Jacek Dytkowski (2011-12-17)
"Wyborcza" jednak "wroga naszej cywilizacji"

Nieoczekiwany obrót sprawy Agora S.A., wydawcy "Gazety Wyborczej", vs. Antoni Klusik. Wprawdzie sąd apelacyjny podtrzymał wyrok pierwszej instancji o konieczności przeprosin za nazwanie "Gazety" "organizacją przestępczą", ale uchylił takie zobowiązanie w stosunku do drugiego stwierdzenia, a mianowicie, że jest ona "wroga naszej cywilizacji".

Oskarżony przez Agorę Antoni Klusik, działacz Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, nie ukrywa satysfakcji z orzeczenia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Wprawdzie Sąd Okręgowy w Opolu skazał go na publikację przeprosin w lokalnych mediach za nazwanie "GW" "organizacją przestępczą i wrogą naszej cywilizacji", ale apelacja tylko w przypadku pierwszego z tych określeń podtrzymała wyrok. - Zgodnie z wyrokiem można będzie mówić, że to pismo jest wrogie naszej cywilizacji - informuje Klusik. Zaznacza, że walka o wolność dotyczy także swobody wypowiedzi. - Dobrze, że sąd zauważył, że mamy prawo nazwać siebie, iż reprezentujemy inną cywilizację niż "Wyborcza" - dodaje.

Jego pełnomocnik, mecenas Alicja Nabzdyk potwierdza, że zarzuty Agory zostały odrzucone w połowie przez sąd apelacyjny. - Ponieważ wskazałam, że wypowiedź mojego klienta o "naszej cywilizacji" jest czystą oceną i nie może stanowić zniewagi ani naruszenia dóbr osobistych, więc udało się usunąć ten fragment jako objęty zarzutem. Miało to taki wpływ na całość sprawy, że nie zostaliśmy obciążeni kosztami apelacji. Czyli pozostały do spłacenia te z pierwszej instancji - twierdzi adwokat. Jej zdaniem, pozostaje jednak w mocy orzeczenie obligujące do publikacji przeprosin za "organizację przestępczą". - Występuję teraz o uzasadnienie wyroku i wtedy podejmiemy decyzję, co dalej robić - konkluduje mecenas.
Klusik wypowiedział zaskarżone przez Agorę słowa na konferencji prasowej w październiku ubiegłego roku. Była to jego reakcja na artykuły w opolskiej mutacji "GW", w których oskarżono jego rodzinę o wykorzystywanie polityczne śmierci jego brata - Jana Klusika. Ten ostatni zmarł około miesiąca po poturbowaniu 15 sierpnia 2010 r. przez tzw. przeciwników krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Badająca sprawę prokuratura opolska wykluczyła jednak bezpośredni związek pomiędzy tym wydarzeniem a późniejszym zgonem Klusika.

Jacek Dytkowski


ze strony:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111217&typ=po&id=po25.txt

wstawił J. Łysiak (2011-12-13)
W ramach zorganizowanych 13 grudnia br. przez Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej wraz z Klubem Gazety Polskiej, Wszechnicą „Solidarności” KZ NSZZ „S” Uniwersytetu Opolskiego, Posłem Patrykiem Jakim, Opolską Brygadą ONR, Forum Młodych PiS w Opolu, z patronatem medialnym: Kwartalnika „Historia Lokalna”, „Niezależnej Gazety Obywatelskiej” obchodów 30 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego odbyła się w rynku przed wejściem do opolskiego ratusza pikieta która zgromadziła ponad setkę manifestantów. Patriotyczny charakter zgromadzenia symbolizowały liczne sztandary narodowe i odśpiewany na jej zakończenie gromkimi głosami hymn państwowy. Przemawiał Tomasz Greniach (ONR), Tomasz Kwiatek (naczelny redaktor NGO) oraz Wiesław Ukleja (OSPN). Tekst jego krótkiego, acz niezwykle wyrazistego w wymowie wystąpienia zamieszczamy poniżej.

Wydana przed trzydziestu laty wojna przeciwko powstaniu narodowemu, jakim było powstanie społecznego ruchu „Solidarność”, była wojną ze świadomym dążeniem narodu do prawdy, wojną prowadzoną rozmaitymi środkami, od militarnych poczynając, a skończywszy na propagandzie. Ten niezwykle ważny element zniewolenia narodu opierał się na cenzurze, kłamstwie, przemilczeniu, manipulacjach informacjami i interpretacji rzeczywistości. Zaporę przeciwko kłamstwu stanowiły wolne media w postaci nieprzeliczonych wydawnictw podziemnych ukazujących się w całym kraju i łamiących monopol informacyjny komunistycznego państwa.

Pomimo wielu różnic formalnych dzisiejsza sytuacja do złudzenia przypomina tamtą. Media publiczne, pozbawione co prawda kagańca cenzury, same wewnętrznie nadają ton bieżącej propagandzie, która ma legitymizować działania rządzących nie poddawanych rzetelnej krytyce. Media te, podobnie, jak wówczas biorą udział w zakłamywaniu rzeczywistości. Podobnie, jak wówczas społeczeństwo musi wychodzić na ulicę, by przedstawiać swoje racje, pokazywać, jak liczne jest niezadowolenie społeczne i przekazywać niezależne informacje za pomocą tzw. drugiego, nieoficjalnego obiegu.

Jednym z ostatnich jaskrawych przykładów zakłamywania rzeczywistości są medialne kłamstwa i manipulacje dotyczące Marszu Niepodległości z 11 listopada br., którego przebieg przedstawiono w fałszywym świetle, całkowicie pomijając ogromne poparcie i udział dziesiątków tysięcy uczestników.

Podobnie jak przed trzydziestu laty środowiska patriotyczne i przeciwników systemu oficjalne media określają uwłaczającymi epitetami, by zrazić do nich opinię publiczną i zastraszyć społeczeństwo przed ich popieraniem. Obelgi pod adresem Polaków świętujących największe święto państwowe i nazywanie ich faszystami stawia autorów i powielające je media po stronnie zaprzaństwa i obozu zdrady narodowej.

Podobieństwa, o których tu mowa nie są niestety przypadkowe. Dzisiejszy, chory byt państwowy, zrodzony z porozumienia oprawców z ugodowym nurtem politycznej opozycji, który w sposób uzurpatorski przejął wraz z komunistami w 1989 roku władzę w Polsce, oparty został u swych podstaw na kłamstwie i przemilczeniu zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Zamiast rozliczenia haniebnej przeszłości i rozwiązania wrogich Polsce, zbrodniczych instytucji i osób, pozwolono im bez uszczerbku zainstalować się w organizmie nowego bytu politycznego. W miejsce odpowiedzialności za zdradę, III RP honoruje ich zaszczytnymi funkcjami w państwie, a premier tego dziwnego tworu nazywa polskość nienormalnością. Z tego źródła wywodzi się również reprezentowana przez państwo pogarda dla patriotyzmu, tradycji i wiary. Nic dziwnego, że państwo, którego mit założycielski oparł się na ochronie zbrodniarzy, bierze udział w dławieniu prawdy i walce z jej nieodłącznymi symbolami, takimi jak wiara i krzyż.

Nic dziwnego, że w takim państwie wrogiem suwerenności staje się minister spraw zagranicznych, a jej obrońcami zostają zwykli obywatele, a nawet kibice piłkarscy.

Są to dostatecznie alarmujące sygnały, by Polacy zaczęli budować państwo własnymi rękami od nowa, a prawda o Marszu Niepodległości przypominana w tragiczną trzydziestą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego ma służyć uświadomieniu tej potrzeby i budzeniu wiary we własne siły.

Wiesław Ukleja

 

 
Wiesław Ukleja (2011-12-13)

(przemówienie Wiesława Uklei przy pomniku Męczennika wygłoszone z okazji 30 rocznicy stanu wojennego)

Pan da siłę swojemu ludowi. Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju – mówią słowa psalmu. Pan dał swojemu ludowi kapłana, którego siła ducha była tak wielka, że wróg musiał go zabić, by siłę tego ludu poskromić.

W trzydziestą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego stoimy przed pomnikiem męczennika i patrioty – błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Będzie on dzisiaj poświęcony, a święte szczątki poległego za sprawę wiary i miłości ojczyzny zostaną na zawsze w Opolskiej Katedrze, by dawać świadectwo jego męczeńskiej śmierci.

Wracając pamięcią do tamtych dni trzeba jednak odnaleźć często zapominaną lub celowo zniekształcaną istotę przesłania, które pozostawił nam ten niewątpliwy bohater stanu wojennego. Poświęcił On własne życie dla Boga, Honoru i Ojczyzny. Dla tych wartości poświęcał się nie bacząc na niebezpieczeństwa. Nie chcemy, by jego kult stal się martwą litera, albo fałszywą dźwięczał nutą – nutą poddaństwa i rezygnacji z walki ze złem, do której święty męczennik zagrzewał Polaków w czasach słusznie nazywanych czasami pogardy. Niezłomny kapłan nigdy nie uległ i nie dał się zastraszyć. Nie dał sprzeniewierzyć tych wartości i był bezprzykładnym wzorem, wskazywanym i naśladowanym przez wielu.

Stan wojenny wprowadzono, by złamać solidarne powstanie narodu wymierzone przeciwko sowieckiej okupacji. Z tego samego powodu zabito księdza, który stał się niezłomnym symbolem walki na śmierć i życie ze złem symbolizowanym przez bezbożny i zbrodniczy komunizm. Jego odwaga dawała odwagę słabym i pozbawionym nadziei. Dawała nieopisaną siłę narodowi. Z tym pasterzem naród bez trwogi szedłby do zwycięstwa. Takiego przeciwnika nie dało się pokonać milicyjną pałką ani karabinem.

Komunistyczni zbrodniarze, sprawcy stanu wojennego wiedzieli, że tacy jak On nie uczestniczą w kłamstwie, a naród, który liczy się z opinią swych duchowych przywódców również nie wyrazi zgody na fałsz i zakłamanie.

Gdy w 1989 roku zdrajcy odpowiedzialni za zdławienie solidarnościowego powstania narodu polskiego, kierujący zbrodniczym aparatem represji, wystąpili z operacyjnym planem porozumienia przy okrągłym stole, zbrodnia dokonana na księdzu Jerzym Popiełuszce i na innych ofiarach stanu wojennego stała na przeszkodzie porozumienia ze sprawcami tej zbrodni i zdrajcami ojczyzny. By zasiąść z nimi wspólnie przy okrągłym stole, współtwórcy nowego podziału władzy, zwanego transformacją systemową, musieli zdjąć ze zbrodniarzy odpowiedzialność za bestialski mord na księdzu Jerzym. Wmówiono społeczeństwu, że wielkoduszność kapłana „Solidarności” usprawiedliwiać ma ich postawę bezrefleksyjnego wybaczenia i zapewnienia bezkarności dla mocodawców zbrodni. W ten sposób powstał mit założycielski III RP, u którego podstaw legł okrutny mord dokonany na księdzu Jerzym Popiełuszce. Na potrzebę tego mitu stworzono fałszywy wizerunek przesłania, które przyświecało świętemu męczennikowi. Słyszy się dziś zawołanie „zło dobrem zwyciężaj” jako synonim bezkarności i równych praw dla zbrodniarzy i przyzwoitych obywateli. To fałszywe przeslanie odzierające ks. Jerzego z godności i chrześcijańskiego wymiaru odpowiedzialności za grzech stało się oficjalnym usprawiedliwieniem porozumienia nad ofiarą zbrodni.

Zgoda na kłamstwo i przemilczenie odpowiedzialności za zbrodnie doprowadziły w swojej skrajnej postaci do nobilitacji zdrajców ojczyzny. Miast wisieć na gałęzi, na naszych oczach sprawca masakry robotników Wybrzeża w 1970 roku i autor stanu wojennego obdarowany został przez III RP zaszczytami i udziałem w sprawowaniu kontroli nad bezpieczeństwem państwa. Nic dziwnego, że państwo oparte na zbrodni i zdradzie nie dba o wartości ważne dla całego społeczeństwa i narodu, że nie dba o jego suwerenny byt, a przywódcy gotowi są dla kilku srebrników sprzedać naszą niepodległość. Nie dziwi, że w miejsce trwałych zasad moralnych dopuszcza ono do wojny z symbolami religijnymi i wiarą. W miejsce takiej pustki moralnej musi powstać inna religia - antyreligia oparta na psedowartościach i antywartościach. Ma ona na wskroś świecki charakter, opiera się na antyświętościach serwowanych społeczeństwu z antyambony i zastępujących niezbędne poczucie nieomylności i wypieranego ze świadomości społecznej absolutu. Na naszych oczach nawet w Kościele dokonuje się swoista schizma akceptująca odstępstwo od zasad i tolerancję dla zła. Myślenie i trzeźwy osąd moralny wypierane są przez ślepą wiarę w politycznych błaznów, składających obietnice bez pokrycia.

Dlatego naszą elementarną powinnością wobec księdza Jerzego i jego ofiary powinno być domaganie się prawdy i sprawiedliwości, a nieustającym żądaniem powinno być rozliczenie sprawców odpowiedzialnych za kierowanie przestępczą działalnością, pozbawienie ich praw publicznych, i surowy wymiar kary.

Spotykamy się tu, co roku nad symbolicznym grobem, dziś przy pomniku, błogosławionego księdza Jerzego, by nie zapomnieć o jego ofierze i męczeńskiej śmierci, którą chcemy czcić jako wzór świętości, męstwa, bezkompromisowego głoszenia prawdy i umiłowania ojczyzny.

Nie chcemy, by dziś po trzydziestu latach od wprowadzenia stanu wojennego przykład heroizmu i świętości błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki stał się wyłącznie symbolem ofiary. Powinien być przykładem zwycięstwa odwagi nad lękiem, prawdy nad fałszem, miłości ojczyzny nad zdradą i być drogowskazem dla naszej nieustającej walki o wolną i niepodległą Polskę.

 

Jerzy Łysiak (2011-12-12)

W zaproszeniu na oficjalne miejsko-wojewódzkie spotkanie upamiętniające 30 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego prezydent Opola Ryszard Zembaczyński i marszałek województwa Józef Sebesta nominowali Jana Całkę na „przywódcę opozycjonistów w województwie opolskim w czasie stanu wojennego” i powierzyli mu, jako przywódcy, na tym spotkaniu wystąpienie okolicznościowe.  

 Ponieważ stan wojenny skończył się już dawno, nominacja jest chyba trochę spóźniona, choć pamiętając zasługi Jana Całki w odtwarzaniu nowej, już całkowicie słusznej, jak się to dzisiaj mówi poprawnej, „Solidarności”, kierowanej przez innych, na nowo starannie i poprawnie dobranych ludzi chyba całkowicie zrozumiała i zasłużona. W końcu osiągnęliśmy już przecież ten etap dziejowy, gdzie wszystko się doskonale układa i zazębia, wszystko do siebie pasuje i chodzi jak w zegarku, a jeśli jakiś element do innych nie przystaje, to się go trochę poprawi, tu doda, tam ujmie i nie ma sprawy. Prawda?

 Jan Całka zaś przywódcą opozycjonistów nie był z tej prostej przyczyny, że on w ogóle nigdy nie był opozycjonistą. Nie miał takiej natury. I nadal chyba nie ma, bo np. w czasie organizowanego w maju tego roku przez opozycjonistów opolskiego Marszu Niepodległości stał w grupie policjantów, nie manifestantów.  

 W pierwszych miesiącach internowania i owszem, chodził po naszych rodzinach roznosząc smalec, dżem, czy inną pomoc i informacje oraz oferując nawiązywanie kontaktów, spotykało się to jednak ze zrozumiałą nieufnością, a nawet z zarzutami o naiwną nieostrożność i narażanie siebie i innych na represje. Jest taki działacz „Solidarności” zarówno z czasu „karnawału wolności”, jak również stanu wojennego, jak najbardziej opozycjonista właśnie, przywódca „Solidarności”, choć ani nie pracowniczej, ani nie rzemieślniczej, w stanie wojennym zaś jeden z założycieli we Wrocławiu „Solidarności Walczącej”. Powątpiewał on w uczciwe intencje Jana Całki, doszukiwał się dowodów, obszernie to opisywał i starał się swoją opinię udowodnić. Uznawał bowiem za konieczne ostrzegać przed nim. W czasie, gdy Całka był już pierwszym przewodniczącym (razem z niejakim Kobiałką, tym od Komitetów Obywatelskich, on już nie żyje i kto go dzisiaj pamięta?) nowej, odrodzonej, a raczej wyrodzonej z dawnej, jak to mówiono, ekstremy, „Solidarności”, wytoczono mu proces. Sąd kapturowy nie dopuścił żadnego dowodu i tym sposobem był on bodaj pierwszym skazanym za tego rodzaju domysły, za dochodzenie prawdy. W rzekomo wyzwolonej III RP zbyt uporczywe, namolne doszukiwanie się prawdy uznano już wówczas za politycznie niepoprawne, społecznie szkodliwe i absolutnie zabronione.

 Zaś Jan Całka wtedy był już przywódcą i to takim, że ho, ho!, To właśnie uwzględnił Sąd, uznając chyba, że powątpiewanie w kryształowość takiego przywódcy jest czymś niedopuszczalnym. On to przecież zbudował strukturę władzy, która w niezmienionym podstawowym zrębie funkcjonuje do dziś. Tak, tak, szanowni czytelnicy To wszystko on! Aż trudno uwierzyć, ale nuże, wysilcie się trochę, pogrzebcie w pamięci, czyż nie tak to było? Że mu w tym ktoś musiał pomagać?, że on nie mógł tak sam, z siebie? To go zapytajcie, kto mu doradzał, kogo słuchał. Powie wam na pewno. 

 Zatem czyż Janowi Całce nie należy się splendor, uznanie, czyż można powątpiewać, że był przywódcą?  

Ale przywódcą opozycjonistów jednak nie był!

Więc, panie prezydencie Zembaczyński, panie marszałku Sebesto, wybaczą panowie, ale proszę do mojego towarzystwa tego pana nie włączać, ja sobie tego nie życzę. Ja się w wasze towarzystwo nie wpycham, nigdy tego nie potrzebowałem, a i wam nie byłoby to na pewno w smak. Zatem, niech już tak zostanie: wy tam, ze swoimi stołkami, o które tak zażarcie walczycie, (czym dostarczacie od czasu do czasu niezłej rozrywki), ze swymi karierami, splendorem oraz ze swoim pochodzeniem, ze swoją legendą, swoją historią, a ja tu, od was oddzielnie, wśród swoich tylko. Wystarcza mi to, co mam, ale od tego wara!

Jerzy Łysiak

Wiesław Ukleja (2011-12-11)
W przeddzień trzydziestej rocznicy komunistycznego zamachu na odradzającą się polską wolność, rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, obchodzimy kolejną dwudziestą już miesięcznicę innego tragicznego wydarzenia – katastrofy smoleńskiej, w której polegli najwybitniejsi mężowie stanu z prezydentem Rzeczypospolitej na czele, polską generalicją i wybitnymi osobistościami polskiego życia publicznego.
Rząd III RP, jako organ władzy wykonawczej państwa, odpowiedzialny za realizację stosunków międzynarodowych zrzekł się suwerennych praw do prowadzenia i wyjaśnienia przyczyn największej i najbardziej dramatycznej tragedii państwowej w okresie ostatniego dwudziestolecia. Podjął również działania propagandowe wspierające mętne i zakłamane wyjaśnienia przyczyn katastrofy ze strony rosyjskiej komisji, której powierzył prowadzenie śledztwa. W tamtym tragicznym czasie, gdy naród jednoczył się w trwodze, szukając odpowiedzi na nurtujące wszystkich obawy, środowisko związane z rządem Tuska i Platformą Obywatelską kontynuowało próby dyskredytowania głowy państwa. Po krótkim okresie żałoby nie tylko nie zaprzestano kampanii nienawiści. Nowo wybrany na prezydenta Bronisław Komorowski, by odwrócić społeczną sympatię dla śp. Lecha Kaczyńskiego, wszczął walkę o zlikwidowanie wyrosłego z troski o losy kraju naturalnego miejsca kultu i pamięci poległego prezydenta, jakim stał się Krzyż Smoleński na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim. Rozpętał on spektakl nienawiści i nowego pogaństwa – walki o krzyż, symbol polskiej wiary i tradycji państwowej. W miejsce uznawanych wartości , które stanowią społeczne poczucie jedności i tożsamości narodowej zaczęto wprowadzać zamęt i relatywizm pojęciowy, który doprowadził do wypłynięcia na powierzchnię życia politycznego elementów marginesu moralnego. Społeczeństwo pozbawiane systematycznie wzorów i zasad, zniechęcane do własnej tradycji i religii, przyjmować zaczęło płytką papkę medialną w miejsce wypartych tradycyjnych wartości. 
Ten bezrefleksyjny stan braku świadomości społecznej pod naciskiem mediów pogłębia się jako rezultat stanu zagubienia i lęku społeczeństwa przed niepewnym jutrem. Brak moralnego przywództwa pozwala łatwiej popychać pozbawionych oparcia i wiary we własne siły w ramiona politycznych hochsztaplerów. Społeczeństwo pozbawione jasnych perspektyw gotowe jest zaufać każdemu, kto składa obietnice bezpieczeństwa, choćby były one bez pokrycia. Nie chce ono pamiętać o niewyjaśnionej do dnia dzisiejszego katastrofie smoleńskiej, której zbadanie i ewentualne płynące stąd wnioski poddawać mogłyby w wątpliwość stan bezpieczeństwa państwa i kierunki jego polityki międzynarodowej, pogłębiając w ten sposób stan niepewności. Sytuacji takiej sprzyja postawa elit III RP, które nie dbają o rzeczywiste bezpieczeństwo Polaków. Jaskrawym kontrastem odbija się stosunek elity niepodległościowej, która poległa w Smoleńsku, do suwerennego bytu naszej ojczyzny od postawy rządzących, którzy gotowi są suwerenność tę ograniczyć bądź jej nas pozbawić. Dlatego naszym zadaniem jest podtrzymywanie pamięci o poległych, dociekanie prawdy i żądanie wyjaśnienia tej największej tragedii narodowej ostatniego dwudziestolecia. Nie możemy czuć się bezpieczni w otaczającym nas bezmiarze kłamstw i niedomówień. 
Kuriozalną i prowokacyjną na tym tle wydaje się podjęta przed dwoma dniami ze strony tzw. służb mundurowych, które niedawno temu blokowały inicjatywę upamiętnienia czynu braci Kowalczyków, na terenie naszego miasta, inicjatywa wmurowania tablicy upamiętniającej katastrofę smoleńską. Służby te, z płk. Zbigniewem Owczarkiem ze Związku Żołnierzy Wojska Polskiego i Czesławem Tułą, przewodniczącym Związku Zawodowego Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa, wierne jak do tej pory tradycjom Ludowego Wojska Polskiego i służby więziennej, przywiązane do bojowych dokonań 10 Pancernej Dywizji im. Bohaterów Armii Czerwonej, która w 1956 roku pacyfikowała protesty robotnicze w Poznaniu, w 1968 roku najechała na Czechosłowację i w 1981 roku brała udział w brutalnej pacyfikacji kopalni „Wujek”, powołują się dzisiaj na związek noszonych przez siebie mundurów z poległymi w Smoleńsku oficerami polskimi. Nigdy do tej pory nie brały udziału, ani nie odezwały się słowem w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, nie uczestniczyły w żadnej formie oddania hołdu poległym. Nie wystąpiły one ze swoją podejrzana inicjatywą do środowisk, które od miesięcy domagają się uhonorowania poległych i wyjaśnienia katastrofy. Nigdy nie wyrażały aprobaty dla poległego tam prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy ostatniego prezydenta RP na uchodźctwie Ryszarda Kaczorowskiego, gdyż obie tradycje państwowości II i IV RP, jak dotąd były im odległe i co najmniej obce. Trzeba w tym miejscu jasno powiedzieć, że na czele 96. osobowej delegacji prezydenckiej lecącej do Smoleńska znajdowali się oprócz przedstawicieli parlamentu i senatu, głownie członkowie antykomunistycznej elity IV Rzeczypospolitej. Budowanie tablicy przez spadkobierców PRL-owski służb mundurowych patriotom i spadkobiercom tradycji niepodległej Rzeczypospolitej miałoby charakter profanacji. Byłoby jedynie miniaturową karykaturą pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej na Powązkach postawionego tam zamiast w miejscu wskazanym przez tłumy oddające hołd poległym Podejrzana jest również przychylność do tej inicjatywy osób i środowisk, które do tej pory wyrażały lekceważenie i pogardę wobec ofiar katastrofy. W przytaczanych wypowiedziach inicjatorów mowa jest o wypadku pod Smoleńskiem, przez co wyklucza się jakiekolwiek wątpliwości nagromadzone wokół katastrofy. Inicjatywa ta nie miałaby zatem nic wspólnego z żądaniami wyjaśnienia przyczyn tragedii.
W okolicznościach zbliżającej się 30. rocznicy stanu wojennego i haniebnego w nim udziału jednostki wojskowej należącej do zaplecza wymienionego stowarzyszenia, wspomnianą tu inicjatywę należy uznać za polityczną prowokację i traktować ją w kategoriach próby przejęcia, spacyfikowania dotychczasowych żądań i zamknięcia ust tym, którzy domagają się prawdy.
Nie sądzimy, by upamiętnienie ofiar katastrofy pod Smoleńskiem mogło mieć wiarygodny charakter bez udziału środowisk związanych ideowo z obozem politycznym śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego niewyjaśniona śmierć kładzie się cieniem na wiarygodności elit III RP. 


Tekst ten został wygłoszony przez Wiesław Ukleję 10 grudnia 2011 w czasie uroczystości ku czci poległych pod Smoleńskiem pod pomnikiem Żołnierzy Wyklętych w Opolu. j.b.

wpisał j.b. (2011-12-10)
OBCHODY 30 ROCZNICY WPROWADZENIA STANU WOJENNEGO
 
13 grudnia 2011 r. w Opolu
 
Godz. 13.00, plac katedralny – uczczenie pamięci bł. ks. Jerzego
Popiełuszki i wszystkich ofiar stanu wojennego,
Godz. 18.00, rynek – pikieta potępiająca stan wojenny i działania władzy w stosunku do patriotów na Marszu Niepodległości,
Godz. 18.30, katedra – Msza Św. w intencji Ojczyzny odprawiana nieprzerwanie od początku stanu wojennego,
Godz. 19.30, pod Pomnikiem bł. ks. Jerzego Popiełuszki
 – Apel Pamięci ofiar stanu wojennego,
Godz. 20.15, ul. Oleska 48, aula stara Uniwesytetu Opolskiego – autorska projekcja filmu Jerzego Zalewskiego pt. TEATR WOJNY. Film na tle wydarzeń sprzed 30 lat przedstawia dramatyczne losy Stefana Brzozy - poety i barda, zwanego sto pierwszą ofiarą stanu wojennego.
Organizatorzy: Opolskie Stowarzyszenie Pamięci Narodowej, Wszechnica „Solidarności” KZ NSZZ „S” Uniwersytetu Opolskiego, Klub Gazety Polskiej w Opolu, Poseł Patryk Jaki, Opolska Brygada ONR, Forum Młodych PiS w Opolu, 
Patronat medialny: Kwart. „Historia Lokalna”, „Niezalezna Gazeta Obywatelska”.

(2011-12-09)

Szanowni Państwo,

Klub Gazety Polskiej w Opolu i KZ NSZZ "Solidarność"Uniwersytetu Opolskiego zapraszają na spotkanie autorskie z reż Dominikiem Tarczyńskim i pokaz jego filmu pt."Kolumbia - świadectwo dla świata".

Miejsce spotkania: Sala katechetyczna przy KatedrzeOpolskiej
Data spotkania:     12 grudnia 2011r, godz. 18:00
Wstęp wolny


Pozdrawiam i zapraszam

                              
                                                                  Przewodniczący
                                                       Klubu Gazety Polskiej w Opolu
                                                                  Ryszard Szram
wpisał j.b. (2011-12-08)



10 grudnia 2011r. o godz. 1830 w Katedrze św. Krzyża w Opolu
zostanie odprawiona Msza Św. w intencji
Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
śp. Lecha Kaczyńskiego
Jego Małżonki
śp. Marii Kaczyńskiej

oraz
WSZYSTKICH OFIAR TRAGEDII SMOLEŃSKIEJ
Po Mszy św. odbędzie się Marsz Pamięci pod pomnik Żołnierzy Wyklętych, gdzie zostaną zapalone znicze.
Jacek Bezeg (2011-11-13)

 Marsz Niepodległości - Warszawa   11.11.11

 

Ja się trochę spóźniłem.

A oni już tam byli. I to zapewne od dawna. Dbają o nas ci Stróże Prawa. Pilnują, aby nikt nas nie zaczepiał, nie zbił. Robili nam nawet na pamiątkę filmy. Jednak nikt nie jest bez wad. Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że mają tylko jeden karabin. W dodatku nosił go facet w okularach. A może to był taki noktowizor? Kiedy nadjechały autokary zajęli się też kierowcami. Trochę długo ich sprawdzali, ale to przecież wszystko dla naszego dobra.  Po to abyśmy dojechali na miejsce bezpiecznie i bezpiecznie powrócili. Naprawdę nie było powodu, aby się denerwować.

Nie tylko w miejscu startu byliśmy pod troskliwą opieką. Także i po drodze, gdzie tylko się zatrzymaliśmy, czy to na siusiu, czy na kawę, tam byli i oni. A nawet jeśli nie, to wystarczyło poczekać z dziesięć, góra piętnaście minut i przyjeżdżali. Niby starali się zachować incognito, ale jednak fotografowaliśmy się wzajemnie, ot tak na pamiątkę.  Nawet i w stolicy nas nie stracili z oczu. Zaparkowali w pobliżu.

Jednak kiedy ruszyliśmy pieszo w kierunku placu Konstytucji opiekunowie gdzieś przepadli. Ujrzawszy przed sobą większy tłum nie wiedzieliśmy więc co począć. Nie było nikogo, kto mógłby tych wszystkich ludzi sprawdzić. Czy byli dla nas bezpieczni? W końcu ruszyliśmy za nimi. Mieli wszak takie same flagi jak my. Pewnie to nasi.

Po drodze mijaliśmy liczne pojazdy w znajomych kolorach. Na razie za kratkami była policja, a my na wolności. Kiedy się to miało zmienić nikt nie wiedział. I na tym polega właśnie urok życia.

Kiedy dotarliśmy na miejsce zbiórki plac wydawał się pełny, a mimo to ciągle pojawiali się nowi ludzie, nowi współdemonstranci. Jakoś się mieścili, ale jednak nie mogliśmy się doczekać momentu wyjścia. Zwłaszcza, że jakiś gromki głos dobiegający z odległego końca placu ostrzegał, by zachowywać się zgodnie z przepisami, bo jak nie to zostaną użyte jakieś środki bezpośrednie. Nie precyzowano o jakie przepisy chodzi i nie bardzo wiedzieliśmy dlaczego ten facet tam tak wrzeszczy. Migały tam jakieś kolorowe światełka, więc wiadomo było, że tamtędy nie przejdziemy. Za światełkami można się było zresztą spodziewać Niemców, bo od dawna ludzie Michnika straszyli, że takich sprowadzą na nas. Z ulgą przyjęliśmy głos z bliższego nam końca placu informujący o tym, że wychodzimy jakąś tam ulicą. I tylko denerwujące było to, że nie wiedzieliśmy, która to jest. Na szczęście wszystkie inne były już przez policję zablokowane, więc problem się rozwiązał.

Nie tylko my obawialiśmy się obcokrajowców. Policjanci też byli dobrze przygotowani. Można powiedzieć, sądząc po tym wyposażeniu, że spodziewali się najgorszego. Ciekawe ilu tych faszystów przyjechało i czy nie można ich było zatrzymać gdzieś wcześniej. Na przykład już na granicy.

Na szczęście my ruszyliśmy w stronę zupełnie do nich przeciwną. Z pieśnią, a często i sympatycznymi okrzykami,  na ustach. Z uśmiechem na twarzy.
Aż tu nagle rozdzwoniły się nam telefony. Ukochane małżonki prosiły bardzo, abyśmy przestali rzucać kamieniami w policjantów, bo to niekulturalne. Na propozycję zmiany kanału odpowiadały, że na wszystkich pokazują naszą bitwę i informują żeśmy nielegalni. Cóż było robić? Wielka jest siła mediów. Także wtedy kiedy kłamią.

Nie można powiedzieć, że wszystko było w należytym porządku. Bo na przykład takie hasło. Czy jakiś socjalistyczny internacjonalista pozwoliłby sobie na coś takiego? Dlaczego ta nowoczesność tylko dla Polski? Toż to przecież czystej wody ksenofobia i nacjonalizm. Tak, tak to wielki wstyd. No, ale młodym chyba trzeba wybaczyć. Naprawdę byli bardzo młodzi.

Albo inny kwiatek. Niby mówią, że to jest jakieś bardzo stara myśl i tak dalej. Tradycja. Jaka tradycja? Skrajny klerykalizm. A co z prawami muzułmanów, buddystów, czy choćby biednych ateistów. Gdzie oni mają się podziać? Jak można im odbierać prawo do patriotyzmu? Szczęście mają ci towarzysze, którzy nie dożyli tych czasów.

Na szczęście nad wszystkim czuwał ktoś stojący (albo raczej siedzący) dużo wyżej. Był tam stale, aż do zakończenia i jeszcze dużo dłużej. I trzeba tu powiedzieć, że nie mają racji, Ci którzy mówią coś o jakieś  komunie, co to niby wróciła. Nie padł stamtąd ani jeden strzał. Te czasy już naprawdę minęły.

Bądźmy sprawiedliwi. Były też i przykłady pozytywne. Trzeba tylko trochę dobrej woli, aby chcieć to zobaczyć. Tu nie trzeba patrzeć na dziwaczny tekst, a cieszyć się, że chłopaki znają logo Przodującej Siły Narodu i potrafią je namalować.

Niektóre sytuacje są, muszę to przyznać, trudne do oceny. Panowie mają kwiatki. Ale czy znajdą w sobie tyle rozsądku, by złożyć je pod kancelarią umiłowanego premiera?  Czy może zechcą nimi ugodzić w sojusze? Podkopać nasze bezpieczeństwo i zniweczyć dobre imię składając je pod pomnikiem jakiegoś Dmowskiego, czy zgoła Piłsudskiego? Trudno to przewidzieć. Co im z oczu patrzy?

No i nareszcie coś, co można z czystym sumieniem i bezwarunkowo pochwalić. Hasło, które z całą pewnością połączy wszystkich. Każdy sobie może pomyśleć o takich bohaterach jacy mu pasują. I o to chodzi, aby Polaków nie dzielić, a łączyć. Tak trzymać!

No, a tu, to po prostu ręce opadają. Jak można nie chcieć demokracji? Przecież ona u nas nie jest już czerwona. Od dawna jest różowa, a ostatnio staje się nawet coraz bardziej tęczowa. To są przecież takie piękne kolory. Jeśli ktoś takie hasła nosi po mieście, to nie powinien się dziwić, że nagle za jego plecami pojawia się coś takiego.
Różnie to nazywają. A przecież jest to gwałtownie bijące serce partii, partii gorąco zaniepokojonej o kondycję swojego ukochanego narodu.

P.S.
Przed wyruszeniem w powrotną drogę dowiedzieliśmy się, że nasze autobusy z woli panów, którzy przyjechali za nami aż z Opola swoim prywatnym samochodem stały się więźniarkami. Miały dowieźć wszystkich swoich pasażerów w objęcia organów ścigania celem wykonania fotografii i założenia im stosownych kartotek. Pomysł ten większości się spodobał, ale kilka osób tak się tym zdenerwowało, że wybrały inny środek komunikacji. Na razie do nich nie strzelano.

 

zobacz też:

 http://www.ngopole.pl/2011/11/13/prowokacje-policji-podczas-marszu/#more-12415

 

 http://www.ngopole.pl/2011/11/12/moj-marsz-niepodleglosci-videorelacja/#more-12408

 

 

 

Jacek Bezeg (2011-11-08)

 Tomasz Strzałkowski a niemieckie nazwy

 

Wstęp
Trochę późno, bo dopiero wczoraj otrzymałem to zaproszenie:

 Jutro o godz. 13.40 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu (ul. Kośnego 70) rozpatrzy skargę Tomasza Strzałkowskiego na uchwałę Rady Miejskiej w Ozimku z dnia 28 marca 2011 r. w sprawie przeprowadzenia konsultacji z mieszkańcami Gminy Ozimek w sprawie wprowadzenia dodatkowych nazw miejscowości w języku niemieckim.
Skarżący Tomasz Strzałkowski, który jest radnym Powiatu Opolskiego, zarzuca podjętej uchwale m. in.: nieokreślenie w sposób wyraźny przedmiotu konsultacji oraz powierzenie określenia zasad i trybu przeprowadzenia burmistrzowi a nie dokonanie tego przez Radę Miejską. Gmina w odpowiedzi na skargę podniosła, że skarżący nie posiada interesu prawnego do występowania w tej sprawie.
Przypomnijmy, że konsultacje zostały już przeprowadzone i większość mieszkańców gminy Ozimek opowiedziała się w nich przeciwko wprowadzeniu dodatkowych nazw. Aczkolwiek w niektórych miejscowościach większość głosujących opowiedziała się za wprowadzeniem tablic.
Obecna próba wprowadzenia dodatkowych nazw w gminie Ozimek, jest drugą z kolei. Poprzednia inicjatywa podjęta w kadencji 2006-2010, m. in. w wyniku działań podjętych przez radnego Strzałkowskiego zakończyła się niepowodzeniem zwolenników dodatkowych nazw.
Jutrzejsza rozprawa jest jawna.

 


Cóż ciekawego, czy niezwykłego może się wydarzyć w miejscu tak zwykłym jak Wojewódzki Sąd Administracyjny. A jednak były emocje. Nie mam za dobrej pamięci, (młody to ja już byłem) a do tych paragrafów, artykułów i innych podobnych to już zupełnie. Z tego powodu po wejściu na salę rozpraw położyłem na stole dyktafon. Włączony. Nie uszło to uwagi składu orzekającego. Wcześniej nie zdążyłem tego zrobić, więc dopiero na pytanie "Czy ktoś rejestruje rozprawę?" wstałem i poprosiłem o zezwolenie na nagrywanie i robienie zdjęć. Zostaliśmy wszyscy wyproszeni z sali, a Sąd przez dłuższe chwile naradzał się nad tą kwestią. Ostatecznie okazało się, że nie jestem jego ulubieńcem i dyktafon oraz aparat trzeba schować. Usłyszałem, że nie jestem przedstawicielem mediów, tak jak na przykład pani redaktorka z radia i jeśli jestem zainteresowany to mogę poprosić o protokół z rozprawy. Albo jakoś podobnie. Nie jestem pewien, bo dyktafon był wyłączony, a jak jest z pamięcią to wiadomo. Jest bardzo ryzykowne pisać cokolwiek w takiej sytuacji, ale sprawa jest tak ważna, że zaryzykuję.

 

 


 

 


Rozprawa
Najpierw pani Sędzia Przewodnicząca wyjaśniała co napisał w pozwie pan Tomasz Strzałkowski i o co prosi Wysoki Sąd. Uważa on, że uchwała Rady Miejskiej powinna dokładniej określać jakie będą te nowe, dodatkowe nazwy miejscowości, a nie tylko ogólnie, że niemieckie.
 W kronikach niektórych miejscowości można odnaleźć po kilka nazw zapisanych z niemiecka będących kolejno w użyciu. Na przykład Biestrzynnik miał ich ponoć aż sześć.
Inna sprawa to określenie "niemieckie". Ustawa, na mocy której rzecz cała się odbywa, wyraźnie zakazuje użycia nazw wprowadzonych w czasie rządów Adolfa Hitlera, a tylko o tych można z całą pewnością twierdzić, że są gruntownie niemieckie.
Przecież przeprowadzana w latach 1933 - 1937 akcja zmiany nazw spowodowana była właśnie tym, że w oczach ówczesnej, niemieckiej administracji, obowiązujące do roku 1933 nazwy dowodziły polskości tych terenów. Jak wielokrotnie pisał o tym profesor Franciszek Marek, jak może się przekonać każdy, kto dokładniej się z nimi zapozna, są to nazwy polsko brzmiące, a tylko zapisane w taki sposób, aby Niemiec mógł je przeczytać w sposób zrozumiały dla rdzennych mieszkańców miejscowości. Tak więc określanie nazw dopuszczalnych ustawą jako "niemieckie" jest w rzeczywistości bardzo nieprecyzyjne.
Delikatnie mówiąc.
W tej sytuacji zrozumiałe są starania radnego Powiatu Opolskiego Tomasza Strzałkowskiego o precyzyjne formułowanie dokumentów.
O ile dobrze zrozumiałem i zapamiętałem  (dyktafon = wyrzucone pieniądze?) Sąd nie chciałby sprawy samej rozstrzygać, a to z powodu tego, iż jego zdaniem "skarżący nie ma w sprawie interesu prawnego".
Udzielono głosu reprezentantowi, a właściwie reprezentantce powoda. Wywodziła ona interes klienta z tego iż jest on mieszkańcem jednej z miejscowości, która ma otrzymać dodatkową nazwę. Nie wiedząc jaka konkretnie miałaby ona być, nie mógł w pełni skorzystać z prawa do wypowiedzenia się w tej kwestii.
Z kolei reprezentantka strony przeciwnej twierdziła, że nieprecyzyjne sformułowanie treści zapytania przedstawianego w czasie konsultacji społecznych wynikało z tego, iż dotyczyły one tylko kwestii "Dodawać czy nie?", a szczegóły miały być uzgodnione w terminie późniejszym.
Sąd zdecydował na tym posiedzenie zakończyć, a sprawę rozstrzygnąć wyrokiem 22 listopada o godzinie 12 w sali 105 ( O ile dobrze zapamiętałem.)

 


Moim zdaniem
Mimo upływu czasu ciągle szokujący jest dla mnie zakaz rejestracji dźwięku i obrazu na sali sądowej. Nie rozumiem czego obawiają się osoby wydające postanowienia i wyroki w imieniu Rzeczypospolitej.
Sprawa "niemieckich" nazw to inna, której sens trudno mi zrozumieć. Niby wygraliśmy II Wojnę Światową, a Niemcy przegrali. Niby te ziemie już na zawsze powróciły do macierzy, a jednak chcemy staropolskie nazwy miejscowości pisać tak, aby akurat Niemiec umiał je przeczytać. Jest tyle nacji na świecie. Niektóre są dla nas
nawet bardzo przyjazne. Dlaczego nie zapisać ich jeszcze po węgiersku? Korzystna też mogłaby być transkrypcja chińska. Niemcy już dawno stąd wyjechali, a ci nasi obywatele, którzy niemieckie paszporty niedawno dostali świetnie mówią po polsku i niemieckiego to dopiero ich dzieci się uczą. Jak się dobrze nauczą i dorosną, to wtedy znowu będziemy tu mieli Niemców. Ale na to jeszcze trochę czasu potrzeba. Czy naprawdę nie ma pilniejszych potrzeb?
No i jeszcze jeden mam problem. Dlaczego dowolny obywatel nie może mieć interesu prawnego w kwestii używania w jego Ojczyźnie nazw w językach mu obcych?
 

Dlaczego Państwo Polskie pozwala na germanizację tych ziem skoro ich polskość jeszcze w 1933 roku kłuła w oczy Niemców?

 

 Zobacz też:

 http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=298

 http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=300

 http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=290