Jadwiga Chmielowska (2012-04-02)


Walka i pertraktacje – III Powstanie Śląskie

tekst ukazał sie w Gazecie Slaskiej z 30 marca 2012r.


Wdarcie się wojsk „Oberlandu” na tereny zajmowane przez powstańców w miejscu, które obsadzane było przez oddział szturmowy marynarzy kpt. Oszka, spowodowało duże straty. Oszek na polecenie Korfantego opuścił posterunek na froncie i pojechał aresztować cały sztab GO „Wschód”. Działo się to dokładnie wtedy,  kiedy Niemcy szli do ataku, a Francuzi po raz pierwszy zachowali się wrogo w stosunku do powstańców pod Ujazdem.
„Oberland” opanował Wielmorzowice i Krasową. 4 czerwca do godziny 11,  sytuacja na froncie nie przedstawiała się źle. Jedynie por. Gajdzik dowódca 4 pułku, gdy dostał wiadomość o przerwaniu frontu i posuwaniu się Niemców do przodu opuścił swoją placówkę w Kędzierzynie. Kpt. dr A.  Benisz został na posterunku sam. Gromadził wycofujących się rozbitków i stworzył z nich oddział zdolny do walki i obrony Kędzierzyna od strony Kuźniczki. Najgorsze w tym jest to, że właśnie pułk Gajdzika przybyły  z głębokiego zaplecza, miał zluzować wyczerpany miesięczną walką, 2 pułk piechoty dowodzony przez kpt. Pawła Cymsa. Na szczęście nie zdążył się on jeszcze  wycofać i podjął walkę w obronie Kędzierzyna. W tym czasie kpt. Sobolta zdobył się na kontratak wzdłuż szosy Kłodnica – Januszkowice oraz w rejonie toru kolejowego Kędzierzyn – Leśnica, a także drogi Kłodnica - Raszowa.

Wszystkie niemieckie oddziały szturmowe były przez powstańców po kolei całkowicie rozbijane. Położenie zmieniło się dopiero wtedy, kiedy oddział „Oberlandu” pojawił się na tyłach powstańczych. Zrobiło się zamieszanie. „Koło godziny 17, bataliony 4 pułku, broniące się dotychczas świetnie, rozpoczęły odwrót do Kłodnicy. I stała się rzecz straszna w swych następstwach. Otóż 4 pułk przybył na front jednolicie wyekwipowany, ubrany w mundury i czapki wojska niemieckiego. Żołnierze 4 pułku powstańczego nie różnili się w zewnętrznym swoim wyglądzie niczym od żołnierzy Selbstschutzu. Toteż to co się działo dokoła Kędzierzyna w nocy z dnia 4 na 5 czerwca, trudno ująć w słowa. Grupa „Oberland” zajęła wszystkie mosty i przejścia nad rzeką i Kanałem Kłodnickim. Powstańcy, cofając się z frontu, zbliżali się coraz więcej ku nieprzyjacielowi, który tak samo jak pod Gogolinem uciekł się do podstępu. Mianowicie  Niemcy naprędce sfabrykowali sztandary o barwach polskich, uwidaczniając się powstańcom, którzy nie przeczuwając nic złego, zbliżali się do nich w zwartych grupach, gdy nagle rażeni zostali  morderczym ogniem karabinów maszynowych. Zwarte dotychczas jednostki bojowe przestały istnieć. Przyczynił się do tego brak dowódców wśród powstańców i zwątpienie, jakie ich ogarnęło, gdy się przekonali, że są otoczeni przez nieprzyjaciela”- opisał Jan Ludyga – Laskowski w swojej książce „Zarys Historii trzech Powstań Ślaskich” s. 294


Dowódcy GO „Wschód” właśnie w tym czasie byli przez Korfantego stawiani  przed sądem polowym. Nie ważne czy Korfanty walczył o swoją pozycję, czy była to rywalizacja endecji z piłsudczykami, jedno jest pewne,  to właśnie Korfanty odpowiada osobiście za śmierć wszystkich tych powstańców, którzy zginęli z powodu braku sztabu GO „Wschód”. To Korfanty jako zdrajca powinien stanąć już wtedy przed sądem polowym. Wielkim błędem Grażyńskiego i Grzesika było to, że sami się oddali w ręce sądu. Unieśli się honorem gdy Korfanty chciał ich aresztować. Ich obowiązkiem było dowodzić na froncie!


„Potworzyły się luźne oddziały, które na własną rękę szukały przejścia przez Kanał Kłodnicki. Oddziały te błądząc, napotykały na siebie i tu nie pomogły nawoływania wzajemne, wymieniano strzały, zabijając jedni drugich. Było to bezlitosne mordowanie i nie raz w czasie bitewnego zgiełku zabijał powstaniec powstańca”- kontynuuje Ludyga Laskowski s.294.  
W zdecydowanie dobrym położeniu byli ci, którzy wycofywali się wzdłuż toru kolejowego. Bez większych przeszkód dotarli do Kędzierzyna. Wyjątkowym męstwem wykazała się artyleria. Do ostatniego pocisku towarzyszyła powstańcom, poczym wycofała się w kierunku Kędzierzyn – Bierawa.  Ok. godziny 19. pociąg pancerny podjechał  w okolice dworca towarowego w Kędzierzynie. W międzyczasie Niemcy naprawili tory w Leśnicy i ich pociąg zbliżył się do Kędzierzyna, jednak trzymał się daleka od powstańczego pociągu „Ludyga”. Noc z 4/5 czerwca minęła w Kędzierzynie spokojnie. Jedynie pociągi pancerne wymieniały strzały między sobą.
Niemcy nic sobie nie robili z ultimatum Komisji Międzysojuszniczej z 4 czerwca 1921r. „Zapowiedziała ona, że jeżeli wojsko niemieckie nie zaprzestanie ataku na pozycje powstańcze i nie wycofa się w rejon Leśnicy, to alianci opuszczą miasta okręgu przemysłowego i pozwolą opanować je Polakom, ponadto wojska sojusznicze umożliwią powstańcom odzyskanie utraconych w wyniku niemieckiej ofensywy terenów.” – napisał Michał Cieślak w swej pracy ‘Trzecie Powstanie Śląskie” s. 38.


Niemcy atakowali również w rejonie Markowic i Szychowic. Próbowali przedostać się na prawy brzeg Odry. Powstańcy utrzymali pozycję ale aby zminimalizować zagrożenie kontrataku, w nocy z 4/5 czerwca oddział pchor. Janusza Meissnera („Orski”) spalił 10 przęsłowy most drewniany pod Szychowicami. Tej samej nocy wyleciały w powietrze mosty drogowe w Łukaszynie i Łapaczu. Zniszczenie tych obiektów raportował szef Inżynierii i Saperów GO „Południe” por. Levittoux, szefowi Inżynierii i Saperów NKWP w dniach 6 i 25 czerwca 1921r.   
Sławięcice stanowiły ważny strategicznie  punkt. Był on zarazem łatwy do obrony. Miasto było poprzecinane nie tylko rzeką Kłodnicą ale i jej kanałami oraz żeglownym Kanałem Kłodnickim. Stacjonujący w Sławięcicach oddział pchor. Tadeusza Meissnera, który wycofał się z pierwszej linii frontu pod Górą Św. Anny został wzmocniony przez oddział pchor. Józefa Sibery ( „Nowacki”),  przybyły z Szarleja pod Bytomiem. Był to oddział rezerwy grupy destrukcyjnej „Wawelberga”. Tadeusz Puszczyński („Wawelberg”) postanowił wzmocnić obsadę oddziału destrukcyjnego GO „Wschód”. Niemcy po zdobyciu Góry Św. Anny planowali uderzenie w kierunku Gliwic. Oddział w składzie: pchor. Józef Sibera, Wojciech Cegłowski („Draga”), Zdzisław Lichr, Bolesław Pokrywka i Kazimierz Żmurkiewicz miał opóźniać marsz Niemców w kierunku na Pyskowice i Ujazd. Podminowano mosty. Przy każdym pozostał tylko jeden członek z oddziału. Dzięki temu, kiedy tylko szosą do Pyskowic przeszedł wycofujący się 3 pułk piechoty powstańczej, w odstępach kilkuminutowych wyleciało w powietrze 5 mostów.  


Porzuconym karawanem konnym przenieśli się destruktorzy do Ujazdu.
Tam zaminowano dwa mosty zarówno przed jak i za miasteczkiem. Pozostali przy nich jedynie ci, którzy mieli podpalić lonty. Reszta oddziału zajęła się minowaniem dwóch mostów w pobliżu Łońca, dwóch koło wsi Niewiesie oraz kolejnych dwóch pod Byczyną. Natarcie na I Dywizję powstańczą dowodzoną przez Jana Ludygę – Laskowskiego, zostało na prawym skrzydle powstrzymane toteż w powietrze wyleciały jedynie mosty w Ujeździe. Tak więc 4 czerwca 1921 r.  zniszczono łącznie 7 mostów.  Akcją Sławięcicką dowodził bezpośrednio kpt. Puszczyński i dowódca podgrupy destrukcyjnej „Wschód” por. Damięcki („Damian”). W akcji tej uczestniczył też oddział pchor. T. Meissnera, który wysadził dwa mosty na szocie Sławięcice - Kędzierzyn. Przez jeden z tych mostów przechodziła w tym czasie niemiecka piechota. Miano w ten sposób nie tylko zastraszyć przeciwnika ale i podnieść morale  we własnych szeregach. Oddziały I Dywizji przeżywały kryzys – dowództwo frontu aresztowane a Niemcy atakują. Nawet dowódca I Dywizji się lekko pogubił -  nie wiedział, kto jest zdrajcą - wszak sąd polowy…


Sygnałem do detonacji miało być wysadzenie mostu przez samego „Wawelberga”.
Po latach płk dypl. Tadeusz Puszczyński tak wspominał tę akcję: „Wydałem rozkaz zwiększenia ładunków w podminowanych obiektach. Mimo bowiem, że z punktu widzenia taktyki saperskiej przygotowania wykonane były poprawnie, zależało mi na tym, aby siła wybuchu wywarła jak największe wrażenie na nieprzyjacielu. Poleciłem zatem zwiększyć ładunki wybuchowe parokrotnie i wykonać to za wszelka cenę… Rozległa się detonacja potwornej siły. Nie przewidzieliśmy jednej tylko okoliczności, nie spotykanej dotąd w naszej praktyce destrukcyjnej. Otóż zarówno ulice Sławięcic jak i nawierzchnie mostów wybrukowane były olbrzymimi brukowcami, tzw. kocimi łbami. Wyrzucone  siłą olbrzymiego wybuchu na kilkaset metrów w górę, spadały na ogłuszonych ludzi istnym gradem morderczych pocisków. Przez kilkanaście minut słyszeliśmy detonacje następnych wybuchów. Z zadartymi głowami leżeliśmy na ziemi, obserwując, jak na miasto spada lawina olbrzymich kamieni…” – zacytowała Zyta Zarzycka  w swojej książce „Polskie działania specjalne na Górnym Śląsku 1919-1921”, s. 167. W opisanej akcji nikt z destruktorów nie zginął. Cel akcji został osiągnięty. Niemcy zdali sobie sprawę, że powstańcy będą walczyć i przekazywane głównie przez Anglików informacje, iż po stronie polskiej panuje chaos i zniechęcenie są nieprawdziwe. Z kolei dzień 4 czerwca 1921r. był dniem apogeum kryzysu psychicznego w szeregach powstańców. „Wówczas to na skutek rozgrywek politycznych w najwyższych władzach powstańczych oddziały liniowe, zwłaszcza grupy operacyjnej „Wschód”, pozbawione zostały dowodzenia”  - napisała Zyta Zarzycka w swojej książce s. 167.


Największe uderzenie niemieckie poszło na północne skrzydło GO „Wschód”.
Dostępu do Kędzierzyna bronił wspierający pułk kpt. Cymsa, oddział destrukcyjny pchor. Glińskiego („Korczak”). Walczył on w rejonie Kłodnicy- Pogorzelca – Brzeziec. Aby powstrzymać Niemców atakujących od strony wsi Kłodnica, należało wysadzić 50 metrowy, dwuprzęsłowy  most na rzece Kłodnicy w Pogorzelcu – przedmieściu Kędzierzyna. Most ten był już wcześniej zaminowany, ale 1 czerwca Naczelna Komenda Wojsk Powstańczych (NKWP), nazajutrz po odwołaniu przez Korfantego naczelnego wodza powstania ppłk Mielżyńskiego, wydała rozkaz zabraniający jakichkolwiek działań destrukcyjnych. Most rozbrojono 4 czerwca nad ranem. W godzinę później most powtórnie zaminowany został przez pchor. Glińskiego, plut. Smyrczyńskiego i szer. Pieloka. Pracowano w wielkim pospiechu i w efekcie wybuch tylko nieznacznie uszkodził most. Trzeba go było minować powtórnie już pod ogniem karabinów niemieckich. Drugi wybuch uszkodził przeprawę całkowicie. Destruktorzy wycofali się w kierunku Starego Koźla. W następnych dniach oddział pchor. Glińskiego osłaniał odwrót powstańców i dokonywał destrukcji na trasie Stare Koźle- Korzonek – Kotlarnia.  Niemcy parli w kierunku Gliwic. Aby zagrodzić drogę posuwającym się niemieckim zmotoryzowanym oddziałom na Bierawę, grupa pchor. Glińskiego wysadziła most w Piskorzowicach. W sumie na tym odcinku frontu w dniach od 31 maja do 6 czerwca wysadzono 19 mostów. Rozpoczęta 4 czerwca bitwa w Kotlinie Kłodnickiej trwała do 7 czerwca 1921r. Na szczęście sąd już w nocy z 4/5 czerwca zawiesił postępowanie i dowódcy GO „Wschód” natychmiast wrócili do swego sztabu a  powstańcy przebili się z okrążenia pod  Kędzierzynem i umocnili na nowych pozycjach.


W początkach czerwca został też przez kpt. Stanisława Baczyńskiego wydany rozkaz zaminowania pałacu ks. Hohenlohe_Waldenburg
– Schilingfürst, gdzie mieściła się kwatera podgrupy destrukcyjnej. Nie było jednak konieczności wysadzenia pałacu.
Groźba Międzysojuszniczej Komisji nie została spełniona. Niemcy atakowali dalej.
Po sprowadzeniu posiłków spod  Raciborza próbowali zająć Kędzierzyn. 5 czerwca dostał się on w ich ręce pomiędzy godziną 14. a 15. Dwa powstańcze pociągi pancerne „Ludyga” i „Lubliniec” wkroczyły do walki. Nieprzyjaciel musiał się wycofać. „Noc z dnia 5 na 6 czerwca przepędzili powstańcy na moście kolejowym w Kędzierzynie, dokąd dojeżdżały własne pociągi powstańcze.” – opisał kpt. J. Ludyga - Laskowski w swojej książce s.295
Korfanty mianował 6 czerwca 1921r. nowego naczelnego komendanta Kazimierza Zenktellera. Jego zadaniem była stopniowa likwidacja powstania.


Tymczasem do NKWP,  trafiały meldunki takie jak ten
z 6 czerwca drukowany w 20. numerze „Powstańca”( z dn.12.06.21r.) : „Odcinek Północny - Pod Olesnem odparto nieprzyjacielskie oddziały wywiadowcze. W podgrupie „Bogdan” walki na przedpolu z pomyślnym dla nas wynikiem. Odcinek środkowy – Nieprzyjaciel atakował przy pomocy wielkiej ilości środków technicznych Stare Koźle. Ataki odparto. Na przestrzeni Gogolin – Sławięcice wysadzono podczas walk w ostatnich dniach 19 mostów. Odcinek południowy – Prócz utarczek patroli bez zmian.”
Korfanty i NKWP postanowili udobruchać powstańców nie tylko wściekłych z powodu aresztowania swych dowódców ale i z ciągle sprzecznych decyzji władz politycznych powstania - mataczenia i oszukiwania.  6 czerwca1921r. zapowiedziano wprowadzenie orderu powstańczego „Krzyż na Śląskiej Wstędze Waleczności i Zasługi”. Być może miał być to kolejny sygnał – koniec walk zwyciężyliśmy – teraz będziemy się odznaczać.


Rozmowy rozejmowe aliantów
z gen. Hoeferem reprezentującym dowództwo niemieckie rozpoczęły się 6 czerwca. „Mimo prowadzonych pertraktacji i tworzenia pasa ziemi neutralnej, aż do 13 czerwca dochodziło do strać polsko- niemieckich, m.in. w rejonie Kędzierzyna, Zębowic, Myśliny i Raciborza. W tych walkach nie brały już udziału pułki katowickie, które mocno ucierpiały podczas pierwszej i drugiej ofensywy niemieckiej i zostały skierowane na teren okręgu przemysłowego” -  podaje w swojej pracy  Michał Cieślak s. 41.
Pułki katowickie były najdzielniejsze z dzielnych, to one stanowiły trzon GO „Wschód
1 pułk katowicki im. Józefa Piłsudskiego dowodzony przez Walentego Fojkisa, został zdziesiątkowany. Niezmiernie waleczny był też 2 pułk zabrski im. Tadeusza Kościuszki, dowodzony przez  kpt. Cymsa, członka POW, powstańca wielkopolskiego.
Tymczasem walki trwały dalej. 7 czerwca alianci rozpoczęli tworzenie strefy buforowej na linii Strzelce Opolskie – Ujazd – Rudziniec – Kotlarnia – Sośnicowice – Pilchowice.


W meldunku przesłanym do NKWP  z 7 czerwca czytamy:
„Odcinek północny – Nieprzyjaciel zaatakował po przygotowaniu silnym ogniem artyleryjskim Boroszów, Zębowice i Myślinę. Dzielne oddziały grupy północnej wstrzymały pomimo kilkugodzinnych usiłowań wszystkie ataki, zadając nieprzyjacielowi poważne straty. Odcinek środkowy – Podczas wczorajszego dnia i dzisiejszej nocy nieprzyjaciel atakował bezskutecznie nasze pozycje pod Sławięcicami i na północ od Kędzierzyna. Wioski tego regionu  przechodziły kilkakrotnie z rąk do rąk. Oddziały nasze wytrzymują z nadzwyczajnym męstwem niemieckie ataki. Jedna z baterii powstańczych, otoczona ze wszystkich stron, przebiła się przez niemiecki pierścień i strzelając kartaczami na bliski dystans, zmusiła nieprzyjaciela do ucieczki.
Odcinek południowy – Ponowne próby Niemców przekroczenia Odry w okolicy Raciborza zostały udaremnione.” ( „Powstaniec” z 12.06.1921).


Z kolei z meldunku napisanego 8 czerwca
dowiadujemy się, że na północnym froncie odparto atak niemiecki na Jastrzygowice. Natomiast choć nieprzyjaciel podstępem wtargnął do Grodziska i został stamtąd po krótkiej walce „wypędzony”. W Tarnowskich Górach powstańcy opanowali dworzec i pocztę oraz odebrali Niemcom 12 karabinów maszynowych. Natomiast na odcinku środkowym było spokojnie a Francuzi z Anglikami obsadzali pas neutralny. W rejonie Starego Koźla GO „Południe” odparła ataki nieprzyjacielskie. Pomimo, że alianci rozpoczęli już obsadzanie strefy neutralnej, Niemcy nadal prowadzili ataki. 9 czerwca starli się z powstańcami w rejonie Boroszowa i Zębowic Dwa powstańcze pociągi pancerne otoczone przez nieprzyjaciela utrzymały swoje pozycje zadając Niemcom olbrzymie straty. Powstańcy wycofali się z Tarnowskich Gór i pozostawili tam żandarmerię powstańczą. Natomiast w okolicach Markowic na południowym odcinku frontu, Niemcy próbowali znowu sforsować Odrę. Użyli artylerii i kulomiotów. 15 pułk piechoty powstańczej utrzymał pozycje i udaremnił Niemcom przeprawę. W kolejnym numerze „Powstańca” (21) wydawanego przez GO „Wschód” są meldunki z  kolejnych dni. Otóż 10 czerwca zostały odparte ataki w rejonie Raciborza. Natomiast wojska koalicyjne obsadziły strefę neutralną w Starym Oleśnie, Wielkich i Małych Staniszczach, Kolonowskiej, Wosowskiej, , Zimnej  Wódce, Ujeździe, Rudzińcu, Łączy i Miasteczku.


Warto przytoczyć cały komunikat bojowy z 11 czerwca.
Jest on pewnym podsumowaniem walk. „Na całym froncie zapanował w dniu dzisiejszym spokój, przerywany tylko na niektórych punktach drobnymi utarczkami z wysuniętymi patrolami niemieckimi. Niemcy nie zaprzestali jednak gromadzić świeżych rezerw. Na skutek kończącego się obsadzania strefy neutralnej przez wojska koalicyjne, działania wojenne zostały na razie przerwane.
Reasumując przebieg dotychczasowych 6-tygodniowych krwawych walk, należy podkreślić męstwo i wytrwałość zarówno poszczególnych dowódców, jak też i oddziałów powstańczych, które bez mundurów, z brakami uzbrojenia, z troską o los rodzin robotniczych, pozostałych bez zarobku w domu, przetrwały w ciężkich dotychczasowych walkach.
Na szczególne uznanie zasługuje oddział grupy „Północnej”  Nowaka, który w ciężkich walkach z przeważającymi siłami nieprzyjaciela, wyposażonego obficie w najnowsze środki techniczne, nie opuścił pod przemocą ani piędzi raz zdobytego terenu.
W grupie środkowej (GO „Wschód” – przyp. red.) odznaczyły się szczególnie oddziały I Dywizji oraz Cymsa i Fojkisa. Oddziały powyższe, które w krwawych walkach zdobyły Kędzierzyn, Leśnicę i Górę Św. Anny, odpierały częstokroć w walce na białą broń niezliczone ataki nieprzyjaciela i w bohaterskiej obronie, udaremniły zamiar oddziałów niemieckich przebicia się do Gliwic. Oddział grupy południowej „Cietrzewia”  zniweczył nieprzyjacielski ruch flankowy w rejonie Olszy, trzymając wiernie straż nad Odrą. Podnieść również należy sprawność i sprężystość naszych kolejarzy, którzy częstokroć w ogniu nieprzyjaciela pełnili ofiarnie swój obowiązek, jak również działalność żandarmerii polowej na froncie, jak i w kraju, zyskując poszanowanie wśród ludności nie tylko polskiej, lecz i niemieckiej.


Wojska powstańcze spełniły w tym okresie z wielką chlubą swoje zadanie.
” – „Powstaniec” nr.21 z dn. 16.06.1921r.
Pomimo teoretycznego rozejmu i wejścia aliantów w pas neutralny, Niemcy kontynuowali ataki. Powstańcy na żądanie Komisji Interalianckiej wstrzymali jakiekolwiek akcje zaczepne. Niemcy 12 czerwca po silnym przygotowaniu artyleryjskim zaatakowali Zębowice i zadali polskim oddziałom straty. W tym samym dniu szturmowali Markowice i bombardowali Nędzę.
Grupa „Wawelberga” przystąpiła do rozminowywania obiektów. Kpt. Tadeusz Puszczyński dopiero 17 czerwca 1921r. wydał rozkaz wycofujący wszystkie oddziały destrukcyjne wraz z materiałami i sprzętem. Punkt zborny wyznaczył w Pszczynie. Przed wycofaniem polecił skontaktowanie się z lokalnymi dowódcami frontowymi i przekazanie oddziałom saperskim dalsze prace. Nikt z „Wawelbergowców” nie zginął, jedynie dwóch kadetów z lwowskiego Korpusu nr 1 – Heliodor Romanowski i Henryk Szilagy zostali ranni.
Powstańcy zdobyli tzw. Linię Korfantego i  prawie utrzymali pozycje na froncie. Reszta należała do polityków. Czy oni stanęli na wysokości zadania?

Nie damy Śląska oto śpiew,
co dziś przez Polskę leci,
za Górny Śląsk przelejem krew,
my Polski wolne dzieci.
Z Górnego Śląska pójdzie wróg,
Tak nam dopomóż Bóg
Tak nam dopomóż Bóg

  (autor tekstu nieznany, melodia roty, w zbiorze pieśni ks. Jana Rzymełki, który  ukazał się w 1921r.)

Jacek Bezeg (2012-03-21)

Polska interwencja na Węgrzech – 15 marca 2012

Tytuł może się komuś wydawać zupełnie oderwany od rzeczywistości. Nie wiadomo zresztą kto na kogo silniej wpłynął w trakcie tego spotkania bratanków. Z całą pewnością było to coś wyjątkowego. Zobaczymy czy coś więcej z niego wyniknie.  Zanim przejdę do współczesności, kilka słów o historii.  

15 marca 1848
– Tego właśnie dnia temperatura polityczna w tej części Cesarstwa osiągnęła punkt krytyczny.
Wezwanie do walki o wolnośćOgłoszenie przez młodego poetę Szandora Petofiego na schodach Muzeum Narodowego dwunastu żądań takich jak; zniesienie cenzury, równouprawnienie Węgier z Austrią, powołanie własnego rządu i ogłoszenie własnej konstytucji, to faktyczny początek tego co dziś nazywamy Powstaniem Węgierskim. Była to część większej całości znanej jako Wiosna Ludów.
Wkrótce powstał Komitet Obrony Narodowej kierowany przez Lajosa Kosshuta  i rozpoczęto tworzenie zbrojnych oddziałów. Walki w czasie których wsławił się Polak, generał Józef Bem, (pod koniec pełniący rolę głównodowodzącego) i liczące blisko 3 tysiące ochotników Legiony Polskie, trwały blisko dwa lata i zakończyły się upadkiem Powstania 13 sierpnia 1849. Sukces cesarza Franciszka Józefa był możliwy tylko dzięki wydatnej pomocy wojsk rosyjskich.
Pomimo zwycięstwa militarnego monarchia zdawała sobie sprawę z kruchości swoich przewag. Tym, oraz umocnionej w trakcie powstania zdecydowanej woli Narodu Węgierskiego do obrony swoich interesów należy tłumaczyć szereg sukcesów politycznych i moralnych będących udziałem Węgrów w następnych latach. Dość wspomnieć, że cesarz przysiągł wierność Konstytucji uchwalonej w roku 1848, a cesarstwo Austro-Węgierskie z więzienia narodów stało się przykładem państwa przyjaznego dla swych poddanych.
Więcej:
http://austro-wegry.info/plink46418.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C3%A1ndor_Pet%C5%91fi
http://pl.wikipedia.org/wiki/Legiony_Polskie_na_W%C4%99grzech
http://www.historia.azv.pl/rewolucja-wegierska.html
Przysłowie o dwóch bratankach powstało właśnie w trakcie opisanych tu wydarzeń. Węgrzy pięknie odpłacili się nam za tamtą
Dziękujemy za rok 1920pomoc w sytuacji dla nas krytycznej. W pamiętnym roku 1920 zjednoczeni komuniści Europy ustanowili embargo na dostawy do Polski wszelkich towarów, a zwłaszcza broni i amunicji. Nie tylko Matka Boża nam wtedy pomogła. Bardzo przydały się też przesłane z Węgier transporty amunicji.

Dziś Europa jest  nad nami
Obowiązująca od początku tego roku konstytucja Węgier, to coś, czego życzyłby sobie każdy rozsądny patriota dla swojego kraju. Tak można ją opisać w największym możliwym skrócie. Podobnie można powiedzieć o wszystkich innych posunięciach aktualnego premiera Victora Orbana.

 http://www.wykop.pl/ramka/1065417/konstytucja-wegier-co-naprawde-jest-w-srodku/
http://ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x40801/boze-poblogoslaw-wegrow/

http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/konst/wegry2011.html
http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2011-07-29/konstytucja-nowych-wegier-implikacje-krajowe-i-regionalne

http://www.bibula.com/?p=51133
http://wyszperane.nowyekran.pl/post/48995,konstytucja-wegier

Niestety, nie tylko wewnętrzna opozycja w postaci postkomunistów jest z takiej sytuacji niezadowolona. Uparcie „walczące o wolność i samostanowienie narodów” wiodące państwa i instytucje totalitarnego EUROSOJUZA nie potrafią już dłużej ukrywać swojego prawdziwego oblicza. Podobnie jak niegdyś, kiedy wynik wyborów w Austrii nie spodobał się tym, którzy wiedzą lepiej co jest dobre dla nas i w ogóle dla całego świata, tak i teraz podniósł się wrzask. Sytuacja jest jednak trochę inna. Węgrzy zdążyli już zauważyć o co chodzi cesarstwu bruxelskiemu. Zorientowali się też, że Victor Orban to jest ten człowiek którego im potrzeba, to jest ktoś, kto może ich uratować przed kolejnym zniewoleniem. Równocześnie zdają sobie sprawę z dysproporcji sił i środków. Wiedzą jak małe ma szanse dziesięciomilionowy naród w konflikcie z połączonymi siłami Niemiec i Francji. Zainicjowana przed paru laty Krucjata Różańcowa za Ojczyznę znalazła w tym mocno zlaicyzowanym kraju zadziwiająco wielu zwolenników. Modli się za swój kraj około dwa miliony Węgrów. Procesje Różańcowe wyruszające z kościołów leżących na obrzeżach stolicy tworzą opasujący ją pierścień. Toczy się walka. Trwa kolejne Powstanie Węgierskie. W tej sytuacji każde wsparcie znaczy dla nich bardzo wiele.

15 marca 2012
W tym dniu znowu, jak przed laty pojawili się nad Dunajem Polacy. Około trzech tysięcy ochotników (jak wtedy) przybyło świętować z Wegrami ich wolność i powiedzieć im „Jesteśmy z Wami!!” Odżyło stare przysłowie o dwóch bratankach. I inne o przyjaciołach prawdziwych, których poznaje się w biedzie.
Nasza grupa wyjechała z Opola wieczorem 14, by rankiem 15 być w Budapeszcie. Pierwsze spotkanie miało miejsce na słynnych

schodach Muzeum Narodowego. Oprócz okolicznościowych mów i patriotycznych pieśni usłyszeliśmy jak wtedy wiersz Szandora Petofiego wzywający do walki o wolność. Widzieliśmy i czuliśmy, że słuchający mocno przeżywali aktualność jego słów. To na pewno nie było tylko wspominanie historycznych wydarzeń sprzed 164 lat. Już wtedy zetknęliśmy się z pierwszymi objawami sympatii i wdzięczności gospodarzy. Okazało się, że byli przygotowani. Wielu nauczyło się dwóch polskich słów: „Polacy dziękujemy”. Przemówienie Tomasza Sakiewicza (Dziękuję Panu bardzo za ten pomysł!) nagradzane było mocnymi oklaskami, po każdym przetłumaczonym fragmencie. Wracając do autokaru, otrzymaliśmy już od przypadkowych przechodniów pierwsze prezenty.

 

 

Głównym punktem programu oficjalnych obchodów tego najważniejszego święta Wegrów było spotkanie pod Parlamentem. W drodze na nie musieliśmy przywyknąć do pewnej dziwnej sytuacji. To jest trudne i krępujące, kiedy idzie się przez jakieś obce miasto, a ludzie stojący na ulicach biją brawo, pozdrawiają, krzyczą „Dziękujemy Polacy”, chcą uścisnąć rękę, czy nawet czymś poczęstować. Przecież nic takiego szczególnego nie zrobiliśmy. Na razie. Teraz trzeba będzie jakoś zasłużyć na to co już nas spotkało.
Na placu Kosshuta pod Parlamentem było nas wszystkich oczywiście znacznie więcej niż 6 tysięcy, jak podają polskojęzyczne media. Popatrzcie na zdjęcia http://www.magyarhirlap.hu/online/marcius_15._.html?send=false
jeśli chcecie poznać skalę serwowanego nam kłamstwa.
Przemówienie Victora Orbana to jest osobny temat. Najlepiej przeczytać je w całości http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=625  i samemu wyrobić sobie zdanie o tym kim jest ten człowiek. Kiedy u nas znajdzie się człowiek tak prawy, mądry i odważny? Dwadzieścia procent Węgrów modliło się o niego, no to i mają. W Polsce uczestniczy w Krucjacie Różańcowej za Ojczyznę już 120 tysięcy. Kiedy dojdziemy do 7 milionów da Pan Bóg i nam. Skąd taka matematyka? http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=category§ionid=7&id=181&Itemid=46

Co działo się pod Parlamentem i na ulicach Budapesztu po uroczystościach, to tego już opisać nie umiem. Jakieś pojęcie daje o tym filmik  http://vod.gazetapolska.pl/1357-w-tv-tego-nie-pokaza-wstancie-z-kolan-polacy

 


Ja oprócz rozmaitych napojów otrzymałem od jakiejś kobiety rzecz do której była chyba przywiązana (Sądząc po oczach, bo nic nie powiedziała i szybko odeszła.), widokówkę z Koroną Świętego Stefana, która niedawno została uroczyście umieszczona w Parlamencie. Niektórzy rozumieją to, jako pierwszy krok do przywrócenia Monarchii Węgierskiej.

 http://pl.wikipedia.org/wiki/Korona_%C5%9Bwi%C4%99tego_Stefana

 

 No i co z tego?
Czym było to niezwykłe, bo dobrowolne, spontaniczne spotkanie dwóch nacji na ulicach Budapesztu?
Węgrzy zobaczyli, że nie są osamotnieni w swej walce z eurosocjalistycznym molochem. Ich wiara w słuszność przyjętej drogi wzrośnie. Pójdą dalej. Osiągną więcej. Boże miej ich w opiece! Boże chroń Victora Orbana!
Polacy byli zszokowani, bardzo zszokowani. Zobaczyli, że może być tak niedaleko od nich normalny kraj. Kraj gdzie władza jest zgodna z wolą narodu, a nie działa przeciwko niemu. Może być w unii taki kraj, którego przedstawiciele jadą do Brukseli walczyć o jego interesy, a nie podlizywać się tamtejszym notablom. Z wielkim zdziwieniem patrzyliśmy na to, że policja w czasie święta narodowego dba o wygodę i bezpieczeństwo demonstrujących na ulicach patriotów, zamiast kopać ich w twarz i podpalać własne samochody. Trudno nam było uwierzyć w to, że nikt nie próbuje blokować pochodów, by walczyć z demonami węgierskiego nacjonalizmu.
Czy coś z tego naszego zszokowania wyniknie?
„Mainstreamowe media” nie pozwolą, aby te nasze zdziwienia stały się udziałem milionów lemingów. Cóż znaczy te kilka tysięcy tych, którzy zobaczyli, naprzeciw milionów tych, którzy wiernie stosują się do otrzymywanych instrukcji?

      N I C   ! ! !

Następnego dnia byliśmy na mszy w polskim kościele. Potem złożyliśmy kwiaty pod pomnikiem generała Bema oraz pod pomnikiem Katyńskim. Obejrzeliśmy też Budapeszt ze wzgórza Gelerta.
   

PODPISZ PETYCJĘ POPIERAJĄCĄ WĘGRÓW

 http://www.petitions24.com/self-determination_and_sovereignty_of_hungary

 

Jadwiga Chmielowska (2012-03-17)

Utrzymać pozycje za wszelką cenę – tak postanowili powstańcy


Sytuacja na froncie w połowie maja była stabilna. Powstańcy  umacniali swoje pozycje. Od 12 maja 1921r.,  czyli zaraz po dramatycznych apelach Korfantego o zakończenie strajku i zaprzestanie walk Niemcy sprowadzali posiłki. Drobne potyczki miały miejsce jedynie w rejonie Góry Św. Anny. 18 maja Selbstschutz zaatakował w rejonie Leśnicy i Zdzieszowic.  dywizja GO „Wschód” została przegrupowana i 1 pułk katowicki został skierowany na odcinek Wielmorzowice – Łęg. Jeden z batalionów Fojkisa miał bronić dworca w Leśnicy a drugi Góry św. Anny. Do pomocy Fojkisowi skierowano samochód pancerny pod dowództwem pochodzącego z Zabrza marynarza Roberta Oszka. 20 maja 1921r. NKWP powołała Żandarmerię Górnego Śląska, która miała pilnować porządku na terenach zajętych przez powstańców.   


Rząd Wincentego Witosa wręczył Konferencji Ambasadorów odpowiedź na notę, w której oskarżono rząd RP o inicjowanie powstania.

Napisano w niej, ze wybuch powstania był samorzutny, Korfanty odwołany ze stanowiska Komisarza Plebiscytowego, a granice z Polska zamknięte oraz zakazano werbunku ochotników na terenie RP. Stanowisko Polski poparł premier Francji Aristide Brand.
Korfanty przestał wypłacać GO „Wschód” żołd już 10 maja 1921r.. Brakowało pieniędzy na zakup żywności. Powstańców żywiła okoliczna ludność.
Korfanty wymógł na NKWP 17 maja tworzenie strefy neutralnej. Chodziło o opuszczenie przez oddziały powstańcze Gogolina, Przystani Kozielskiej na froncie I dywizji, oraz Ostroga pod Raciborzem. „Rozkazy wydane w tej sprawie przez NKWP spotkały się z kategorycznym sprzeciwem oddziałów frontowych. Każdy powstaniec zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że opuszczenie  tak ważnych punktów wypadowych było równoznaczne z wydaniem się na łup Niemców. Żaden powstaniec na froncie nie wierzył, by te dobrowolnie przez powstańców opuszczone klucze taktyczne zostały obsadzone przez załogi wojsk koalicyjnych. Wszystkie  meldunki wskazywały na to, że miejscowości opuszczone zajmą Niemcy, by z nich uczynić ważne punkty przeciwko stanowiskom powstańczym. Szczególnie ostry sprzeciw w sprawie opuszczenia Przystani Kozielskiej i Gogolina stawił dowódca I dywizji, który był w posiadaniu meldunków francuskich, że do Gogolina wkroczą natychmiast po wyjściu powstańców doborowe oddziały niemieckie, dopiero co przybyłe z Bawarii. Nad tym meldunkiem NKWP przeszła do porządku dziennego. Niemniej uporem swoim dowódca dywizji Ludyga – Laskowski osiągnął tyle, że pod przymusem ponownego rozkazu NKWP i grupy „Wschód” – który to rozkaz groził wszystkim opornym traktowaniem ich na równi ze zdrajcami kraju – opuścił Gogolin.”  - napisał Jan Ludyga Laskowski w swojej książce „Zarys Historii Trzech Powstań Śląskich” s.270.


Rozkaz ten był pisany pod dyktando Korfantego
– dyktatora powstania. Już przed wybuchem I Powstania Śląskiego straszył on Józefa Grzegorzka i członków POW, że jeśli rozpoczną powstanie, to będą działać jak zdrajcy Polski.  
„Dnia 19 maja bawarskie oddziały Oberlandu wkroczyły – z orkiestrami na czele do opuszczonego przez powstańców Gogolina. Ten smutny w następstwach fakt poderwał po raz wtóry władzę NKWP i wywarł bardzo zgubny – bodajże nawet zasadniczy – wpływ na dalszy przebieg taktyczny walk powstańców z atakującymi oddziałami niemieckimi.” – kontynuuje Ludyga Laskowski s. 270, 271.
Właśnie z oddanego Gogolina  ruszyła wielka niemiecka ofensywa na Górę Św. Anny. Krapkowicki związek taktyczny „Gruppe Süd” dowodzony przez gen. Bernarda von Hülsen miał dogodnie miejsce do ataku. Po wycofaniu się powstańców na żądanie Korfantego, zaraz po  wkroczeniu do Gogolina Niemcy zamordowali 19 mieszkańców.  Ofiarą terroru padli: Gertruda Bryś, Tomasz Czekała, Wilhelm Dzięcielewski, Wilhelm Hamerle, Robert Goczalk, Ludwik Gut, Ignacy i Walenty Jelito, Tomasz Knop, Franciszek Kowolik, Wojciech Kubosz, Jan Lepich, Jan Maniok, Jerzy Pilawa, Jan Poloczek, Paweł Polok, Franciszek Popek, Stanisław Reinert, Gabriel Szmbera. Po podziale Górnego Śląska 300 osób na skutek szykan musiało uciekać z Gogolina. Ciekawe czy w mordach w Gogolinie uczestniczył ochotnik z Bawarii Adolf Hitler.


Próba kontrataku siłami baonu kpt. Janeckiego nie powiodła się.

21 maja o godz. 2.30 Niemcy uderzyli spod Gogolina na 1 dywizję powstańczą. Po stronie niemieckiej walczył korpus ochotniczy „Oberland”i zgrupowanie mjr. Chappiusa. Powstańcy musieli się wycofać w kierunku Raszowej i Sławięcic. Z  kompanią „Oberland” walczył batalion Alojzego Kurtoka z Ligoty. Nazajutrz 22 maja, 1 pułk katowicki dowodzony przez Romualda Piterę przeprowadził brawurowy atak w kierunku Lichyni. Sztab dywizji postanowił odbić wzgórze. Zgrupowaniem miał dowodzić szef GO „Południe” Bronisław Sikorski wspierany przez pułki Fojkisa i Rataja.


21 maja 1921r. do walk włączyli się ludzie Wawelberga
- oddział destrukcyjny pchor. Tadeusza Meissnera. Po wycofaniu piechoty powstańczej, placówka destrukcyjna ppor. Biesiekierskiego plut. Kaczorowskiego i szer. Kuszella wysadziła most w Obrowcu. Placówka destrukcyjna w Krępnej w składzie  sierż. A. Dąbrowski, kpr. Paweł Włodarczyk, plut. Gracjan Malinowski i  szer. Antonii Knebel rozpoczęła minowanie  kamiennego mostu. Czekano z odpaleniem lontu na wycofujących się ludzi Kaczorowskiego. „ W Krępnej zastaliśmy rezerwy – wydano nam dyspozycje kontrataku w kierunku Obrowca.  Ruszyliśmy razem z odważnie nacierającą piechotą. Niestety – silny ogień maszynowy wzdłuż linii – z lasu na prawym skrzydle – złamał natarcie. Padło wielu rannych. Dowództwo nakazało odwrót. Poczęliśmy zbierać naszą grupę. Brakowało Kuszlla. Wreszcie dojrzałem go. Z karabinu rosyjskiego strzelał uparcie w gąszcze leśne. – Był bosy – w czasie marszu bowiem rozpadły mu się buty. Nie bez trudu ściągnąłem go i z resztą oddziału ruszyliśmy do Leśnicy, by tam zaminować most.”  - zacytowała bezpośrednie relacje Zyta Zarzycka w „Polskie działania specjalne na Śląsku 1919,1920, 1921” s. 154. Oprócz tego kamiennego mostu wysadzono też drugi we wsi. 22 maja wysadzono tez most w Leśnicy. Na wieść, że Niemcy usiłują pociągiem pancernym wjechać do Kędzierzyna, Biesiekierski z Kuszllem uszkodzili tory na tej trasie. Po drodze spalili też drewniany wiadukt w Zalesiu.  Przykładem zdeterminowanej obrony powstańców jest zdziesiątkowany 8 pułk piechoty. Nigdy nie uzupełnił już swego składu, nawet po wycofaniu z pierwszej linii frontu. Choć Niemcy zajęli wzgórze to jednak powstańcy utrzymali linię frontu. Odział destrukcyjny pchor. Stanisława Glińskiego, będący w dyspozycji kpt. P. Cymsa, 22 maja o godz. 4.30 wysadził chlorazytem most żelazny w Kłodnicy uniemożliwiając Niemcom i Włochom wypady samochodów opancerzonych  z Koźla do Kędzierzyna.  Trzeci oddział podgrupy destrukcyjnej „Wschód”, pod dowództwem pchor. Stanisława Czapskiego działał na linii Kuźnia Raciborska – Sośnicowice. Był to styk działania dwóch Grup Operacyjnych „Południe” i „Wschód”. Zaminowano 6 mostów a dwa przygotowano do spalenia. Jednakże spokój na froncie sprawił, że nie zostały wysadzone a po rozkazie wycofania się w połowie czerwca wszystkie obiekty rozminowano.


Niemcy planowali oskrzydlić powstańców od północy.
Tu kluczowe miejsca to Olesno i stacje kolejowe  Fossowskie i Kolonowskie.  Niemcy ze względów strategicznych chcieli wziąć Olesno, by odblokować trasę kolejową Wrocław – Tarnowskie Góry. Na tym terenie  działała podgrupa „Butrym” por. Feliksa Ankersteina. Destrukcją na tym terenie dowodził „wawelbergowiec” por. Henryk Krukowski. Wchodził on w skład grupy destrukcyjnej „Północ”. Odcinek linii kolejowej Olesno – Lubliniec był pilnowany przez pododdział por. Tadeusza Martynowskiego. W jego dyspozycji był pociąg minerski. Krukowski zaplanował zniszczenie 4 mostów: „ we wsi Sowczyce, położonej 7 km na pd-wsch. od Olesna, gdzie w pałacu von Gösslera  kwaterował oddział; we wsi Łomnica (10km od Olesna); we wsi Sieraków (15 km od Olesna); we wsi Ciasna (21km od Olesna w stronę Lublińca).” – podała Zyta Zarzycka w swej książce s. 158.


W nocy z 20 na 21 maja 1921r. Selbstschutz zaatakował od północy.
Na początku powstańcy odparli ataki batalionów „Gutentag” i „Lublinitz”, lecz 23 maja kompanie batalionu „Rozenberg” wdarły się do Olesna. Niemców wspierał pociąg pancerny. Szczególnie dawał się on we znaki powstańcom przy wiadukcie  trasy Kluczbork - Olesno, w odległości ok. km od dworca w Oleśnie. Dowódca batalionu broniącego Olesna por. Kalinowski zlecił Krukowskiemu unieszkodliwienie pociągu.  Pociąg minerski por. Martynowskiego walczył w tym czasie pod Zębowicami. Do wysadzenia wiaduktu został wyznaczony zespół kpr. pchor. Tadeusza Sawickiego. Tak on wspomina te akcję Tadeusz Sawicki: „Podeszliśmy chyba kilometr od wiaduktu w kierunku Kluczborka i tu pod ogniem niemieckich karabinów maszynowych wysadziliśmy tor w 3 miejscach…Gdy wróciliśmy do wiaduktu, dowódca kompanii był bardzo zdenerwowany i prosił, aby możliwie jak najszybciej wysadzić wiadukt. Pokazywał mi dymek na horyzoncie i spodziewał się za chwile przybycia pociągu pancernego… Wobec tego wyjątkowego pospiechu kazałem rozbić i rozkopać jezdnię w poprzek wiaduktu, na jego środku i wstawiłem tam kilka skrzyń chlorobarytu, przywalając kamieniami. Do jednej ze skrzynek włożyłem nabój ze spłonką i lontem, zapaliłem i rozbiegliśmy się na obydwie strony wiaduktu. Po chwili zamiast detonacji cichy wystrzał i nic wiadukt stoi… Żadnych pośpiechów. Wiadukt będzie wysadzony za godzinę. … Ustawiliśmy dwie drabiny przy 2 przyczółkach. Podawano nam oddzielnie naboje wiertnicze, które umieszczaliśmy  jeden obok drugiego, uszczelniając kamieniami i zawiązując drutem. Tak powstały dwa przecięcia przy przyczółkach. Ponieważ wiadukt nie miał filaru, więc trzecie przecięcie było na środku wiaduktu, tak poprzednie nieudane, ale zamiast skrzynek zostały wkopane oddzielnie naboje i dobrze uszczelnione. Od każdego przyczółka wyprowadziłem lonty szybkopalne na środkowe przecięcia jezdni wiaduktu, połączywszy z tym ostatnim za pomocą lontu szybkopalnego w jeden węzeł zamocowałem tam spłonkę z odprowadzonym lontem Bickforda – wolnopalnym…”-  T. Sawicki, Wspomnienia z udziału z Trzecim Powstaniu Śląskim oddziałów  destrukcyjnych współpracujących z oddziałami powstańczymi Grupy Północ, zamieszczone przez Zytę Zarzycką w jej książce s. 159. Tym razem akcja powiodła się wiadukt został wysadzony a członkowie grupy przejęli od dowódcy minowanie dworca kolejowego, gdy ten zajął się mostem na Stobrawie w pobliżu młyna, na przedmieściach Olesna. W mieście trwały zacięte walki. Batalion Rosenberg został wyparty z miasta. Powstańcy utrzymali swoje pozycje.

W następnych dniach pociąg minerski por. Martynowskiego minował tory a 27 maja wysadzono most na szosie z Opola do Olesna.
Niemcy planowali wedrzeć się klinem pomiędzy zgrupowania „Butrym” i „Linke”, aby otoczyć cały powstańczy związek taktyczny. Już 21 maja zaatakowali Zębowice, powtarzali swe ataki aż do końca  -do 6 czerwca, kiedy zawieszono działania zbrojne. Dzięki doskonałej obronie nie udało się Niemcom przerwać frontu i oddziały destrukcyjne nie były użyte do wysadzania obiektów.
25 maja Selbstschutz za pośrednictwem Międzysojuszniczej Komisji zwrócił się do powstańców o zawieszenie broni. Korfanty tę propozycję przyjął. W tym samym dniu wyczerpany walką pułk Fojkisa został wycofany z frontu. Przydzielono mu rejon działania Chorzów i Michałkowice. Z 2600 żołnierzy pułku im Piłsudskiego wróciło 260 osób. Ich miejsce w  okolicach Lichyni  zajął 3 pułk katowicki. Pułk katowicki Rudolfa Niemczyka i płk Karola Gajdzika z Królewskiej Huty ( Chorzów) zajęły pozycje od Wielmierzowic przez Krasową do Zimnej Wódki. Trwały tam zacięte walki. Z samych Bogucic zginęło w nich 30 powstańców. Czy za te straty poczuwał się kiedykolwiek odpowiedzialny Korfanty?


„28 maja 1921r. rozpoczęły się pertraktacje w sprawie zakończenia powstania.
Do Szopienic przybył przedstawiciel Komisji Międzysojuszniczej, który przedstawił propozycje stworzenia tzw. pasa neutralnego między wojskami polskimi a niemieckimi. Pas neutralny miał powstać na ziemi opuszczonej przez powstańców, a na ich miejsce miały przybyć wojska alianckie. Korfanty ogłosił komunikat, w którym zapewniał, że dowództwo niemieckie obiecało zaprzestać ataków na pozycje powstańcze, jeśli Polacy zaprzestaną ataków na Niemców. Teoretycznie nastąpiło polsko-niemieckie zawieszenie broni zagwarantowane przez Komisję Międzysojuszniczą.” -  napisał w swej pracy Trzecie Powstanie Śląskie Michał Cieślak s.37.
Wywiad niemiecki funkcjonował znakomicie, „ponieważ oficerowie angielscy dostarczali pożądanych wiadomości z frontu powstańczego.” – napisał w swojej książce Ludyga Laskowski s. 286.


27 maja dyktator Powstania Korfanty zażądał od dowództwa I dywizji opuszczenia Kędzierzyna.
Ludyga Laskowski zgodził się ale dopiero po wkroczeniu do niego wojsk francuskich. Zagroził, że nie zamierza Niemcom oddawać miasta prędzej zrówna je z ziemią wysadzając np. fabrykę spirytusu.  
Od kilku dni Korfanty zabiegał w Warszawie o sprzyjający klimat dla odwołania ppłk Macieja Mielżyńskiego z funkcji naczelnego wodza wojsk powstańczych. Zarzucał mu nieudolne dowodzenie, błędną ocenę sytuacji na froncie itp. Najprawdopodobniej chodziło Korfantemu o to, że mimo jego apeli o zakończenie strajku, o zaprzestanie walk, powstańcy nadal trzymali pozycje na froncie. „W oczach Korfantego  był on osobą pozbawioną wystarczających kwalifikacji, aby dowodzić wojskiem. Jego następcą tymczasowo, został dotychczasowy szef sztabu NKWP mjr Stanisław Rostworowski.” – podaje Michał Cieślak w swojej cytowanej już pracy s. 38.


31 maja  1921r. Wojciech Korfanty odwołał Mielżyńskiego.
Zrobił to w czasie największego zagrożenia, ważenia się losów powstania.   31 maja ruszyło niemieckie natarcie jednocześnie z kilku kierunków.
W okopach w chwilach wytchnienia ku pokrzepieniu serc śpiewano:

Hej powstań ludu śląski

Hej powstań ludu śląski
kajdany pruskie skrusz
i swej ojczyźnie polskiej
z całego serca służ.
Dziś pomsty trwałej nadszedł czas,
niewoli twej, potwornych mąk.
Dziś wszyscy do powstania maszerujemy wraz,
dziś wszyscy do powstania maszerujemy wraz.

Już dosyć paktowania
i bałamutnych łgań,
by o przyszłości Śląska
stanowił byle drań.
Bo śląski krwawy prawy gniew,
więc o wolności poniósł śpiew.
Dziś wszyscy do powstania maszerujemy wraz,
dziś wszyscy do powstania maszerujemy wraz.

Prof. Jerzy Przystawa (2012-02-28)

Rozbiła się nad Polską bania z referendami i słowo „referendum” pojawia się dzisiaj w mediach nawet może częściej niż tragedia malutkiej Magdy z Sosnowca. Do referendum w sprawie wieku emerytalnego przygotowuje się NSZZ Solidarność pod wodzą p. Piotra Dudy, który już jakiś czas temu ogłosił, że związek zebrał ponad milion podpisów pod odpowiednim wnioskiem. Do podobnej akcji nawołuje Leszek Miller, już prawie milion internautów podpisało się z żądaniem referendum o „Acta”, pod referendum ma pójść sprawa leków refundowanych. „Referendum, referendum” rozlega się od Bałtyku do Karpat. Tą samą drogą chcieliby też pójść i niektórzy zwolennicy zmiany ordynacji do Sejmu i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Budzą się z letargu Polacy i chcą skorzystać ze swoich uprawnień suwerena, zapisanych w Konstytucji i narzucić panującej władzy rozstrzygnięcia, które jej się z różnych powodów nie podobają.

Wszystkie te akcje obywatelskie bardzo by mi się podobały i chętnie bym się w nie włączył, gdyby nie świadomość pewnej przykrej okoliczności z nimi związanej. Przykrość ta polega na tym, że w odróżnieniu od krajów, w których demokracja nie jest tylko hasłem wypisywanym na sztandarach, wbrew konstytucyjnym zapisom, Polacy nie mają de facto prawa do przeprowadzenia referendum bez uprzejmej zgody klasy panującej, posiadającej swoich plenipotentów w Sejmie, który się nazywa Sejmem Rzeczypospolitej. Obywatele polscy, bez względu na to ile by milionów podpisów pod swoimi wnioskami referendalnymi nie zebrali, mają prawo jedynie przedstawić je pod rozwagę zasiadającym w Sejmie łaskawcom, a ci, w zależności od swojego humoru, mogą się zgodzić albo nie. I od tego nie ma odwołania, a jeśli się nie zgodzą, to wszystkie te podpisy nadają się wyłącznie na palenisko, albo do przepuszczenia przez wspaniałą sejmową niszczarkę o wielkiej wydajności. Inaczej mówiąc, po wykonaniu wielkiej pracy jaką niewątpliwie jest zebranie co najmniej pół miliona ważnych podpisów, mogą jedynie BŁAGAĆ sejmowych karbowych, żeby zechcieli się z tym materiałem zapoznać i, ewentualnie, ogłosić referendum.

Dobitny przykład tego, gdzie łaskawcy mają swój naród, otrzymaliśmy wszyscy w 2005 roku, gdy po akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum „4 razy TAK” – którą to akcję Donald Tusk określił jako „największą akcję polityczną w Polsce od 1989 roku” – zebrane podpisy, bez jakiejkolwiek dyskusji w Sejmie, zostały zniszczone, co pięknie udokumentował Tomasz Sekielski w filmie „Władcy marionetek”. Nikt nie może mieć wątpliwości, że zdaniem reżysera, „marionetki” to my wszyscy, Polacy, a którzy to są nasi „władcy” to dokładnie nie wiadomo i pozostawione jest domyślności widzów. Dziennikarz tygodnika „Nie”, pisząc o tej sprawie, zatytułował swój tekst brutalnie, ale adekwatnie: „Osrali prawie milion Polaków”. Nie godząc się ze sprowadzeniem obywateli do roli marionetek, Stowarzyszenie na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego „JOW” złożyło w tej sprawie skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ponadto złożyło w Prokuraturze Generalnej RP powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez nieustalonych bliżej „łaskawców sejmowych”. Niestety, wszystkie te europejskie trybunały, prokuratury i sądy nie zostały utworzone, żeby bronić i przestrzegać praw obywateli, tylko przywilejów władzy. Europejski Trybunał skargę odrzucił bez uzasadnienia, podobnie postąpił Prokurator Generalny, a w ślad za nim „niezawisły Sąd Rzeczypospolitej”, który nie dopatrzył się niczego niewłaściwego w postępowaniu naszych jaśnie panów.

Nie jest to jedyny przykład brutalnego pogwałcenia praw konstytucyjnego Suwerena, jakim według Konstytucji jest podobno Naród Polski. Pamiętamy inny przykład zebrania ponad miliona podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie wprowadzenia do kalendarza Święta Trzech Króli. Z inicjatywy prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego zebrano ponad milion podpisów pod tym wnioskiem, ale Sejm zrobił to samo, co tak ładnie i skrótowo ujął dziennikarz „Nie”. No, ale później Święto Trzech Króli zostało wpisane w kalendarz, co ilustruje dobitnie jak te marionetki polskie są przez swoich władców traktowane. Im przecież wszystko jedno, czy mamy w Trzech Króli dzień wolny, czy też nie, im tylko zależy na tym, żebyśmy wszyscy dobrze rozumieli, kto tu panem, a kto proszalnym dziadem. Po pokazaniu nam gdzie nasze miejsce, jako prawdziwie łaskawe paniska, zafundowali nam dodatkowy dzień wolny od pracy!

Powyższa argumentacja odnosi się, mutatis mutandis, i do tzw. Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej. Również i w tym przypadku nie ma znaczenia wola obywateli, lecz cała ta inicjatywa, to jedynie poparty co najmniej stoma tysiącami podpisów list proszalny do Jasnego Pana Marszałka Sejmu, żeby zechciał się zgodzić na (1) powołanie komitetu tej OIU, (2) wyznaczył łaskawie termin, w którym zebrane mają być podpisy, a potem (3) zechciał przedstawić to Sejmowi, który przyjmie lub odrzuci.

W ten sposób nasze jaśniepaństwo zagwarantowało sobie wszelką władzę i pozbawiło nominalnego Suwerena, jakim winien być Naród Polski, jakichkolwiek instrumentów egzekwowania swojej woli. Nie są bowiem tym instrumentem wybory parlamentarne, ponieważ i tu obywatele Rzeczypospolitej pozbawieni są elementarnego prawa, jakim jest prawo do swobodnego kandydowania do Sejmu, czyli biernego prawa wyborczego. W ten sposób, jak to kilka lat temu dowcipnie zauważył, z trybuny sejmowej, Donald Tusk, „dzień wyborów parlamentarnych stał się, w odbiorze społecznym, dniem wielkiego oszustwa narodowego przez aparaty partyjne”.

Cóż więc pozostaje nam, którzy czujemy się i chcemy być uważani nie za chłopów pańszczyźnianych, lecz za obywateli Rzeczypospolitej?

Musimy się odwołać do polskiej tradycji, funkcjonującej w Polsce od panowania Aleksandra Jagiellończyka, który 25 października 1501 podpisał w Mielniku akt De Non Praestanda Oboedientia, a więc prawo wypowiedzenia posłuszeństwa królowi, gdyby łamał prawa obywatelskie. Pora, żeby Naród Polski wstał z kolan. Przestańmy zachowywać się jak dziady proszalne. Polska jest nasza, a nie bandy cwaniaków, którzy ponadawali sobie wszelkie możliwe przywileje i uważają, że tak już na wieczność zostanie. Przestańmy chodzić do nich z petycjami, prośbami i wnioskami. Skoro pozostawili nam tylko drogę buntu, to trzeba się zbuntować.

 

 

Stanisław Wodyński (2012-02-20)

Niech krzyczą kamienie!


Kamienie wołają ! .Są drogowskazami historii , pamięci narodów, pokoleń .Towarzyszą naszej cywilizacji, od czasów Leonidasa , o którym i nielicznych jego żołnierzach mówił ,wyryty w skale napis „Przechodniu powiedz Sparcie…”

Przemilczaną za czasów komuny ,a i później, już w Wolnej Polsce haniebnie skrywaną przez establihment rządzący, niezależnie od politycznego zabarwienia - pamięć po wysiedlonych ,wypędzonych, prześladowanych , ,pomordowanych Polakach na Wschodzie - również trzeba zapisywać w kamieniu. Wszędzie gdzie się da, gdzie jest to możliwe i tam gdzie jest to prawie niemożliwe.

Niech łzy z granitu ,czy marmuru – nie wysychają .Niech przywołują twarze ofiar owiane grozą przedśmiertelnego lęku. Niech nas zmuszają do modlitwy, do refleksji, wzruszenia. Wtedy , ich ofiara nie będzie daremna.

O tym jakie to jest ważne ,a zarazem możliwe do wykonania przekonałem się ,kiedy postanowiłem uczcić pamięć ludobójstwa popełnionego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach w Hucie Pieniackiej.

Najlepszym do tego miejscem wydawał mi się kościół ,a raczej jego otocznie – mur cmentarny w Babicach ,wsi leżącej na Opolszczyźnie, zamieszkałej przez wypędzonych z Huty Pieniackiej ,Pieniaków, Majdanu Pieniackiego, Wehrebuska Huciska Wehrebuskiego mieszkańców. Pamięć o tamtych tragicznych wydarzeniach i o straszliwej dacie 28 lutego 1944 r. była w Babicach bowiem bardzo starannie przechowywana .

Powziąwszy postanowienie - udałem się do ówczesnego proboszcza w Dziećmarowie ks.Henryka Kuczery ,któremu podlegał również kościół pod wezwaniem Św.Katarzyny Aleksandryjskiej w Babicach. I o dziwo ,jakby ,siła wyższa i wszechmocna wsparła mój projekt… Ksiądz Henryk się tym pomysłem ucieszył. Z nieba mi pan spadł .. wykrzyknął, bo wie pan? - mam spory problem : od lat bowiem, dawni mieszkańcy Babic zamieszkali obecnie w Niemczech ,głównie w powiecie Holzminden zabiegają o to ,żeby na placu przed kościołem postawić marmurową rzeźbę – „Pietę”, upamiętniającą ich pobyt na ziemi , którą w wyniku przegranej wojny musieli opuścić.

Moi ,niestety parafianie - wywodzący się ze Wschodu- nie chcą , za żadne skarby na to się zgodzić. Żadne argumenty do nich nie trafiają Odpowiadają twardo… to nie my, księże proboszczu wywołaliśmy II Wojnę Światową , A wie pan?„Pieta” w sam raz mi pasuje, żeby postawić ją tam ,gdzie teraz ,na przykościelnym terenie – rolnicy, jak przychodzi pora wykopek ,przyczepy z burakami stawiają ,kościół zasłaniają, tak ,że tylko wieże widać .

Dom Boży jak folwark wygląda. A teraz to już nie będą mieli wyjścia … i jak chcą mieć tablicę ,którą pan proponuje ,to będą się musieli również zgodzić na „niemiecka Pietę”.

Tak się stało … został osiągnięty konsensus i w Babicach powstały dwa sanktuaria pamięci poświecone, tym którzy opuścili swój Heimat i tym ,którzy zostali w imię narkotycznej wizji Samostiejnej Ukrainy pomordowani .

Oczywiście że, potem były pewne korowody z wojewodą ,którego komisja ds. pamięci i pomników kręciła nosem na napis o „ludobójstwie”

Na szczęście ,wtedy jeszcze byłem, dosyć wpływowym, lokalnym politykiem ,wywodzącym się z Rolniczej Solidarności. W Opolu pamiętano mi spektakularne akcje protestacyjne, które miały zastopować sprzedaż PGRów dotychczasowym ich kierownikom , wiec w obawie przed czymś podobnym komisja wydala jak Piłat stanowisko ,że nie mogą zająć stanowiska ,ze względu na brak czasu ( a mieli trzy miesiące z okładem do zastanowienia się) .

.Przyjąłem to jako urzędową zgodę i na 28 lutego 2002 r. został wyznaczony termin odsłonięcia tablicy .Odbyło się to bardzo uroczyście i odtąd co roku - w rocznicę zagłady Huty Pieniackiej gromadzą się w Babicach , wokół tablicy Kresowianie ,przedstawiciele władz samorządowych,państwowych,żołnierze,policjanci,harcerze,młodzież szkolna i mieszkańcy powiatu głubczyckiego. Odbywa się wcześniej uroczysta Msza Św. w intencji ofiar ,parokrotnie kazanie wygłaszał ks.Tadeusz Isakowicz –Zaleski. Teraz gospodarzem i strażnikiem sanktuarium kresowej pamięci w Babicach jest samorząd gminy Baborów.


Następny kamień pamięci w naszej rodzinie, został wmurowany prawie dziesięć lat później na Ukrainie ,w Pieniakach w elewację tamtejszego kościoła ,który decyzją nowego metropolity lwowskiego ks .arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego – został przekazany grekokatolikom . Początkowo został tam postawiony krzyż ,mający symbolizować mogiłę pomordowanych Michała, Wandy, Danusi Wolaninów . Zostali zabici w 1943 r. wtedy ,kiedy to nastąpiła eskalacja działań eksterminacyjnych ,ludobójczych dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów ,których ofiarami byli Polacy zamieszkujący Kresy Wschodnie .Siostrę mojego ojca Wandę z 11 letnia córka Danusią zapędzili banderowcy do sadzawki, w której oszalała z lęku o życie swoje i dziecka próbowała się schronić .Nic nie pomogło – strzelano do nich z brzegu, sycąc się ich strachem i cierpieniem . Wcześniej został zamordowany w okrutny sposób ( podobno spalono go żywcem w piecu gorzelni ,której był kierownikiem) jej mąż, mój wuj Michał.

To ,że nie było wiadomo gdzie ich pochowano ,cały czas trapiło osieroconą resztę ich dzieci ,moich kuzynów. Niestety , odeszli oni z tego świata wcześniej ,niż pojawiły się możliwości swobodniejszego podróżowania na Ukrainę. Nie zdążyli uczcić rodziców.

Jednak w sztafecie pokoleń - trud ,dbania o pamięć po pomordowanych dziadkach i małej ciotce- przejęli moi cioteczni bratankowie .Wspólnie wyprawiliśmy się na poszukiwanie śladów , pozostawionych przez tych których już nie ma , tam .. hen , na naszej ojczystej ziemi - w sąsiednim kraju. Spotkaliśmy się z życzliwym przyjęciem ze strony tamtejszego wójta (hałowy) i młodego, energicznego księdza proboszcza w Pieniakach batiuszki Bogdana . Nie czynili nam żadnych wstrętów ,ba sami, wraz z innym mieszkańcami Pieniak uczestniczyli w modlitwie na zakończenie utworzenia symbolicznej mogiły pomordowanym . Przyjeżdżając do Pieniak przy okazji innych pobytów na Ukrainie widzieliśmy jak krzyż na mogile był starannie przez Ukraińców dekorowany. Otoczony szacunkiem. Wnuk ofiar, Andrzej postanowił jednakże ufundować kamienną ,bardziej trwałą od drewnianego krzyża tablicę .

W Babicach ,w Pieniakach - w wielu ,wielu innych miejscach ,związanych z życiem ,a potem i okrutną śmiercią ofiar, nieuznawanego dotąd ludobójstwa XX wieku niech kamienie krzyczą: Przechodniu! Powiedz Polsce ,że nas zabito ,zamęczono- tylko dlatego ,że byliśmy Polakami! Przechodniu!.Nie pozwól o nas, o naszym cierpieniu zapomnieć! Módl się za nami!

Stanisław Wodyński

Jadwiga Chmielowska (2012-02-17)

 tekst wydrukowała:  GAZETA ŚLASKA i GAZETA WARSZAWSKA z 17,02.201

 

Skąd się bierze poparcie RAŚ

 

W drugiej połowie XIX w.

nastąpiło wielkie ożywienie stowarzyszeń polskich na Górnym Śląsku. Niemcy postanowili przeciwdziałać. W latach 1872- 75 było wydawane pismo „Schlesier – Ślązak”. Wśród nieuświadomionych narodowo Ślązaków zaczęto szerzyć „podbudowaną naukowo” teorię o „Wasserpolakach”.  Prym wiodła powstała w 1870r. Patria „Centrum” - Deutsche Zentrumspartei,  która była uważana za reprezentantkę i głosicielkę interesów niemieckich katolików. Na początku myślano nawet o utworzeniu nowego Landu.

Autonomiści Śląscy to zwolennicy ruchu inspirowanego przez niemieckie koła junkiersko-przemysłowe, zmierzające do neutralizacji Górnego Śląska w celu zachowania przez niemczyznę jej politycznej, ekonomicznej i kulturalnej pozycji.” – podaje Encyklopedia Powstań Śląskich. W końcu XIX stulecia w Niemczech rozwijał się komunizujący ruch socjalistyczny. Tym bardziej parto do autonomii licząc na konserwatyzm Ślązaków.  Po klęsce państw centralnych zwolennikiem autonomii Śląska w ramach Prus była Partia Centrum. Wykorzystała ona zapowiedź rządu berlińskiego z 13 XI 1918r. przeprowadzenia laicyzacji państwa i szkolnictwa. Na spotkaniu w Kędzierzynie 9 XII 1918r. Partia Centrum zgłosiła postulat utworzenia samodzielnego państwa śląskiego. Hasło Niemieckiej Partii  Centrum to „Górny Śląsk dla Górnoślązaków”. Już w połowie grudnia 1918r. zarysowały się dwie frakcje. Pierwsza związana z Hansem Lukaschkiem i popierana przez „Centrum”, propagowała autonomię w ramach Reichu. Druga – independentów  założyła później Związek Górnoślązaków – Bund der Oberschlesier chciała założyć odrębne państwo.

Jedni i drudzy autonomiści

prowadzili bardzo prężną i akcję propagandową w celu zneutralizowania polskiego ruchu narodowowyzwoleńczego. Szermowano hasłami równouprawnienia językowego i poprawy bytu ludu śląskiego.  W 1920r. Centrum przestało promować autonomię, i zaczęło popierać Związek Górnoślązaków, gdyż ten przeciwstawiał się dążeniom  stowarzyszeń polskich. W akcji plebiscytowej nawoływał do głosowanie za Niemcami, czym bardzo zaszkodził stronie polskiej. Przechwycił on ok. 25% głosów nie uświadomionych Ślązaków. Istniały też mniejsze organizacje autonomistów. Polski Związek Górnoślązaków Autonomistów (1920) Jedność Górnośląska A Stronki oraz grupki wydające „Głos Górnośląski”(1920-21) i  „Wolę Ludu” ( Teofil Kupka). Organizacje te były powiązane z Karlem Spieckerem, szefem ekspozytury wywiadu niemieckiego MSZ. Teofil Kupka został zlikwidowany jako agent przez polskich bojowców. Należał on do najbliższych współpracowników Korfantego. Pracując w Polskim Komitecie Plebiscytowym znał prawie wszystkie tajemnice polskich akcji propagandowych. Alojzy Pronobis posuwał się nawet do promowania autonomii w obozach uchodźców po powstaniach. Wybuchły aż III powstania by Ślązacy  mogli powrócić do Polski po wiekach pod czeskim panowaniem i od 1742r. w niemieckiej niewoli.

 

W Polsce międzywojennej

Śląsk był autonomicznym województwem z własnym sejmem. Endeckie środowiska z Korfantym na czele były w stanie przekonać rząd polski do przyznania Autonomii. Po stronie niemieckiej obszaru plebiscytowego miała też być autonomia ale przeprowadzono referendum i żadnej autonomii nie wprowadzono. Trzeba pamiętać, że po III powstaniu, Polaków po stronie pozostawionej w granicach Rzeszy dotknęły represje. Niektóre rodziny musiały uciekać do Polski. 

Województwo Śląskie w granicach państwa Polskiego rozwijało się znakomicie. Posiadało swój skarb, rozwijał się dzięki Mościckiemu nawet przemysł chemiczny. Olbrzymie zamówienia na stal do przebudowy torów (w zaborze rosyjskim był szeroki tor), budowy stoczni i portów a także rozwijającego się błyskawicznie przemysłu maszynowego i zbrojeniowego powodowało bogacenie się regionu.  Do dziś dziadkowie wspominają jak było dobrze za starej Polski. Jest to pożywka dla autonomistów. Była autonomia  i było dobrze! Zapominają, że w tych 18 latach spokoju w całej Polsce rozwijał się przemysł i Polacy czuli się u siebie. Powstańcy dostawali prace w urzędach, policji i Korpusie Ochrony Pogranicza. Młodzież śląską kształcono by mogła zając miejsca sprowadzonych z wielkopolski i małopolski urzędników.  Weteranów Powstań honorowano.

Przyszła wojna. Śląska młoda inteligencja ginęła masowo w niemieckich obozach koncentracyjnych  a także w Katyniu. Korpus Śląskiej policji był na niemieckich listach proskrypcyjnych więc dostał rozkaz wycofania się na Wschód do Tarnopola. Trafili więc Ślązacy do  Ostaszkowa. Urzędnicy i oficerowie do obozów w Kozielsku  i Starobielsku.

Wielu udało się uciec na Zachód. Dywizjon 304 walczący w „Bitwie o Anglię” był śląskim dywizjonem. Obrona samego Śląska była słaba. Nie można było bronić tak rozległego frontu. Zgodnie z planami obrony wycofano wojsko na inne pozycje. Obrona Śląska była symboliczna. Chodziło czasami o powstrzymanie Niemców na kilka godzin Konspiracja AK-owska była silnie rozwinięta. Zaczęły się problemy ze zmuszaniem Ślązaków do przyjmowania Volkslisty. Na początku można się było jeszcze migać. Najwyżej trzeba było uciekać do Generalnej Guberni. Później było coraz gorzej. Dochodziło do tego, że przyznawano nie pytając o zgodę tzw. „II VL” i wysyłano na front. Generał Anders pytany skąd weźmie uzupełnienia do swojej armii odpowiedział bez wahania – z Wermachtu – Ślązacy i Pomorzanie. Tak też było. Trafiali głównie do Dywizji gen. Maczka, ale wielu było też u gen. Andersa. Dezerterowali lub w obozach jenieckich zgłaszali gotowość bić się o wolną Polskę.

 

Doczekali się Ślązacy nie Polskiej Armii  a sowieckich żołnierzy

i posuwających się za nimi NKWD-zistów i żołnierzy w polskich mundurach pod sowieckim dowództwem. Mordowano, grabiono co się da. Rosjanie demontowali i wywozili całe fabryki. NKWD i  Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) już dwa tygodnie po zajęciu Śląska zakładało łagry. Nie trzeba było niczego budować – wykorzystano poniemieckie obozy zagłady. Przy każdej kopalni był mały podobóz. Największe i najbardziej znane to świętochłowicka Zgoda, Mysłowice, Jaworzno i Łambinowice. W Oświęcimiu radzieccy towarzysze – nowi strażnicy urządzili na dachu krematorium tancbudę. Było równo i można było tańczyć. Do tych nowych zakładanych na sowiecka modłę łagrów trafiali wszyscy; Niemcy, Polacy, AK-owcy, Ukraińcy z „Akcji Wisła”. Warto tutaj wspomnieć, że w obliczu wspólnego wroga NKWD  AK i UPA zawarły porozumienie o nieagresji. Szefem Wydz. IV MBP w Katowicach był niejaki Reich - Ranicki, później skierowany do Londynu by namawiał do powrotu i rozpracowywał Rząd Polski. Po 1956 roku wylądował w RFN, gdzie prowadziła słynny program TV, promujący niemiecką elitę kulturalną.  Do komunistycznych łagrów na Śląsku trafiano również za to, że komuś spodobało się mieszkanie, lub znienawidzony sąsiad chciał się zemścić. Niemcy uciekali sami bojąc się zemsty. Opustoszałe mieszkania grabili szabrownicy. Przeszło 150 tys. górników wywieziono na wschód do Związku Sowieckiego. W kopalniach nie miał kto pracować, Zatrudniano żołnierzy górników, którzy ginęli w masowych wypadkach. Tylko dlatego udało się części wywiezionych wrócić. I kto ma jeszcze wątpliwości czym była Polska po 1945 roku?

Nowo zainstalowana władza sowieckiej strefy okupacyjnej w Polsce wprowadzała na Śląsku nowe porządki. Choć w latach 40-tych  podziemie było jeszcze silne, a 3 maja 1946 mogła odbyć się w Wiśle defilada oddziału „Bartka” to w latach 50-tych  lasach dogorywał WIN i NSZ. 3 maja 1946r w Katowicach i w Chorzowie odbyły się wielkie manifestacje poparcia Mikołajczyka.

Namiestnicy Kremla nakazywali zmieniać nie tylko nazwiska ale i imiona. Karano w szkołach za mówienie gwarą.  Mierni ale wierni komuniści przybyli z Generalnej Guberni i nie mieli pojęcia o historii Śląska ani o tym, że o Volkslistę w GG trzeba było prosić a na Śląsku odwrotnie. Trzeba się było bardzo starać by jej nie mieć.

 

W PRL-u nie uczono prawdziwej historii,

a przez ostatnie 22 lata zrobiono dużo by młodzią nie poznała współczesnej historii swego kraju.  Starożytność uczona jest szczegółowo trzy krotnie a na czasy współczesne brak już czasu. Obecnie praktycznie likwiduje się w szkołach średnich nauczanie historii.

Na kopalniach panował zamordyzm, zdarzały się kary cielesne. I szła propaganda jak żyje się na Śląsku. W 1970 r. przychodziły w grudniu węglarki z wybrzeża z napisami „Ślązacy to chuje nie Polacy”. Komuniści stosowali zasadę dziel i rządź.

Nadszedł sierpień 1980r. Ku rozpaczy komunistów do strajku przyłączył się Śląsk. Stanęła Huta Katowice i jastrzębskie kopalnie. Jak wspomina Andrzej Gwiazda prowadzący rozmowy w Komitecie Strajkowym w Gdańsku od razu się zorientowano, że coś  się stało bo komuniści odpuścili. Po kilku godzinach przyjechała pierwsza delegacja ze Śląska i sprawa stała się jasna.  Ślązacy uwierzyli w „Solidarność”.  Odzyskali godność. Poczuli się gospodarzami swoich kopalń i hut. Dla nich wybuch Solidarności był bezkrwawym powstaniem. 13 grudnia postanowili walczyć. Choć cała Polska poddała się i strajków nie było to Śląsk stał. Zmilitaryzowane od samego początku były wszystkie kopalnie i huty. Polała się krew w Katowicach na kopalni „Wujek” i w Jastrzębiu na „Manifeście Lipcowym”. Dziewięciu górników oddało życie. Setki zostały ranne. Inne kopalnie się minowały by uniknąć pacyfikacji. Górnicy „Piasta” i „Ziemowita” zjechali na dół. Strajk trwał niemal dwa tygodnie. Gdyby tak walczyła cała Polska Jaruzelskiemu nie starczyło by czołgów i wojska na pacyfikacje. Polska już w 1982 r. była by wolna. Potwierdzają to dokumenty z archiwów sowieckich. Stan wojenny na Śląsku potraktowano poważnie. Jedyny członek Zarządu Regionu Śl. Dąbrowskiego NSZZ „S”, który nie dał się złapać w akcji „Jodła”,  pisząca ten tekst Jadwiga Chmielowska zeszła do podziemia 13 grudnia 1981r. Już na przełomie lutego i marca powstała Regionalna Komisja Koordynacyjna Reg. Śląsko - Dąbrowskiego. Na Ślązacy byli radykalni. Powstała już we wrześniu 1982 „Solidarność Walcząca”. Legion Polski wywodzący się z działaczy KPN wysadzał pomniki Armii Czerwonej. Jednym z przywódców tej organizacji był Brunon Ponikiewski – Ślązak z Rozbarka (dzielnica Bytomia). Na Śląsku ukrywały od 13 grudnia 82r. się do końca 3 osoby. List Gończy za Jadwigą Chmielowską odwołano 1 VIII 1990r.  Tak jak za czasów Wawelberga i przygotowania powstań śląskich tak współcześnie Ślązacy potwierdzili, że znają się na konspiracji i nie ma wśród starych śląskich rodów kapusi. Można było zawsze  liczyć na wschodniaków zza Buga, oni wiedzieli co to Sowieci i na Ślązaków bo też odczuli ich  na własnej skórze. Najwięcej gazetek podziemnych wychodziło na Śląsku.

 

Przyszło lato 1988

i znów stanęły jastrzębskie kopalnie. Wałęsę gaszącego strajk chciano wywieźć na taczce. Ostrzegano przed okrągłym stołem. Największe w Polsce manifestacje szły w śląskich miastach. Niestety zwyciężyli kunktatorzy. Od 22 lat Polska jest w likwidacji. Zniszczono przemysł. Kopalnie na Śląsku zamykał Ślązak cieszyński premier Jerzy Buzek. Rządzą krajem nieudacznicy na zasadzie -  nie zna się - to się pozna. Mierny ale wierny potakiwacz w cenie w każdej partii. To się na Śląsku nie podoba. Nie podoba się ośmieszanie religii, walka z Krzyżem. Rozbijanie rodziny. Korupcja i zwykłe złodziejstwo. Zabieranie nam pieniędzy należnych z NFZ. Niska frekwencja wskazuje, że ludzie nie mają na kogo głosować. Boją się też głosować na porządnego człowieka z dołu listy, by nie pomóc jakiemuś RAŚowcowi, czy łobuzowi, dostać się do parlamentu   Porządni ludzie stronią od polityki lub są eliminowani, bo stanowią zagrożenie dla miernych ale wiernych. Przestrzeń publiczna zaczyna być zawłaszczana przez osobników ze sfałszowanymi życiorysami. Ślązacy znów czują, że w zasadzie nic nie mogą, że tak naprawdę nie wiadomo kto podejmuje w Polsce decyzje.

 

RAŚ trafił na podatny grunt.

Choć organizacja powstała w 1990r. to nikt w Polsce jej nie zauważał. Pozwalano na to by rosła w siłę i miała już placówki w każdym mieście. Nikt nie chciał zwracać uwagi na to, że posłem z poparciem RAŚ był już w 1991 Kazimierz Świtoń. Teraz umieścili swych kandydatów na posłów na wielu listach. Kilku przeszło.

Powstały w 1989r. Związek Górnośląski mający pielęgnować kulturę i tradycję też daleko odszedł od pierwotnego programu. Są jednak koła nie podzielające żądań autonomistów. Związek Ludności Narodowości Śląskiej został założony przez Gorzelika w 1996r. W 2008r. ZLNS poprał rosyjską interwencję w Gruzji. Od wielu lat trwają próby kodyfikacji języka Śląskiego. By powstał naród musi być język. Autonomiści nie baczą na to, że próby kodyfikacji niszczą bogactwo gwar śląskich. Zwracają na to uwagę zarówno prof. Simonides jak i  red. Maria Pańczyk – dziennikarka, senator, nestorka promocji kultury śląskiej. Specjalnie powołana  organizacja  Pro Loquela Silesiana Towarzystwo Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy, którego członkami honorowymi jest Kazimierz Kutz i Maria Nowak – posłanka PiS, sponsoruje wydanie elementarza do nauki języka śląskiego.

Od jesieni 2011 r. RAŚ współrządzi województwem. Przewodniczący RAŚ Jerzy Gorzelik odpowiada w Zarządzie Województwa Śląskiego za kulturę i edukację. RAŚ głosi - zobaczcie co się dzieje w państwie polskim. Oderwijmy się będziemy rządzić sami po swojemu. Przed wojną była autonomia i było dobrze. Nie chce się identyfikować z całym tym chaosem panującym w III RP, która jest spuścizną prawna PRL-u  - czyli takim PRL-bis. Mówi wprost - Jestem Ślązakiem nie Polakiem. Więcej niczego Polsce nie ślubowałem.

Nie wszyscy w RAŚ-u  są złymi ludźmi. Nie wszyscy wiedzą, że organizacja współpracuje z niemiecką organizacją „Inicjatywą na rzecz Autonomii  Śląska” zarejestrowana w Bawarii i mająca wsparcie Rudiego Pawelki.

To nie Polska niszczy Śląsk to cała Polska od 22 lat stacza się w niebyt. Bezrobocie na Śląsku jest wyjątkową tragedią, gdyż tu jak nigdzie od wieków było tak wielkie poszanowanie pracy. Jak młodzi ludzie mają zakładać rodziny? Jak kontynuować wspaniałe tradycje przodków? Kolejni politykierzy w rodzaju Gorzelika chcą zaistnieć na grzbiecie Ślązaków.

Przodkowie powstańcy się w grobach przewracają.

Edukacja i jeszcze raz edukacja! A wtedy Śląsk znów się poderwie i być może za nim podąży Polska cała!  

Jadwiga Chmielowska (2012-02-16)


Przed III Powstaniem Śląskim


Choć przyszło Ślązakom czekać na decyzję mocarstw przyznania Polsce ich ziem to jednak, już doświadczeni ciągłymi tylko obietnicami, przestali wierzyć, że w drodze zabiegów dyplomatycznych można cokolwiek osiągnąć, przygotowywali się więc do powstania. Już od grudnia 1920r. kpt. Tadeusz Puszczyński zaczął tworzyć Grupę Destrukcyjną. Miała ona odciąć całkowicie teren plebiscytowy, czyli Górny Śląsk od Rzeszy, by uniemożliwić przerzut wojska niemieckiego w rejony walk. Puszczyński przyjął pseudonim Wawelberg – czyli Wzgórze Wawelskie.
Po wnikliwych penetracjach terenu Puszczyński z Baczyńskim opracowali plan działań destrukcyjnych.  „Grudniowy plan działalności dywersyjnej oprócz zasadniczego celu, jakim była izolacja niemieckich ośrodków dyspozycyjnych, miał również: „Dążyć do osiągnięcia fizycznego i psychicznego efektu, który podniósłby nastrój w pierwszych dniach powstania. Pokazać w pierwszej chwili tak swoim jak i obcym, że przyszła rozgrywka zbrojna nie jest burdą polityczną, lecz konsekwentną walką, do której każdy musi się ustosunkować w sposób rzeczowy i ściśle określony.”- zacytowała Puszczyńskiego Zyta Zarzycka w swojej książce  „Polskie Działania specjalne  na Górnym Śląsku 1919-1921. s. 64.
Oddział II sztabu Generalnego WP a zwłaszcza kpt. Kierkowski nie tylko pozytywnie odniósł się do tego pomysłu ale od razu zaczął wspierać Puszczyńskiego. Referat Destrukcji otrzymał status autonomicznej jednostki z własnym budżetem i niezależnością organizacyjną. Pieniądze przeznaczano na zakupy broni, środków technicznych, materiałów wybuchowych, opłacenie podróży, kwater i żywności oraz diety dla pracowników referatu. Ciekawostką jest to, że wysokość pensji nie wiązała się ze stopniem ale z potrzebami i zobowiązaniami rodzinnymi. „Większe pobory otrzymywali szeregowi obarczeni rodziną niż oficerowie -kawalerowie. Uwzględniano również posiadanie na utrzymaniu rodziców lub rodzeństwa.”- napisała Zyta Zarzycka w swojej książce. Nad finansami czuwał ppor. Edmund Charaszkiewicz. Wypłacał on kolejne zaliczki dopiero po drobiazgowym rozliczeniu poprzednich kwot. Charaszkiewicz był siostrzeńcem Elżbiety Korfantowej. Po wczesnej śmierci matki wychowywał się na Górnym Śląsku. Znał teren i był szalenie skrupulatny w rozliczeniach. Kpt. Puszczyński pobrał w Oddz. II Sztabu MSWojsk. 130 190 marek niemieckich. Po zakończeniu powstania do kasy zwrócono 4 364,05 z dokładnością do feniga. Resztę rozliczono rachunkami. Oczywiście referat dysponował też markami polskimi i dolarami. Walutę niemiecką kupowano w Gdańsku  na „czarnym rynku”, przez wysyłanych tam specjalnie z Warszawy oficerów Wydziału Plebiscytowego. Warto wspomnieć, że w 1921 r. za 1 $ płacono  65 marek niemieckich  a 790 marek polskich.
„ W siedzibie Polskiego Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu, w małym pokoiku hotelu Łomnic, w małym ciemnym i dusznym pokoiku zbierało się grono ludzi, którzy przy kulawem biurku przygotowywali po cichu ale wytrwale potężną organizację, mającą stworzyć armię powstańczą. Ludzie ci, małomówni, zamknięci w sobie, czynili w pierwszej chwili wrażenie spiskowców, działających na własną rękę, przekonanych, że musi przyjść chwila, kiedy lud górnośląski będzie musiał sam dopomnieć się o swoje prawa z bronią w ręku. Mimo młodego wieku wszystkich tych spiskowców dla dobrej sprawy cechowała niezwykła powaga. Zwłaszcza jeden z nich, rzadko pokazujący się w hotelu Lomnic, zazwyczaj milczący, po wysłuchaniu rozkazów odchodził, ale dokąd? – nikt o tem nie wiedział. Ktoby jednak chciał śledzić jego kroki, przekonałby się, że ów młodzieniec zdąża do jednego z miast, położonego przy węzłowej stacji kolejowej i tam zatrzymuje się w hotelu, będąc uważany za powojennego spekulanta nazwiskiem Wawelberga. Tam to nieustannie przyjeżdżali do niego i wyjeżdżali ludzie o wyglądzie agentów handlowych. I ktoby, śledząc losy owych agentów, pragnął zdobyć o nich bliższe informacje, z pewnością – znikłby bez wieści” – czytamy we wspomnieniach Bartłomieja Sieleckiego publikowanych w Księdze Pamiątkowej Powstań i Plebiscytu na Śląsku. s. 90.  
Bazę wypadową  dla Referatu Destrukcji ulokowano w Sosnowcu. Miasto to „położone nad graniczną Przemszą, bez reszty było zaangażowane w pomoc Górnemu Śląskowi. W koszarach Traugutta znajdował się obóz zdemobilizowanych z szeregów Wojska Polskiego Ślązaków udających się na teren plebiscytowy oraz obóz uchodźców politycznych ze Śląska. W latach 1919 -1920 w Sosnowcu mieścił się sztab I i II powstania. Następnie działało tu Dowództwo Główne POW Górnego Śląska, W mieście miały siedzibę ekspozytury MSWojsk. i Sztabu Generalnego WP zarówno jawne jak i tajne. Z Sosnowca dokonywano na teren plebiscytowy przerzutów sił i środków bojowych. Stąd też miasto penetrowały intensywnie niemieckie służby specjalne, ale wśród różnorodnych instytucji wojskowych i cywilnych pracujących na rzecz Górnego Śląska baza Referatu Destrukcji stawała się niezauważalna. Bez większych podejrzeń można było też magazynować materiał wybuchowy zarówno w koszarach Traugutta, jak i prochowniach miejscowych kopalń”- czytamy w książce Zyty Zarzyckiej s. 67.
Kpt T. Puszczyński nie miał problemów z budową referatu. Liczyło się przede wszystkim doświadczenie w pracy konspiracyjnej, gdyż wśród górników było bardzo dużo osób potrafiących obchodzić się z materiałami wybuchowymi a nawet mających doświadczenia saperskie z armii niemieckiej z czasów niedawnej wojny. Kandydaci, którzy trafiali do Referatu Destrukcji musieli posiadać bardzo określone cechy: umiejętność podejmowania błyskawicznych i ryzykownych decyzji oraz posiadać odpowiednie a wręcz nawet bardzo specyficzne warunki psychiczne, zdolności aktorskie wcielania się w różne role i profesje. Od wszystkich pochodzących spoza Śląska wymagano też znajomości tzw. „hochdeutsch”(jęz. niemiecki literacki). Referat potrzebował  minimum ok. 100 osób aby dokonać zniszczeń obiektów rozrzuconych na przeszło 90 km odcinku. Byli członkowie Referatu do Zadań Specjalnych działającego przy Dowództwie Głównym POW zasilili szeregi tworzącej się Grupy Wawelberga – byli to w większości Górnoślązacy . „Oto na jesieni 1920r i zimą 1921 roku zachodziły częste wypadki, iż Górnoślązacy w odpowiedzi na prowokacje niemieckie  samorzutnie  wysadzali w powietrze urządzenia drogowe, mosty, a przede wszystkim pomniki znienawidzonego b. cesarza niemieckiego Wilhelma II. Wawelbergowi udało się nawiązać stosunki z niektórymi zamachowcami,  a rozumiejąc bezcelowość samorzutnych wystąpień, postanowił tych zamachowców związać, w ścisłą i będącą z nim w porozumieniu grupę destrukcyjną, która niebawem stała się tak doskonale zakonspirowana, że nawet w Hotelu Lomnic o niej nie wiedziano.” – pisał w swoich wspomnieniach cytowany już Bartłomiej Sielecki.
Do Referatu Destrukcji trafiali działacze PPS z partyjnych organizacji bojowych, większość z nich brała już udział w I i II powstaniu. Członkowie Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (ZNMS) brak doświadczenia saperskiego rekompensowali ideowością i olbrzymią odpornością psychiczną. Świetnie uzupełniali się ze śląskimi górnikami. Niestety bojowcy weterani rewolucji 1905-07 nie zawsze nadawali się już do czynnego uczestnictwa w oddziałach terenowych, mieli olbrzymie doświadczenie, lecz niestety lata konspiracji i stresów z tym związanych sprawiły, że posiadali mniejszą nie tylko sprawność fizyczną ale i odporność psychiczną. Byli oni w zasadzie jedynie  instruktorami i konstruktorami bomb. W działalność referatu włączali się byli członkowie Lotnych Oddziałów POW, Pogotowia Bojowego i Milicji Ludowej PPS. Mieli oni wszyscy wielkie doświadczenie w pracy dywersyjnej.  „Tych  kpt. Puszczyński znał osobiście, byli to bowiem jego dawni towarzysze broni z pracy niepodległościowej lub partyjnej. Znał ich doświadczenie konspiracyjne, wady i zalety i odporność psychiczną w obliczu nieprzyjaciela, bowiem z milicjantami przeszedł szlak frontowy VIII batalionu strzelców w 1919r.  Ta właśnie grupa, choć nieliczna, stała się podstawa rekrutacji personalnej do Referatu Destrukcji” – napisała Zyta Zarzycka  w swej książce s. 70. Do „Destrukcji” trafiali też ochotnicy – saperzy z Wojska Polskiego. Rozkaz ministra spraw wojskowych zezwalał na urlopowanie z szeregów polskiej armii ochotników śpieszących na pomoc Górnemu Śląskowi. Nie przyjmowano wszystkich chętnych . Za każdym razem musiał kandydat zdać specyficzny egzamin. Wszyscy niemal saperzy - ochotnicy rekrutowali się z Wielkopolski, między innymi dzięki znajomości języka niemieckiego. Mieli oni też doświadczenie nabyte podczas swojego powstania.
Zbieranina w tym referacie była wielka. Od górników, po studentów, powstańcy śląscy i wielkopolscy, oficerowie WP i peowiacy z całej Polski. „Znaleźli się w nich ludzie o rozmaitych poglądach politycznych, od skrajnie konserwatywnych – jak ppor. Edmund Charaszkiewicz, poprzez działaczy PPS – jak kpt. Tadeusz Puszczyński, por. Stanisław Baczyński, Stanisław Dubois, Kazimierz Kuszell, Stanisław Machnicki, Stanisław Saks, Wacław Wardaszako, po komunistów – jak Bohdan de Nissau. Różnice poglądów czy przekonań nie zaważyły jednak absolutnie na spoistości wewnętrznej i sprawności oddziałów dywersyjnych. Niemałą rolę w kształtowaniu dyscypliny wewnętrznej i wysokiego morale żołnierskiego oddziałów odegrali bez wątpienia tzw. wychowawcy.”   - napisała w swej pracy  Zyta Zarzycka na s. 71
Tymczasem Michał Grażyński ps. Borelowski współpracując z płk. Pawłem Chrobokiem reorganizował struktury Dowództwa Obrony Plebiscytu (DOP). Przestał obowiązywać system „dziesiątek”. Formowano pułki dzielące się na baony, kompanie i sekcje. Na terenach położonych na lewym brzegu Odry system organizacyjny miał pozostać bez zmian. 22 stycznia 1920r. szef sztabu M. Chmielewski, J. Wyglenda i M.Grażyński przenieśli się z  Grodźca pod Będzinem do Królewskiej Huty – obecnego Chorzowa.  W Milowicach pod Sosnowcem pozostała kancelaria i archiwum. Płk. Chrobok wydał 4 lutego 1921r. rozkaz o utworzeniu Inspektoratu Głównego (IG), odpowiedzialnego za stan organizacji terenowych. Szefem IG został Janusz Sołtys. „Powołanie do życia Inspektoratu Głównego pozwoliło piłsudczykom na odseparowanie się od DOP, które przez negatywną ocenę szefa sztabu kpt. Henryka Zborowskiego oraz wszystkich funkcjonariuszy rekrutujących się z dowódców formacji wielkopolskich, uzyskało opinię instytucji odosobnionej, obcej terenowi.  Inicjatorzy powstania IG zyskali nie tylko poparcie miejscowych konspiratorów wojskowych, kontrolę nad oddziałami, ale również zmianę podejścia do zgłaszanych przez siebie propozycji.  Zamiast przedstawiać swe poglądy jako ocenę grupy osób przyjezdnych mogli przekazywać je dowództwu jako opinię Górnoślązaków”. – czytamy w książce  Wandy Musialik „Michał Tadeusz Grażyński 1890-1965.”  
Borelowski zwrócił się do Wojciecha Korfantego z propozycją wzniecenia powstania jeszcze przed plebiscytem, zanim na Górny Śląsk przybędą tzw. emigranci. Wiadomo było, że decyzja o dopuszczeniu ich do udziału w plebiscycie, działa na szkodę Polaków. Ślązacy na szczęście nie wiedzieli, że to polska delegacja umieściła ten dziwny zapis. Czuliby się zdradzeni podwójnie. „Przyjmując za prawdopodobne doniesienia raportów dyplomatycznych, przewidujących wykorzystanie przez przeciwnika podjętych działań zbrojnych jako argumentu  przemawiającego za unieważnieniem korzystnego dla Polski plebiscytu, W. Korfanty zdecydowanie odrzucił ideę czynu zbrojnego.” – napisała w swej książce Wanda Musialik. Nie udało się jednak dotrzeć do tych dokumentów. Korfanty tymczasem bojąc się wybuchu powstania szukał nawet pomocy u gen. K. Sosnkowskiego. Na konferencji 18 marca 1921r. pod naciskiem Korfantego, płk. P.Chrobok uznał, że wywołanie powstania w obecnej chwili nie ma szans powodzenia, gdyż będzie stłumione przez aliantów i bojówki przybyłych emigrantów. Korfantemu udało się więc po raz kolejny nie dopuścić do powstania.
Konflikt pomiędzy Korfantym a Chrobokiem narastał. „W dniu 4 kwietnia 1921 roku, na skutek różnicy zdań w kwestii dalszego rozwoju organizacji, odwołano płk Pawła Chroboka z funkcji dowódcy i powierzono to stanowisko ppłk. Maciejowi Mielżyńskiemu.”- napisał w swej pracy „Trzecie Powstanie Śląskie” Michał Cieślak s.10. Płk. Chrobok chciał tworzyć na terenie Polski regularne wojsko powstańcze, które miało wkroczyć w razie wybuchu walk. Nic nie stało na przeszkodzie, by takie oddziały powstawały. Lecz i  ta jego koncepcja była sprzeczna z ciągłym oczekiwaniom na przychylność Ententy. Koncepcja unikania konfliktu z Niemcami też już nie miała swego uzasadnienia, gdyż siła bojowa polskiej armii w 1921 roku przewyższała możliwości niemieckie. Pomimo kolejnej zmiany w kierownictwie Dowództwa Obrony Plebiscytu (DOP) organizacja rozwijała się szybko.
Ślązacy podtrzymywali się na duchu śpiewając: „Zmartwychwstanie” Hanysa Kocyndra (pseudonim)
Alleluja, Alleluja!
Biją na świat cały górnośląskie dzwony,
Niechaj będzie Chrystus pochwalony!
Niech brzmi pieśń zwycięstwa,
Pieśń polska radosna,
Idzie Nowe Życie, idzie Polska Wiosna!
Alleluja, Alleluja!
Pieśń wolności dziś śpiewamy,
A zarazem przysięgamy,
Że tej naszej drogiej ziemi,
Z jej skarbami bogatymi
Więcej  nie oddamy!
Alleluja, Alleluja!
Zwyciężył lud, zwyciężył duch,
Duch gnębion od stuleci.
Wytęż Entento dobrze słuch,
Bo głos nasz mocny leci:
Nie damy ziemi, skąd nasz ród,
Nie śmie tu władać więcej wróg,
Tak nam dopomóż Bóg.

 

Jadwiga Chmielowska (2012-02-16)


Plebiscyt na Górnym Śląsku


W Galerii Zwierciadlanej Wersalu 28 czerwca 1919 roku delegaci 27 państw „Sprzymierzonych i Stowarzyszonych“ oraz pokonanych Niemiec podpisali traktat pokojowy kończący I wojnę światową. Artykuł 88. traktatu dotyczył przyszłości Górnego Śląska: „W części Górnego Śląska, położonej w granicach niżej opisanych, mieszkańcy zostaną powołani do wypowiedzenia się przez głosowanie, czy życzą sobie przyłączenia do Niemiec, czy też do Polski... Już obecnie rząd polski i niemiecki, każdy o ile go to dotyczy, zobowiązują się nigdzie na swym terytorium nie zarządzać dochodzeń oraz nie stosować żadnych  środków wyjątkowych w przedmiocie jakiegokolwiek czynu politycznego, jakiby zaszedł na Górnym Śląsku…, aż do ostatecznego urządzenia tego kraju. Niemcy już obecnie oświadczają, że zrzekają się na rzecz Polski wszystkich praw i tytułów do części Górnego Śląska, położonej poza linią graniczną, określoną na podstawie plebiscytu przez Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone”.
Decyzja o plebiscycie  była warunkiem kompromisu pomiędzy Anglia, Francja a Niemcami. Warunki pokoju z 7 maja 1919r. przewidywały windykowanie dla Polski  Górnego Śląska. Opierani się na pruskim spisie ludności z 1910r., w którym większość mieszkańców stanowili Polacy. Po pierwszej wojnie światowej przyjęto bowiem zasadę wyższości samookreślania narodów nad legalistyczną doktryna prawno-państwową o formalnej przynależności obszarów do poszczególnych państw. (Encyklopedia Powstań Śląskich s. 297.) Niemcy zaatakowali te propozycję mocarstw. Ich argumenty były następujące: „daje się Polsce terytoria które w różnych okresach zostały od niej oddzielone i które nigdy nie znajdowały się pod jej władzą.”, „przyłącza się do Polski liczne miasta niemieckie i znaczne obszary czysto niemieckie”, „ język polski ‘wielkopolski’ nie jest językiem rodzimym mieszkańców Górnego Śląska, którzy mówią narzeczem polskim ‘Wasserpolnisch’. Narzecze to nie świadczy bynajmniej o narodowości i nie wyklucza bynajmniej niemieckich uczuć narodowych”, „Górny Śląsk zawdzięcza cały swój rozwój umysłowy i materialny pracy niemieckiej. Niemcy są miarodajnymi przedstawicielami sztuki i wiedzy w tym kraju.”, „Niemcy stoja tam na czele handlu i przemysłu, gospodarstwa rolnego, działalności ekonomicznej. Niemcy są kierownikami robotników i zarządcami syndykatów. Niemcy nie mogą się obyć bez Górnego Ślaska , Polsce natomiast nie jest on potrzebny”, „co się tyczy urządzeń w zakresie zdrowotności i ubezpieczeń publicznych, warunki bytuna G. Ślasku są bez porównania lepsze niż  w sąsiedniej Polsce.”, Pragnie się dać Polsce wobec Niemiec dobre granice wojskowe i ważne węzły kolejowe”, „Odstapienie Górnego Slaska Polsce nie jest pożyteczne  dla innych mocarstw, gdyż będzie ono niewątpliwie zarodkiem nowych elementów sporów i niezgod, co zagrazałoby powaznie pokojowi Europy i całego świata”. – czytamy w Encyklopedii Powstań Ślaskich. Dodatkowo straszono zwycięskie mocarstwa kłopotami w wywiazywaniu się z konieczności płacenia reparacji wojennych. Wrecz Niemcy stwierdzali, że bez Górnego Ślaska nie będą w stanie podołać zobowiązaniom. Argumenty te przekonały Anglię. I pod jej naciskiem podjęto decyzje nie przylaczania Górnego Slaska do polski a jedynie przeprowadzenia plebiscytu. Złamano przy tym zasade uwzględniania przy wytyczaniu granic argumentów etnicznych. Oktrojowany (narzucony wbrew panującemu prawu) plebiscyt nie gwarantował Ślązakom zwycięstwa. Wprost przeciwnie w warunkach absolutnej dominacji i stosowanych nacisków administracyjnych, ekonomicznych i siłowych był nie do wygrania. Nawet kościół podlegał hierarchii niemieckiej. Głosujący w plebiscycie nie mieli deklarować narodowości a jedynie głosować za przynależnością do Polski lub Niemiec. Dopuszczenie do udziału w Plebiscycie emigrantów, którzy reprezentowali jedynie siebie było zignorowaniem w  plebiscycie  reprezentowania przez uprawnionych do głosowania stałych mieszkańców  dzieci i młodzież do lat 20.  Wynik plebiscytu jednak miał być jedynie forma opinii dla mocarstw, które podjąć miały decyzję. Co ciekawe, że propozycja udziału emigrantów w Plebiscycie padła ze strony polskiej delegacji. Obecnie zrzuca się podejrzenie na prof. Eugeniusza Romera, wybitnego geografa i znawcę problemów narodowościowych. Był on  polskim ekspertem na Konferencji Wersalskiej. W 1916r.  wydał prof. Romer "Geograficzno-statystyczny atlas Polski", w którym przedstawiał obraz Polski opracowany pod względem fizjograficznym, narodowościowym, gospodarczym i kulturalnym; ukazał dokąd sięgali Polacy, gdzie byli dominującą siłą kulturalną, gospodarczą i organizacyjną, a także na jakim obszarze pozostawali w mniejszości. Atlas Romera odegrał znaczącą rolę w ustaleniu granic naszego odradzającego się państwa; dostarczał cennych informacji o Polsce i Polakach, które były znane tylko z mało pewnych źródeł pochodzących z państw zaborczych. Źródła te konsekwentnie umniejszały wszelkie wartości Narodu Polskiego, a zwłaszcza etniczny zasięg i znaczenie Polaków w zaborach. Dzięki tej pracy uznano Romera za znawcę zagadnienia i wysłano w 1918 r. do Paryża jako członka delegacji polskiej przy ustalaniu zachodniej granicy Polski w traktacie wersalskim. Romer referował sprawę polską premierowi Francji Clemenceau, który miał bronić polskiego punktu widzenia przy pertraktacjach traktatu. Profesor uczestniczył także w rozmowach w Rydze (1921 r.), gdzie odegrał istotną rolę w uzgadnianiu szczegółów topograficznych przy ustalaniu polskiej granicy wschodniej.  – podaje Piotr Czartoryski-Sziler w swoim artykule na łamach Naszego Dziennika.
Urodzony we Lwowie naukowiec nie koniecznie mógł się znać na polityce. Dlatego decyzję na pewno podjął ktoś inny z polskiej delegacji – polityk znający się na problemach śląskich. Jak można było liczyć na głosy polskich emigrantów z Zagłębia Ruhry. Emigranci wyjechali za chlebem i powrót na Śląsk łączył się ze sporym wydatkiem. Natomiast Niemcy organizowali całe pociągi. Kiedy jednak zorientowano się, że większość emigrantów to Niemcy, strona polska próbowała wycofać ten wniosek niestety było już za późno. „ Obawy te pogłębiły wnikliwe polskie badania statystyczne. Liczbę emigrantów szacowano w nich na 377 tys. osób, z których, jak stwierdzano dalej, zdecydowana większość będzie głosować za Niemcami. Dostrzegł to też Wojciech Korfanty. Proponował on, powołując się na regulamin plebiscytu w Szlezwiku (odbył się on 10 stycznia 1920 roku), aby prawo głosu przyznać tylko tym emigrantom, którzy opuścili teren plebiscytowy po 31 grudnia 1900 roku. Prawo do głosowania mieli też mieć imigranci, czyli osoby przybyłe na ten teren i mieszkające tu nieprzerwanie od 1 stycznia 1900 roku. Strona polska chciała też, by podobnie jak w Szlezwiku głosowanie odbyło się w dwóch turach. Najpierw miało się ono odbyć we wschodnich powiatach terenu plebiscytowego. Strefa zachodnia zaś głosowałaby 6-8 tygodni później. Podział na strefy, zdaniem Korfantego, miał być zabiegiem taktycznym, gdyż pomyślny wynik strefy wschodniej miał mobilizująco wpłynąć na Polaków ze strefy zachodniej. Ostatecznie propozycja ta nie została uwzględniona.”- podaje  Piotr Sput w swej pracy opublikowanej w Nowinach Raciborskich. O stateczną decyzję o udziale w plebiscycie emigrantów podjęła Rada Najwyższa pod presją strony angielskiej.
„Państwo niemieckie skorzystało na inicjatywie polskiej dyplomacji i werbowało pewnie Ślązaków zamieszkałych w całych Niemczech, stwarzając im bardzo dogodne warunki do udziału w plebiscycie – z pociągami specjalnymi a nawet kartkami żywnościowymi włącznie.” – czytamy w tekście wyjątkowo nieprzychylnego Polsce  prof. Antony Golly  na stronie współczesnych proniemieckich autonomistów:  http://www.silesia-schlesien.com

Trzeba pamiętać, że w wyborach samorządowych, które odbyły się 9 XI 1919r. wybrano 6882 polskich radnych i 4373 Niemców.  Wg tych danych Polacy powinni wygrać..
20 marca 1821 r. miał zostać przeprowadzony plebiscyt. Zarówno Polacy jak i Niemcy walczyli o głosy. Posługiwano się zarówno plakatem jak i prasą. Szczególne oddziaływanie miał humor . Drukarnia Karola Miarki w Mikołowie wydawała Kocyndra. Pisał  w nim Stanisław Ligoń, późniejszy dyrektor Rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach.
„Śląscy Żydzi znaleźli się pośrodku tej dziejowej zawieruchy przetaczającej się przez Śląsk. Większość Żydów zdecydowanie opowiadała się po stronie proniemieckiej. W owym czasie wielu z nich decydowało się na wyjazd na Zachód, najczęściej do wielkich ośrodków miejskich w Niemczech. Zjawisko to występowało także w Żorach.
W dniu 20 marca 1921 r. przeprowadzono plebiscyt na Górnym Śląsku (Volksabstimmung in Oberschlesien). Odbywał się on pod nadzorem Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej na Górnym Śląsku (Commission Interalliée de Gouverment et de Plébiscite de Haute Silésie) z siedzibą w Opolu. W okresie tym rabin Samuel Ochs z Gliwic mocno zaangażował się przeciwko podziałowi Górnego Śląska. Wzywał ludność żydowską, by podczas plebiscytu głosowała za przynależnością Śląska do Niemiec. Podczas głosowania większość społeczności żydowskiej opowiedziała się za pozostaniem Górnego Śląska w Niemczech.”- podaje B Kubit „Rabini Gliwiccy s.139  i czytamy też na stronie http://www.sztetl.org.pl/pl/article/zory/5,historia/?action=view&page=1








-------------------------------------------------------------------------------------

Myślę, że tutaj bardzo sie mylisz. Akurat władze polskie jak i całe społeczeństwo zarówno w okresie plebiscytu jak i III Powstania Śląskiego okazywało ogromne zainteresowanie i pomoc Górnemu Śląskowi. Oczywiście nie mogliśmy sie tutaj równac znacznie zamozniejszym Niemcom ale ta pomoc była naprawde spora i to zarówno finansowa, organizacyjna, wojskowa. W całej Polsce nawet w małych miejscowościach powstawały lokalne komitety pomocy Górnemu Śląskowi, które między innymi zbierały pieniądze na rzecz Śląska. co do udziału emigrantów to niestety delegat strony polskiej profesor Eugeniusz Romer sam wnioskował o udzial emigrantów w plebiscycie błednie zakładając, że w większości zagłosuja oni za Polską. Dośc szybko okazało się, że będzie dokładnie inaczej i strona Polska starała sie całą sprawe "odkręcić" ale było juz niestety za późno.

Ostatecznie około 60% głosów padło za Niemcami a około 40% za Polską. Warto jednak pamiętac, że w plebiscycie wzięło udział około 200 tysięcy emigrantów, którzy w ogromnej wiekszości głosowali za Niemcami. Jak na ironię wniosek o udział emigrantów w plebiscycie zgłosił polski ekspert na Konferencji Wersalskiej wybitny geograf i znawca problemów narodowościowych prof. Eugeniusz Romer, który liczył na głosy polskich emigrantów z Zagłebia Ruhry. Kiedy jednak zorientowano sie, że wiekszośc emigrantów to Niemcy strona polska próbowała wycofać ten wniosek
niestety było juz za późno.


Najdziwniejsze jest to, że w wyborach samorządowych 1919 wybrano 6882 polskich radnych i 4373 Niemców.

Ta, nadzwyczaj ważna działalność prof Romera spowo-owała, że uczestniczył on jako członek delegacji polskiej przy ustalaniu zachodniej granicy Polski w traktacie wersalskim - upoważniony przez szefa delegacji Romana Dmowskiego referował sprawę polską premierowi Francji Clemenesceau, który miał bronić polskiego punktu widzenia przy pertraktacjach traktatu wersalskiego, odegrał istotną rolę w uzgadnianiu szczegółów topograficznych przy ustalaniu granicy wschodniej na konferencji w Rydze, po zakończeniu wojny polsko-sowieckiej w 1920 roku. --Adam Zaleski
SŁAWNI KRESOWIANIE
Jednak to dopiero rok 1916 scementował jego pozycję naukową. W tym to bowiem roku wydał on "Geograficzno-statystyczny atlas Polski", w którym przedstawiał obraz Polski opracowany pod względem fizjograficznym, narodowościowym, gospodarczym i kulturalnym; ukazał dokąd sięgali Polacy, gdzie byli dominującą siłą kulturalną, gospodarczą i organizacyjną, a także na jakim obszarze pozostawali w mniejszości. Atlas Romera odegrał znaczącą rolę w ustaleniu granic naszego odradzającego się państwa; dostarczał cennych informacji o Polsce i Polakach, które były znane tylko z mało pewnych źródeł pochodzących z państw zaborczych. Źródła te konsekwentnie umniejszały wszelkie wartości Narodu Polskiego, a zwłaszcza etniczny zasięg i znaczenie Polaków w zaborach. Dzięki tej pracy uznano Romera za znawcę zagadnienia i wysłano w 1918 r. do Paryża jako członka delegacji polskiej przy ustalaniu zachodniej granicy Polski w traktacie wersalskim. Romer referował sprawę polską premierowi Francji Clemenceau, który miał bronić polskiego punktu widzenia przy pertraktacjach traktatu. Profesor uczestniczył także w rozmowach w Rydze (1921 r.), gdzie odegrał istotną rolę w uzgadnianiu szczegółów topograficznych przy ustalaniu polskiej granicy wschodniej.  -Piotr Czartoryski-Sziler – Nasz Dziennik

Plebiscyt na Górnym Śląsku - część V
03.05.2011 00:00 red
9 czerwca 1919 roku premier RP i przewodniczący delegacji polskiej Ignacy Paderewski skierował do przewodniczącego konferencji pokojowej Georgesa Clemenceau kolejną notę. Stwierdzano w niej dobitnie, że decyzja o przeprowadzeniu plebiscytu uczyni problem narodowy na Górnym Śląsku jeszcze ostrzejszym i palącym.
Pokój podpisany
28 czerwca 1919 roku w Galerii Zwierciadlanej Wersalu delegaci 27 państw „Sprzymierzonych i Stowarzyszonych“ oraz pokonanych Niemiec podpisali traktat pokojowy kończący I wojnę światową. Sprawę górnośląską regulował artykuł 88. owego traktatu. Stwierdzano w nim: „W części Górnego Śląska, położonej w granicach niżej opisanych, mieszkańcy zostaną powołani do wypowiedzenia się przez głosowanie, czy życzą sobie przyłączenia do Niemiec, czy też do Polski... Już obecnie rząd polski i niemiecki, każdy o ile go to dotyczy, zobowiązują się nigdzie na swym terytorium nie zarządzać dochodzeń oraz nie stosować żadnych  środków wyjątkowych w przedmiocie jakiegokolwiek czynu politycznego, jakiby zaszedł na Górnym Śląsku…, aż do ostatecznego urządzenia tego kraju. Niemcy już obecnie oświadczają, że zrzekają się na rzecz Polski wszystkich praw i tytułów do części Górnego Śląska, położonej poza linią graniczną, określoną na podstawie plebiscytu przez Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone”.  
Problem emigrantów
Wiele problemów powodowała sprawa określenia osób, którym przysługiwało prawo do wzięcia udziału w głosowaniu. Odnosił się do niej wspomniany już art. 88 traktatu wersalskiego oraz obszerny aneks. Postanawiano tam, że w plebiscycie wezmą udział także emigranci, tzn. osoby urodzone albo też zamieszkałe przez pewien czas na Górnym Śląsku.
Stwierdzić należy, że klauzula o udziale w plebiscycie emigrantów znalazła się w traktacie na wyraźne życzenie strony polskiej. Jej autorem był prof. Eugeniusz Romer – sławny geograf i kartograf, ale kiepski polityk i analityk. Na posiedzeniu Komisji Wschodnich Granic Niemiec prof. Romer udowodnił tezę konieczności dopuszczenia emigrantów do udziału w plebiscycie na Górnym Śląsku tak dobitnie, że przeciwna temu większość członków Komisji nie znalazła argumentów, aby ją odrzucić. Poprawka ta satysfakcjonowała początkowo obie strony (tzn. polską i niemiecką). Każda ze stron miała jednak zupełnie inny pogląd na temat swych szans związanych z udziałem emigrantów. Eksperci polscy, nie wiadomo na jakiej podstawie, dowodzili, że górnoślązacy przebywający na emigracji zarobkowej w zachodnich rejonach Rzeszy (ich liczbę szacowano na 350 tys. osób) opowiedzą się w plebiscycie za Polską. Niemcy natomiast od razu zauważyli, że emigranci to ich prawdziwa szansa. Ich eksperci słusznie twierdzili, że emigranci, wywodzący się głównie z rolniczych powiatów zachodnich, w dużym stopniu zgermanizowanych, będą głosować – pod wpływem odpowiedniej propagandy oraz szantażu i obietnic ekonomicznych – za pozostaniem Górnego Śląska przy Niemczech. Prasa polska szybko zorientowała się, że propozycja Romera dotycząca emigrantów to wielki błąd. Obawy te pogłębiły wnikliwe polskie badania statystyczne. Liczbę emigrantów szacowano w nich na 377 tys. osób, z których, jak stwierdzano dalej, zdecydowana większość będzie głosować za Niemcami. Dostrzegł to też Wojciech Korfanty. Proponował on, powołując się na regulamin plebiscytu w Szlezwiku (odbył się on 10 stycznia 1920 roku), aby prawo głosu przyznać tylko tym emigrantom, którzy opuścili teren plebiscytowy po 31 grudnia 1900 roku. Prawo do głosowania mieli też mieć imigranci, czyli osoby przybyłe na ten teren i mieszkające tu nieprzerwanie od 1 stycznia 1900 roku. Strona polska chciała też, by podobnie jak w Szlezwiku głosowanie odbyło się w dwóch turach. Najpierw miało się ono odbyć we wschodnich powiatach terenu plebiscytowego. Strefa zachodnia zaś głosowałaby 6-8 tygodni później. Podział na strefy, zdaniem Korfantego, miał być zabiegiem taktycznym, gdyż pomyślny wynik strefy wschodniej miał mobilizująco wpłynąć na Polaków ze strefy zachodniej. Ostatecznie propozycja ta nie została uwzględniona.
Jak głosować?
Wielkie kontrowersje wywołała też kwestia trybu głosowania emigrantów. Strona polska, popierana przez Francuzów, chciała, tak jak w przypadku wspomnianych wyżej stref, by emigranci głosowali kilka tygodni później niż stała ludność obszaru plebiscytowego. Niemcy byli tej koncepcji przeciwni. Pojawiło się też kilka innych propozycji dotyczących miejsca głosowania emigrantów - eksperci nie byli zgodni, czy mają oni przybyć na Śląsk, czy głosować w obecnym miejscu zamieszkania. Po wielu trudnych negocjacjach i sporach przeważyła koncepcja jednoczesnego głosowania wszystkich, mających prawo głosu. Warto dodać, że ostateczną decyzję o udziale w plebiscycie emigrantów podjęła Rada Najwyższa pod presją strony angielskiej.
I powstanie śląskie
Na Górnym Śląsku zaś rosło napięcie. W dniach od 11 do 14 sierpnia doszło do wielkiego strajku górników i hutników, 15 sierpnia w Mysłowicach członkowie Grenzschutzu zastrzelili 10 osób z tłumu, który domagał się wypłaty zarobków, Niemcy aresztowali też w tym czasie kilku przywódców POW Górnego Śląska, u których znaleziono ważne dokumenty.  Wszystkie te czynniki spowodowały wybuch w nocy 17 sierpnia 1919 roku I powstania śląskiego.
Cdn. Piotr Sput nowiny raciborskie
======================================================
Wojciech Korfanty wystąpił z propozycją przyłączenia do Polski terenów położonych na wschód od Odry, na odcinku od Bogumina do Zimnic Wielkich; dalej granica miałaby biec wzdłuż zachodniej granicy powiatu strzeleckiego aż do gminy Kolonowskie, stąd w kierunku wsi Chobie (pow. opolski), a następnie wzdłuż linii Chobie – Knieja – Zębowice – Leśna – Wachowice – Broniec – Nowe Karmionki – Wolęcin – Bodzanowice aż do granicy Rzeczypospolitej. Propozycję tą zaakceptował rząd RP.

W podobnym kierunku szły propozycje francuskie, które przedstawił gen. Le Rond (pozostawiając po stronie niemieckiej Gogolin i Dobrodzień, zaś proponując Polakom wschodni pas powiatów lublinieckiego i oleskiego).

W zupełnie innym kierunku szły propozycje Anglików i Włochów, którzy chcieli pozostawić Niemcom większość obszaru plebiscytowego (z Okręgiem Przemysłowym), oddając Polsce jedynie powiaty rybnicki i pszczyński oraz niewielkie pasy terenu przylegające do tych powiatów oraz do granicy Rzeczypospolitej. W sumie Polsce, wedle tej propozycji, miałoby przypaść ledwie 25% obszaru plebiscytowego i 21% jego ludności. Jako że dwóch z trzech członków Komisji Międzysojuszniczej skłaniało się ku niekorzystnemu dla strony polskiej rozstrzygnięciu, sprawy zaczęły zmierzać w fatalnym dla Polski kierunku.

Ostateczna decyzja zapaść miała w Londynie w dniu 5 maja 1921 roku. Jednakże dwa dni wcześniej Ślązacy po raz trzeci chwycili za broń – 3 maja 1921 roku wybuchło III Powstanie Śląskie.
autor: Wojciech Kempa -Plebiscyt Górnośląski – puls miasta Siemianowice

Już wspomniałem, że państwo niemieckie skorzystało na inicjatywie polskiej dyplomacji i werbowało pewnie Ślązaków zamieszkałych w całych Niemczech, stwarzając im bardzo dogodne warunki do udziału w plebiscycie – z pociągami specjalnymi a nawet kartkami żywnościowymi włącznie. – prof. Prof. Antoni Golly
http://www.silesia-schlesien.com
===========================================================
o zakończeniu I wojny światowej i odrodzeniu państwa polskiego (II Rzeczpospolita Polska) doszło do konfliktu ze społecznością niemiecką i wybuchu trzech kolejnych powstań śląskich. Śląscy Żydzi znaleźli się pośrodku tej dziejowej zawieruchy przetaczającej się przez Śląsk. Większość Żydów zdecydowanie opowiadała się po stronie proniemieckiej. W owym czasie wielu z nich decydowało się na wyjazd na Zachód, najczęściej do wielkich ośrodków miejskich w Niemczech. Zjawisko to występowało także w Żorach.
W dniu 20 marca 1921 r. przeprowadzono plebiscyt na Górnym Śląsku (Volksabstimmung in Oberschlesien). Odbywał się on pod nadzorem Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej na Górnym Śląsku (Commission Interalliée de Gouverment et de Plébiscite de Haute Silésie) z siedzibą w Opolu. W okresie tym rabin Samuel Ochs z Gliwic mocno zaangażował się przeciwko podziałowi Górnego Śląska. Wzywał ludność żydowską, by podczas plebiscytu głosowała za przynależnością Śląska do Niemiec[2.5]. Podczas głosowania większość społeczności żydowskiej opowiedziała się za pozostaniem Górnego Śląska w Niemczech. W Żorach oddano 2 352 (69,4%) głosy za pozostaniem miasta w Niemczech i 1 036 głosów – za Polską (30,5%). Pomimo wyników głosowania społeczność polska doprowadziła do wybuchu III powstania śląskiego, w rezultacie którego Żory zostały przyłączone do Polski. Większość tutejszych Żydów zdecydowała się wówczas na emigrację na Zachód.
Na tereny polskiego Górnego Śląska zaczęli po 1922 r. napływać polscy Żydzi. Pochodzili oni w większości z Zagłębia Dąbrowskiego, ale także z terenów dawnego Królestwa Kongresowego. Ich przyjazd częściowo rekompensował odpływ niemieckich Żydów i pozwalał przetrwać gminom żydowskim na Śląsku. Jednak napotykali oni na bardzo dużą niechęć ze strony lokalnych władz miejskich i mieszkających tutaj od dawna Żydów. Przyczyny tych niechęci wynikały z faktu, że dawne Królestwo Kongresowe było spostrzegane przez większość mieszkańców Górnego Śląska jako tereny zacofane, biedne i gorsze kulturowo. Niechęci te były przenoszone na przyjeżdżających polskich Żydów. Postrzegano ich jako zagrożenie w świetle wzrostu konkurencji gospodarczej, a także obawiano się wzrostu tendencji propolskich. Konflikty te przenosiły się także do wewnętrznych społeczności gmin żydowskich i negatywnie wpływały na ich rozwój.
http://www.sztetl.org.pl/pl/article/zory/5,historia/?action=view&page=2
-----------------------------------------
Koniec I wojny światowej przyniósł wielkie zmiany na Górnym Śląsku. Odrodzenie się 11 listopada 1918 r. państwa polskiego (II Rzeczpospolita Polska) spowodował wzrost propolskich nastrojów wśród ludności śląskiej. Doprowadziło to do konfliktu ze społecznością niemiecką i wybuchu trzech kolejnych powstań śląskich. Śląscy Żydzi znaleźli się pośrodku tej dziejowej zawieruchy przetaczającej się przez Śląsk. Większość z Żydów w zdecydowany sposób opowiadała się po stronie proniemieckiej. W owym czasie wielu śląskich Żydów decydowało się na wyjazd na Zachód, kierując się najczęściej do wielkich ośrodków miejskich w Niemczech. Zjawisko to występowało także w Sośnicowicach.
W dniu 20 marca 1921 r. przeprowadzono plebiscyt na Górnym Śląsku (Volksabstimmung in Oberschlesien). Odbywał się on pod nadzorem Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i Plebiscytowej na Górnym Śląsku (Commission Interalliée de Gouverment et de Plébiscite de Haute Silésie) z siedzibą w Opolu. W okresie tym rabin Samuel Ochs z Gliwic mocno zaangażował się przeciwko podziałowi Górnego Śląska. Wzywał ludność żydowską by podczas plebiscytu oddała swoje głosy opowiadając się za przynależnością Śląska do Niemiec[1.14]. Podczas głosowania większość społeczności żydowskiej oddała głosy za pozostaniem Górnego Śląska w Niemczech. W wyniku plebiscytu Sośnicowice pozostały w Niemczech.
W okresie międzywojennym wszyscy pozostali Żydzi opuścili Sośnicowice, tak że w 1938 r. nie było to już ani jednego Żyda. Podczas "Nocy Kryształowej" hitlerowcy spalili lokalny cmentarz żydowski. - http://www.sztetl.org.pl/pl/article/sosnicowice/5,historia/?print=1

http://forum.historia.org.pl/topic/9473-plebiscyt-na-gornym-slasku/page__st__15
========================================================

Marian Hemar (2012-02-13)
Moje wielkie odkrycie

Po latach rozmyśliwań,
Niemal u schyłku życia,
Dokonałem niezmiernie
Głębokiego odkrycia.

Moje wielkie odkrycie
Raz na zawsze, niezbicie
Rozwiązuje odwieczną
Zagadkę, mianowicie,

Rozstrzyga nieomylnie,
Ustala niezachwianie
Ostateczną odpowiedź
Na ciekawe pytanie,

Co dręczy nas od wieków
I wciąż wraca od nowa:
KTO RZĄDZI ŚWIATEM? Jaka
Mafia anonimowa?
------------------------
Gotowiście na wszystko?
Ha, dobrze, jam też gotów.
Słuchajcie: światem rządzi
Wielka zmowa idiotów.

Światem rządzi sekretna
Pomiędzynarodówka
Agresywnego durnia
I nadętego pólgłówka.

Trade union grafomanów,
Tajna loża bęcwałów,
Klub ćwiercinteligentów,
Konfederacja cymbałów,

Aeropag jełopów,
Jałowych namaszczeńców,
Pompatycznych ważniaków,
Indyczych napuszeńców.
------------------
Samym instynktem głupoty
Odnajdują się wzajem.
Rozumieją się wspólnym
Językiem i obyczajem.

I hasłem, które woła
Z ochotą raźną i rączą:
KRETYNI WSZYSTKICH KRAJÓW
LĄCZCIE SIĘ! Więc się łączą.

Przeciw wszelkim ambicjom,
Przeciw wszystkim talentom,
Przeciwko swoim wrogom,
Przeciw nam - inteligentom.

To oni - pan generał,
Co dziś rozumie bezwiednie,
Jak dziś w cuglach, szach mach, wygrać
Wszystkie wojny poprzednie.
.----------------
Ekonomista, który
Kosztem ogólnej nędzy
Uzdrowi "wymianę dewiz"
I "pokrycie pieniędzy".

To polityk, mąż stanu
Dyplomata, co wkopie
Niewinnych ludzi w Azji,
W Afryce i w Europie

W tak trudne sytuacje,
W tak kręte labirynty,
W tak polityczne kanty
I dyplomatyczne finty,

Że z nich jedyne wyjście
Na świat i światło Boże -
Przez wojnę, której nikt nie chce,
Przez morze krwi i morze

Łez. - Oni nas trzymają
W ryzach, za twarz i pod batem.
To ONI - i to jest właśnie
Ta mafia, co rządzi światem.
* * *
A jaka na nich rada?
Bo czuję moi mili,
Że z dziecięcą ufnością
Pytacie mnie w tej chwili,

Muszę prawdę powiedzieć,
Wbrew ufności dziecięcej:
Niestety, nas jest za mało.
Durniów jest znacznie więcej.

My skłóceni, więc słabi.
Durnie zgodni, więc silni.
My się często mylimy.
Durnie są nieomylni.

My sceptycy, zbłąkani
Na ziemi i na niebie -
A ONI tak aroganccy
I tacy pewni siebie

I tacy energiczni
Że serce z trwogi mdleje.
Ach, nie znam żadnej rady.
Mam tylko jedną nadzieję.

Żyję tylko tą drobną
Otuchą i nadzieją
Że my umiemy śmiać się.
A durnie nie umieją.

Kto wie... może po wiekach,
Kto wie... może w oddali,
To jedno przed durniami
Obroni nas i ocali.

Jadwiga Chmielowska (2012-02-13)

Fiasko kunktatorskiej polityki endecji

Już trzy dni po Plebiscycie 23 marca pod presją Korfantego MSWoj. gen. K. Sosnkowski  skierował pismo do dowódcy Okręgu Generalnego gen. Raszewskiego w sprawie niedopuszczenia do wystąpień zbrojnych na Górnym Śląsku. Mowa jest w nim o prowokacjach niemieckich, które mogą nastąpić by pokrzyżować plany przyłączenia Śląska do Polski. Generał  był przekonany, że takie rozruchy mogłyby „stanowić poważne niebezpieczeństwo polityczne w rozstrzygającej chwili.  Interwencja rządu u komisji Alianckiej nastąpi niezwłocznie. Przypominam zdanie komisarza Korfantego, iż woli 200 trupów niepomszczonych po stronie Polski aniżeli przedwczesny wybuch z jego politycznymi skutkami.

Tajna organizacja wojskowa może wystąpić w formie zwartej jedynie na wskutek żądania  gen, Le Ronda. Wbić to dobrze w głowę płk. Chrobokowi i zabronić mu wszelkich fantastycznych planów operacyjnych prowadzących za Odrę. Nawet w wypadku, gdy będzie mogło nastąpić ujawnienie organizacji jako takiej i jej zwarte wystąpienie , co przypominam, iż stać się może jedynie na skutek zewnętrznej napaści  Niemców i zadanie gen. Le Ronda; nawet w tym wypadku wystąpienie organizacji musi być lokalne i ograniczyć się do obrony terenów z większością polską.” Dalej w tym samym liście buzy koncepcje Chroboka utworzenia oddziałów zbrojnych Ślązaków na terytorium Polski. Ślązacy chcieli się bić nie chcieli czekać. Pierwsze i drugie powstanie wybuchło spontanicznie. Na ich czele stali Ślązacy: Zgrzebniok, Fojtis, Ludyga Laskowski. Teraz tez szefem DOP był Chrobok. Teraz ideologowie RAŚ-u  usiłują wmówić, że Ślązacy nie chcieli walczyć a przyszli Polacy i zrobili Powstanie. Było dokładnie odwrotnie To Ślązacy chcieli się bić. Brakowało im oficerów, sztabowców, saperów  i o nich prosili Polskę. Po raz kolejny trzeba tu przypomnieć, ze Piłsudski obiecał Ślązakom, ze gdy będą chcieli walczyć da im to co ma najlepszego. Obóz belwederski po cichu i w konspiracji posyłał bojowców PPS, była ich jedynie garstka. Kilku też przybyło Poznaniaków – saperów.  Sosnkowski pisze wprost: Ściąganie gorętszego elementu poza granicę i organizowanie go w wojsko poza Górnym Śląskiem nie uważam za wskazane, gdyż ukryć się nie da, zaś jak Panu Generałowi   wiadomo, wszelkie działanie na zewnątrz jest możliwe w wypadku zbrojnego napadu niemieckiego z zewnątrz i spowodowanego tym zadania aliantów o udzielenie im przez Polaków  zbrojnej pomocy.”

Na koniec Sosnkowski dopisał ręcznie, ze prosi o podziękowanie Chrobokowi za to że „zdołał niezmiernie szybko opanować sytuację i nie dopuścić do samorzutnych wystąpień.”

Tymczasem Wawelberg robił swoje. Pewnym chrztem bojowym dla jego destruktorów było spalenie baraków zbudowanych przez Niemców dla przyjezdnych na plebiscyt emigrantów. Istniało podejrzenie, że gdyby plebiscyt i decyzja Ententy była niepomyślna dla Niemców to baraki te byłyby koszarami dla wszelakiej maści organizacji paramilitarnych i zdemobilizowanych oddziałów Reichswehry. Tam gdzie dominował żywioł polski ze spaleniem nie było żadnych problemów. Tam gdzie dominowali Niemcy to wkroczyli do akcji ludzie Wawelberga. W nocy z 8 na 9 marca spłonęły baraki w Starym Popielowie Dobrzeniu Wlk. i Głogówku.  

Dzięki obecności bojowców PPS w Referacie Destrukcji bardzo szczegółowo opracowywano nie tylko plany akcji ale i drogi odwrotu.

Tymczasem w „Paryżu radzono”. Francji zależało na maksymalnym osłabieniu Niemiec. Proponowała oddać Polsce tę część Górnego Śląska gdzie dominowali Polacy. Była to zgodne z tzw. linia Korfantego. 22 marca 1921r. Korfanty ogłosił projekt  w formie odezwy. Wyznaczona przez niego granica zyskała nazwę linii Korfantego. Wytyczała ona obszar pomiędzy granicą z Czechosłowacją z południu ( Bogumił) następnie wzdłuż Odry, aż do miejscowości Zimnice Wlk., po czym odchylała się w kierunku północno – wschodnim wzdłuż zachodniej granicy powiatu Wielkie Strzelce ( obecnie Strzelce opolskie) a następnie przez Kołonowskie – Zębowice –Leśna- Wachowice – Bodzanowice biegła do granicy państwowej z Rzeczpospolitą. Nie był to cały obszar plebiscytowy a jedynie cześć, ta gdzie Polacy mieli plebiscytowa większość. Wielka Brytania i Włochy  miały stanowisko zupełnie odmienne. Niemcy stanowiły pokaźny rynek zbytu dla towarów angielskich, przemysłowcy niemieccy zdążyli już nawiązać kontakty biznesowe w Wielkiej Brytanii. Włosi i Anglicy bali się tez wzrostu znaczenia Francji na arenie międzynarodowej. Chcieli wiec móc ja szachować Niemcami. Nie minęło 19 lat a Niemcy bombardowały Londyn. Europejscy politycy mogli być z siebie i swojej długofalowej polityki dumni. Przedstawiciele Wielkiej Brytanii i Włoch w osobach płka Harolda F,P. Percivala oraz gen. Armando de Marinisa proponowali przyznać Polsce powiaty pszczyński i rybnicki wraz z niewielkimi skrawkami katowickiego. W ręce niemieckie miał więc trafić niemal cały Okręg Przemysłowy. Ostateczną decyzje miała podjąć Rada Ambasadorów Ligi Narodów. Oczywiście po obu stronach polskiej i Niemieckiej trwały przygotowania dla walki zbrojnej. W zależności kto będzie poszkodowany ten rozpocznie walkę.

W obozie polskim nadal nie było jednomyślności. Koła polityczne, których głównym reprezentantem był komisarz Korfanty, ciągle jeszcze  łudziły się, że decyzje dyplomatyczne okażą się pomyślne dla Polski. Koła wojskowe  zaś wychodziły z założenia, iż najskuteczniejszą forma walki o powrót Śląska do macierzy będzie czyn zbrojny, który – kierując się zasadą, że o powodzeniu powstania decyduje element zaskoczenia przeciwnika – podjąć należy wcześniej niż zapadną ostateczne postanowienia dyplomacji.” – napisała Zyta Zarzycka w Polskie działania specjalne na G. Śl. 1919 -1921 s. 110.

Pod koniec kwietnia śląska organizacja bojowa liczyła 40 tys. zaprzysiężonych członków. Około 2/3 były to odziały bojowe a 1/3 w instytucjach i służbach na tyłach. Po odwołaniu płka Pawła Chroboka na czele DOP stanął ppłk Maciej Mielżyński ( „Nowina- Doliwa”).

22 kwietnia 1921r. ukazał się nowy wariant planu operacyjnego. Nowa wersja wprowadzała warianty zaczepne. Działania powstańcze podzielono na trzy etapy.

Etap I – opanowanie okręgu przemysłowego i  powiaty pszczyński i rybnicki. Miała to być baza operacyjna dla całego powstania    

Etap II – dotarcie oddziałów do linii Korfantego. Dojście do odry w górnym jej biegu aż do Gogolina. Następnie osiągnięcie linii Kolonowskie – Bodzanowice. Oparcie się o Odrę.

Etap III Opanowanie Opola. W związku z tym zmieniono zadania dla Oddziałów Puszczyńskiego („Wawelberga”).  Miał on opanować dworzec Proszowice na przedmieściu Opola.

24 kwietnia odbyło się zebranie w Bytomiu na które Korfanty zaprosił najbliższych współpracowników i dowódcę Obrony Plebiscytu. „Po zapoznaniu się z założeniami planu operacyjnego  Korfanty, pomimo niechętnego stosunku do działań zbrojnych, konkludował, ze w zaistniałej sytuacji są one nieuniknione.” – napisała w swej pracy Zyta Zarzycka s. 113

Ppłk Mielżyński już nazajutrz meldował  się w Warszawie by przedstawić władzom wojskowym plan operacyjny powstania.  Gen. K. Sosnkowski wydał dyspozycje, „iż w wypadku rozpoczęcia strajku generalnego w okręgu przemysłowym, który miał poprzedzić wystąpienie zbrojne na obszarze plebiscytowym, cała śląska organizacja bojowa ma zostać podporządkowana Wojciechowi Korfantemu. Ppłk Mielżyńskiemu pozostawiono natomiast decyzje w sprawach ściśle wojskowych. Tym samym najwyższe polskie czynniki wojskowe w wypadku zbrojnego powstania stawiały władze polityczna górnośląskiego obszaru plebiscytowego ponad jego zwierzchnictwem wojskowym.” – podaje Zyta Zarzycka s. 113

Ta decyzja miała w przyszłości katastrofalne skutki.

Mielżyński zaraz po powrocie na Śląsk  rozkazał broń z magazynów przekazać bezpośrednio oddziałom. Na naradzie DOP 28 kwietnia podjęto decyzje o wybuchu powstania w nocy z 2 na 3 maja 1921r.  W spotkaniu w Głównym Inspektoracie DOP w Bytomiu  uczestniczyli M. Mielżyński, R. Abraham, K. Grzesik, W Przedpełski i M. Grażyński.

Warto tu podkreślić, ze obecny na naradzie wysłannik MSWojs. Mjr Roman Abraham wniósł sprzeciw. „ Wskazywał na konieczność zdania się na łaskę i niełaskę czynników międzynarodowych, w których ręku leżał los górnego Śląska. Temu oportunistycznemu stanowisku sprzeciwił się stanowczo M. Grażyński, szef wydziału organizacyjnego DOP, zdając sprawę ze stanu daleko posuniętych przygotowań do rozpoczęcia ruchu zbrojnego.” – napisał J. Ludyga - Laskowski w swej książce Zarys Historii Trzech Powstań Śląskich s. 225  Ślązacy nie chcieli już więcej słuchać tego typu mądrych rad. Wiedzieli, że zrobili największy błąd, że nie wywołali powstania w pierwszych miesiącach 1919r., gdy Niemcy były słabe i zrewoltowane. Tym razem nie ulegli żadnym naciskom nawet premiera Witosa ani generałów Sosnkowskiego i Sikorskiego. Argumenty wciąż aż do znudzenia powtarzane wcześniej przez Korfantego a teraz powtarzane przez najwyższe władze polski o „nieobliczalnych skutkach na forum międzynarodowym”, okazały się niewystarczające. Ślązacy chcieli się bić i coraz bardziej żałowali, że tyle lat słuchali Korfantego.

Atmosfera na Śląsku gęstniała. W nocy z 29  na 30 kwietnia  gen H. Le Rond – Przewodniczący Międzysojuszniczej Komisji Rządzącej i plebiscytowej przekazał Danielowi Kęszyckiemu poufną informację o tym ze 5 maja Rada Ambasadorów poweźmie decyzje ws. Śląska. Konsul Generalny Daniel Kęszycki przekazał poufna informację, ze decyzja Rady Ambasadorów będzie niepomyślna dla Polski natychmiast Stanisławowi Niegolewskiemu w Czarnym Lesie i jeszcze tej samej nocy z 29 na 30 kwietnia dostał ją przez kuriera  Korfanty. Wiadomo było już że zwycięży projekt angielsko włoski

30 kwietnia spotkali się szefowie polskich związków zawodowych i dowódczy organizacji zbrojnych oraz Jozef Rymer, Wiktor Piecha, Konstanty Wolny, Józef Biniszkiewicz, Michał Grajek, Alojzy Kot.  Uchwalono, ze  strajk generalny rozpocznie się nazajutrz. 1 maja 1921 r. stanęły wszystkie nieomal wszystkie fabryki i kopalnie. Gazety Śląskie opublikowały „uchwałę niemieckiej finansjery mówiącą o zniszczeniu okręgu przemysłowego w wypadku oddania go Polsce”. Te uchwałę już dużo wcześniej uzyskał polski wywiad Komitetu Plebiscytowego.  Jakże kojarzy się ona  z wypowiedziami Jerzego Gorzelika szefa RAŚ o Śląsku w polskich rękach i małpie, która dostała zegarek. Obrzydliwe powtarzanie niemieckiej propagandy. 

Wszyscy śląscy dowódcy byli zdecydowani rozpocząć powstanie. Nie widzieli innej możliwości. Nie godzili się na przeciąganie terminu. Tymczasem zdominowany przez endecję rząd nawet po otrzymaniu informacji, o dacie powstania usiłował powstrzymać jego wybuch. „W dniu 2 maja 1921 r. rząd polski na tajnym posiedzeniu podjął uchwałę polecającą Korfantemu użycie wszelkich środków celem niedopuszczenia do wszczęcia  ruchu zbrojnego. Postanowiono tez odwołać ppłka Mielżyńskiego.” Napisał Bolesław Woszczyński w komentarzach do książki J. Ludygi Laskowskiego s.225.

W tym czasie realizowana była w Polsce polityka endecka. Najlepszy dowód to Traktat Ryski. Dmowski wciąż liczył, że Rosja się szybko odrodzi i myśl federacyjna Piłsudskiego będzie przeszkodą w przyszłej koalicji z Rosją przeciwko Niemcom. Dmowski chciał wcielić ziemie białoruskie wprost do Polski. Zrezygnował też z włączenia do Polski Mińska, który  oferowali bolszewicy. Tę decyzję – negatywna dla interesu Polski przeforsował Stanisław Grabski. Do dziś Białorusini maja do nas Polaków żal. Dmowski chciał państwa jednonarodowego i nie chciał zbyt dużo mniejszości. Polska tym samym złamała traktat z Ukraińską Republiką Ludową (Symon Petlura) z  wiosny 1920r. Dmowski obawiał się, że niepodległa Ukraina sprzymierzy się z Niemcami. Nie widział zagrożenia w Moskwie i jej imperialnej polityce. Warto tu wspomnieć, że państwa Ententy, też nie chciały niepodległej Ukrainy. Trudno dziś zrozumieć tak wielką uległość Endecji w stosunku do mocarstw zachodnich. Nie wyobrażali sobie być może, ze wskrzeszone państwo polskie może prowadzić samodzielną politykę zgodna z jego interesami.

Jak już wspomniałam termin wybuchu powstania był ustalony na godz. 3 w nocy z 2 na 3 maja. Tymczasem Korfanty powołując się na Warszawę, żądał „opóźnienia wybuchu powstania o jeden tydzień . Celem uzyskania dokładnych wiadomości z Londynu. Ppłk. Mielżyński zameldował początkowo, ze dał rozkaz powstrzymujący powstanie. Po południu 1 maja złożył jednak raport, ze opóźnienie ze względu na już rozpoczęte przygotowania i na nastrój mas okazało się niemożliwe. Powoływał przy tym na otrzymany rozkaz podporządkowania się komisarzowi Korfantemu. Ta niezdecydowana sytuacja przeciągnęła się do wieczora 1 maja 1921r., co mogło doprowadzić do ogólnego zamieszania, gdyż jedne oddziały mogły zacząć, inne zaś opóźnić wybuch. Kpt. Grzesik zgasił gotowość wzięcia na siebie odpowiedzialności i wydania rozkazów o godz. 22.” – wspomina  J. Ludyga Laskowski w swojej książce s. 227. Trzeba pamiętać, że już od rana 1 maja trwał strajk. Wbrew temu co twierdzi dziś RAŚ, że Polacy przyjechali na Śląsk i wzniecali powstania, to właśnie rodowici Ślązacy rwali się do walki. Jednym z najbardziej stanowczych był właśnie Karol Grzesik pochodzący z Siedlisk w powiecie raciborskim. Rodowitymi  Ślązakami byli zarówno szefowie oddziałów  jak i dowódcy i szefostwo sztabów powstańczych jak Zgrzebniok i Ludyga - Laskowski, Fojtis. Można przyjąć, że Polacy – oficerowie byli doradcami, szkoleniowcami. Niemcy w zasadzie niedopuszczalni Ślązaków do stopni oficerskich i na studia. Polacy mieli być tania siła roboczą w przemyśle, którego właścicielami byli Niemcy.

O nastrojach panujących na zebraniach  w kierownictwie DPO pisze również Wanda Musialik w swojej książce „Michał Tadeusz Grażyński” s. 49.-  „ Nieakceptowanie przez zebranych motywów, jakie kierowały postępowaniem Korfantego, determinowały ich przekonanie o nieuchronności powstania. K. Grzesik na wewnętrznej odprawie w biurze operacyjnym w imieniu dowództwa GO „Wschód” postawił S. Rostworowskiego i R Grocholskiego, B. Sikorskiego, W. Przedpełskiego i M Chmielewskiego przed koniecznością decyzji: jeśli Korfanty odwoła ruch zbrojny, to on ze swoją grupą rozpocznie go na swoją odpowiedzialność. Postawieni przed groźbą wywołania walki wbrew stanowisku władz politycznych, postanowili wesprzeć M. Mielżyńskiego, który w tym czasie próbował przekonać komisarza o dostatecznym przygotowaniu swych podwładnych do prowadzenia walki.”  Trudno na tym etapie określić, czy to władze partyjne Narodowej Demokracji (ND) wpływały na decyzje Korfantego, czy wprost przeciwnie, Korfanty przekazując np. informacje o niedostatecznym przygotowaniu powstańców do walki – liczebność i uzbrojenie, był powodem takiego a nie innego nastawienia zdominowanego przez ND Rządu RP. Trzeba pamiętać, że argument ten był podnoszony przez Korfantego przed I i II powstaniem. Odwoływał on dwukrotnie w ostatniej chwili, po wydaniu już rozkazów  I powstanie, które i tak wybuchło spontanicznie i związku z tym miało mniejsze szanse na powodzenie. Teraz Korfanty twierdził, że  na pewno z 40 tyś zaprzysiężonych bojowców zgłosi się mnie niż połowa. Twierdzono nawet, że   „Ilość 50 000 zorganizowanych członków była wielkością pozorną, bowiem wliczono w nią ok. 3000 uzbrojonych kolejarzy oraz 16.000 straży obywatelskiej i fabrycznej.” – cytuje zdanie S. Rostworowskiego W. Musialik w swej książce na s. 48-49 i dalej podaje przypuszczenia i rozterki, że „Przy ogólnym zapale liczba ta mogła wzrosnąć w dwójnasób, lecz w razie początkowego niepowodzenia, należało się liczyć z jej spadkiem do połowy, a nawet jednej piątej początkowych szacunków.(…) Zamiast wydania rozkazu spodziewanego lada moment przez wojskowych, komisarz przystąpił do ponownej drobiazgowej analizy możliwości DOP oraz istniejącej sytuacji” .

Korfanty jak widać został zmuszony do podpisania rozkazu. Był on od 30 kwietnia jedynym, który mógł to zrobić. Dowódcę Mielżyńskiego pozbawiono takiej możliwości. Widać wyraźnie, ze gdyby Korfanty rozkazu nie podpisał i tak by ono wybuchło. Władze wojskowe były absolutnie przekonane o konieczności podjęcia walki.    

Szef Sztabu DOP S. Rostworowski tak relacjonuje podpisanie 2 maja decyzji wybuchu III powstania: „ Komisarz Korfanty, jako dyktator w powstaniu, zawahał się jeszcze. Nie wierzył w powodzenie walki zbrojnej z Niemcami, ufał nadal, ze w drodze dyplomatycznej nadejdzie lepsze rozstrzygniecie, pragnął wybuch powstania opóźnić. Wobec nadchodzącej daty 5 maja – było niepodobieństwem. Zresztą podniecenie umysłów, wywołane strajkiem, doprowadziły na pewno do lokalnych wybuchów (…). Szef sztabu po krótkiej naradzie z szefem oddziału operacyjnego udał się do pokoju komisarza Korfantego, który konferował z Nowiną – Doliwą ( Mielżyński – przyp. red) i zameldował, że w myśl wytycznych, pogotowie mobilizacyjne jest już posunięte tak daleko, ze o ile rozkaz nie będzie natychmiast wykonany – to rozpocznie się chaotyczna walka, z góry skazana na przegraną. Komisarz Korfanty, po chwili namysłu, rozkaz powstania podpisał (2 maja o godz. 11). Przygotowani gońcy rozwieźli natychmiast umówione hasło do dowódców grup. Wawelberg otrzymał je ustnie. Kości zostały rzucone.” – S. Rostworowski, Tajna organizacja wojskowa obrony plebiscytu na Górnym Śląsku, w r. 1921 s. 435 -436.

Przeciwnikiem polskich oddziałów bojowych były niemieckie konspiracyjne siły. Nazywano je Samoobroną Górnego Śląska (Kampforganisation Oberschlesien – KOOS) Powstały one już w latach 1919-1920. Powstały z inspiracji Reichswery. Ich szefostwo było najpierw w Berlinie a później we Wrocławiu.  Obok miejscowych Niemców Górnośląskich w odziałach tych byli zdemobilizowani oficerowie i podoficerowie Reichswehry.  Już w sierpniu 1919r. na długo przed powołaniem KOOS przybyła na Górny Slask Marinebrigade ( brygada morska) pod dowództwem Wilfrieda von Loewenfelda. Byli oni doświadczeni w pacyfikacji protestów robotniczych i niedawnej rewolucji w Berlinie. Choć część tej brygady wycofano do Wrocławia to jednak pozostali utworzyli pod dowództwem chor. Karla Guido Hauensteina („Heinz”) „Spezialpolizei – Rollkommando”. Była to organizacja czysto terrorystyczna. Wstępowali do niej członkowie korpusu ochotniczego Gerharda Rossbacha i podkomendni mjr. J. Bischoffa z bałtyckiej żelaznej dywizji. Oddziały te formowano we Wrocławiu, Legnicy, Nysie i Brzegu, po przeszkoleniu były przerzucane na teren plebiscytowy. Zatrudniali się w majątkach ziemskich i fabrykach. „Rollkommando” nazywano na Śląsku Mordkommando.  Ich specjalność to skrytobójstwa, zamachy bombowe. Ofiarami ich byli polscy działacze. Mordowali oni też Niemców, których uznali za zdrajców.

Po II powstaniu i likwidacji Siecherheitspolizei por Karl Bergerhoff z części członków policji stworzył „Schwarz Adler” (Czarnego Orła), legalny Związek Strzelecki. To właśnie ta organizacja napadała na polskie komitety plebiscytowe. Niemieckie działania terrorystyczne nasiliły się późną jesienią 1920r i trwały do wybuchu III Powstania. Co ciekawe Niemcy nie stosowali działań dywersyjnych o charakterze wojskowym.

„Pomimo teoretycznej równości obydwu stron, zagwarantowanych traktatem Wersalskim, Niemcy nadal uważali się za jedynych władców tego regionu. Żadna granica państwowa nie oddzielała Górnego Śląska od Niemiec. Usankcjonowanie prawem przyłączenie tej ziemi do Republiki Weimarskiej wydawało się być tylko kwestia czasu. W zamysłach sfer militarystycznych i junkiersko – przemysłowych wola przynależności do polskości najuboższych klas miejscowej ludności nie była brana pod uwagę, zwłaszcza. Ze w rekach niemieckich znajdował się cały przemysł, latyfundia ziemskie oraz administracja średniego i niższego szczebla. Przeciwko komu miano więc planować akcje dywersyjne?. Wolno zatem sądzić, iż problem działań dywersyjnych nie był brany pod uwagę w planach operacyjnych Selbstschutzu . W konkluzji stwierdzić  wypada, że działalność specjalnego przeznaczenia, którą zastosowali Niemcy na górnośląskim obszarze Plebiscytowym  w okresie poprzedzającym III powstanie, skoncentrowała się przede wszystkim na terrorze. Polacy natomiast wprowadzili znacznie bogatsze i elastyczniejsze formy działań specjalnych.” – napisała Zyta Zarzycka w swojej książce s. 116

Gwałtowne protesty polskiego rządu by odwołać powstanie nie odniosły żadnego skutku. Ślązacy postanowili walczyć!

Do broni!

(pieśń Powstańcza Grupy Wschód – przyp. red)

(Na melodię Marsylianki)

Chcą sprzedać kraj nasz dyplomaci-

Hej! ludu śląski chwyć za broń!

Za tę krzywdę wam dziś zapłaci

Nasza robotnicza dłoń.

Tajemne targi i narady

Swym czynem zwali śląski huf,

Nam dziś nie trzeba pięknych słów-

Nie będziem wdawać się w układy!

Za wolny polski Śląsk

Na krwawy idziem bój,

Na bój na bój niech wróg nasz drży!

Zwyciężyć musim my!

„Mądre” wyroki zagranicy

Przekreślim mocną wola swą,

Nikt nie wydrze nam dziś granicy,

Którą zdobędziem własną krwią!

Ni pięci ziemi nie oddamy,

Chciwemu Krzyżakowi tu!

A walkę do ostatka tchu,

Dziś Tobie, Polsko przysięgamy!

Za wolny polski Śląsk

Na krwawy idziem bój,

Na bój, na bój, niech wróg nasz drży

Zwyciężyć musim my!


opublikowane w Gazecie Śląskiej z d. 10 lutego 2012r.