Jacek Bezeg (2009-01-07)
Panie Janie!
Nie wiem dlaczego uważasz, że podlegam, czy ulegam jakiemuś szantażowi lub też innym schorzeniom. Poza, stosownym do wieku uwiądem starczym, nic specjalnego mi nie dolega ani nie uciska. Może to on tak Ci się nie podoba, no ale cóż ja na to mogę? Zajrzyj jednak na www.ospn.opole.pl do Wyszperanych. tam wyłuszczam jaka jest idea tego subiektywnego przeglądu internetu. Nie przedstawiam tam oficjalnego stanowiska Zarządu, ani nawet swoich własnych poglądów [chociaż zapewne z tego co tam jest, coś się o mnie dowiedzieć można], a tylko informacje czy poglądy, które moim zdaniem w "miłościwie nam panujących" mediach przebić się szansy nie mają, a są uzupełnieniem tego co one nam dostarczają, takim, że łącząc to wszystko razem możemy uzyskać względnie [bo tylko moim zdaniem] zrównoważony obraz. Taki, który może być już podstawą do samodzielnego wnioskowania. Tylko tyle. Bo więcej po prostu nie potrafię. Jeśli ktoś się ze mną zgadza co do idei [konieczność posiadania wiedzy pełniejszej niż to co daje gw,TVN, onet i podobne], ale nie zgadza co do metody [zawartości tego co dostarczam] to zapraszam do współpracy, do uzupełniania mnie. [Od czasu do czasu dostaję różne rzeczy od ludzi i wtedy jest "wyszperane i otrzymane"].
Przechodząc do konkretu. W sprawie Intronizacji istotne są dla mnie dwa aspekty:
1. Przedstawienie samej idei. Gdybyś uważnie, bez emocji, przeczytał to zrozumiałbyś, że nie chodzi, ani o to aby Polska stała się drugim Watykanem, ani o to by tylko się modlić od rana do wieczora zamiast pracować. A o co? No tam jest napisane. Więc cóż ja? 2. Ciekawostka, że pomysł ten jest zwalczany przez hierarchów.
Dlaczego pomysł ten uważam za wart przedstawienia? Jak trwoga to do Boga. Uważam, że sytuacja Polski jest tak trudna jak w czasach szwedzkiego potopu, lub może jeszcze gorsza, tym razem jednak z powodu wrogów, którzy wsiąkli jak woda w gąbkę w nasze społeczeństwo, we władze, w media. Takie wnioski potwierdziły i wypowiedzi wielu dyskutantów w Głuchołazach. W czasie potopu król Kazimierz nie tylko gromadził siły, organizował walki podjazdowe, ale i dokonał zawierzenia kraju Matce Boskiej. Jedni powiedzą, że to Ona przegnała Szwedów, inni, że ludzie, którzy uwierzyli, że z jej pomocą musi im się udać. Twoją prywatną sprawą jest to, do których się zaliczasz. Ale zgodzić się musisz, że w sytuacji trudnej, bardzo trudnej, trzeba będzie tego spróbować. Oczywiście powiesz, że sytuacja trudna nie jest, a nawet jest dobrze rokująca. No, są tacy, co mówią, że jednak jest źle, a wkrótce będzie gorzej. Zanim się wszyscy przekonamy, że jest fatalnie, pozwolę sobie przytoczyć zasadę z zupełnie innej działki. Czasem pływam po różnych mniejszych i większych wodach. Tam się pilnuje, aby koła ratunkowe, pasy i tratwy były w widocznych, łatwo dostępnych miejscach, a próbny alarm Człowiek za burtą przepisy nakazują przeprowadzić w ciągu pierwszych 24 godzin rejsu i powtarzać co tydzień. I na tej zasadzie ideę Intronizacji przedstawiam.
Pozdrawiam      Jacek Bezeg
Jacek Bezeg (2008-12-21)

Jest taki jeden, co wrzeszczy od czasu do czasu, że osobiście i samodzielnie obalił komunę. Inni pytają się wtedy, gdzie też owa obalona spoczywa. Nikt nie wie. Za to u nas w Opolu leży sobie SOLIDARNOŚĆ. Miał to być pomnik ku jej czci i chwale, lecz czy brak funduszy, czy fantazja artysty spowodowała, że owa, uhonorowana nim, leży. Właściwie to ładnie sobie spoczywa, ale jednak chciałoby się, aby to było coś wyższego, bardziej rzucającego się w oczy.

13 grudnia składamy zwykle przy tym pomniku kwiaty i wieńce. Nie chodzi oczywiście o to, że jest to jej nagrobek. Czcimy w ten sposób tych, co za jej idee oddali życie, zdrowie, a czasem tylko jakieś pieniądze.

(2008-12-16)

Głos się jednak rozchodzi !
I znowu na przekór nazwie naszego miasta, zawrzało w mediach. Kiedy usłyszałem, że w Głuchołazach odbędzie się konferencja n.t. „Przezwyciężyć zmowę okrągłego stołu" i w dodatku z nazwiskami zapisanymi na kartach encyklopedii, od razu pomyślałem sobie, że będzie to impreza na miarę prareferendum w 2003 r. W końcu Głuchołazy to nie Warszawa czy nawet Opole i każda dobra inicjatywa jest tu na wagę złota. Nazwiska takie jak Gwiazda czy Walentynowicz pamiętam od dzieciństwa, zasłyszane kiedy to rodzice wsłuchiwali się potajemnie w zagłuszane dźwięki radia „Wolnej Europy" Centrum Kultury wydawało się być perfekcyjnym miejscem, a taka impreza mogła być nie tyko wydarzeniem, które rozruszałoby intelektualnie zainteresowanych mieszkańców lecz także ciekawą pozycją dydaktyczną dla młodzieży. Jakże wiec wielkie było moje zdziwienie kiedy się dowiedziałem, że p. burmistrz wycofał zgodę na organizacje tej imprezy w tak, moim zdaniem, właściwym dla niej miejscu. Legendy solidarności, ludzie nauki, przedstawiciele AK, goście i Głuchołazianie nie mogli być przyjętymi z należytym szacunkiem w budynku wszak utrzymywanym przez lokalne społeczeństwo. Nic dziwnego, że podniósł się szum, porównania do okresów totalitaryzmu. "Po okolicy rozszedł się zjełczały fetor komunizmu" -to fragment komentarza jednego internauty. Ktoś się może bał, ze usłyszymy inne poglądy niż te wygodne dla pewnych grup. Może takowe wolałyby widzieć masy posłuszne, niczym odbiorców reklam pigułek na zgagę, głosujące i zgadzające się z referującymi „jedynie słuszne poglądy" Na szczęście nie wszyscy dają się tak łatwo zmanipulować, o czym świadczy ten cały oddźwięk. Co więcej, tak duże i niecodzienne wydarzenie nie było nagłośnione lokalnemu społeczeństwu w Głuchołazach, ani poprzez plakaty, ani też na stronie internetowej glucholazy.pl. Być może polityczny „firewall" nie przepuścił. Argument, że Centrum Kultury nie służy do takich celów jest mało przekonywujący, jako ze 2 lata temu doszło tam do konwencji wyborczej PO podczas wizyty p. Tuska. Informacja o tym była zamieszczona na wspomnianej oficjalnej stronie miasta Głuchołazy i do dziś (2008-12-11) widnieje w jej kalendarium wydarzeń. Zepchano bardzo ciekawą imprezę do podziemi- cytując słowa p. redaktor Chmielowskiej. A przecież oprócz głównego „okrągłostołowego" tematu dyskutowano o ekologii, o społeczeństwie obywatelskim, o zmanipulowanych i posłusznych mediach, była próba odpowiedzi na pytanie jak wydarzenia tamtych lat wpłynęły na pozycje polskiej gospodarki, itd. Byłem tylko wolnym słuchaczem na kilku modułach i muszę przyznać, że przedstawione tam opinie i opis tamtych wydarzeń oraz ludzi są dla mnie bardziej przekonywające od „oficjalnej" propagandy. Niestety dla „kogoś" było to niewygodne. Suma summarum konferencja i to co się stało osiągnęła chyba więcej niż przewidywali to organizatorzy. Pokazała pewną prawdę o Polsce, że politycy służą najpierw swoim partią, a dopiero na n-tym miejscu społeczeństwu. Pora to zmienić.

J.S. Zasępa

Jacek Bezeg (2008-12-08)

Przezwyciężyć zmowę okrągłego stołu 


Mój obiektyw nie jest profesjonalny, za co przepraszam. Mój obiektyw nie jest obiektywny, ale tylko Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, więc za to nie przepraszam. Mój obiektyw, pokazuje jak jeden z nas, organizatorów, widział tę konferencję. Niestety, nie wszystko co widział udało się jako tako sfotografować. A może to i lepiej. 

 

Dzień pierwszy - 5 grudnia 2008

 

Inauguracja

Nasi goście

Reporterzy


Gospodarze

 

 

Dzień drugi - 6 grudnia 2008

Dyskusje

Postaci

 


Paweł Piekarczyk (2008-12-01)
www.niezalezna.pl/blog/show/id/704

Prezydent Lech Kaczyński zawetował ustawę, która miała ułatwiać przekazywanie gruntów deweloperom uchwalaną pod szyldem przekształcania gruntów rolnych wewnątrz miast w budowlane. Teraz będzie (a może nawet już jest – boję się włączyć radio, żeby nie zatruć się jadem) wielka propaganda, że przez Kaczyńskiego będzie mniej mieszkań.

Miałem w życiu sporo styczności z „rynkiem” deweloperskim i to z kilku stron:
z jednej strony, jako współpracownik Senatora (wtedy tylko Senatora) Zbigniewa Romaszewskiego prowadziłem w jego imieniu dziesiątki spraw interwencyjnych na tym obszarze, a także z bliska widziałem opanowujące Wiejską lobbingi (oraz skutki ich działania) w sprawie co ciekawszych ustaw,
a z innej, przez kilka miesięcy jako (powołany chyba przypadkiem i wyrzucony na nocnym, zwołanym w nagłym i pozastatutowym trybie, posiedzeniu Rady Nadzorczej) Prezes dużej spółdzielni mieszkaniowej w Śródmieściu Warszawy.
Można więc przyjąć, że wiem o czym piszę.
Słowo „rynek” umieściłem w cudzysłowie nie przez przypadek. Rynek (bez cudzysłowu) zawsze kojarzył mi się z czymś opisanym przez Adama Smitha jako uczciwe środowisko równowagi, a obszar na którym odbywa się działalność deweloperska nie jest ani środowiskiem równowagi, ani nie rządzą nim uczciwe, czy choćby przejrzyste reguły.

W tej ustawie nie chodziło o grunty obecnie rolne, na których można by budować dużo mieszkań, tylko o coś zupełnie innego. Przecież tak naprawdę przy nabywaniu mieszkań problemem nie jest miejsce do ich budowania, tylko to, że z jednej strony ceny są koszmarnie zawyżone przez zmowę deweloperów, a z drugiej płace są koszmarnie zduszone przez zmowę neoliberałów. W końcu, jeśli pieniędzy na rynku jest skończona ilość, to rozdawanie ich pielęgniarkom, nauczycielom, czy innemu barachłu zamiast stosownym panom Krauzem, Kulczykom et consortes jest zwykłą rozrzutnością. Dodatkowym argumentem za tym, że ustawa nie miała służyć rozwojowi rynku mieszkaniowego jest istnienie mechanizmu: „dużo mieszkań – niższa cena”.

Tu chodziło o możliwość położenia łapy na miejskich parkach, w których świetnie prezentowały by się znakomite apartamentowce i o podobne temu słuszne przejawy gospodarności mniejszych i większych miast.
Przecież w świecie mierzonym PKB (wskaźnik przepływu pieniądza) istnienie miejskiego parku, w którym rodzice mogą, o zgrozo, za darmo „paść” swoje dziecko i być zadowoleni powinno być twardo zakazane. Być zadowolonym za darmo – też coś – to powinno być penalizowane!!!! Zadowolenie w nowocześnie europejskim społeczeństwie ma prawo być związane wyłącznie z płaceniem Schetynie, czy wspomnianym wyżej panom K et consortes. Zamiast parku powinna być choćby kręgielnia generująca zyski. (Może z resztą kiedyś napiszę jeszcze coś o tym, co sobie myślę o świecie mierzonym PKB.)
Weto Prezydenta popierają między innymi Związek Gmin Wiejskich RP, Unia Miasteczek Polskich, Związek Miast Polskich, Unia Metropolii Polskich, Instytut na rzecz Ekorozwoju, Towarzystwo Urbanistów Polskich i Prezydium Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej Akademii Nauk (ciekawe, że żadne z doniesień – oprócz rzecz jasna strony internetowej Prezydenta – które znalazłem w Internecie nie wymieniło wszystkich tych instytucji, tylko musiałem sobie to poskładać z różnych źródeł). Już wyobrażam sobie Schetynę Grzegorza, który nazwie te wszystkie instytucje antypostępowym lobby, albo jakoś podobnie.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w jednym z programów wydanych na kasecie w podziemiu Jacek Fedorowicz odmalował (słowem, bo z malowaniem przez Jacka Fedorowicza nigdy nic nie wiadomo) Kolegę Kierownika, który urzeczony patrzył jak Ronald Reagan macha mu przed nosem plikiem dolarów. Potem okazało się, że co prawda Reagan był podstawiony przez wrogów i fałszywy (manekin), ale dolary były prawdziwe. Kolega Kierownik mówił potem: „Przecież wiecie co się dzieje w sercu prawdziwego komunisty, gdy zobaczy dolara…”
To samo dziś dzieje się w sercu prawdziwego PO-wca lub SLD-owca gdy zobaczy nieruchomość, a raczej gdy pomyśli ile będzie mógł na niej zarobić jeśli da mu się możliwość dyktowania cen wybudowanych na niej mieszkań i nie tylko mieszkań.
Myślę, że coś podobnego dzieje się w sercu alkoholika na głodzie gdy zobaczy wódkę.
Mam nadzieję, że takiemu właśnie zaślepieniu nie ulegną rozsądnie myślący Polacy.

 

Anna Grega (2008-11-28)
Z głębokim żalem odnotowuję fakt, że dotychczas żaden z Duszpasterzy nie 
zajął jednoznacznego stanowiska wobec organizacji w Opolu tzw. Żywej 
Biblioteki.W trosce o moralne wychowanie naszych dzieci oczekuję 
współpracy z Kościołem Katolickim i jego kapłanami. Jest mi tym bardziej 
przykro, że Arcybiskup wielokrotnie podkreśla swoje przywiązanie do 
wspólnoty akademickiej Opola. Myślę, że prawdziwa miłość nie pozwoliłaby 
milczeć, gdy wielce się krzywdzi naszą młodzież, propagując niemoralny 
styl życia. Ilu z tych młodych ludzi zachęconych nagannym zachowaniem 
środowiska homoseksualnego może przyjąć podobne postawy i być 
nieszczęśliwymi do końca życia? A przede wszystim pozbawia się ich 
Zbawienia. Od księży oczekuję tylko jednoznacznego Świadectwa.
Andrzej Wianecki (2008-11-28)

    25.11.2008 Prezydent Kaczyński zawetował ustawę gruntową , która miała uwolnić pod inwestycje  grunty rolne w miastach oraz otaczających je gminach.  Zawetował ją choć PIS  w trakcie swoich rządów chwalił się pracami nad taką sama ustawą i szykowaną z tych samych powodów które obecnie przyświecają  Platformie forsującej te rozwiązania.
    Dziś,  wskutek fatalnej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym  status zdecydowanej większości gruntów w miastach i ich okolicach jest niedostępny dla inwestycji , bo  albo nie ma planów zagospodarowania  przestrzennego  albo plany są , ale dopuszczają tylko niewielką część wolnych gruntów pod inwestycje !  Skutkiem tego jest ograniczona podaż terenów inwestycyjnych a przez to wysoka ich cena. Wysoka cena i ograniczony wybór lokalizacji zniechęca inwestorów do  budowy domów i  fabryk w Polsce.  Domy, które nie zostały wybudowane nie wygenerowały nowych miejsc pracy a te, które jednak zostały wybudowane są drogie i mniej dostępne dla polskich obywateli.   Wybudowane  fabryki są mniej konkurencyjne, produkują mniej , zatrudniają mniej pracowników  i płacą mniejsze pensje bo w cenie  wytworzonych wyrobów muszą  zamortyzować wyższy koszt nakładów inwestycyjnych poniesionych na zakup gruntu,  te nie wybudowane fabryki to jeszcze bardziej oczywista strata !  
   Przedstawiony mechanizm wpływa na obniżanie  konkurencyjności naszej gospodarki oraz hamuje tempo wzrostu gospodarczego i zamożności Polaków.
   Niewielka część obywateli per saldo zyskuje  z powodu biurokracji związanej z planowaniem przestrzennym, więc  lobbują za utrzymaniem status quo i to ich opinią kierował się Prezydent Kaczyński  wetując ustawę.
   O weto zawnioskowali Towarzystwo Urbanistów Polskich i Prezydium Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej Akademii Nauk,  o weto prosili też prezydenta samorządowcy.
   Kto kiedykolwiek  otrzymał odmowną decyzję  na wniosek o zamianę kwalifikacji  gruntów z rolnych na inwestycyjne wie , że przeważnie odmowy argumentowane są naruszeniem  tzw.  Ładu przestrzennego , lub walorów krajobrazowych, lub naruszeniem zasady racjonalnego gospodarowania i zarządzania zasobami przestrzeni. Takie możliwości dają  pierwsze dwa i szósty z dziewięciu kryteriów kształtowania planów, zapisane w ustawie o planowaniu przestrzennym.
   Jednocześnie ani ustawa ani żaden inny akt prawny nie precyzuje co to jest ten ład przestrzenny i czym się różni od racjonalnego gospodarowania i zarządzania zasobami przestrzeni , bo faktycznie ciężko to zdefiniować !  Tak więc o ładzie i walorach przestrzennych i jej racjonalnym zagospodarowaniu decydują subiektywne i abstrakcyjne odczucia autorów planów ,czyli  architektów-urbanistów oraz samorządowców.  Warto też wspomnieć, że ostatnie dziewiąte ustawowe kryterium przy planowaniu przestrzennym  to prawo własności . Prawo to  w praktyce w żadnym aspekcie nie jest brane po uwagę bo urbaniści i samorządowcy mogą  zaplanować na prywatnym terenie co chcą bez zgody właściciela a nawet bez formalnego poinformowania go o swoich pomysłach.  Na dodatek zablokowanie inwestycyjne i obniżenie wartości gruntu wskutek zaplanowania np. parku, lub drogi na terenie prywatnym nie zobowiązuje gminy ani do wykupu tego gruntu ani do zapłaty odszkodowania !
   Jakie skutki dla budownictwa niesie zastąpienie wolnego rynku decyzjami urzędników widzimy w skrajnym przypadku po budownictwie socjalistycznym zwłaszcza tym wielko-osiedlowym.  Przecież różnorodność, piękno, funkcjonalność i dostosowanie do potrzeb obywateli pojawiło się w architekturze i zagospodarowaniu przestrzennym już dawno temu, gdy nikomu się jeszcze nie śniło o ustawach o planowaniu przestrzennym, i gdzie prywatny inwestor – właścicieli z naturalny względów ekonomicznych o wiele bardziej od urzędników liczył się z potrzebami rynku, czyli również ze zmysłem estetycznym i, funkcjonalnym  klientów-użytkowników!
   Istota interesu grupowego samorządowców  i urbanistów,  którzy domagali się od Prezydenta utrzymania status quo  w prosty sposób przekłada się z gwarantowanej im ustawowo nieograniczonej  władzy planistycznej na interes materialny. 
   Obie te grupy zawodowe mają zagwarantowane wyłączne zatrudnienie  przy tworzeniu planów zag. przestrzennego ,  a im bardziej prawo w tym zakresie jest skomplikowane  tym dłużej i drożej pracują na koszt oczywiście podatników,  co jednak ważniejsze proces tworzenia planów daje im olbrzymie możliwości korupcyjne !   W ich wyłącznej gestii jest bowiem  astronomiczna , bo około 20-stokrotna , zmiana ceny gdy grunt  rolny dopuszczą pod  zabudowę w miastach i okolicach.
   Urbaniści i samorządowcy podnoszą ceny wybranych gruntów   raz na kilka, lub kilkanaście lat w drodze bardzo skomplikowanej, czasochłonnej i nieprecyzyjnej procedury tworzenia planu zagospodarowania przestrzennego. Mechanizm prawa popytu i podaży powoduje, że im rzadziej i mniej gruntów udostępnia się pod zabudowę tym większy głód terenów inwestycyjnych i tym większa różnica w cenie między powszechnie dostępnym gruntem rolnym i mocno limitowanym budowlanym.  Tym samym obok nieprecyzyjnego prawa dopuszczającego grunty pod inwestycje kreowany jest  drugi oczywisty i niezbędny warunek dla zaistnienia korupcji – wysokie korzyści kuszące do ryzyka.  To częściowo tłumaczy czemu plany robione są tak rzadko . By jeszcze bardzie podkręcić koniunkturę na łapówki  osoby tworzące plany zagospodarowania często korzystają  z możliwości, by w tych rzadko tworzonych planach przekształcać jak najmniej terenów pod inwestycje korzystając z trzech wcześniej wymienionych pretekstów, lub posiłkując się interesem publicznym , dziedzictwo kulturowym czy też ochroną środowiska oczywiście też nie zdefiniowanymi co do swojego znaczenia i rozumienia.
   Tymczasem im mniej terenów inwestycyjnych tym znaczenie i wartość decyzji urbanistów i urzędników rośnie, a wraz z nią rośnie skłonność do korupcyjnych propozycji składanych samorządowcom i urbanistom przez ubezwłasnowolnionych właścicieli terenów.

(2008-11-12)
Ze strony    http://forum.fronda.pl

1. Czy Polska potrzebuje dziś patriotów?

Polska potrzebuje patriotów, bo jest wspólnotą duchową, współtworzoną przez wszystkie pokolenia Polaków. Nawozem tej wspólnoty jest krew poległych bohaterów, podobnie jak nawozem chrześcijaństwa jest krew męczenników. Dzięki odwadze swoich synów, którzy wzgardzili śmiercią, Polska nieustannie się odradza. Mylą się ci, którzy traktują ją jako organizację polityczną czy ekonomiczną. W słowach: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy” chodzi o straceńców żyjących pod wulkanem, a nie o sprawnych menedżerów.

Teresa Grabińska i Mirosław Zabierowski (2008-11-10)

 Wykład wygłoszony na konferencji "Tożsamość i problemy Ziem Zachodnich" w Brzegu 8 listopada 2008 r.

 

 

Jacek Bezeg (2008-11-10)

      To już 90, okrągła liczba lat mija od dnia, który uznano za oficjalny początek istnienia II Rzeczypospolitej czy innymi słowy wolnej Polski. Wypadałoby się cieszyć i szczególnie uroczyście świętować. Ale jakoś, "coś trzyma mnie za ręce" i nie pozwala.