Wojtek (2010-04-28)
Chociaż  wydaje się to banalne i oczywiste tym niemniej należy powtarzać i uzasadniać że ;
Nie ma wolności bez Solidarności
Nie ma Solidarności bez miłości
Nie ma Solidarności bez prawdy...
Jeśli Solidarnie nie zaakceptujemy jako Polacy istnienia owych "trzech sióstr" w ujęciu prawdziwym (tj. ewangelicznym ) To na nic się zdadzą nasze lamenty i tęsknoty za wolnością, miłością i prawdą w duchu solidaryzmu narodowego.
Tłumaczenie: Jadwiga Chmielowska (2010-04-26)
Na witrynie http://www.abcnet.com.pl/node/6519 jest bardzo ciekawy post.
Wyróżnia się zwięzłością prezentacji żelaznej logiki.
Przekazuję z satysfakcją tym większą, że do polskiej sieci internetowej włączyła zaprzyjaźniona z nami Jadwiga Chmielowska.
Nic dodać, nic ująć, i o czym tu jeszcze myśleć!
Proszę, warto przeczytać:

RUMUŃSKIE MEDIA: PUTIN ZLIKWIDOWAŁ WROGÓW

Putin nie mógł zmarnować szansy zlikwidowania "takiej ilości wrogów" w jednym samolocie. Rozbicie się samolotu polskiego przywódcy Lecha Kaczyńskiego, na pokładzie którego znalazło się "wielu przedstawicieli antyrosyjskiego przywództwa Polski", mogło być operacją likwidacyjną przygotowaną przez rosyjskie służby specjalne. O możliwości podobnego przestępczego myślenia kierownictwa Rosji podano 13 kwietnia podała w swoim komentarzu agencja informacyjna Romanian Global News.

"Katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem, w której zginęło 96 pasażerów w tym Prezydent Polski Lech Kaczyński ze względu na najwyższy poziom przygotowania pilotów i współczesne wyposażenie, jest absolutnie niewytłumaczalna" -   pisze Romanian Global News.

Agencja, powołując się na informację otrzymaną ze źródeł w Ministerstwie Obrony Polski, stwierdza, że w rosyjskiej bazie wojskowej były prowadzone ćwiczenia z bronią elektromagnetyczną, która może mieć wpływ na pracę silników i wyposażenia elektronicznego poszczególnych urządzeń.

Jeszcze nigdy nad terytorium Rosji, koło bazy wojskowej z bronią elektromagnetyczną nie znajdowało się tak dużo wrogów na pokładzie jednego samolotu. To był przypadek, którego wysoki rangą KGB-esznik Władymir Putin nie mógł nie wykorzystać.

To podstawa filozofii rosyjskich specsłużb od czasów carskiej "Ochrany" do dnia dzisiejszego. Dla FSB, GRU i wywiadu zagranicznego to była wręcz rutynowa operacja, która w terminologii fachowej nazywa się "Likwidacją wojskowo-politycznych przywódców wrogiego państwa" - mówi się w komentarzu rumuńskiej agencji informacyjnej.

Zdaniem agencji, Moskwa liczyła, ze w samolocie będą obydwaj bracia Kaczyńscy - Lech i Jarosław, jednakże ze względu na zły stan zdrowia matki drugi nie wsiadł na pokład. To był błąd, za który Moskwa będzie płacić jeszcze bardzo długo, pisze agencja informacyjna.

"To  porażka dla Rosji i szansa dla Polski. Z pewnością Jarosław Kaczyński zostanie kolejnym prezydentem Polski. On będzie wiedział, co się właściwie stało, a nie to co chciałaby przedstawić Moskwa" - kończy Romanian Global News.

Tłumaczenie: Jadwiga Chmielowska
Prof. Tadeusz Marczak (2010-04-26)


Od momentu ujawnienia grobów katyńskich zbrodni tej nieodmiennie towarzyszyło kłamstwo. 16 kwietnia 1943 roku sowieckie Biuro Informacyjne wydało komunikat, w którym oświadczono: "Faszyści niemieccy kłamstwem i oszczerstwem próbują zamazać swoje własne zbrodnie, jakich dokonali na polskich jeńcach wojennych, którzy w 1941 roku znajdowali się na zachód od Smoleńska".

Na straży tej kłamliwej wersji, zdejmującej odium zbrodni z jej faktycznych, sowieckich sprawców, stała formacja polityczna, którą Stalin po II wojnie światowej zainstalował u władzy w Polsce. Jeden z jej czołowych przedstawicieli Władysław Gomułka przyznawał, że w maju 1943 roku napisał artykuł o zbrodni katyńskiej, w którym powielał sowiecką wersję wydarzeń. Jedyne, co zrobił później, to nie włączył tego tekstu do zbioru swoich pism wydanych w 1947 roku, czego - jak sam przyznaje - nikt nie zauważył ani w Moskwie, ani też pośród jego krajowych, komunistycznych konkurentów do władzy. Szczerze jednak przyznaje, że nawet później, kiedy dotarły do niego inne informacje o zbrodni katyńskiej, nigdy nie wystąpiłby przeciwko moskiewskiej wersji wydarzeń. "Bywają sytuacje - pisał w swoich wspomnieniach - kiedy w imię najżywotniejszych interesów narodu nawet brudne kłamstwo należy przybierać w szaty prawdy. Tak miała się sprawa z Katyniem".
Przyszło mu jednak dożyć czasów, kiedy Naród po wydarzeniach sierpniowych zażądał prawdy, a nie "brudnego kłamstwa obleczonego w szaty prawdy". Żądanie to oznaczało także kres systemu, systemu zniewolenia, który Gomułka współtworzył i którego sam omalże nie stał się śmiertelną ofiarą.
Prezydent Lech Kaczyński ostatnią swoją publiczną wypowiedź poświęcił ofiarom zbrodni katyńskiej. O przyczynie ich śmierci wyraził się następująco: "Niebezpieczna była ich wiara w wolną i suwerenną Polskę, w państwo demokratyczne, nowoczesne i silne, które zbudują po stuleciu zaborów. Nie o taką Polskę chodziło tow. Stalinowi. Dlatego zginęli. Bez sądu, wyroku, obrońców, bez winy".
Ale niewykluczone, że prawda, którą nadal skrywają moskiewskie archiwa, okaże się jeszcze straszniejsza. Być może potwierdzą one domysł - diagnozę Gomułki, który pisał, że w 1939 roku i później w polityce Związku Sowieckiego, w polityce Stalina "nie mieściła się żadna Polska", nawet w postaci republiki sowieckiej, obojętnie: wchodzącej lub niewchodzącej w skład ZSRS. Dlatego polscy oficerowie zostali rozstrzelani, bo Polski miało już nie być.
W trakcie jednej ze swoich pielgrzymek do Polski Papież Jan Paweł II przypomniał nam, w ślad za poetą Zygmuntem Krasińskim, że przeszliśmy próbę grobu. Rozmiary eksterminacji Polaków w XX wieku, tej dokonanej, a co jeszcze ważniejsze, tej planowanej, ciągle znamy tylko fragmentarycznie. Na ok. 22 tys. obliczane są straty wśród oficerów polskich, jeńców wojennych, którzy znaleźli się w zasięgu władzy sowieckiej. Szczątkowe dane z początku lat 20. pochodzące od sowieckich wojsk pogranicznych (które terrorem zajmowały się niejako "ubocznie") mówią o kilkunastu tysiącach Polaków (określanych jako Białopolacy) i ich poplecznikach rozstrzelanych bez sądu. W latach 1937-1938 miała miejsce tzw. polska operacja NKWD. W jej wyniku rozstrzelano 111 tys. osób.

Najcięższa próba

Często spotykamy stwierdzenie o skoordynowanym ludobójstwie. Podstawą tej tezy jest zbieżność czasowa między eksterminacją Polaków po wschodniej (sowieckiej) i zachodniej (niemieckiej) linii Ribbentrop - Mołotow. Być może badania archiwalne, których niezbędnym warunkiem jest otwarcie moskiewskich archiwów, pozwolą uściślić tę tezę.
Kilka lat temu została opublikowana w Moskwie książka Władimira Karpowa zatytułowana "Generalissimus". Autor pracował nad nią w latach 80., uzyskawszy dostęp do kremlowskiego archiwum Stalina. Stamtąd zaczerpnął sensacyjne informacje mówiące o ofercie "wodza narodów" z lutego 1942 roku skierowanej do Niemców i zawierającej propozycję zawarcia pokoju, a następnie włączenia się ZSRS, u boku III Rzeszy, do wojny przeciwko USA i Wielkiej Brytanii. Stalin obiecywał także stronie niemieckiej przystąpić do eksterminacji ludności żydowskiej. W wywiadzie prasowym Karpow powiedział, że w archiwum tym widział jeszcze inne porażające materiały, ale ze względu na ich wstrząsającą wymowę nie był w stanie ich wykorzystać. Na pytanie dziennikarza o treść tych dokumentów odpowiedział tylko, że była w nich mowa o współdziałaniu i wzajemnej pomocy między NKWD i gestapo w walce ze "wspólnymi wrogami". Retoryczne wydaje się pytanie, kto wtedy był owym "wspólnym wrogiem".
Polskość została więc wystawiona na najcięższą w swojej historii próbę. "Boże, jaki to straszny los być Polakiem" - skarga taka wyrwała się z ust jednej z ofiar masowych deportacji ludności kresowej na Syberię. Ale pisarz Zygmunt Nowakowski w 1945 roku, który przyjmował jako rok narodowej klęski i początek nowej niewoli dla kraju, a dla niego wygnania, żarliwie wyznawał: "Gdybym potrafił się modlić i gdybym miał po śmierci odrodzić się, modliłbym się o to, by - żyjąc raz drugi - żyć tylko tam, w Polsce. I tylko jako Polak. A za to, że jestem Polakiem - po swojemu, nawet dzisiaj - dziękuję Panu Bogu".
Niedawno Wojciech Jaruzelski podpowiadał władzom rosyjskim prostą odpowiedź na pytanie, kto dokonał zbrodni: "W Katyniu strzelał Stalin. Nie Pietrow czy Iwanow, strzelał Stalin". Nie sposób powstrzymać się w tym miejscu od refleksji, że od czasów Chruszczowa i XX zjazdu KPZR Stalin służył jako wygodne alibi, którym można było przykryć wszelkie nieprawości systemu, nie sięgając do sedna sprawy i nie podejmując analizy genezy zła. Wskazując na Stalina jako źródło zła, osłaniano nie tylko system tzw. socjalizmu, ale być może także pewne niepokojące cechy państwowości rosyjskiej jako takiej. Czym bowiem był system wprowadzony po rewolucji bolszewickiej 1917 roku: kontynuacją dawnego imperium rosyjskiego czy wręcz przeciwnie - zerwaniem z nim i jego tradycjami?
Po rewolucji bolszewickiej, wbrew oficjalnie głoszonym pacyfistycznym i internacjonalistycznym hasłom, nastąpiło zwielokrotnienie tendencji ekspansjonistycznych w Rosji. Współczesny autor Borys Szaptałow stwierdza: "Nowa ideologia, marksizm, siłą swojego mesjanizmu była doktryną ekspansjonistyczną. Ta nacierająca ideologia pozwoliła nowemu państwu i nowej klasie rządzącej znaleźć ideową podstawę w dziele odrodzenia ekspansjonizmu na zasadach bardziej odpowiadających duchowi XX wieku. Najazd na Polskę w 1920 roku był pierwszą próbą tego typu... Później Stalinowi udało się odrodzić państwową ekspansję w pełnym wymiarze prawie na wszystkich geograficznych kierunkach".
W latach 30. Jan Gamarnik, szef zarządu politycznego Armii Czerwonej, głosił tezę, że sowiecki żołnierz nie może teraz spocząć, jako że "włada on tylko jedną szóstą ziemskiego globu ziemskiego, a swoją bolszewicką misję będziemy uważać za wypełnioną wówczas, kiedy będziemy panować nad całą kulą ziemską". Także przywódca współczesnych komunistów rosyjskich Giennadij Ziuganow widzi w Związku Sowieckim przede wszystkim "kontynuatora rosyjskiej tradycji geopolitycznej".
Ale nie brak także opinii traktującej bolszewizm jako brutalne przerwanie rosyjskiej państwowości i linii rozwojowej narodu rosyjskiego. Podkreślają one, że porewolucyjny terror miał przede wszystkim charakter antyrosyjski, antynarodowy. Ofiary rewolucji, wojny domowej i porewolucyjnego terroru obliczane są na 18 milionów osób. Taką liczbę podawał jak najdalszy od współczucia dla Rosjan i Słowian Adolf Hitler. Przypominane są porażające swoją bezwzględnością wypowiedzi Lwa Trockiego, że Słowianie to nawóz historii, lub Włodzimierza Lenina: niech zginie nawet 90 proc. Rosjan, byleby 10 proc. dożyło komunizmu. Zwraca się jednak uwagę, że obok procentowej nadreprezentacji Słowian wśród ofiar bolszewickiego terroru dostrzegalna jest wśród nich także nadreprezentacja Polaków.

Polska gwarantem równowagi

Tragedia katyńska splotła się na naszych oczach z tragedią smoleńską, która pochłonęła życie prezydenta Rzeczypospolitej i czołowych przedstawicieli polskiego życia politycznego. Spośród wielu komentarzy rosyjskich (niestety, niektóre są prostackie w treści, typu: zginęli wrogowie Rosji) zwraca uwagę komentarz znanego politologa Gleba Pawłowskiego. Pisze on, że tragedię smoleńską można rozpatrywać na trzech płaszczyznach, jakby niezwiązanych ze sobą. Pierwsza jest czysto racjonalna; druga to płaszczyzna polskiego szoku: "Śmierć jakby krąży nad Polską. Drugi Katyń na powrót prowadzi ich, Polaków, do przeżywania tego pierwszego".
Pawłowski dostrzega jednak, że jest także trzecia płaszczyzna, "dziwna, mistyczna, ale ona może się okazać główną dla przyszłości. Bywają na świecie katastrofy - stwierdza Pawłowski - pozbawione bezpośredniej politycznej przyczyny, ale nie wiadomo dlaczego stające się zapowiedzią czegoś o wiele gorszego. I tak ’Titanic’ zatonął w przeddzień I wojny światowej. A Polska często była ’Titanikiem’ świata. Polskie katastrofy w jakiś dziwny sposób zwiastowały światowe katastrofy. Dlaczego - nie wiadomo. Ale wydarzenia zaczynające się z powodu Polski albo w związku z nią zawsze kosztowały świat drogo. Szczególnie Rosję. Najbardziej pamiętna II wojna światowa, rozpoczęta z powodu Polski, a przecież nie jest to wydarzenie jedyne ani nie ostatnie. Dzisiaj - wyznaje Pawłowski - odczuwam dreszcz na myśl, że oto światu znowu zostały ukazane ’polskie stygmaty’. Jak odczytywać ten znak, na razie nie wiadomo, ale przecież wiemy, że nasz świat znajduje się na progu przemian, których kierunek jest nam nieznany. Bardzo chciałbym mieć nadzieję, że smoleńska katastrofa nie jest zwiastunem czegoś o wiele gorszego, do czego nie jesteśmy przygotowani".
Wstrząsające przeczucia, ale trudno jest je zbagatelizować nam, Polakom, zwłaszcza kiedy popatrzymy na własne dzieje przez pryzmat najbardziej traumatycznych doznań, jakimi były dla nas rozbiory. "Wszyscy zapłacimy za rozbiory Polski" - powiedział wybitny brytyjski filozof i mąż stanu Edmund Burke. Przyznawał mu rację arcybiskup Dominiques Pradt, ambasador Francji w Wielkim Księstwie Warszawskim. "Za rozbiory - pisał on - Rosja zapłaciła spaleniem Moskwy, Napoleon utratą korony, a cała Europa zachwianiem równowagi". Historycy na ogół nie eksponują tego faktu, ale wszystko wskazuje na to, że paroksyzm wojenny, który na przełomie XVIII i XIX wieku na ponad 20 lat ogarnął Europę i spowodował wielomilionowe straty ludzkie, był konsekwencją właśnie zachwiania europejskiej równowagi, co było spowodowane rozbiorami Polski.
Napoleon nie zdecydował się na odbudowę Polski, co równałoby się przywróceniu równowagi. W liście do cara Aleksandra I pisał: "Zgadzam się na to, aby imię Polski i Polaków wykreślone zostało nie tylko ze wszelkich politycznych układów, ale nawet z historii".
Jeszcze bardziej tragiczne skutki przyniósł kolejny słynny układ rozbiorowy, który przeszedł do historii pod nazwą paktu Ribbentrop - Mołotow. Tym razem Moskwa nie została spalona, ale ówczesny ZSRS poniósł dotkliwe straty materialne i ludzkie (30 mln), co być może złamało dynamikę rozwojową narodu rosyjskiego. Spalony został Berlin, a Niemcy na ponad 40 lat same zostały poddane rozbiorowi. Oblicza się, że wskutek tego kataklizmu poniosło śmierć 15 mln ludzi po stronie państw Osi i 55 mln po stronie Sprzymierzonych (w sumie 70 mln).
Spośród innych konsekwencji rozbiorowego paktu Ribbentrop - Mołotow wymienić należy zagładę wielomilionowej rzeszy Żydów europejskich. Jak pisał Aleksander Sołżenicyn: "Ten pakt stał się śmiertelnym ciosem wymierzonym we wschodnio-europejskich Żydów". W tym miejscu chciałoby się pominąć milczeniem entuzjastyczną reakcję mniejszości żydowskiej na bezpośrednią konsekwencję tego paktu, czyli wkroczenie wojsk sowieckich na wschodnie kresy Rzeczypospolitej, o czym pisał swego czasu prof. Jerzy Robert Nowak, a ostatnio prof. Krzysztof Jasiewicz.
Odnotujmy także ważne przesunięcia na międzynarodowej szachownicy, a więc przede wszystkim upadek Imperium Brytyjskiego.
"Quantilla sapientia regitur mundus" - oświadczył swego czasu szwedzki mąż stanu Axel Oxenstierna ("Jakżeż małą mądrością rządzony jest ten świat"). Miejmy nadzieję, że współcześni politycy świata wzniosą się ponad przeciętność i odczytają właściwie ten podwójny katyńsko-smoleński znak.
Prof. Tadeusz Marczak

Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego.

 za

 http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100426&typ=my&id=my11.txt

Adam Asnyk (2010-04-18)

M i e j c i e   n a d z i e j ę !
! ! !

Miejcie nadzieję! Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w drżący kwiat ubiera
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera

Miejcie odwagę! Nie tę jednodniową
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska
Lecz tę co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć z swego stanowiska.

Miejcie odwagę! Nie tę tchnącą szałem,
Która na oślep leci bez oręża
Lecz tę co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża

Przestańmy własną pieścić się boleścią
Przestańmy ciągłym lamentem się poić
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić

Lecz nie przestańmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość
Do nas należy dać im moc i zbroję
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość

Miejcie nadzieję! Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w drżący kwiat ubiera
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera
Adam Asnyk
 
ze strony
http://poezja.interklasa.pl/index.php?akcja=wierszeznanych&ude=2561

Jacek Wójcicki

http://www.youtube.com/watch?v=3tOZvDO1iSk

Bolesław Bezeg (2010-04-13)

Lekcja czytania

Miałem napisać o tym, że coraz częściej samorządy oprócz pieniędzy na najpilniejsze remonty substancji komunalnej i realizację swoich zadań oświatowych, znajdują pieniądze na ratowanie zabytków, zdarza się – jak np. w Głubczycach, że udaje im się odzyskać kiedyś bezmyślnie zbyte ruiny, by przywrócić im dawną świetność. Miałem tu zacytować Panią Wojewódzką Konserwator Zabytków, która w drukowanym na dalszych stronach wywiadzie zwraca uwagę na społeczną potrzebę posiadania zabytków. Był by to miły felieton o tym, że jednak żyje nam się coraz przyjemniej. Ale nie będzie.

Śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu w drodze do Katynia osób wywołała szok. Czy jakiś ziemski spec od politycznego PiaRu mógłby wymyślić bardziej symboliczny finał prezydentury twórcy współczesnej polskiej polityki historycznej? Życie tylu wybitnych osób złożone na ołtarzu tej polityki nie pozwala już z niej drwić. Bo czy pamiętacie jeszcze jak ironicznie mówiono o „największym sukcesie” prezydenta Warszawy jakim było rzekomo powołanie Muzeum Powstania Warszawskiego? Dziś te same słowa te same media powtarzają bez ironii, bo chyba do wszystkich już dotarło jak ważna to placówka, nie tylko dla Warszawiaków i Kombatantów.

I jeszcze coś: nagle okazało się, że polskie media dysponują całkiem dobrymi zdjęciami Lecha Kaczyńskiego. Do niedawna sądzić by można, że w Polsce dostępne są tylko takie, na których złapano Prezydenta z dziwnym grymasem twarzy, wybałuszonymi oczami, dziwnie niedomkniętymi ustami… Okazało się, że stacje telewizyjne miały nagrania Jego ciekawych wypowiedzi, świadczących o wielkim formacie i ogromnym dystansie do samego siebie, ale nie dane nam było Tego Człowieka z tej strony poznać, bo ktoś zdecydował inaczej. To chyba wreszcie skłania do refleksji nad kondycją polskich mediów, które żerując na ludzkiej niechęci do wysiłku intelektualnego, podsuwają nam jako jedynie słuszną wykładnię obrazu świata w zwalniającej od myślenia wersji instant, zgodnej z tonem nadanym przez wątpliwe elity? A może jednak wolimy dostawać papkę, którą dla nas już ktoś pogryzł i nie męczyć się myśleniem?

Na naszych oczach Opatrzność zapisuje kolejne karty historii. Tylko czy będziemy kiedyś potrafili te karty poprawnie odczytać?

tekst pisany dla kwartalnika Historia Lokalna

 13 kwietnia 2010

menda (2010-04-13)

"niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają

pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę

a kornik napisze twój uładzony życiorys"

(Zbigniew Herbert,  Przesłanie Pana Cogito, fr.)

Był taki moment kilkanaście miesięcy temu, kiedy wydawało się, że nagonka na prezydenta Polski przejawiająca się w inwektywach, manipulacjach, kłamstwach, wymownych przemilczeniach i małostkowych uszczypliwościach autorstwa promomowanych w mediach polityków, a często i samych dziennikarzy – że ta nagonka osiągnęła poziom, za którym jest już wyłącznie medialny lub polityczny impeachment. Pomyślałem sobie, że chyba tylko jakaś tragedia, zwłaszcza przedwczesna śmierć prezydenta jest w stanie postawić temu tamę. I zastanawiałem się wtedy – horrible dictu! – jak by to było gdyby umarł prezydent. I – muszę przyznać – nie byłem sobie w stanie tego wyobrazić.

Od wczorajszego ranka miota się we mnie cała masa uczuć, jest wśród nich żal, obawa o stan państwa, przerażenie i niezrozumienie sensu. Ale pośród tych uczuć, które mi towarzyszą najsilniejszym jest nieustające, przytłaczające, obezwładniające poczucie niesprawiedliwości. Niesprawiedliwości na wielu poziomach. Na tym najniższym, wydawałoby się – trywialnym – poziomie odczułem ją otwierając internet. Okazało się, że nagle, w godzinie śmierci Lecha Kaczyńskiego wiodące portale internetowe jednak posiadają fotografie głowy państwa bez rozbieganego spojrzenia, wyłupiastych oczu, rozchylonych nienaturalnie ust, ułożonych nieforemnie dłoni. Czy wcześniej serwery tych portali, a także wiodącej telewizji informacyjnej w Polsce nie zawierały tych zdjęć? Panie dziennikarzu, panie redaktorze, czy wcześniej nie mogłeś pokazywać milionom Polaków ich prezydenta w pozie godnej? Włączyłem wiodącą telewizję informacyjną, która nadaje kompilację doskonałych autoironicznych, bystrych bon-motów prezydenta nagranych "off the record". Okazuje się, że myśmy z tej strony Lecha Kaczyńskiego nie znali, a przecież te nagrania tam cały czas były! Dlaczego więc wiodąca telewizja prywatna położyła główną zasługę w wykreowaniu prezydenta na gbura?

Najpopularniejsza dziennikarka polityczna w Polsce, na antenie czołowej stacji prywatnej, pogrążona w nieutulonym żalu opisuje swój wczorajszy poranek, pełen łez i smutku. Jednocześnie konstatuje, że chciałaby aby ta tragedia "zmieniła coś w Polakach", ale sugeruje, że będzie to trudne, gdyż kiedy przyszła pod Pałac Prezydencki zapalić znicz, to podszedł ktoś do niej z motłochu, nazwał "ścierką" i kazał się "wynosić". Ta sama dziennikarka w ostatnich kilku miesiącach dała co najmniej kilkanaście razy w swych programach telewizyjnych i radiowych najlepszy czas antenowy człowiekowi o charakterystyce kanalii. Człowiekowi, który między innymi nazywał Lecha Kaczyńskiego "trupem na wrotkach", "półmartwym", insynuował mu różnorakie choroby, w tym psychiczne i alkoholizm, o drobniejszych kwestiach nie wspominając. Człowiek ten wprost swoją aktualną misję w polityce określał jako "pozbycie się Kaczyńskiego" – wiodąca dziennikarka polityczna w Polsce, którą motłoch nie zaakceptował pod Pałacem, ma swój największy wkład w promowanie tej kanalii. Nie odmawiam jej prawa do żałoby po zmarłym prezydencie. Ale jej tout court nie wierzę. Nawet jeśli w tej niewierze błądzę, to jest to błądzenie usprawiedliwione jej dotychczasową metodyczną pracą nad deprecjonowaniem głowy państwa polskiego. I jest jej kolega redakcyjny, który z poważną miną mówi o stracie jaką odczuwa, a który w pierwszym wydaniu serwisu informacyjnego pod swoim kierownictwem kazał wycofać z pierwszej na ostatnią pozycję informację o tym, że prezydent odznaczył orderem Annę Walentynowicz.  Jaka to dla niego strata? Przecież to był prezydent, którego miejsce w twoim programie było tuż przed prognozą pogody! A jak się czuje ich kolega ze stacji państwowej, dziennikarz roku, którzy czytając nagłówki opiniotwórczej prasy turlał się ze śmiechu powtarzając "borubara", "irasiada" wypowiadanych przez "niskopiennego"prezydenta? A największa gazeta, która te nagłówki drukowała i była w stanie posunąć się nawet do kłamstw i przestępczych – nieprawdziwych, jak się oczywiście okazało – zarzutów, ma dziś najpiękniejszą szatę graficzną ze wszystkich żałobnych wydań. Jak dziś oni wszyscy się czują, lub jak powinni się czuć gdyby posiadali sumienie, widząc od kilkudziesięciu godzin to, co jest ważne, widząc tchnienie Absolutu w niesłychanym żywiole symboliki (wieloznacznej) tej tragedii – w obliczu tych wszystkich litrów atramentu wylanego, ton papieru zadrukowanego i terabajtów informacji o przejęzyczeniach, gafach, wyglądzie głowy państwa i Bóg wie czym jeszcze? Jak powinni się czuć?

Kandydat na prezydenta, wykonujący właśnie funkcje głowy państwa, eksponowany w mediach od wczoraj z racji swych konstytucyjnych kompetencji, zwraca się z "orędziem do narodu" , apelując o jedność ponad podziałami. I – proszę mi wybaczyć, jestem zwykłą mendą – za każdym razem gdy widzę jego doskonale upudrowaną twarz na tle biblioteczki i białoczerwonej flagi, wraca mi obraz sprzed roku, kiedy to prezydent RP, jako jedyny, jak się wydaje, rozumiejąc sytuację geopolityczną przebywał na terenie Gruzji zaatakowanej przez Rosję. Kolumna prezydencka została ostrzelana przez patrol rosyjski, a obecny kandydat-marszałek-prezydent wielce rozbawiony opowiadał o "zabawie w żołnierza", "dzikiej eskapadzie" prezydenta, kwitując: "jaki prezydent, taki zamach". Dziś maszeruje na czele konduktu żałobnego i ogłasza żałobę narodową "z powodu katastrofy rządowego samolotu". A nie dlatego, że zginął Lech Kaczyński, głowa państwa, wybitny człowiek?

I jest jego kolega klubowy, wybitny specjalista od much i muszek, którego nienawiść do "kaczyzmu" pochłonęła bez reszty, który ilością inwektyw i chamstwa przebił bodaj wszystkich. W kondukcie, zalani łzami kroczą przedstawiciele Partii Władzy, którzy okazywali dumę z wykradzenia samolotu prezydenckiego i uziemienia głowy swojego państwa w domu, którzy skandowali tłumnie "były prezydent Lech Kaczyński",  ludzie, którzy nawet kosztem wizerunku Polski za granicą opluwali polskiego prezydenta. W żałobnym pochodzie nie mogło zabraknąć  także "legendy Solidarności", który – ze znaną już skromnością – oświadczył, że "wybacza" Lechowi Kaczyńskiemu. Co takiego  wybacza prezydentowi, który pod każdym względem bił go na głowę, a którego prostacko wyzywał, naśmiewając się także z jego małżonki? Jakie ma prawo do "wybaczania" czegokolwiek temu człowiekowi?

Jeszcze nie ostygło ciało prezydenta, a kandydat-marszałek-prezydent dosłownie w kilka godzin wprowadził do pałacu swojego – nomen omen – namiestnika. Nikt nie zauważa dwuznaczności w tym, że gestorem dokumentacji dotyczącej aneksu do likwidacji WSI jest jeden z prawdopodobnych bohaterów tego dokumentu. Jeszcze nie dotarło do nas ciało szefa IPN, a – jak mówił dziś któryś z "pisowskich"dziennikarzy – jego zastępczyni podejmuje już jakieś decyzje. Do czego się tak spieszą? Czy to nie nasuwa skojarzeń z mało lubianymi zwierzętami na sawannie? Co będzie potem? Teraz już nietrudno to sobie wyobrazić.

Nie odmawiam nikomu prawa do żałoby, ale pozwólcie zachować mi prawo do niewiary w Waszą szczerość. Solidnie żeście na to zapracowali.

 Ze strony:

http://www.fronda.pl/menda/blog/kondukt_zalobny

 12 kwietnia 2010

Aleksander Ścios (2010-04-09)

 

Pierwszego człowieka rozstrzelał na Łubiance w sierpniu 1924. Potem zabijał codziennie przez prawie 29 lat. Ostatniego skazańca zlikwidował 2 marca 1953 r. na trzy dni przed śmiercią Stalina. Major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin - "specjalista" katowskiego komanda wyznaczonego do likwidacji Polaków w Katyniu osobiście zabił 50 tysięcy osób. Był nie tylko wykonawcą, lecz także wybitnym technologiem zbrodni. To on zrezygnował z rewolwerów Nagan, które jego zdaniem zbyt szybko się nagrzewały, na rzecz niemieckich policyjnych waltherów PP. Uczył kolegów, że nie należy strzelać ofierze w potylicę, lecz starać się trafić kulą między kręgi szczytowy i obrotowy kręgosłupa szyjnego. Dzięki temu, dowodził, śmierć jest błyskawiczna, krwi niewiele. Był wzorem komunistycznego kata, który za swoje zasługi dorobił się stopnia generała i najwyższych orderów Związku Sowieckiego.

Strzał w tył głowy - to szczególnie ceniona przez komunistów metoda mordu. Wszędzie, dokąd dotarła czerwona zaraza zostawiała po sobie stosy przestrzelonych czaszek. Materiały filmowe z egzekucji w Katyniu Sowieci przekazali towarzyszom chińskim, w ramach pomocy i instruktażu przy likwidacji jeńców amerykańskich i południowokoreańskich. Wszędzie tam, gdzie idea komunistów natrafiała na opór, wdzierała się w ludzkie umysły w jedyny, znany mordercom sposób - przez otwór w strzaskanej potylicy.

70 lat po dokonaniu zbrodni katyńskiej, dzisiejsza Rosja jest oficjalnym wspólnikiem sowieckich ludobójców. Bezsporny dowód prawdziwości tej tezy, stanowi odpowiedź rządu rosyjskiego udzielona Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka w Strasburgu, w związku ze skargą, jaką złożyli krewni polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.

Zdaniem Rosjan „nie ma nawet pewności, czy Polaków rzeczywiście rozstrzelano” Rząd płk Putina nie przewiduje także rehabilitacji zamordowanych, gdyż – jak tłumaczy – „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”.

Kłamstwo katyńskie, podniesiono zatem w putinowskiej Rosji do rangi państwowej racji stanu, a udzielona Trybunałowi odpowiedź nie pozostawia wątpliwości, co do faktycznych intencji spadkobierców majora Błochina.

W okresie prezydentury Władimira Putina formuła sowieckiego historyka – marksisty Michaiła Pokrowskiego, iż „historia to polityka robiona wstecz” stała się w praktyce dewizą władz Rosji, a program odbudowy pozycji międzynarodowej i tworzenia nowej tożsamości narodowej Rosjan nabrał charakteru ofensywnego i rewizjonistycznego. Moskwa zaczęła dążyć do podważenia całego pozimnowojennego porządku, także w wymiarze interpretacji historii. W skrajnych formach kremlowska propaganda stała się polityką obrony sowieckiej wersji przeszłości, której zakwestionowanie miałoby rzekomo prowadzić do „podważenia wszystkich decyzji, podjętych z udziałem ZSRR, podważenia jego podpisów pod kluczowymi dokumentami międzynarodowymi”.

Rosyjska propaganda historyczna – stwierdza się w dokumencie Biura Bezpieczeństwa Narodowego zatytułowanym „Propaganda historyczna Rosji w latach 2004-2009” - prowadzona jest przy szerokim zastosowaniu technik dezinformacyjnych. W praktyce realizowana jest za pomocą kampanii tematycznych i przy szerokim wykorzystaniu rosyjskich

(i wybranych – zachodnich) środków masowego przekazu, w tym internetu. Aktywnie uczestniczą w niej przedstawiciele administracji państwowej FR.

Ważnym dowodem, iż dzisiejsza Rosja jest oficjalnym wspólnikiem sowieckich ludobójców była decyzja Prokuratury Wojskowej FR z 11 marca 2005 r. o umorzeniu śledztwa katyńskiego. Rosyjscy prokuratorzy nie znaleźli podstaw do uznania zbrodni z 1940 r. za ludobójstwo (mimo że takiej kategorii oskarżenie w tej samej sprawie sformułowali prokuratorzy ZSRR wobec Niemiec podczas procesu norymberskiego) oraz zdecydowali o utajnieniu 116 spośród 183 tomów akt. Podana na konferencji prasowej głównego prokuratora wojskowego Aleksandra Sawienkowa liczba zamordowanych i internowanych w ZSRR polskich oficerów została wielokrotnie zaniżona. Najbardziej spektakularne było jednak utajnienie nazwisk osób odpowiedzialnych za masakrę pod pretekstem ich śmierci. Samo uzasadnienie decyzji o umorzeniu śledztwa również utajniono, a obecnie odmówiono wydania akt śledztwa Trybunałowi w Strasburgu.

Rosyjska propaganda historyczna, ma bez wątpienia wymiar metodycznej indoktrynacji, skierowanej również do młodego pokolenia Rosjan. Przed dwoma laty, gazeta "Wremja Nowostiej" informowała o szkoleniach jakie dla rosyjskich nauczycieli historii zorganizowała Akademia Podwyższania Kwalifikacji i Zawodowego Przekwalifikowania Pracowników Oświaty. Nauczyciele dowiedzieli się tam jak i czego powinni uczyć w szkołach. Zgodnie z oficjalną „linią edukacyjną” - Stalin nie był żadnym masowym mordercą, tylko "efektywnym przywódcą", przygotowującym ZSRR do zwycięskiej wojny. Rządził twardą ręką i modernizował kraj kosztem wielu ofiar, ale jego postępowanie należy w sumie oceniać jako bardzo słuszne. Nauczyciele otrzymali także nowe wytyczne w sprawie Katynia. Mają przyznawać, że Polaków zamordowali funkcjonariusze NKWD i nie zwalać, jak to często do tej pory robili, winy na Niemców. Mają jednak usprawiedliwiać decyzję przywódców radzieckich o wymordowaniu jeńców wskazując dzieciom, że była ona "politycznie celowa". Będą też tłumaczyć, że zbrodnia "była odpowiedzią na zagładę wielu tysięcy czerwonoarmistów w niewoli polskiej po wojnie 1920 roku, inicjatorem której był nie ZSRR, lecz Polska". „W ten sposób wprowadza się u nas pojęcie ’’sprawiedliwej historycznej zemsty" - pisały o nowych zaleceniach metodycznych Wremja Nowostiej

Kluczową rolę w propagandzie historycznej – możemy przeczytać w dokumencie prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego - jak w każdego rodzaju propagandzie – odgrywa dezinformacja. Stosowane są tutaj klasyczne techniki, jak: intoksykacja (negowanie, odwracanie faktów), manipulacja (prawdziwe tezy wykorzystywane są w sposób, który prowadzi do wyciągnięcia fałszywych wniosków), modyfikacja motywu lub okoliczności (wskazanie motywu lub przyczyny określonego działania tak, aby były korzystne tylko dla jednej ze stron) oraz interpretacja (odpowiedni dobór słów, które wywołują pozytywne lub negatywne skojarzenia odbiorcy).

Propaganda rosyjska, od wielu lat stanowi skuteczne narzędzie w rękach kremlowskich „siłowników” . Ulegają jej nie tylko politycy państw Zachodu – gotowi każdy kagebowski plan Putina odczytać jako „demokratyzację”, ale również rządy tych państw, których obywatele na własnej skórze doświadczyli dobrodziejstw komunistycznej doktryny, aplikowanej opornym przez otwór w potylicy.

W III RP, ton komentarzom na temat 70 rocznicy zbrodni katyńskiej nadają rzesze użytecznych rezonatorów kremlowskiej propagandy oraz doskonale funkcjonująca w realiach dzisiejszej Polski postsowiecka agentura. Do rangi symbolu, urasta wypowiedź pezetpeerowskiego aparatczyka, agenta wschodnioniemieckiej Stasi Stanisława Cioska, który w niedawnym wywiadzie dla „Polski” przekonywał, iż „wspólna obecność najwyższych władz Polski i Rosji w miejscu kaźni Polaków będzie wydarzeniem wyjątkowym”, a nawet, że „jest to najważniejsze wydarzenie w najnowszej historii naszych narodów.” Zdaniem tajnego współpracownika Stasi, my Polacy „Musimy doceniać przyjazne gesty Rosji i odpowiadać na nie.”

Na tym samym poziomie dezinformacji, należy oceniać zachwyty polskich mediów nad projekcją filmu „Katyń” Andrzeja Wajdy w rosyjskiej telewizji „Kultura”. Filmu, który według opinii samego reżysera nigdy „nie miał być i nie był filmem antyrosyjskim”; w którym pomieszanie faktów i fikcji, „w obawie przed obrazą poprawności postkomunistycznej” uczyniło z obrazu „opowieść wyzwoleńca, który pamięta na grzbiecie niewolę, ale nie dzieło wolnego duchem artysty” – jak celnie skonstatował Krzysztof Kłopotowski.

Rosyjską projekcję dzieła współtwórcy „Gazety Wyborczej” każe się nam postrzegać jako „oznakę zmian w polityce Kremla” i „koniec spekulacji na temat gotowości Rosji do dialogu o zbrodni na Polakach”. Kandydat Komorowski – od lat rezonujący moskiewską propagandę, dostrzega w emisji filmu „kolejny krok w kierunku poprawy relacji polsko-rosyjskich” i widzi „coraz więcej wydarzeń, nie tylko symbolicznych, które zbliżają Polaków i Rosjan”, zaś żona polskiego ministra spraw zagranicznych dywaguje jakoby „ rosyjska elita w końcu zdała sobie sprawę, że jej kraj nie może zostać zmodernizowany, jeżeli rosyjscy obywatele zachowują mentalność stalinowską i stalinowską interpretację historii” i proponuje nam uznać projekcję „Katynia” za „ sygnał odchodzenia przez rząd w Moskwie od rehabilitacji Józefa Stalina”. W tym samym tonie wypowiada się szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik twierdząc, iż „To przełom, że Putin będzie w Katyniu” .

Nie wspomina się przy tym, że od wielu lat rosyjscy twórcy filmowi, działając pod bezpośrednim patronatem Kremla, tworzą „superprodukcje historyczne” kreujące świadomość współczesnych Rosjan, a szczególnie młodego pokolenia. Do niedawna jeszcze hitem rosyjskiej telewizji był czteroodcinkowy serial „Smiersz”, opowiadający o trzech oficerach radzieckiego kontrwywiadu, którzy w listopadzie 1945 r. wracają z frontu na Grodzieńszczyznę, by wieść tam spokojne życie obywateli ZSRR. Zakłóca je „akowska banda”, terroryzująca miejscową ludność. Na jej czele stoi Józef – czarny charakter filmowej historii, „fanatyczny Polak”, nie wahający się przelewać krew niewinnych kobiet i dzieci. „Smiersz” pokazuje konflikt pomiędzy „polską bandą”, usiłującą przywrócić przedwojenne granice Polski, a miejscową ludnością, która pragnie spokojnie żyć, w czym znajduje poparcie radzieckiej władzy. Do tego samego nurtu filmowej propagandy, zalicza się fabularyzowany dokument „Szczęście wywiadowcy” przygotowany w związku z przypadającą w 2010 r. 90. rocznicą powstania sowieckiego wywiadu. Dość wspomnieć inne, „historyczne” dzieła, jak choćby film „1612” w reżyserii piewcy Putina Nikity Michałkowa , czy superprodukcję sprzed roku – „Taras Bulba” , w których Polska pokazywana jest w sposób negatywny i kłamliwy.

Nie przypadkiem - obecność płk Putina w Katyniu, czy projekcję filmu Wajdy nakazuje się nam traktować jako rzekomy sukces polityki rządu Donalda Tuska. To przejaw nie tylko rodzimej dezinformacji, ale przede wszystkim znaczący triumf rosyjskiej propagandy.

Puste, obłudne gesty są dla kremlowskich przywódców elementem rozgrywania kwestii historycznych w interesie politycznym i gospodarczym Rosji. Gdy w marcu 2006 roku prezydent Federacji Rosyjskiej złożył wizyty w Budapeszcie i Pradze, rozmowy ze stroną węgierską i czeską skoncentrowane były na kwestiach energetycznych. Licząc na osiągnięcie porozumienia w strategicznej dla interesów Rosji sferze Putin wykonał kilka gestów: krytycznie ocenił stłumienie powstania węgierskiego 1956 r. i „praskiej wiosny” 1968 r. przez wojska Układu Warszawskiego oraz uznał moralną odpowiedzialność Rosji za te wydarzenia. W Budapeszcie ogłosił ponadto decyzję o zwrocie zbiorów Biblioteki Szaroszpatackiej, wywiezionej przez Armię Czerwoną. W październiku 2006 roku Rada Federacji przyjęła uchwałę z okazji 50. rocznicy powstania węgierskiego, w której powtórzyła słowa o moralnej odpowiedzialności Moskwy.

W ten sposób, Rosja wykorzystuje przeszłość do nagradzania tych rządów środkowo-europejskich, które pozytywnie reagują na rosyjskie propozycje w sferze energetycznej i nie podnoszą kwestii historycznych w dialogu z Moskwą.

Gesty płk Putina - to nic innego jak nagroda dla obecnej ekipy PO-PSL za umowę gazową z Rosją i zachęta do dalszych ustępstw, w tym do sprzedaży Rosji rafinerii w Możejkach. Dla obecnego rządu, który nie może pochwalić się żadnymi sukcesami w polityce zagranicznej- propagandowa „oferta” Putina jawi się jako skuteczny, medialny środek, służący uwiarygodnieniu rzekomej sprawności polityków Platformy. Jest zatem odbierana z nietajoną wdzięcznością, szczególnie w przededniu kampanii wyborczej.

Wobec faktycznego stanowiska Moskwy, wyrażonego choćby w piśmie do Strasburga oraz instytucjonalno - prawnej kampanii indoktrynacji historycznej prowadzonej od lat w Rosji – gesty te nie mają żadnego znaczenia i nie nakładają na rząd rosyjski żadnych zobowiązań.

Fakt, iż są umiejętnie rozgrywane przez agenturę oraz rezonujących rosyjską propagandę polityków i publicystów świadczy jedynie, że mamy do czynienia z rosnącymi wpływami „partii rosyjskiej” i skutecznymi działaniami tajnych służb Kremla.

Znakiem prawdziwego stosunku polskich polityków do kwestii mordu w Katyniu, niech będzie zdarzenie z lipca 2008 roku, gdy posłowie sejmowych komisji sprawiedliwości i praw człowieka oraz spraw zagranicznych domagali się od MSZ bardziej zdecydowanej reakcji dyplomatycznej, a od IPN działań prawnych w sprawie wyjaśnienia zbrodni katyńskiej. Powodem zwołania posiedzenia komisji, była decyzja rosyjskiego sądu, który odrzucił skargę 10 rodzin ofiar zbrodni katyńskiej na umorzenie śledztwa w tej sprawie. Szef pionu śledczego IPN ujawnił wówczas, że prokuratorzy IPN nie mają w aktach śledztwa katyńskiego dokumentu przekazanego kiedyś Lechowi Wałęsie przez prezydenta Rosji Borysa Jelcyna, potwierdzającego, że zbrodni dokonało NKWD oraz wskazał, że największą przeszkodą w śledztwie IPN jest brak współpracy ze strony rosyjskiej. Gdy poseł PiS Karol Karski zasugerował, że dokument utracił Lech Wałęsa, przewodniczący posiedzeniu Ryszard Kalisz wyjaśniał, że "najprawdopodobniej" dokument znajduje się w Archiwum Akt Nowych, a poseł Jan Kuriata z PO wyraził swoje oburzenie „na insynuacje zawarte pod adresem pana prezydenta Wałęsy, ponieważ, być może, dokument zagubił prezydent Kwaśniewski. Być może, trzyma go w kieszeni pan prezydent Lech Kaczyński i nie chce wyciągnąć”.

Nic nie wiadomo, by ten ważny dla śledztwa dokument został odnaleziony, tym bardziej – nie wiadomo - kto ponosi odpowiedzialność za jego ukrycie.


Gdy jutro, nad grobami katyńskimi premier polskiego rządu będzie uniżenie witał się z płk KGB Putinem – ten fakt nie będzie miał żadnego wpływu na wyjaśnienie zbrodni dokonanej przez Rosjan na oficerach II Rzeczpospolitej. W niczym, nie przybliży nas do wskazania oprawców i oddania sprawiedliwości rodzinom ofiar sowieckiego ludobójstwa. W niczym też, nie zmieni propagandy historycznej, traktowanej jako element rosyjskiej doktryny politycznej.

Pusty gest Putina dosadnie nazwał Nikita Pietrow, rosyjski historyk, wiceszef stowarzyszenia Memoriał - człowiek, który opublikował listę katyńskich morderców z NKWD:

„Dla mnie to szyderstwo Kremla. – stwierdził Pietrow - Śledztwo zakończono sześć lat temu, a opinia publiczna w naszych krajach do dzisiaj nie została zapoznana z jego rezultatami. Nie odpowiedziano na podstawowe pytania - jak i kto? Przede wszystkim - kto ponosi odpowiedzialność?

Mówiąc o uroczystościach w Katyniu, rosyjski historyk zauważył:

„Ze strony Kremla nie zostanie tam powiedziane nic nowego. - Putin powie to, co mówił już we wrześniu zeszłego roku w Gdańsku - że jest to tragiczna data, łącząca dwa narody”.

Trafnie też Pietrow zwrócił uwagę, jak decyzja Putina wpisuje się w taktykę wzmacniania podziałów na polskiej scenie politycznej i rozgrywania kompleksów obecnego rządu w walce przeciwko prezydentowi. Zauważył bowiem:

„Jest to przebiegłe posunięcie Kremla, które ma na celu obniżenie rangi uroczystości upamiętniających tę tragiczną rocznicę. Wszak na uroczystości do Katynia mógłby przyjechać prezydent Polski. A tak Kreml daje do zrozumienia, że można się ograniczyć do szczebla premierów”.

Ten odważny głos Rosjanina, powinien obnażyć hańbiącą obłudę tych wszystkich polskich „autorytetów”, które, jak były minister spraw zagranicznych Rotfeld, w sprawie Katynia mają do powiedzenia tyle tylko, że „zbrodni dokonał reżim stalinowski, ucierpiało tam również wielu Rosjan, a także inne narody”.

Nie można oczekiwać, by 70 rocznica ludobójstwa katyńskiego stanowiła jakikolwiek przełom w stosunkach polsko-rosyjskich. Nie widać takiej woli ze strony władz rosyjskich, a serwilistyczna, tchórzliwa i oparta na wskaźnikach propagandowych polityka obecnego rządu utrwala jedynie zwycięstwo fikcji nad prawdą.

Komunistyczne zbrodnie, dokonane często za przyzwoleniem „wolnego świata", pozostały nie ukarane i nierozliczone. W samej Rosji i wielu państwach świata, upiór „czerwonej rewolucji” żyje nadal, przepoczwarza się i zbiera siły, oczekując swojego czasu. Wciąż zatem realna jest obawa, że gdy pozornie dziś skłóceni - wyznawcy Lenina, Trockiego, Che Guevary i Stalina - skupieni w rozlicznych organizacjach, grupach interesu i rządach państw, zjednoczą kiedyś swoje szeregi, symbolem ich wspólnoty stanie się ludzki czerep, przedziurawiony z tyłu, a patronem tego przymierza major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin


NA KOMPANIĘ CO ŚPI...

Powiedzą wiele kłamstw – o przełomie, dialogu i pojednaniu. Dadzą tytuły: „Rosja i Polska nie mogą żyć przeszłością”, „Wspólny dług, pamięć i wstyd”, „Mord katyński właściwie uczczony”. Będą pisać i gadać, z przekonania, z rozkazu, z głupoty. Ci sami, którzy od dziesięcioleci wycierają gębę Polską.

Nie powiedzą – kto zabił , kto kłamał, kto ponosi odpowiedzialność. Nie wskażą palcem na kata i oszusta. Nie wystawią rachunku win i nie zażądają dowodów zbrodni. Tak dalece nie sięga ich odwaga.

W bełkocie patriotycznych frazesów przemycą prośbę o „pojednanie”, kierując ją do pułkownika KGB – tego samego, który z Rosjan - morderców uczynił narodowych bohaterów, a dziś rozkazuje układać w stosy czeczeńskie trupy.

Każą uczestniczyć w teatrze, w imię historii, której nie znają i której się boją.

Tak musi być, dopóki trwa katyńskie kłamstwo. Partyjne geszefty i interesy mocarstw. Zasypywanie bełkotem, rozmywanie nic nieznaczącymi banałami. Harce głupców i kanalii. Wielka polityka i małe skurwysyństwo. Nie oczekujcie od III RP nic nadto.

W Katyniu czekają 70 lat. Zaczekają na Polskę.

 


 

Ze strony:

http://bezdekretu.blogspot.com/2010/04/na-kompanie-co-spi.html

 

Andrzej Szubert (2010-04-01)
Kolejny już raz przy pomocy Gazety Wyborczej Mniejszość Niemiecka na Opolszczyźnie dolewa oliwy do ognia, drażniąc i prowokując "antyniemiecką" reakcję Polaków.
http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,7694552,Pol...

Niemcy skarżą się, że Polakom wciąż coś się nie podoba. A to drażnią Polaków niemieckojęzyczne tablice, a to mają Polacy opory przeciwko niemieckojęzycznej szkole podstawowej, a to przeszkadza Polakom usuwanie pomników śląskich powstańców walczących o polskość Śląska.

Postawa MN powoli coraz wyraźniej przypomina zachowania Niemców w czeskich Sudetach, które ostatecznie dały pretekst III Rzeszy i Hitlerowi do anschlussu w 1938 tej części Czech.

Przez dziesięciolecia wydawało się, że Niemcy ostatecznie pogodzili się z utratą części przedwojennego terytorium Rzeszy. Niestety okazuje się, że rewizjonizm niemiecki tylko czekał na bardziej sprzyjające czasy. A te właśnie nadeszły.

Rzesza Niemiecka zdobyła Śląsk w wyniku wojen w XVIII wieku. Równo dwa wieki później w wyniku kolejnej, najbardziej barbarzyńskiej i zbrodniczej wojny w dziejach świata wywołanej ponownie przez Niemcy, Rzesza utraciła część ich wschodnich terytoriów, w tym Śląsk na korzyść Polski. Była to w zupełności zasłużona kara za zbrodnie i ekspansywność Rzeszy Niemieckiej. Polska, mimo iż wojny nie wywołała, mimo że była jej pierwszą ofiarą, mimo uzyskania tzw. "ziem odzyskanych", utraciła ok 70 tys. km2 powierzchni w porównaniu do terytorium II RP sprzed II wojny św.

Niezwykle mocno uskrzydlił Miejszość Niemiecką apel kanclerzowej Merkel z ubiegłego roku o uznanie wszystkich wypędzeń za bezprawne, a także wygrywane przed "polskimi" sądami procesy roszczeniowe. Nie można też pomijać moralnego i finansowego wsparcia dla MN ze strony roszczeniowych ziomkostw na terenie Niemiec.

Obecnie Niemcy na Opolszczyźnie twierdzą, że czują się osaczeni i nierozumieni przez polską większość.
Nie zauważają, że wielu Polaków w ich otoczeniu to są wypędzeni. Z polskich Kresów.
I właśnie ci ludzie mają prawo się obawiać, że znowu będą zmuszani do opuszczenia terenów, na których w międzyczasie urodziło się już ich trzecie pokolenie.

Mniejszość Niemiecka ma bardzo łatwy sposób, aby zdobyć sobie sympatię i zrozumienie większości polskiej na wspólnie zamieszkiwanym terenie.

Mniejszość Niemiecka powinna zaapelować do rządu Bundesrepubliki o anulowanie dekretu Göringa z roku 1940, który zdelegalizował Związek Polaków w Niemczech.
Nie przystoi bowiem, aby w dzisiejszych Niemczech nadal moc prawną posiadał dekret wydany w czasie II wojny światowej przez władze III Rzeszy.
Mniejszość Niemiecka może zaapelować do rządu Bundesrepubliki, aby Polakom mieszkającym od pokoleń w Niemczech przysługiwały takie same prawa, jakie przysługują Niemcom mieszkającym na terenie Polski.
Mniejszość Niemiecka może wydać oświadczenie, że w pełni i nieodwołanie akceptuje powojenne granice!
A więc, że tereny utracone w wyniku wojny przez Rzeszę Niemiecką do Niemiec już nie należą i nigdy więcej do Niemiec należeć nie będą!
A co więcej, że Mniejszość Niemiecka nie będzie próbowała odwrócić do tyłu koła historii.

Mniejszość Niemiecka powinna poza tym przyjąć wreszcie do wiadomości, że to mniejszość powinna dopasowywać się do większości, a nie na odwrót.
wpisał j.b. (2010-03-24)

Moim zdaniem dobrze jest pamiętać o tym jak głosowali w różnych sytuacjach poszczególni posłowie. Ustawa o IPN nad jaką obecnie "pracuje" "nasz" parlament zmierza do "wyrwania mu zębów" i wzięcia go pod but polityków.

Proszę, zapamiętajcie nazwiska i sposób głosowania.

Imienna lista wyników głosowania w Sejmie (18 marca 2010 r.) nad nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów

Ogółem:
Za: 273 posłów
Przeciw: 149 posłów
Wstrzymało się: 1 poseł
Nieobecnych: 37 posłów

Platforma Obywatelska
Za
1. Tadeusz Arkit
2. Paweł Arndt
3. Urszula Augustyn
4. Tadeusz Aziewicz
5. Marek Biernacki
6. Andrzej Biernat
7. Bogdan Bojko
8. Krzysztof Brejza
9. Roman Brodniak
10. Jacek Brzezinka
11. Beata Bublewicz
12. Jerzy Budnik
13. Bożenna Bukiewicz
14. Andrzej Buła
15. Renata Butryn
16. Marek Cebula
17. Stanisław Chmielewski
18. Janusz Chwierut
19. Janusz Cichoń
20. Leszek Cieślik
21. Piotr Cieśliński
22. Czesław Czechyra
23. Andrzej Czerwiński
24. Zdzisław Czucha
25. Andrzej Czuma
26. Alicja Dąbrowska
27. Grzegorz Dolniak
28. Ewa Drozd
29. Artur Dunin
30. Zenon Durka
31. Janusz Dzięcioł
32. Waldy Dzikowski
33. Joanna Fabisiak
34. Jerzy Feliks Fedorowicz
35. Krzysztof Gadowski
36. Andrzej Gałażewski
37. Stanisław Gawłowski
38. Magdalena Gąsior-Marek
39. Łukasz Gibała
40. Artur Gierada
41. Tomasz Głogowski
42. Jarosław Gowin
43. Cezary Grabarczyk
44. Mariusz Grad
45. Rafał Grupiński
46. Andrzej Gut-Mostowy
47. Iwona Guzowska
48. Andrzej Halicki
49. Agnieszka Hanajczyk
50. Stanisław Huskowski
51. Tadeusz Jarmuziewicz
52. Michał Jaros
53. Leszek Jastrzębski
54. Roman Kaczor
55. Andrzej Kania
56. Sebastian Karpiniuk
57. Grzegorz Karpiński
58. Włodzimierz Karpiński
59. Jarosław Katulski
60. Jan Kaźmierczak
61. Małgorzata Kidawa-Błońska
62. Józef Piotr Klim
63. Magdalena Kochan
64. Witold Kochan
65. Bronisław Komorowski
66. Zbigniew Konwiński
67. Ewa Kopacz
68. Tadeusz Kopeć
69. Leszek Korzeniowski
70. Roman Kosecki
71. Jacek Kozaczyński
72. Jerzy Kozdroń
73. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz
74. Adam Krupa
75. Jacek Krupa
76. Marek Krząkała
77. Włodzimierz Kula
78. Jan Kulas
79. Tomasz Kulesza
80. Jan Kuriata
81. Kazimierz Kutz
82. Stanisław Lamczyk
83. Tomasz Lenz
84. Izabela Leszczyna
85. Arkadiusz Litwiński
86. Beata Małecka-Libera
87. Michał Marcinkiewicz
88. Katarzyna Matusik-Lipiec
89. Antoni Mężydło
90. Janusz Mikulicz
91. Konstanty Miodowicz
92. Aldona Młyńczak
93. Czesław Mroczek
94. Izabela Katarzyna Mrzygłocka
95. Jan Musiał
96. Tadeusz Naguszewski
97. Witold Namyślak
98. Sławomir Neumann
99. Stefan Niesiołowski
100. Tomasz Piotr Nowak
101. Andrzej Nowakowski
102. Mirosława Nykiel
103. Janina Okrągły
104. Alicja Olechowska
105. Danuta Olejniczak
106. Paweł Olszewski
107. Piotr Ołowski
108. Andrzej Orzechowski
109. Maciej Orzechowski
110. Konstanty Oświęcimski
111. Zbigniew Pacelt
112. Witold Pahl
113. Janusz Palikot
114. Sławomir Piechota
115. Elżbieta Pierzchała
116. Danuta Pietraszewska
117. Jarosław Pięta
118. Teresa Piotrowska
119. Julia Pitera
120. Kazimierz Plocke
121. Marek Plura
122. Agnieszka Pomaska
123. Sławomir Preiss
124. Norbert Raba
125. Damian Raczkowski
126. Elżbieta Radziszewska
127. Grzegorz Raniewicz
128. Ireneusz Raś
129. Tadeusz Ross
130. Grzegorz Roszak
131. Halina Rozpondek
132. Jakub Rutnicki
133. Arkadiusz Rybicki
134. Sławomir Rybicki
135. Zbigniew Rynasiewicz
136. Andrzej Ryszka
137. Marek Rząsa
138. Jan Rzymełka
139. Grzegorz Schetyna
140. Mirosław Sekuła
141. Henryk Siedlaczek
142. Radosław Sikorski
143. Witold Sitarz
144. Aleksander Marek Skorupa
145. Krystyna Skowrońska
146. Bożena Sławiak
147. Tomasz Smolarz
148. Jarosław Stolarczyk
149. Michał Stuligrosz
150. Paweł Suski
151. Miron Sycz
152. Michał Szczerba
153. Adam Szejnfeld
154. Grzegorz Sztolcman
155. Jakub Szulc
156. Krystyna Szumilas
157. Bożena Szydłowska
158. Iwona Śledzińska-Katarasińska
159. Jan Walenty Tomaka
160. Piotr Tomański
161. Irena Tomaszak-Zesiuk
162. Cezary Tomczyk
163. Tomasz Tomczykiewicz
164. Łukasz Tusk
165. Krzysztof Tyszkiewicz
166. Robert Tyszkiewicz
167. Cezary Urban
168. Jarosław Urbaniak
169. Piotr Van der Coghen
170. Piotr Waśko
171. Robert Węgrzyn
172. Monika Wielichowska
173. Wojciech Wilk
174. Radosław Witkowski
175. Norbert Wojnarowski
176. Marek Wojtkowski
177. Ewa Wolak
178. Marek Wójcik
179. Adam Wykręt
180. Jacek Zacharewicz
181. Jadwiga Zakrzewska
182. Renata Zaremba
183. Ryszard Zawadzki
184. Marcin Zawiła
185. Hanna Zdanowska
186. Bogdan Zdrojewski
187. Marek Zieliński
188. Wojciech Ziemniak
189. Jerzy Ziętek
190. Jacek Żalek
191. Stanisław Żmijan
192. Adam Żyliński
Nieobecni
1. Mirosław Michał Drzewiecki
2. Arkady Fiedler
3. Aleksander Grad
4. Paweł Graś
5. Domicela Kopaczewska
6. Mirosław Koźlakiewicz
7. Dariusz Lipiński
8. Joanna Mucha
9. Sławomir Nowak
10. Marzena Okła-Drewnowicz
11. Wojciech Saługa
12. Andrzej Smirnow
13. Lidia Staroń
14. Donald Tusk

Prawo i Sprawiedliwość
Przeciw
1. Adam Abramowicz
2. Andrzej Adamczyk
3. Waldemar Andzel
4. Iwona Arent
5. Marek Ast
6. Zbigniew Babalski
7. Piotr Babinetz
8. Barbara Bartuś
9. Dariusz Bąk
10. Andrzej Bętkowski
11. Mariusz Błaszczak
12. Antoni Błądek
13. Jacek Bogucki
14. Jan s. Antoniego Bury
15. Aleksander Chłopek
16. Zbigniew Chmielowiec
17. Piotr Cybulski
18. Witold Czarnecki
19. Arkadiusz Czartoryski
20. Edward Czesak
21. Andrzej Ćwierz
22. Andrzej Mikołaj Dera
23. Zbigniew Dolata
24. Marzenna Drab
25. Tomasz Mirosław Dudziński
26. Jan Dziedziczak
27. Jacek Falfus
28. Adam Gawęda
29. Grażyna Gęsicka
30. Zbigniew Girzyński
31. Szymon Stanisław Giżyński
32. Mieczysław Golba
33. Jerzy Gosiewski
34. Przemysław Gosiewski
35. Artur Górski
36. Tomasz Górski
37. Krystyna Grabicka
38. Kazimierz Gwiazdowski
39. Kazimierz Hajda
40. Czesław Hoc
41. Adam Hofman
42. Dawid Jackiewicz
43. Jarosław Jagiełło
44. Elżbieta Jakubiak
45. Wiesław Janczyk
46. Grzegorz Janik
47. Wojciech Jasiński
48. Andrzej Jaworski
49. Krzysztof Jurgiel
50. Dariusz Kaczanowski
51. Mariusz Kamiński
52. Karol Karski
53. Beata Kempa
54. Izabela Kloc
55. Joanna Kluzik-Rostkowska
56. Sławomir Kłosowski
57. Lech Kołakowski
58. Robert Kołakowski
59. Wojciech Kossakowski
60. Henryk Kowalczyk
61. Bogusław Kowalski
62. Zbigniew Kozak
63. Maks Kraczkowski
64. Leonard Krasulski
65. Elżbieta Kruk
66. Marek Kuchciński
67. Marek Kwitek
68. Tomasz Latos
69. Krzysztof Lipiec
70. Adam Lipiński
71. Marzena Machałek
72. Krzysztof Maciejewski
73. Antoni Macierewicz
74. Ewa Malik
75. Gabriela Masłowska
76. Mirosława Masłowska
77. Jerzy Materna
78. Marek Matuszewski
79. Kazimierz Matuszny
80. Beata Mazurek
81. Krzysztof Michałkiewicz
82. Kazimierz Moskal
83. Arkadiusz Mularczyk
84. Aleksandra Natalli-Świat
85. Maria Nowak
86. Jan Ołdakowski
87. Jacek Osuch
88. Zbysław Owczarski
89. Anna Paluch
90. Bolesław Grzegorz Piecha
91. Stanisław Pięta
92. Jacek Pilch
93. Marek Polak
94. Paweł Poncyljusz
95. Krzysztof Popiołek
96. Krzysztof Putra
97. Elżbieta Rafalska
98. Jan Religa
99. Jerzy Rębek
100. Adam Rogacki
101. Józef Rojek
102. Nelli Rokita-Arnold
103. Jarosław Rusiecki
104. Małgorzata Sadurska
105. Dariusz Seliga
106. Edward Siarka
107. Anna Sikora
108. Anna Sobecka
109. Krzysztof Sońta
110. Andrzej Sośnierz
111. Lech Sprawka
112. Piotr Stanke
113. Jarosław Stawiarski
114. Stefan Strzałkowski
115. Marek Suski
116. Wojciech Szarama
117. Jolanta Szczypińska
118. Andrzej Szlachta
119. Stanisław Szwed
120. Beata Szydło
121. Adam Śnieżek
122. Robert Telus
123. Ryszard Terlecki
124. Grzegorz Tobiszowski
125. Teresa Wargocka
126. Zbigniew Wassermann
127. Waldemar Wiązowski
128. Jadwiga Wiśniewska
129. Tadeusz Wita
130. Elżbieta Witek
131. Michał Wojtkiewicz
132. Sławomir Worach
133. Tadeusz Woźniak
134. Waldemar Wrona
135. Marzena Dorota Wróbel
136. Anna Zalewska
137. Wojciech Szczęsny Zarzycki
138. Sławomir Zawiślak
139. Łukasz Zbonikowski
140. Jarosław Zieliński
141. Maria Zuba
142. Jarosław Żaczek
143. Wojciech Żukowski
Nieobecni
1. Joachim Brudziński
2. Daniela Chrapkiewicz
3. Lena Dąbkowska-Cichocka
4. Kazimierz Gołojuch
5. Jarosław Kaczyński
6. Marek Łatas
7. Barbara Marianowska
8. Marek Opioła
9. Stanisław Ożóg
10. Piotr Polak
11. Jan Szyszko
12. Krzysztof Tchórzewski

Lewica
Za
1. Romuald Ajchler
2. Leszek Aleksandrzak
3. Bartosz Arłukowicz
4. Anna Bańkowska
5. Anita Błochowiak
6. Eugeniusz Czykwin
7. Tomasz Garbowski
8. Witold Gintowt-Dziewałtowski
9. Henryk Gołębiewski
10. Izabela Jaruga-Nowacka
11. Ryszard Kalisz
12. Tomasz Kamiński
13. Witold Klepacz
14. Jan Kochanowski
15. Bożena Kotkowska
16. Janusz Krasoń
17. Krystyna Łybacka
18. Zbigniew Matuszczak
19. Jarosław Matwiejuk
20. Krzysztof Matyjaszczyk
21. Henryk Milcarz
22. Tadeusz Motowidło
23. Grzegorz Napieralski
24. Artur Ostrowski
25. Sylwester Pawłowski
26. Grzegorz Pisalski
27. Wojciech Pomajda
28. Stanisława Prządka
29. Stanisław Stec
30. Elżbieta Streker-Dembińska
31. Wiesław Andrzej Szczepański
32. Jerzy Szmajdziński
33. Jolanta Szymanek-Deresz
34. Tadeusz Tomaszewski
35. Jerzy Wenderlich
36. Marek Wikiński
37. Bogusław Wontor
38. Stanisław Wziątek
39. Ryszard Zbrzyzny
Nieobecni
1. Tadeusz Iwiński
2. Sławomir Kopyciński
3. Wacław Martyniuk
4. Stanisław Rydzoń

Polskie Stronnictwo Ludowe
Za
1. Krzysztof Borkowski
2. Leszek Deptuła
3. Bronisław Dutka
4. Eugeniusz Grzeszczak
5. Stanisław Kalemba
6. Jan Kamiński
7. Mieczysław Kasprzak
8. Ewa Kierzkowska
9. Eugeniusz Kłopotek
10. Adam Krzyśków
11. Jan Łopata
12. Mieczysław Marcin Łuczak
13. Mirosław Maliszewski
14. Stanisław Olas
15. Andrzej Pałys
16. Mirosław Pawlak
17. Janusz Piechociński
18. Józef Racki
19. Stanisław Rakoczy
20. Marek Sawicki
21. Tadeusz Sławecki
22. Aleksander Sopliński
23. Franciszek Jerzy Stefaniuk
24. Piotr Walkowski
25. Stanisław Witaszczyk
26. Wiesław Woda
27. Edward Wojtas
28. Józef Zych
29. Stanisław Żelichowski
Nieobecni
1. Jan s. Józefa Bury
2. Waldemar Pawlak

Posłowie niezrzeszeni
Za
1. Marek Balicki
2. Andrzej Celiński
3. Zbigniew Chlebowski
4. Ryszard Galla
5. Krzysztof Grzegorek
6. Władysław Szkop
Przeciw
1. Maciej Płażyński
Wstrzymało się
1. Wojciech Mojzesowicz
Nieobecni
1.Cezary Atamańczuk
2. Longin Komołowski

Polska Plus
Przeciw
1. Jerzy Polaczek
2. Jarosław Sellin
3. Jacek Tomczak
4. Kazimierz Michał Ujazdowski
5. Andrzej Walkowiak
Nieobecni
1. Ludwik Dorn
2. Lucjan Karasiewicz
3. Jan Filip Libicki

Socjaldemokracja Polska
Za
1. Marek Borowski
2. Grażyna Ciemniak
3. Zdzisława Janowska
4. Izabella Sierakowska

Demokratyczne Koło Poselskie Stronnictwa Demokratycznego
Za
1. Marian Filar
2. Bogdan Lis
3. Jan Widacki

 ze strony:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20100324&id=po61.txt
Artur Bazak (2010-03-13)

Celem lewicy jest oczyszczenie chrześcijaństwa z „historycznych naleciałości”. Takich jak ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci czy małżeństwo rozumiane jako związek kobiety i mężczyzny – pisze publicysta
 "Człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego. Jeżeli człowiek przyzwyczai się do dobrego, to chwalić Boga. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyzwyczai się do złego.
Trzy miesiące temu do muzeum obozowego w Oświęcimiu trafiły niezwykłe zdjęcia z prywatnego albumu Karla Hoeckera, esesmana z Auschwitz. Można na nich zobaczyć, czym „po godzinach” – jak pisze autorka reportażu – zajmowali się hitlerowcy „pracujący” w obozie. Na wypoczynek jeździli do Międzybrodzia Bialskiego. Widzimy słynnego doktora Mengele w towarzystwie Hoessa i innych oficerów. Roześmiani, zrelaksowani. Przyzwyczaili się do morderstw dokonywanych za płotem obozu. A jak jest dzisiaj? Inaczej, ale równie strasznie. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu odrzucił właśnie odwołanie rządu polskiego w słynnej już sprawie Alicji Tysiąc.
W konsekwencji pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania plus koszty postępowania za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. To odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków.
A co z sędziami, którzy wydali tak nieprawdopodobny wyrok? Zapewne na weekendy jeżdżą w różne urokliwe miejsca. Są uśmiechnięci, zrelaksowani. Przyzwyczaili się."

To dokładny cytat z artykułu wstępnego ks. Marka Gancarczyka (ks. Marek Gancarczyk, Siła przyzwyczajenia, GN nr 40/7.10.2007), który oburzył polskie feministki, wzbudził kontrowersje wśród kilku duchownych i rzekomo naruszył godność Alicji Tysiąc, stając się impulsem do kolejnej odsłony walki środowisk lewicowych w Polsce o niczym nieograniczony dostęp do aborcji, który jest kolejną odsłoną cywilizacyjnego starcia. Wstępniak naczelnego „Gościa Niedzielnego” należy przypomnieć bez zbędnych skrótów przede wszystkim dlatego, że jego zrozumienie nastręcza przedstawicielom naszego wymiaru sprawiedliwości niemałych problemów. Wyrok skazujący Sądu Okręgowego w Katowicach wraz z uzasadnieniem z 23 września 2009 r. oraz podtrzymanie tego wyroku przez Sąd Apelacyjny 5 marca 2010 r. powinny zostać wpisane do sylabusa ćwiczeń na wszystkich wydziałach prawa. Studenci przygotowujący się do trudnej roli prawnika mogliby dzięki temu dowiedzieć się, że czytanie ze zrozumieniem nie jest obowiązkiem sędziego, a treści uzasadnień do wyroków skazujących można czerpać z łamów „Gazety Wyborczej” i „Krytyki Politycznej”.

Byłoby to może i śmieszne, gdyby nie było jednocześnie straszne. Oto niezawisły sąd Rzeczypospolitej skazuje redaktora naczelnego najpoczytniejszego tygodnika katolickiego, który jest jednocześnie katolickim księdzem, za ocenę postępowania matki, która bez wyraźnych podstaw medycznych chciała zabić swoje dziecko, a za brak zapewnienia jej prawnych warunków do tego czynu skarży państwo polskie w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.


Młodzi katolicy w Polsce powoli zaczynają sobie zdawać sprawę, że nie wystarczy ich coniedzielna obecność na mszy świętej i pląsy na Lednicy


Co więcej, w tej ocenie nie ma ani śladu porównania Alicji Tysiąc do zbrodniarzy hitlerowskich – jak twierdzi przewodnicząca składu sędziowskiego Sądu Okręgowego w Katowicach sędzia Ewa Solecka i co powtarza sędzia Sądu Apelacyjnego Ewa Tkocz. To sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka są zestawieni z hitlerowcami z obozu Auschwitz, którzy na co dzień wydawali wyroki śmierci, a w weekendy wypoczywali po ciężkiej pracy wraz z rodzinami, co zostało uwiecznione w szokującym albumie zdjęciowym z tamtego czasu.


Język nienawiści Kościoła

Ks. Marek Gancarczyk dokonał ostrej oceny i szokującego dla wielu porównania. Kiedy jednak się chwilę nad tym zastanowić, to nie ma w tym nic, co mogłoby szokować. Słowa katolickiego księdza są tylko rekapitulacją katolickiego stanowiska w sprawie ochrony życia podaną w publicystycznej formie.
Niektórzy katoliccy publicyści, w tym duchowni, po pierwszym wyroku krytykowali naczelnego „Gościa Niedzielnego” za nieewangeliczny język wypowiedzi. Jakby idąc tym tropem, sędziowie obu instancji pisali w uzasadnieniu wyroku o „języku nienawiści”, którym ks. Gancarczyk spowodował ból i krzywdę pani Alicji Tysiąc. A sędzia Ewa Tkocz ewidentnie myląc rolę sędziego z rolą biskupa Rzymu i wydawcy stwierdziła, że „chrześcijaństwo jest religią miłości i taki powinien być język „Gościa”.

Sugeruje tym samym, że
w imię tak pojmowanej religii miłości należy uszanować dramat kobiety z całkowitym pominięciem dramatu nienarodzonego dziecka. Słabo u pani sędzi ze znajomością chrześcijaństwa i zasad wolności słowa.

A skoro już o biskupie Rzymu mowa, nie od rzeczy jest przypomnienie w tym miejscu, że Jan Paweł II nazywał przerywanie ciąży „odrażającą zbrodnią”. Następnym zatem krokiem w polskim orzecznictwie powinna być redakcja kolejnych edycji papieskich encyklik, katechizmu Kościoła katolickiego oraz Kodeksu Prawa Kanonicznego. Na koniec suflowane przez lewicowe środowiska sądy będą musiały zmierzyć się z „powodującymi ból i krzywdę” treściami z Pisma św.


Tym wszystkim, którzy uznają słowa ks. Marka Gancarczyka za przesadzone, polecam fragment z papieskiej encykliki „Evangelium vitae”:
„Akceptacja przerywania ciąży przez mentalność, obyczaj i nawet przez prawo jest wymownym znakiem niezwykle groźnego kryzysu zmysłu moralnego, który stopniowo traci zdolność rozróżnienia między dobrem a złem, nawet wówczas gdy chodzi o podstawowe prawo do życia. Wobec tak groźnej sytuacji szczególnie potrzebna jest dziś odwaga, która pozwala spojrzeć prawdzie w oczy i nazwać rzeczy po imieniu, nie ulegając wygodnym kompromisom czy tez pokusie oszukiwania siebie”. (Jan Paweł II, Evangelium vitae, 58). Ks. Marek Gancarczyk ma tę odwagę i nazwał rzeczy po imieniu, za co został w Polsce A.D. 2010 prawomocnym wyrokiem skazany.

Jedynym pozytywnym skutkiem tego bezprecedensowego wyroku jest mobilizacja katolickich środowisk, które uznały sprawę osądzenia „Gościa Niedzielnego” za niedopuszczalny akt wrogości wobec zasad wiary katolickiej, prawa do nieskrępowanej manifestacji swojej wiary w sferze publicznej oraz wobec zasady wolności słowa. Wyrok w sprawie „Gościa” może być punktem zwrotnym w walce z coraz bardziej agresywnymi środowiskami lewicowymi, które konsekwentnie realizują swój program odgórnej przebudowy polskiego społeczeństwa. Twarzą jednej z odsłon tej walki, którą spokojnie można określić wojną kulturową, jest Alicja Tysiąc.


Język miłości lewicy


Marcin Górski, adwokat Alicji Tysiąc, po wyroku sądu okręgowego z 23 września 2009 r. powiedział: „Proces Alicji Tysiąc spełnił swoją rolę. Nie chodziło w nim przecież wyłącznie (choć to oczywiście jego pierwszoplanowa funkcja) o domniemane naruszenie dóbr osobistych powódki, ale również o pokazanie, że istnieje problem stosowanej przez Kościół mowy nienawiści wobec kobiet, że istnieje problem języka wykluczenia, a także że choć Kościołowi bezspornie udało się narzucić język debaty publicznej („mordowanie nienarodzonych”, „aborcjoniści” itd.), to istnieje wobec tego ideologicznego języka sprzeciw. Zapewne jest to pierwsza, ale nie ostatnia, sprawa o poszanowanie standardów w debacie publicznej”.


Dla środowisk skrajnej lewicy w Polsce wyrok w tej sprawie to kamień milowy w walce o realizację swoich postulatów. Idąc śladem treści uzasadnienia wyroku przedstawiciele lewicy próbują nadać całej sprawie ton walki o prawa kobiet do ochrony własnej godności przeciwko agresywnej retoryce Kościoła katolickiego, określanej chętnie „mową nienawiści”. Strona katolicka przedstawia konflikt jako walkę środowisk lewicowych o prawo do aborcji, czyli zabijania nienarodzonych dzieci.
Jak widać, jest to sprawa życia i śmierci.

Paradoksalnie w tej walce to Kościół jest rzecznikiem postępu. W sprawie Alicji Tysiąc duchowny Kościoła stanął w obronie nienarodzonego dziecka, któremu przedstawiciele lewicy odmawiają prawa do życia. Podejrzewam, że tak jak dzisiaj zdumienie i szok budzi album zdjęciowy z hitlerowcami mającymi niewinną krew na rękach, bawiącymi się ze swoimi rodzinami, tak i w niedalekiej przyszłości szok będą budzić szepczące zza pleców Alicji Tysiąc feministyczne aktywistki, dla których prawo do ochrony czci i godności kobiety, która chciała zabić swoje dziecko, stoi ponad prawem do życia bezbronnej istoty. W tym sensie ich postulaty są niedalekie od treści sentencji wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który badał sprawę Alicji Tysiąc pod kątem naruszenia jej prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, przedkładając jej subiektywne obawy o własny stan zdrowia nad opinią ośmiu lekarzy specjalistów, nie wspominając o prawie do życia nienarodzonego dziecka.


Język miłości lewicy to język pozornej troski o dobro kobiety, który przesłania moralny wymiar chęci zabójstwa niewinnej istoty. I trzeba to powiedzieć jasno i dobitnie, ponieważ, jak przestrzegał w "Liście do rodzin" Jan Paweł II, „
stajemy tu wobec olbrzymiego zagrożenia nie tylko poszczególnego jednostkowego życia ludzkiego, ale całej naszej cywilizacji” (Jan Paweł II, "List do rodzin", Gratissimam sane (2 lutego 1994), 21: AAS 86 (1994) 920).

Obrona czci kobiety wpisuje się w niszczący język moralny program ideologiczny, w skład którego wchodzi walka par homoseksualnych do posiadania praw zrównujących je z małżeństwami i rodzinami, walka o równe traktowanie kobiet i mężczyzn w życiu publicznym, walka o prawa do „godnej śmierci” oraz do „przerwania życia” w imię dobra kobiety.


W języku katolika to po prostu nieuprawnione i moralnie niegodziwe, a także niezgodne z naturą człowieka oraz wynikami nauk szczegółowych hasła, zwiastujące tak często wyśmiewaną cywilizację śmierci. Kto nie wierzy w jej istnienie, niech się rozejrzy dokoła.
Na naszych oczach rozgrywa się dramat niszczenia rodziny składającej się z mężczyzny i kobiety, psucia demokracji przez pomysły parytetu płciowego będące sprzeczne z zasadami demokracji i zdrowego rozsądku, bezczeszczenia i przeinaczania kategorii moralnych, jak miłosierdzie w kontekście walki o prawo do śmierci na życzenie czy walka o godność kobiety, które okazuje się dążeniem do prawa do zabójstwa nienarodzonych dzieci w świetle prawa.

Współczesna lewica posługuje się totalitarnym sztafażem w równym stopniu jak jej poprzednik – komunizm, którego istotą było kłamstwo. Dlatego jest, wbrew unikom jej przedstawicieli odżegnujących się od spuścizny realizmu socjalnego, jego prawowitym dzieckiem.


Dopiero kiedy zbierze się te wszystkie fronty walki ideologicznej, którą nam funduje skrajna lewica, widać jak na dłoni, jak daleko odeszliśmy od dywagacji sprzed 20 lat na temat tego, czy Kościół poradził sobie z wyzwaniami demokracji po okresie totalitarnego zniewolenia. Dzisiaj, w przededniu piątej rocznicy śmierci polskiego papieża
sąd Rzeczypospolitej skazuje katolickiego duchownego za publiczne głoszenie zasad wypływających z Dobrej Nowiny, które określa się „mową nienawiści”.

Alternatywna historia


Kościół katolicki wraz ze swoim nauczaniem, tradycją i historycznymi związkami z dziejami narodu polskiego jest dzisiaj głównym wrogiem skrajnej lewicy w Polsce. Czekam na to, aż polskie feministki razem z młodymi pryszczatymi lewicy wspólnie z katolickimi dysydentami, którzy porzucili stan kapłański, popijając szampana w jednej ze swoich modnych knajp, wpadną na pomysł napisania alternatywnej historii chrześcijaństwa, w której dzieciobójstwo będzie przejawem wrażliwości wobec uciemiężonych przez mężczyzn kobiet.


Zresztą, ze smutkiem, stwierdzam, że to już się dzieje, w zakładach polskich uniwersytetów, na kartach modnych lewicowych książek.
Wojna lewicy nie skończy się na usunięciu Kościoła i katolickich wartości oraz języka z życia publicznego. Sztandar zwycięstwa polska lewica zatknie dopiero wtedy, kiedy sama – jak powiadają jej przedstawiciele – „odzyskają chrześcijaństwo”. A więc, jak rozumiem, oczyszczą je z tych historycznych naleciałości, jak ochrona życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci czy małżeństwa kobiety i mężczyzny i ustanowią swój kościół ze swoją rewolucyjną kongregacją nauki wiary.

Najmłodsze pokolenie lewicy (tej kawiarnianej i parlamentarnej) nie kryje, że jej społecznym ideałem jest współczesna Hiszpania rządzona przez socjalistę Jose Zapatero. Ale Hiszpania jest dzisiaj punktem odniesienia nie tylko dla lewackich rzeczników inżynierii społecznej.


Młodzi katolicy w Polsce powoli budzą się z przekonania, że do przetrwania wiary ojców wystarczy coniedzielna obecność na mszy św., dyskusje w kręgu przekonanych w skądinąd świetnie rozwijających się duszpasterstwach czy pląsy na Lednicy. Dzisiaj nie sposób stać obojętnie z założonymi rękami, kiedy na naszych oczach skrajna antykatolicka lewica zdobywa kolejne przyczółki w polskim społeczeństwie.


Katolickie społeczeństwo obywatelskie potrzebuje wstrząsu, aby się prawdziwie narodzić, umocnić i policzyć w obronie praw do publicznego wyznawania i głoszenia Ewangelii. Takim wstrząsem jest niewątpliwie sprawa Alicji Tysiąc i wyrok skazujący dla ks. Marka Gancarczyka.

 

 ze strony:

 http://www.rp.pl/artykul/445709_Bazak__Wymiary_sprawiedliwosci.html