Jacek Dytkowski (2011-10-21)

Niech prokuratura szuka dowodów

Sąd Rejonowy w Opolu 10 listopada rozpatrzy zażalenie na umorzenie przez prokuraturę postępowania w sprawie agresywnego zachowania tzw. przeciwników krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Antoni Klusik, brat Jana Klusika, który został poturbowany w wyniku tych zajść, twierdzi, że prokuratura podjęła decyzję o umorzeniu śledztwa, opierając się na niedostatecznym materiale dowodowym.


Jak ustalił "Nasz Dziennik", w gestii sędziego pozostaje, czy rozprawa będzie miała charakter otwarty. W każdym razie na pewno przybędzie na nią Antoni Klusik, działacz Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej. Wspomniane zażalenie złożył on po tym, jak 30 czerwca Prokuratura Rejonowa w Opolu umorzyła postępowanie w sprawie pobicia jego brata - Jana Klusika, jednego z modlących się pod krzyżem ustawionym przed Pałacem Prezydenckim. W toku toczącego się wówczas śledztwa wykluczono związek ciosu, jaki otrzymał mężczyzna w klatkę piersiową 15 sierpnia 2010 r., z jego późniejszą śmiercią. Prokuratorzy zakończyli następnie postępowanie z powodu niewykrycia sprawców pobicia.
Tę ostatnią decyzję kwestionuje działacz OSPN. Występując w roli strony poszkodowanej, miał wgląd do materiału dowodowego badanego przez prokuraturę podczas śledztwa. Nie ukrywa zdziwienia, że pozyskano tylko niewyraźne zdjęcia, na których nie widać uczestników zajścia pamiętnej sierpniowej nocy. - Głównym dowodem w sprawie mogą być tylko i wyłącznie nagrania z monitoringu, jaki był rzeczywiście prowadzony przez służby ochraniające Pałac Prezydencki, a nie to, co przekazano prokuraturze. Nie zbadano bowiem wszystkich dysków z kamer będących na miejscu - wskazuje Klusik.
Jest przekonany, że modlący się pod krzyżem padli ofiarą skoordynowanych ataków służb, których celem było sprowokowanie agresywnych zachowań, by następnie mieć pretekst do usunięcia zgromadzenia. - Zwłaszcza kiedy hasło do usunięcia krzyża dał prezydent Bronisław Komorowski [w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z 10 lipca 2010 r. - przyp. red.]. Sądzę, że była to zaplanowana akcja. Kiedy prezydent publicznie tak się wypowiada, to odpowiednie służby przygotowują się do działań. Na wypadek gdyby nie znaleźli się pod ręką jacyś "sataniści", to tę rolę mogą zawsze odegrać jacyś funkcjonariusze ubrani po cywilnemu - zaznacza Klusik. Wyraża jednocześnie przekonanie, że tego typu sytuacja miała miejsce właśnie w nocy 15 sierpnia.
Antoni Klusik powątpiewa również, by urządzenia monitorujące teren przed Pałacem Prezydenckim nie były w stanie zarejestrować postaci napastników. - Było dużo kamer na miejscu. Wszystkie działają automatycznie w takim reżimie, że jeżeli pojawia się jakieś zgromadzenie czy ruch, obiektyw robi zbliżenie. Natomiast służby podały prokuraturze zdjęcia wykonane z daleka - podkreśla działacz OSPN. Według niego, nie jest możliwe, by nie zarejestrowano żadnego obrazu z przybliżenia. Wskazuje przykładowo na materiał, jaki opublikowała "GW" na swojej stronie internetowej 31 marca 2011 r. w związku z artykułem "Kto zabrał wieniec spod Pałacu" w odniesieniu do innego zdarzenia na Krakowskim Przedmieściu. - "GW" otrzymała nagrania nocne z kamer, na których widać w przybliżeniu m.in. numery rejestracyjne samochodu, który obok zaparkował. Jeżeli takie szczegóły można było zaobserwować za pomocą sprzętu monitorującego, to co dopiero mówić o twarzach i rysach osób, które kopały czuwających pod krzyżem itd.? - zastanawia się Klusik. - Przypuszczam, że prokuratorzy mogliby skorzystać ze swoich uprawnień, by otrzymać nagrania z innych kamer. Obecnie bowiem oparli się tylko na tym, co przesłano za pośrednictwem policji, której działania w tym miejscu budzą moje wątpliwości, co do ich obiektywności - konkluduje.

Jacek Dytkowski

 

ze strony:

 http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111019&typ=po&id=po03.txt

wpisał j.b. (2011-10-10)
- MODLITWA ZA OJCZYZNĘ –

Kapłan: Zachowaj Panie, Rzeczpospolitą naszą.
Wierni: Która w Tobie, Boże mój nadzieję pokłada.
K. Ześlij, Panie, pomoc z przybytku Twego.
W. Z nieba wysokiego ją wesprzyj.
K. Niech nie bierze nad nią góry nieprzyjaciel.
W. A duch nieprawości niechaj jej nie szkodzi.
K. Niech Bóg sprowadzi pokój do jej domów.
W. I bezpieczeństwo do jej posiadłości.
K. Panie, wysłuchaj modlitwy nasze.
W. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
K. Pan z wami.
W. I z duchem twoim.
K. Módlmy się. Prosimy Cię, Panie, za przyczyną Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, i wstawiennictwem Świętych Patronów naszych - Wojciecha, Stanisława i Andrzeja Boboli - ochraniaj Rzeczpospolitą naszą od wszelkich przeciwności, a gdy całym sercem korzy się przed Tobą, zasłoń ją łaskawie od zasadzek nieprzyjacielskich. Przez Chrystusa Pana naszego.
W. Amen.                        [na podstawie Rytuału z 1927 r.]

K. Od długiej, ciężkiej pokuty dziejowej – W. Wybaw nas Panie!
K. Od kajdan niewoli – W. Wybaw nas Panie!
K. Od godziny zwątpienia - W. Wybaw nas Panie!s
K. Od podszeptów zdrady – W. Wybaw nas Panie!
K. Od gnuśności naszej – W. Wybaw nas Panie!
K. Od ducha niezgody – W. Wybaw nas Panie!
K. Od nienawiści i złości – W. Wybaw nas Panie!
K. Od wszelkiej złej woli – W. Wybaw nas Panie!
K. Od śmierci wiecznej – W. Wybaw nas Panie!
K. Pomoc Boska niech będzie zawsze z nami!
W. Amen.
wpisał j.b. (2011-10-07)

O Ś W I A D C Z E N I E

O R G A N I Z A T O R Ó W   O B C H O D Ó W   40   R O C Z N I C Y 

W Y S A D Z E N I A   A U L I   W S P

W   O P O L U

 

W czterdziestą rocznicę wysadzenia auli opolskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej przez braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków, którzy udaremnili haniebną celebrację Święta Milicji i Służby Bezpieczeństwa z udziałem funkcjonariuszy MO i SB uczestniczących w krwawym tłumieniu protestów robotniczych na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, z katem Szczecina, płk Julianem Urantówką w roli głównej, inicjatorzy upamiętnienia czynu braci Kowalczyków zmuszeni są wyrazić oburzenie i ubolewanie z powodu postawy władz Uniwersytetu Opolskiego i władz miasta Opola, które odmówiły uznania historycznego znaczenia i doniosłości czynu braci Kowalczyków dla naszego miasta i kraju.

Odmowa Senatu UO umieszczenia tablicy upamiętniającej na murze uczelni i wycofanie się Prezydenta miasta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego z inicjatywy wmurowania tablicy na ścianie opolskiego ratusza jest świadectwem i symbolem pozostawania Opola i pod wpływem postkomunistycznych i agenturalnych środowisk zainteresowanych w ukrywaniu prawdy o historii walki własnego narodu o wolność i niepodległość i.

Pogardę dla prawdy i własnej historii zamanifestowały nie po raz pierwszy władze Uniwersytetu Opolskiego, niektórzy radni miejscy oraz środowiska kreujące się na reprezentantów służb mundurowych - bezpośredni spadkobiercy komunistycznych zbrodni, którzy zbrodni tych nigdy wyraźnie nie potępili i nigdy od nich się nie odcięli. Ulegając tym środowiskom słabość i brak charakteru wykazał Prezydent Miasta Opola Ryszard Zembaczyński, który złamał słowo i przyjęte na siebie zobowiązanie wyrażone przed rokiem w oświadczeniu rzecznika prasowego w czasie odsłonięcia tablicy upamiętniającej czyn braci Kowalczyków w Gdańsku i potwierdzone w lipcu br. w Opolu.

Zdumiewające stanowisko zajęli niektórzy członkowie Wojewódzkiego Komitetu Pamięci Walki i Męczeństwa. Ich wypowiedzi dla prasy przeczą idei, dla której Komitet został powołany. Wśród nich wojewódzki konserwator zabytków Iwona Solisz publicznie wystąpiła przeciwko upamiętnieniu czynu tych, którzy mieli odwagę wystąpić przeciwko komunistycznym zbrodniarzom. Nie wahano się natomiast przed złożeniem hołdu umieszczoną na opolskim ratuszu tablicą poświęconą 10 Sudeckiej Dywizji Pancernej im, Bohaterów Armii Radzieckiej, która niosła własnemu narodowi zniewolenie, biorąc udział w tłumieniu protestów robotniczych w 1956 roku w Poznaniu i pacyfikowaniu strajku górników kopalni „Wujek” w stanie wojennym, dywizji, która przyniosła hańbę polskiemu mundurowi najazdem na Czechosłowację w 1968 roku.

Działania tych środowisk oceniamy jako próbę wymazania z pamięci narodu niepodległościowego czynu braci Kowalczyków, których czynne przeciwstawienie się komunistycznemu terrorowi stanowi przykład bezkompromisowej walki z wrogami narodu.

Tablica upamiętniająca czyn braci Kowalczyków, który ocalił nasze miasto od hańby i wpisał je dramatycznym aktem w losy powojennej walki o wyzwolenie spod sowieckiej okupacji, powstała wysiłkiem środowisk niepodległościowych skupionych w Komitecie Honorowym, w którego skład wchodzą wybitne osobistości polskiego życia naukowego, artyści, pisarze, publicyści, księża, działacze polityczni i społeczni z całego kraju. Stanowi ona wyraz uznania dla wartości w obronie których wystąpili bracia Kowalczykowie oraz uznania znaczenia wartości duchowego i ideowego przesłania czynu braci Kowalczyków na polskiej drodze do niepodległości. Jest symbolem tożsamości pokoleń walczących z komunistycznym zniewoleniem

Jest ona jednocześnie swoistym aktem protestu przeciwko próbom wymazywania polskiej historii walki o niepodległość z pamięci przyszłych pokoleń.

Tablica upamiętniająca czyn braci Kowalczyków jest w tym kontekście wyrzutem sumienia, ale bardziej świadectwem nadziei na nadejście prawdziwej wolności w naszym kraju i mieście, którego uczelnia, władze i rozmaite środowiska żerują na kompromisie z komunistyczna przeszłością.

Tablica przekazana w godne ręce, w depozyt i pod opiekę, będzie czekała na swój czas – na nadejście prawowitej władzy i na uczciwych przedstawicieli środowiska uniwersyteckiego w naszym mieście.


Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej

 

Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarnośc” Uniwersytetu Opolskiego

 


 

Jacek Bezeg (2011-10-07)

Jest Tablica Kowalczyków! - na razie wędrowna

To właśnie dziś 6 października 2011 mija 40 lat od chwili, gdy miała miejsce historyczna eksplozja. Znaczące uderzenie przede wszystkim w pychę ówczesnej komunistycznej władzy nad naszym Narodem, bo przecież fizycznie nie ucierpiała ona wcale. I chyba ta urażona wtedy duma, do dziś nie pozwala podkulić pod siebie ogona spadkobiercom tamtych morderców. Zamiast się cieszyć, że i wtedy ocaleli (bo przecież mógł Jerzy poczekać te kilkanaście godzin), i dziś nikt ich specjalnie nie szuka, po sądach nie ciąga, chodzą po gabinetach i ...

A ludzie, którzy nie mają odwagi samodzielnie podjąć decyzji, wyciągnąć konsekwencji z tego, że ustrój wtedy panujący (albo dopiero budowany) jest w obecnie obowiązującej Konstytucji potępiony i zakazany, wysłuchują ich i potulnie stosują się do zaleceń. Jak bardzo trzeba być "elastycznym", aby odrzucić pamięć o bezkrwawo przecież protestujących "mścicielach" i tym samym stanąć po stronie tych, którzy są winni przelania krwi niewinnych? Jak bardzo trzeba być "elastycznym", aby w naszym wolnym kraju być profesorem uniwersytetu, radnym, prezydentem? Jak długo jeszcze takich "elastycznych" będziemy popierać, wybierać, tolerować na wysokich stanowiskach?
Dzięki takim "elastycznym", a jednak z innej strony twardym obywatelom naszego miasta, tablica honorująca "osoby zasłużone w walce o niepodległy byt państwa Polskiego" jest Tablicą wędrowną. Nie ma w naszym mieście należytego miejsca. Na razie.  

 

Jeszcze wczoraj wyglądało to nie najlepiej. Po prostu kawał żelastwa na podłodze warsztatu.

 

 Jednak na dziś zaplanowane były prace wykończeniowe i po ich zakończeniu zmieniła się nie do poznania.

 

Wiesław Ukleja

 Przemawiał przy niej Wiesław, a i inni pewnie by chcieli, lecz czasu nie było za wiele. Więc zrobiono tylko kilka pamiątkowych fotografii. Oto Ci, którzy wiele lat na tę chwilę pracowali.

 

Wiesław Ukleja  - Sekretarz i Antoni Klusik Skarbnik OSPN

 

 

 

Wiesław i Piotr Skrobotowicz, który kiedyś z komuną walczył, a i dziś, jak takiego spotka to stosownie potraktuje.

 

 

 

Wacław Grzybowski i Stanisław Tomczyk z uniwersyteckiej Solidarności.

 

 

 

Po pokazaniu publiczności, ponieśliśmy ją przed ołtarze, do Ukrzyżowanego i Jego Matki.

 

 


Ojciec Eryk, który sprawował Przenajświętszą Ofiarę okazał się człowiekiem dobrze poinformowanym o intencjach jakimi kierowali się Jerzy i Ryszard Kowalczykowie, oraz rozumiejącym, że nie jest dobrze strzelać do polskich robotników. Nie mówił, że sprawa tablicy jest wątpliwa, nieczysta czy kontrowersyjna. Obyśmy takich mieli biskupów.

 

 

 

Pomodlił się, pokropił i pobłogosławił. A potem ruszyliśmy do miejsca sekretnego, gdzie poczeka ona na lepsze czasy. Na czasy Sprawiedliwości, Wolności i zrozumienia co w naszej historii było chwalebne, a czym raczej chwalić się nie należy.

 

 

Zobacz też:    http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=554

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=551

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=552

  http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=542

 

 

Jacek Bezeg (2011-09-27)

 Wyrok w sprawie Antoniego Klusika

 27 września 2011 odczytano w Sądzie Okręgowym w Opolu wyrok w sprawie z powództwa AGORA S.A. przeciwko Antoniemu Klusikowi o naruszenie dóbr osobistych. Tak jak się spodziewaliśmy Sąd nakazał, aby wydawca gazety wyborczej został przeproszony za nazwanie jej "organizacją przestępczą i wrogą naszej cywilizacji". Przeprosiny należy zamieścić nie tylko na jej łamach (na drugiej stronie), ale i na falach eteru. Antoni ma wykupić fragment audycji Radia Opole, "Loża radiowa" aby i tam opublikować świadectwo swojej omylności, a wielkiej uczciwości gazety. Dodatkowo Sąd nakazał mu zapłatę Agorze kwoty 600 zł tytułem zwrotu opłaty sądowej, oraz 360 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego .

W uzasadnieniu wyroku usłyszeliśmy, że pozwany nie wskazał, ani nie udowodnił przestępczej działalności powódki oraz jej wrogości w stosunku do naszej cywilizacji. Nie dziwi to wziąwszy pod uwagę ilość dowodów przedstawionych przez Antoniego i jego obrońcę, a odrzuconych przez Sąd. Czy w tego rodzaju sprawie Sądowi powinno przysługiwać takie prawo? Poruszając kwestie cywilizacyjne wchodzimy w sferę światopoglądową. Na terenie naszego kraju, tak jak w całej Europie, spotykają się ze sobą różne cywilizacje i z ich definicji wynika wzajemna wrogość. Wyznawca jednego światopoglądu musi automatycznie być przeciwnikiem innych, chyba że światopoglądu nie wyznaje szczerze w swym sercu, a tylko "dał się zapisać". Tak rozumiana "obowiązkowa wrogość" przedstawicieli innych cywilizacji wobec cywilizacji łacińskiej w jakiej wyrośliśmy nie jest oceną pejoratywną, a tylko prostym stwierdzeniem faktu. Nie wymaga przeprosin.
Dowody były odrzucane najprawdopodobniej z tego powodu, że nie uznano ich za dowody popełnienia przestępstw w rozumieniu Kodeksu Karnego. Lecz jeśli Sąd nie oddalił tego powództwa AGORY, powództwa jako się rzekło zahaczającego o problematykę światopoglądową, to powinien wziąć pod uwagę, że oprócz przestępstw tam opisanych są jeszcze inne, opisane w Dekalogu czy w kodeksach nie spisanych, a przecież znane nam dobrze. Podobnie jak oprócz przestępstw, za które wydano już prawomocne wyroki, istnieją i takie, które dopiero powinny się stać przedmiotem zainteresowania prokuratury. Czy pozwany nie powinien mieć okazji wyjaśnienia Sądowi i publiczności, na jakiej podstawie doszedł do przekonania, za wypowiedzenie którego jest sądzony? Czy naprawdę Sądu nie interesuje odpowiedź na zasadnicze pytanie: "Dlaczego on to zrobił?"
Jeśli nie, to na jakiej podstawie ocenia działania pozwanego i wyrokuje?

 

 zobacz też:

 http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=559

Jacek Bezeg (2011-09-24)

Barut - 65 lat później

    W tych dniach mija 65 lat od chwili gdy w uroczysku Hubertus w pobliżu wsi Barut funkcjonariusze NKWD wraz z kolegami z Urzędu Bezpieczeństwa popełnili jedną ze swych wielu zbrodni. Podstępne zamordowanie około 150 żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych poczytywali sobie za wielki sukces. Mogą być zadowoleni także i dziś, bo o ile zbrodnie popełnione przez niemiecką III Rzeszę nie ulegają przedawnieniu, to wyczyny komunistów, pomimo że działali oni jednak na większą skalę, nie doczekały się podobnego "uznania" przez międzynarodowe prawa. Zbrodnia ta, w PRL skazana na zapomnienie, zapomniana jednak nie została. Z roku na rok obchody są bardziej okazałe. Przybywają nawet osoby, które jeszcze nie tak dawno o NSZ wyrażały się jak najgorzej. Może to z obawy o ich odczucia nazwa tej formacji nie była specjalnie podkreślana w czasie uroczystości. Trudno, żyjemy w czasach przesadnej uprzejmości. Obyśmy się tylko nie doczekali posunięć idących dużo dalej.


Po powitaniu zebranych przez gospodarza terenu rozpoczęła się Msza Święta.

 

Modliliśmy się za dusze pomordowanych i o to, aby tamte czasy nie wróciły.

 

 
Potem był Apel Poległych, a następnie złożono pod Krzyżem Partyzanckim wieńce i wiązanki kwiatów. 
 

 

Chyba najważniejsze były te od mieszkańców terenu gdzie walczyl oddział Henryka Flame "Bartka".

 

 

Byliśmy tam i my z przyjaciółmi.

 

Jacek Dytkowski (2011-09-21)
Publicznych przeprosin domaga się Agora SA, wydawca "Gazety Wyborczej", od Antoniego Klusika, działacza Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej. Na wczorajszej rozprawie strona powodowa odstąpiła jednak od ukarania Klusika dodatkowo wpłatą 5 tys. zł na cel charytatywny
Jerzy Łysiak (2011-09-11)

Coś się stało, coś pękło, na razie nie znamy kulis, ale fakty są takie. 10 września 2011 roki, w Opolu kandydat na posła z opozycyjnej partii został zatrzymany w trakcie manifestacji pod zarzutem, że była ona nielegalna.
http://www.ngopole.pl/2011/09/10/patryk-jaki-zatrzymany-przez-sluzby-operacyjne/

Radny Patryk Jaki, człowiek bez wątpienia nie byle jaki, znany, z pierwszych stron lokalnych gazet został w biały dzień wyrwany spośród przyjaciół podstępem przez cywilnych funkcjonariuszy i siłą wprowadzony do „czarnej wołgi”. Gdyby nie interwencja tłumu byłby bez wątpienia zawieziony na posterunek policji, zatrzymany, przesłuchany, być może pobity, a później oskarżony nie tylko o organizowanie nielegalnego zgromadzenia, ale także o bicie funkcjonariuszy, o zdemolowanie posterunku… Ten scenariusz jest oczywisty dla każdego kto, tak jak ja, ma lat wystarczająco dużo, aby znać te metody z osobistego doświadczenia, kto z autopsji zna działanie „służb mundurowych” sprzed lat kilkudziesięciu.

Jeszcze niedawno wydawało się, że tamte ponure czasy komunistycznego reżimu nie wrócą. Choć były symptomy: bezczelność propagandy, kłamstwo gazet, radia, telewizji, ale, mówiono, to jednak nie to samo. A to jest to samo, tylko metody inne. Ponieważ jednak ludzie okazali się ci sami – u nas, w Opolu, to ciągle te same „służby mundurowe”, które wczoraj zabroniły prezydentowi Zembaczyńskiemu umieścić na ratuszu tablicę upamiętniającą wysadzenie Auli WSP w proteście przeciw komunistycznym mordom na Wybrzeżu pamiętnego Grudnia 1970 r., dziś wróciły nawet do tych samych co za komuny metod.

Historia zatoczyła koło!

Dla mnie to nie nowina, ale młodzi, zwłaszcza ci dobrze wykształceni, z dużych miast, też niech to przeżyją: Z jednej strony nielegalne zgromadzenia, z drugiej akademie, odznaczenia dla wysługujących się władzy, z jednej szeptanka zaplutych moherowych karłów, z drugiej strony nowoczesna poprawna informacja Gazety Wyborczej, TVN, Polsatu, TVP, z jednej strony wieczne narzekania na służbę zdrowia, na drogi, na oświatę, z drugiej zaś pochylanie się z troską nad każdym obywatelem, jeśli tylko stwierdzi się, że myśli on poprawnie, że ma właściwy, pozytywny stosunek do władz. No ileż ta władza zdoła udźwignąć troski, tej dbałości, tego przekonywania, tego ciągłego pochylania się. Stąd i tylko stąd twarde zasady prawa: jest wolność i demokracja, każdy może robić i myśleć co chce, byle to tylko było politycznie poprawne.

Nadchodzą wybory. Pan Patryk Jaki jest młody, konsekwencje nielegalnych zgromadzeń w dawnych niedemokratycznych czasach mógł poznawać tylko z lektury lub opowieści starszych. Jeśli zostanie posłem, czego mu życzę, bo wydaje się autentycznym społecznikiem – dobrze, że będzie miał takie doświadczenie.

A tych dwieście osób uczestniczących w Marszu Pamięci, którzy byli świadkami tamtego „triumfu” wolności, swobód obywatelskich, jakie oni wyciągną wnioski? A ta młoda dziewczyna (Dominikę znam osobiście i chylę nisko przed nią czoło), która już kolejny raz taszczyła ten większy chyba od siebie samej obraz z portretem nowych Świętych Narodu Polskiego: Pary Prezydenckiej uosabiającej wszystkie ofiary Katastrofy Smoleńskiej, której ten obraz, dla niej relikwię, zbezczeszczono, jakie ona wyciągnie wnioski, a jej rodzice? Czy wszyscy oni ulegną zastraszeniu, powiedzą sobie: dość ryzyka, po co mi to wszystko, więcej nie pójdę na takie zgromadzenie, czy też przeciwnie, po tym odkryciu prawdziwego oblicza władania sitwy Platformy Obywatelskiej, owej obecnej Tuskolandii, która zaczęła się grubą kreską i „siłą spokoju”, zaczną przemyśliwać o nowych, skutecznych metodach walki.

Nadchodzą wybory. Odbywać się będą zarówno w obliczu takich spektakli jak ten z opolskiego Marszu Pamięci, jak i przede wszystkim przemożnej propagandy medialnej. Czy zdołamy je wygrać?, czy wygramy je tak, aby rządzić samodzielnie, bez potrzeby wchodzenia w jakąś bezsensowną koalicję…

Jeśli nie, czeka nas długa droga. Długa i ciernista. Czeka nas wiele goryczy, trudów. Być może zatrzymań, więzień, kto wie, może też skrytych mordów (samobójstw), pobić. Dla wielu zaś bezrobocia, upokorzeń. Kto wie…

Dla nas, Polaków, to nic nowego, jednak niech ta perspektywa będzie argumentem. Musimy wygrać i wygramy! Chodzi jednak o to, aby wygrać już teraz!
Piotr Szubarczyk (2011-08-27)

Pamiętajmy o "Ince"

NASZ DZIENNIK  Sobota-Niedziela, 27 sierpnia 2011, Nr 199 (4130)

Piotr Szubarczyk, Biuro Edukacji Publicznej Oddziału Gdańskiego IPN

W niedzielę mija 65. rocznica śmierci siedemnastoletniej sanitariuszki Armii Krajowej Danuty Siedzikówny "Inki" (ur. 3 IX 1928 r., zm. 28 VIII 1946 r.).
Umierała w gdańskim więzieniu na sześć dni przed 18. urodzinami, skazana na śmierć z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku. Pluton egzekucyjny, złożony z młodych żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wystrzelił sto nabojów z odległości trzech kroków. Żaden nawet nie drasnął dziewczyny. Kabewiacy rozumieli, że to zwykły mord sądowy i zemsta Urzędu Bezpieczeństwa. "Inkę" zabił obecny na egzekucji funkcjonariusz UB strzałem w głowę z najbliższej odległości. Danka - "Inka" wstąpiła do Armii Krajowej jako szesnastolatka, w roku 1943. Jej rodzice już w tym czasie nie żyli. Matka za pracę w siatce terenowej AK została zamordowana przez Niemców w podbiałostockim lesie i pogrzebana w nieznanym miejscu. Ojciec, żołnierz gen. Władysława Andersa, przedtem więzień w sowieckiej kopalni, umarł na szlaku i został pochowany na polskim cmentarzu w Teheranie. Danka miała świadomość tego, że Polska sowiecka, instalowana od roku 1944, nie jest tą Polską, o której opowiadali jej rodzice i z której byli dumni. Przystąpiła jako sanitariuszka do oddziału partyzantki antykomunistycznej, do szwadronu 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowodzonego przez Zdzisława Badochę "Żelaznego" (poległego w czerwcu 1946 r. w starciu z UB), potem przez Olgierda Christę "Leszka". Wykazała się wyjątkową odpornością na trudy partyzanckiego życia i ofiarnością jako sanitariuszka. Gdy trzeba było, opatrywała także rannego w potyczce ze szwadronem milicjanta. Została skazana przez sowiecką propagandę w Polsce na wieczne zapomnienie, ale po roku 1990 przywrócono pamięć o niej. Gdański Sąd Okręgowy unieważnił wyrok sprzed lat, dowodząc, że "Inka" została zamordowana za walkę o niepodległy byt Polski, a nie z powodu rzekomych przestępstw. Duża jest zasługa prezydenta i radnych miasta Sopotu w ratowaniu pamięci o "Ince". Radni nadali skwerowi przy ul. Armii Krajowej w Sopocie (znamienne: dawniej Armii Czerwonej) imię sanitariuszki "Inki". Wystawili też jej kamienny obelisk niedaleko pięknego pomnika AK. Prezydent Sopotu pomógł znacząco producentom spektaklu TVP "Inka 1946", dzięki któremu postać sanitariuszki stała się znana w całej Polsce. Jutro, 28 sierpnia, przy kamieniu "Inki" zapłoną znicze. Nazajutrz, w poniedziałek, 29 sierpnia, o godz. 13.00 pod obeliskiem odbędzie się uroczysty apel, współorganizowany przez władze miasta Sopotu i Biuro Edukacji Publicznej Oddziału Gdańskiego IPN. Prosimy wszystkich, którym bliska jest pamięć o "żołnierzach wyklętych" i o dzielnej sanitariuszce, by uczestniczyli w tym apelu, zapalili swoje światło pamięci. Uratowaliśmy pamięć o "Ince", niech ta pamięć zostanie przeniesiona w następne pokolenia!

www.naszdziennik.pl

W niedzielę mija 65. rocznica śmierci siedemnastoletniej sanitariuszki Armii Krajowej Danuty Siedzikówny "Inki" (ur. 3 IX 1928 r., zm. 28 VIII 1946 r.).
Umierała w gdańskim więzieniu na sześć dni przed 18. urodzinami, skazana na śmierć z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku. Pluton egzekucyjny, złożony z młodych żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wystrzelił sto nabojów z odległości trzech kroków. Żaden nawet nie drasnął dziewczyny. Kabewiacy rozumieli, że to zwykły mord sądowy i zemsta Urzędu Bezpieczeństwa. "Inkę" zabił obecny na egzekucji funkcjonariusz UB strzałem w głowę z najbliższej odległości. Danka - "Inka" wstąpiła do Armii Krajowej jako szesnastolatka, w roku 1943. Jej rodzice już w tym czasie nie żyli. Matka za pracę w siatce terenowej AK została zamordowana przez Niemców w podbiałostockim lesie i pogrzebana w nieznanym miejscu. Ojciec, żołnierz gen. Władysława Andersa, przedtem więzień w sowieckiej kopalni, umarł na szlaku i został pochowany na polskim cmentarzu w Teheranie. Danka miała świadomość tego, że Polska sowiecka, instalowana od roku 1944, nie jest tą Polską, o której opowiadali jej rodzice i z której byli dumni. Przystąpiła jako sanitariuszka do oddziału partyzantki antykomunistycznej, do szwadronu 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowodzonego przez Zdzisława Badochę "Żelaznego" (poległego w czerwcu 1946 r. w starciu z UB), potem przez Olgierda Christę "Leszka". Wykazała się wyjątkową odpornością na trudy partyzanckiego życia i ofiarnością jako sanitariuszka. Gdy trzeba było, opatrywała także rannego w potyczce ze szwadronem milicjanta. Została skazana przez sowiecką propagandę w Polsce na wieczne zapomnienie, ale po roku 1990 przywrócono pamięć o niej. Gdański Sąd Okręgowy unieważnił wyrok sprzed lat, dowodząc, że "Inka" została zamordowana za walkę o niepodległy byt Polski, a nie z powodu rzekomych przestępstw. Duża jest zasługa prezydenta i radnych miasta Sopotu w ratowaniu pamięci o "Ince". Radni nadali skwerowi przy ul. Armii Krajowej w Sopocie (znamienne: dawniej Armii Czerwonej) imię sanitariuszki "Inki". Wystawili też jej kamienny obelisk niedaleko pięknego pomnika AK. Prezydent Sopotu pomógł znacząco producentom spektaklu TVP "Inka 1946", dzięki któremu postać sanitariuszki stała się znana w całej Polsce. Jutro, 28 sierpnia, przy kamieniu "Inki" zapłoną znicze. Nazajutrz, w poniedziałek, 29 sierpnia, o godz. 13.00 pod obeliskiem odbędzie się uroczysty apel, współorganizowany przez władze miasta Sopotu i Biuro Edukacji Publicznej Oddziału Gdańskiego IPN. Prosimy wszystkich, którym bliska jest pamięć o "żołnierzach wyklętych" i o dzielnej sanitariuszce, by uczestniczyli w tym apelu, zapalili swoje światło pamięci. Uratowaliśmy pamięć o "Ince", niech ta pamięć zostanie przeniesiona w następne pokolenia!

www.naszdziennik.pl

 otrzymane mailem

foto:  

http://demotywatory.pl/986133/Danuta-Siedzikowna-ps.-Inka
(2011-08-27)

Sławomir Cenckiewicz dla wPolityce.pl o uhonorowania braci Kowalczyków: „Zostań apostołem tej sprawy”

Zdumiony zmianą stanowiska prezydenta Opola Ryszarda Zembaczyńskiego w sprawie upamiętnienia 40-rocznicy wysadzenia przez braci Jerzego i Ryszarda Kowalczyków auli opolskiej WSP, w której świętować mieli funkcjonariusze MO i SB – kaci Trójmiasta, Elbląga i Szczecina z Grudnia ’70, pragnę zaapelować do wszystkich ludzi dobrej woli o solidarny protest w tej sprawie.

Prawda o samotnym i desperackim akcie Kowalczyków poruszonych masakrą Grudnia ’70 jeszcze raz wymaga od nas działania tym bardziej, że jak informuje Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej, odsłonięcie pamiątkowej tablicy udaremnili ludzie dawnego reżimu, w których głos protestu wsłuchał się prezydent Zembaczyński.

Wzorem lat 70-tych powinniśmy wszyscy zaprotestować pisząc indywidualne i zbiorowe listy protestacyjne do prezydenta Opola, nagłaśniając sprawę w mediach i środowiskach opiniotwórczych, wśród parlamentarzystów i duchownych. Odwołując się do słów Jana Józefa Lipskiego stańmy się „apostołami tej sprawy”!

Wspominając czasy obrony Kowalczyków Lipski mówił:

„Ponieważ w tym wypadku chodziło o karę śmierci, zorganizowaliśmy akcję pisania listów indywidualnych. Kogokowliek bliżej znałem, namawiałem żeby wysłał z list z własną, wszystko jedno jaką argumentacją. Podawałem mu tylko realia, z którymi sam dobrze się zapoznałem, i mówiłem: „Zostań apostołem tej sprawy i w gronie znajomych namawiaj każdego, żeby zrobił podobnie”. To chwyciło, wielu ludzi było oburzonych wyrokiem śmierci. Prawdopodobnie niektórzy pisali z własnej potrzeby, ale myślę, że bez naszej pracy nie byłoby tych listów aż tyle (według uzyskanych przez nas informacji – około czterdziestu tysięcy). Inna sprawa, że ludzie chętniej pisali, bo prywatnego listu z apelem humanitarnym człowiek się mniej obawia niż listu zbiorowego. To był dobry pomysł, żeby pisać indywidualnie” (cyt. za: Niepokorni. Rozmowy o Komitecie Obrony Robotników. Relacje członków i współpracowników Komitetu Obrony Robotników zebrane w 1981 r. przez A. Friszke i A. Paczkowskiego, Kraków 2008, s. 32-33).

„Tak chciałabym, aby można przywrócić honor braciom Kowalczykom” – powtarzała często Anna Walentynowicz.

Sprawa wmurowania pamiątkowej tablicy na ścianie opolskiego ratusza to jeden z etapów na tej drodze.