Niemczech do upomnienia się o swoje. W listopadzie 2010 r. w ramach toczących się rozmów, przedstawiciele Polonii złożyli oficjalne „Stanowisko Polonii Niemieckiej na obrady Okrągłego Stołu”. We wstępie napisali, że „Istniejący brak wzajemności w realizacji Traktatu, jest nie tylko brakiem równouprawnienia obu grup, lecz równocześnie dowodem skrytej próby asymilacji polskiej grupy etnicznej Niemczech”. Najważniejsze spośród 10 zgłoszonych przez nią postulatów to: oczekiwanie na rehabilitację członków polskiej mniejszości w Niemczech i uznanie jej za grupę ofiar narodowego socjalizmu, odszkodowanie za zagarnięte mienie Związku Polaków w Niemczech, zapewnienie środków finansowych na pielęgnację polskiej tożsamości narodowej oraz zapewnienie pełnego dostępu do środków masowego przekazu. Rząd polski i niemiecki nie był gotowy na takie ustępstwa, więc rozmowy skończyły się fiaskiem. Wypowiedzi przedstawicieli władz niemieckich mówią same za siebie. Pani Cornelia Pieper, wiceszefowa MSZ RFN, która miała uczestniczyć w podpisaniu porozumienia końcowego, dobrotliwie skwitowała wydarzenia : „Tyle dobrego się dzieje w stosunkach z Polską. Po co podnosić problemy”. „Nasze stosunki ekonomiczne są imponujące, wymiana z Polską jest większa niż z Rosją”. Zapytana przez dziennikarza „Rzeczpospolitej”, dlaczego Berlin nie chce uznać „mniejszości polskiej”, odpowiedziała: „…wielu przedstawicieli Polonii nie chce wcale być uznanych za mniejszość. Są doskonale zintegrowani ze społeczeństwem niemieckim”. A na pytanie dlaczego Sinti i Roma mają status mniejszości, a Polacy nie, odpowiedziała: „…W przeciwieństwie do nich większość Polonii trafiła do Niemiec w wyniku emigracji i nie miała tam korzeni”. Prawda jest jednak inna. Znaczna część Polaków w Niemczech to nie emigranci, lecz autochtoni, którzy jeszcze przed wojną znaleźli się w granicach Prus, a potem w Rzeszy Niemieckiej. Przed I wojną światową teren Rzeszy zamieszkiwało ponad 4 mln Polaków. Obecnie żyje w Niemczech od 1,5 do 2 mln ludzi z polskimi korzeniami oraz ponad 380 tys. obywateli polskich. W 1998 roku powstała organizacja „Konwent Organizacji Polskich w Niemczech”, której zadaniem jest reprezentowanie ok. 100 środowisk polonijnych przed władzami RFN. A jest o co walczyć. Asymetria w traktowaniu Polaków w Niemczech i Niemców w Polsce jest uderzająca. Polska wydaje rocznie na mniejszość niemiecką 22 mln euro na edukację i kilka milionów euro na kulturę, podczas gdy RFN wydaje na Polaków 300 tys. euro. W przeliczeniu na jedno dziecko mniejszość niemiecka otrzymuje od rządu polskiego 100 razy więcej środków niż Polonia od rządu niemieckiego.

Niemiecki rząd być może będzie pozorował chęć polepszenia sytuacji Polonii w ich kraju. Jednak na pewno nie ustąpi w kwestii przyznania Polonii statusu mniejszości narodowej. Sprawę pogrzebaliśmy już 20 lat temu zgadzając się zamieścić w Traktacie dyskryminujące zapisy definiujące obie grupy. Niemcy w Polsce nazwani zostali: „ mniejszością niemiecką w Rzeczypospolitej Polskiej”, a Polacy w Niemczech nazwani zostali „osobami w Republice Federalnej Niemiec, posiadającymi niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej”. Strona niemiecka bagatelizuje roszczenia Polonii do rehabilitacji pomordowanych i aresztowanych członków przedwojennego „Rodła” wygłaszając ustami swojego reprezentanta – Georga Schirmbecka słowa: „Sprawie nie należy nadawać szczególnego znaczenia, bo ważniejsze są praktyczne sprawy związane z przyszłością, jak rozbudowa połączeń komunikacyjnych między naszymi krajami”. Skoro władze Niemiec nie zauważają dysproporcji w traktowaniu obu grup, a polski rząd chowa głowę w piasek, pozostaje tylko samotna walka Polonii. Ich pierwszy „bunt” ujawnił się parę lat temu podczas zmagań o prawa dla rodziców–Polaków, którym Jugendamty utrudniały kontakty z ich dziećmi po rozpadzie związku z niemieckim partnerem. W wielu szkołach, w których uczą nauczyciele znający język polski, dyrektorzy zabraniają komunikowania się z uczniami po polsku. Nie słychać o takich zakazach w stosunku do nauczycieli francuskich czy tureckich. Bezczynność polskiego rządu wobec Polaków mieszkających w Niemczech jest skrupulatnie wykorzystywana przez Niemców i przyczynia się do ich szybszej asymilacji w tym kraju.

 

Roszczenia mniejszości niemieckiej

Rzeczywistym beneficjentem Traktatu jest mniejszość niemiecka w Polsce. Nie zadowalają ją jednak dotychczasowe osiągnięcia. Przy okazji rozmów „Okrągłego Stołu” mniejszość niemiecka wysuwa kolejne żądania. Chce więcej szkół, chce pełnego dostępu do mediów i to w porze dużej oglądalności. Chce więcej pieniędzy na swoją działalność, chce podręczników do nauczania wszystkich przedmiotów w języku niemieckim, chce muzeów itd. Co więcej, niektórzy przedstawiciele mniejszości niemieckiej uważają, że to dzięki ograniczeniom ze strony Polski osiągają słabe wyniki w wyborach parlamentarnych. W Sejmie mają tylko jednego reprezentanta, podczas gdy w pierwszej kadencji Sejmu mieli ich aż ośmiu. Ileż buty wyrażają słowa byłego posła na Sejm z mniejszości niemieckiej – Erharda Bastkego: „Ponieważ zapisy niemiecko-polskiego traktatu z1991 r. polska strona nie wypełniła w sposób całkowity i zadowalający, powinniśmy szukać pomocy w Unii Europejskiej”.

 

Rocznica radosna czy żałobna?

Prof. Piotr Małoszewski – prezydent Konwentu Organizacji Polskich w Niemczech tak skwitował wyeliminowanie Polonii z ostatniej rundy spotkań Okrągłego Stołu” w dniu 6 maja: „Nie udało się. Niemcy na razie nic nie dali… Jeżeli sprawy pozostaną na obecnym etapie, to w czerwcu nie będzie żadnego powodu do fetowania... Z naszego punktu widzenia będzie to rocznica żałobna”. Fiasko rozmów jest zasługą Polonii i dużym zaskoczeniem dla obu stron rządowych. Polski rząd na razie nie komentuje porażki, natomiast w Niemczech z pomocą przyszły media. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” wyprzedzająco pogroził palcem polskiemu rządowi pisząc na swoich łamach: „na polski rząd naciskają prawicowo-narodowa opozycja i polskie stowarzyszenia w Niemczech, których nawet w Niemczech ich rodacy nie biorą poważnie, ale które w Warszawie mają dostęp do najwyższych szczebli rządowych i kościelnych”. Nieważne, że ta wypowiedź nie oddaje prawdy. Ważne, że ukazuje słabość rządu polskiego i niewielkie znaczenie Polonii. Uważam, że prowokacyjne opinie nieprzychylnej nam niemieckiej prasy powinny wzmóc aktywność środowisk polonijnych, włącznie z upominaniem się swoje prawa w instytucjach unijnych. Wysiłek rozmów „Okrągłego Stołu” nie powinien pójść na marne, a nagłośnienie problemów Polonii w Niemczech nie powinno ucichnąć.

 ze strony:

 http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=4354&Itemid=137

 

Jerzy Łysiak (2011-05-24)

Nie chcemy tu ruskich sołdatów!

Na kilka dni przed ponownym koncertem Chóru Aleksandrowa w Opolu, dla wielu okazją do zachwytów nad możliwościami sołdackich gardeł, które nie tylko ruskie czastuszki i „karinki”, ale potrafią wyśpiewać również nasze narodowe pieśni z naprawdę wysokim „C” i to ciągniętym przez całą minutę, a może i dłużej, ktoś krótkim nadrukiem na plakatach pokazał odwrotną stronę tego samego medalu. Tym razem na plakatach napis jest malowany, co zapobiega usuwaniu prezentacji drugiego końca tego samego kija. Bo prawda jest taka, że ta druga strona jest, istnieje, wielu nie chce o niej mówić, ale nie da się jej zamilczeć.

Niech zatem wiedzą ci, co się tak zachwycają śpiewem i tańcem, że ci uzdolnieni ruscy żołnierze potrafią nie tylko tańczyć i śpiewać, że mamy z nimi także inne doświadczenia, bynajmniej nie radosne, nie wesołe. Ta odwrotna strona tego miłego artystycznego koncertu ruskich sołdatów, to gwałty naszych polskich, zwłaszcza śląskich, kobiet, to pożoga, to bezlitosne i bezsensowne bombardowanie naszych miast i miasteczek, zwłaszcza tu na Śląsku, to rabunki, to strach. To także zaprowadzanie ruskich, gorzej jeszcze, bo bolszewickich, sowieckich porządków, to zaszczepianie w społeczeństwie, w naszych ludziach, zwłaszcza w naszych dzieciach i młodzieży, wschodniej, dzikiej, stepowej mentalności. I niech to pamiętają ci, zwłaszcza ci, którzy kierując się ckliwym nieprzemyślanym sentymentem, tak się rozczulają nad walorami tych żołnierzy, którzy zostali specjalnie właśnie tu sprowadzeni, abyśmy mieli takie tylko skojarzenia z mundurem krasnoarmisty, bądź też obecnie żołnierza współczesnej rosyjskiej armii.

Są wśród nas, dzięki Bogu, tacy, którzy z własnej inicjatywy, przez nikogo nie zmuszani, nie najmowani potrafią do indoktrynacji polskiego społeczeństwa dodać taką właśnie ocenę, taki komentarz, ostry, jednoznaczny, choć przecież oczywiście metaforyczny, ujmujący jednak sedno sprawy. To prawdziwi patrioci, wyczuleni na sprawy ojczyzny, na honor. Jest ich może jeszcze u nas w Opolu niewielu, ale przecież wystarczy, bo ich działanie jest zauważalne.
Rzeczywiście nie chcemy tu ruskich żołnierzy, żadnych, ani tych, co zaprowadzali u nas wschodnie porządki, ani tych, co nas bronili przed nami samymi, ani nawet tych śpiewających. Nie chcemy słuchać ich piosenek, nie chcemy się z nimi bawić, gdy tam, w Smoleńsku, pod plandeką butwieje w wilgoci wrak polskiego samolotu, który się rozbił w podejrzanych, niewyjaśnionych okolicznościach, samolotu w którym na ruskiej ziemi zginął prezydent naszego państwa z całą delegacją na rocznicowe obchody ludobójstwa katyńskiego.

 

 

 

 

Krzysztof Wyszkowski (2011-05-16)

Publikujemy oświadczenie naszego przyjaciela Krzysztofa Wyszkowskiego.

Sopot, dnia 16 maja 2011 r.
Sąd Apelacyjny w Gdańsku wyrokiem z dnia 24 marca 2011 r. nakazał mi opublikowanie w audycjach TVP i TVN przeprosin wobec Lecha Wałęsy za to, że w 2005 roku powiedziałem, że „współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa i pobierał za to pieniądze”. Według tego orzeczenia mam w dodatku stwierdzić, że „To oświadczenie stanowiło nieprawdę”.
W ostatnich dniach telefonują do mnie dziennikarze pytając, czy zlecę stacjom telewizyjnym wykonanie tego wyroku, ponieważ , jak miał ich poinformować TVN, dotychczas takiego zamówienia nie złożyłem, a wyznaczony przez sąd termin wykonania już minął. Przekazano mi również informację , też mającą pochodzić z TVN, że w wypadku odmowy wykonania wyroku, może go wykonać na własny koszt Lech Wałęsa, a następnie dochodzić zwrotu tych kosztów ode mnie przez komornika.
Mam poczucie, że Lech Wałęsa może bez problemu uzyskać poparcie TVN dla każdego dowolnego kłamstwa, ale ostrzegam, że w wypadku upowszechniania jakiegokolwiek oświadczenia w moim imieniu, a bez mojej zgody, będę dochodził swoich praw na drodze sądowej. Co do wyroku, to - posługując się formułą wypracowaną przez jednego z moich towarzyszy walki z kłamstwem, wspólnie rozpoczętej ponad trzydzieści lat temu w Komitecie Obrony Robotników - oświadczam:
Sąd - wykonując prawo - może rozmaite rzeczy. Moim zdaniem nie może jednak niczego włożyć w moje usta. Może orzec o obowiązku przeprosin i rozmaite inne postanowienia może... Ale nie może mnie zmusić, czy nakłaniać, do złożenia konkretnie sformułowanego oświadczenia, jeżeli miałbym głosić nieprawdę, zaświadczać coś, o czym nie jestem przekonany, albo - czego zupełnie nie rozumiem. Sąd zapewne lepiej ode mnie wie, że takie oświadczenie woli nie ma żadnej mocy prawnej [jako złożone pod przymusem lub w niewiedzy]. Jak rzekł dawno temu Stanisław Ossowski: co stałoby się z przekonaniem Anglików o insularnym charakterze ich ojczyzny, gdyby obłożyć takie twierdzenie ścisłym administracyjnym zakazem (lub nakazem)?
A gdyby sąd dowolną kazuistyką, czy dialektyką prawną, skłaniał mnie do przekonania (i publicznego głoszenia), że PRL była jednym z wydań niepodległego państwa polskiego albo KPZR wzorową partią demokratyczną świecącą Europie czy światu przykładem - czy mogę usłuchać wezwania do wygłoszenia takiego dictum, jako własnego przekonania? I kto ma prawo stosować środki przymusu doprowadzające człowieka do schizofrenii osądów, by przekonanie było sobie, a głoszone tezy – sobie?
Sądzę, że postanowienie sądowe co do przeprosin w tej postaci jest niczym więcej jak przekroczeniem (obrazą)  czy kreowaniem prawa, które urąga wszystkiemu naraz: prawdzie, zdrowemu rozsądkowi, świadectwu źródeł i faktów, wolności słowa i przekonań, podmiotowości skazanego, który miałby głosić zdania, o których najlepiej wie, że urągają prawdzie. Jeśli sąd drwi z prawa nie pozostaje nic innego jak obywatelski sprzeciw w formie obrony prawa przed sądami i prawnikami. Można rzec - elementarne i niezbywalne nieposłuszeństwo.
Krzysztof Wyszkowski

wpisał j.b. (2011-05-14)
Krystian Konik, założyciel ,,S’’ w COIG, obrońca KWK Wujek, działacz SW popełnił samobójstwo

 

Krystian Konik, pracownik COIG. Założyciel "Solidarnosci" w Centralnym Ośrodku Informatyki Górnictwa i Energetyki 5 września 1980r. Obrońca KWK "Wujek" w grudniu 1981r. Trzech pracowników, po upadku strajku okupacyjnego w COIG, przeniosło się na Kopalnie "Wujek", by czynnie wspierać górników. W stanie wojennym aresztowany i internowany.
Członek "Solidarności Walczącej", współpracował z ukrywającym się po pacyfikacji Kopalni "Wujek", Lesławem Frączkiem.
Został przywrócony do pracy w 1990r., gdzie pracował do 2009r. Zwolniony z pracy dwa lata temu, nie mógł znaleźć pracy. Opiekował się ciężko chorą żoną. Był bez środków do życia.
Popełnił samobójstwo 3 maja 2011r.

 więcej:

http://www.blogpress.pl/node/8468
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Krystian_Konik
http://swkatowice.mojeforum.net/viewtopic.php?p=35221

 

Tomasz Kwiatek (2011-05-13)
Kartka z kalendarza: dziś mija 110 rocznica urodzin Witolda Pileckiego

Witold Pilecki (ps. Witold, Druh…; nazwiska konspiracyjne Roman Jezierski, Tomasz Serafiński, Leon Bryjak, Jan Uznański, Witold Smoliński; kryptonim T-IV) urodził się 13 maja 1901 r. w Aunus (ros. Ołoniec). Był polskim bohaterem, jednym z najodważniejszych ludzi ruchu oporu podczas II wojny światowej, rotmistrzem kawalerii Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, żołnierzem Armii Krajowej oraz organizatorem ruchu oporu w KL Auschwitz-Birkenau.

W 1910 r. rodzina Pileckich zamieszkała w Wilnie. W 1914 r. Witold wstąpił do zakazanego przez władze rosyjskie harcerstwa. W latach 1918–1921 służył w Wojsku Polskim, walczył podczas wojny z bolszewikami, za co dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1922 r. rozpoczął studia na Wydziale Rolnym na Uniwersytecie Poznańskim. W tym samym roku podjął studia na Uniwersytecie im. Stefana Batorego jako nadzwyczajny słuchacz Wydziału Sztuk Pięknych, jednak po krótkim czasie przerwał naukę. Wziął udział w II wojnie światowej. Walczył w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu w szwadronie kawalerii dywizyjnej 19 Dywizji Piechoty Armii Prusy, a następnie w 41 Dywizji Piechoty na przedmościu rumuńskim. Pod jego dowództwem, w trakcie prowadzonych walk, ułani zniszczyli 7 niemieckich czołgów oraz 3 samoloty. Ostatnie walki jego oddział prowadził jako jednostka partyzancka. Pilecki rozwiązał swój pluton 17 października 1939 i przeszedł do konspiracji. W Warszawie został jednym z organizatorów powołanej 9 listopada 1939 r. konspiracyjnej organizacji Tajnej Armii Polskiej pod dowództwem majora Jana Włodarkiewicza. Początkowo pełnił weń funkcję szefa sztabu, następnie inspektora głównego. Był zwolennikiem wcielenia TAP do ZWZ, co nastąpiło na przełomie 1941/42 r. Dobrowolnie zgodził się zamknąć do obozu KL Auschwitz, o którym wówczas Państwo Podziemne miało niewiele informacji. Do obozu trafił (dając się złapać w łapance pod fałszywym nazwiskiem) w nocy z 21 na 22 września 1940 r. wraz z tzw. drugim transportem warszawskim. Jako więzień nr 4859 był głównym organizatorem konspiracji w obozie. Za swoją działalność konspiracyjną Pilecki jeszcze jako więzień obozu, w listopadzie 1941 został awansowany przez gen. Stefana Grota-Roweckiego do stopnia porucznika. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki wraz z dwoma współwięźniami zdołał uciec z Auschwitz. 11 listopada 1943 został awansowany do stopnia rotmistrza. W 1943–1944 służył w oddziale III Kedywu KG AK (m.in. jako zastępca dowódcy Brygady Informacyjno-Wywiadowczej „Kameleon”-”Jeż”), brał udział w powstaniu warszawskim. Początkowo walczył jako zwykły strzelec w kompanii „Warszawianka”, później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda. W latach 1944–1945 przebywał w niewoli niemieckiej w stalagu 344 Lamsdorf (Łambinowice), oflagu VII A w Murnau.

Po wyzwoleniu stalagu walczył w 2 Korpusie Polskim we Włoszech, w październiku 1945, na osobisty rozkaz gen. Władysława Andersa wrócił do Polski, by prowadzić w Polsce działalność wywiadowczą na rzecz 2 Korpusu. Jesienią 1945 r. zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i 2 Korpusu, którzy byli więzieni w obozach NKWD i deportowani przez Sowietów na Syberię. 8 maja 1947 r. został aresztowany przez komunistów. Był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: Oświęcim to była igraszka. Ostatecznie został oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji. 15 maja 1948 r. rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Wykonawcą wyroku był Piotr Śmietański zwany „Katem z Mokotowa”. Witold Pilecki pozostawił żonę, córkę i syna. Jego miejsce pochówku jest nieznane, grabarze z UB zakopali zwłoki prawdopodobnie na wysypisku śmieci lub Kwaterze na Łączce, gdzie potajemnie chowano ofiary UB by pamięć w Polsce po nich zginęła. Pilecki został zrehabilitowany w 1990 r. 30 lipca 2006 r., przy okazji obchodów 62. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, prezydent RP Lech Kaczyński przyznał Witoldowi Pileckiemu pośmiertnie Order Orła Białego.

Autor: Tomasz Kwiatek

 ze strony:

http://ngopole.wordpress.com/2011/05/13/kartka-z-kalendarza-dzis-mija-110-rocznica-urodzin-witolda-pileckiego/