Marianna (2010-07-17)

Dziękuję za ciekawe przemyślenia. Na końcu zadajesz dobre pytania, często również je zadaję. Doszłam do wniosku, znanego, bo postawionego jeszcze przed wojną przez znakomitego Józefa Becka. Otóż, stwierdził on, że Niemcy chcą odebrać nam ziemię, ale komuniści usiłują odebrać nam samą duszę. Myślę, że to jest to! Człowiek wykształcony, ale o mentalności niewolnika. Jak mawiał doskonały Norwid:

"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami

-daj im skrzydła u ramion, a pójdą zamiatać ulice skrzydłami"

Taki niby Polak o duszy Homo Sovietikus. Nie dziw się, że jedynymi autorytetami są dla takich ludzi dziennikarze z TVN, albo Polsatu! Wiesz przecież, że podobieństwa się przyciągają. Takie niby elitki i ich gladiatorzy.

Ja ze swojej strony, żałuję bardzo, że mój ukochany Kościół zaprzestał swojej pięknej i podstawowej roli- wychowania Narodu. Sam wiesz, że natura nie znosi próżni, jak Kościół nie zechce nas wychowywać, to zajmie się tym Tvenik. Jakbyśmy zapomnieli, że to Kościół jest nośnikiem całej naszej cywilizacji. Pozwól, że oddam głos wybitnemu historykowi prof. Feliksowi Konecznemu:

"Okoliczności historyczne sprawiają, że Polakowi łatwo jest zrozumieć Kościół wojujący, i przyłączyć się do niego. Wojuje bowiem z niebezpieczeństwami zagrażającymi zarazem Polsce, np. z bolszewizmem. Gdyby wskrzeszona Polska miała przyczynić sił masonerii, socjalizmowi i bolszewizmowi ( a są to trzy ogniwa tego samego łańcucha) To należy spodziewać się bolszewizowania całej Europy, a choćby ten okres trwałby krótko, byłby wystarczający do tego, by zrujnować całą naszą cywilizację, a Kościół pogrążyć na długo w bezsilność co do życia publicznego. Zapewne wiemy, że Kościoła nie przemogą bramy piekielne. On przetrzyma wszystko, choćby w katakumbach. Ale czy ktoś chciałby to widzieć? Nie po to żyjemy, by Kościół wieść do katakumb! Ale gdy tak się stanie pójdziemy i my tam za Nim. Gdy Kościół prześladowany padnie to i na nas, świeckich, ale wtedy nie będziemy się łasić prześladowcom, nie zdradzimy Ołtarza." (Kościół wobec cywilizacji. 1926r)

Prawda, że myśl niezwykle przenikliwa?! I prawdziwa! Doczekaliśmy opisanej przez profesora rzeczywistości. Zbolszewizowanej Europy i Kościoła schodzącego do katakumb.

Co do opisywanego przez Ciebie pana inżyniera, myślę, że należy postawić kilka pytań, dotyczących naszej postawy wobec Prawdy. Zakładam, że ów pan inżynier, jak sam piszesz, ma prawicowe poglądy. Prawda jest Absolutem, zgodzisz się ze mną. Więc zadajmy sobie pytanie o nasz stosunek do Niej:

  • Prawda a Słowo. Prawda ma wymiar informacji, ale służącej drugiemu człowiekowi. W imię miłości do bliźniego. Musi więc być oparta na zaufaniu.

  • Prawda a Pokora. Nie prawda jest we mnie, ale ja ciągle poszukuję prawdy.

  • Prawda a Absolut. Absolutem jest Bóg, inaczej nie jestem w stanie poznać Prawdy.

  • Prawda a wolność. Człowiek prawdziwie wolny jest niezależny!

  • Prawda a wiara. Prawdy za pomocą tylko rozumu nie poznamy, potrzebna jest również wiara, np. różnych autorytetów moralnych, naukowych itp. Myślę, że w tym kontekście należy postrzegać słowa pana inżyniera, jako osoby poszukującej Prawdy.


Przyznam, że ( abstrahując od katastrofy Smoleńskiej) sam pan Jarosław stawał niekiedy w opozycji wobec Prawdy, dlatego też, nie gorsz się dystansem i brakiem zaufania dla niego. Po pierwsze, czy zawsze pan Kaczyński rzetelnie nas, swoich wyborców, informował, w myśl służby drugiemu człowiekowi? Czy pan Kaczyński poszukiwał Prawdy,przykładowo, posądzając koalicjantów o wszelkie niemoralne zachowania? Vide; wściekłe poszukiwania ojca dziecka pani Krawczyk?! Wciągnięto w ten amok cały naród, wielkie szyderstwo z Prawdy, Macierzyństwa, z szacunku do bliźniego. Czy pan Kaczyński w swoich politycznych działaniach, zawsze stawiał na pierwszym miejscu Boga i Jego nakazy? Czy naprawdę sądzisz, że pan Kaczyński jest osobą prawdziwie niezależną?! Czy uważasz pana Kaczyńskiego za prawdziwy autorytet moralny?! Na te pytania każdy powinien odpowiedzieć sobie samodzielnie. Więc, nie kieruj się emocjami, w ocenie ludzi, z którymi niekoniecznie się zgadzasz. Nie mam na myśli wspomnianego wcześniej niewolnika. Jemu, biedakowi nic już nie pomoże. Nic, poza cudem. A jako komentarz do jego słów, o głupocie Polaków i ich dziwacznym patriotyzmie, zacytuję śmieszny wierszyk Adama Mickiewicza:

" W pół jest Żydem, w pół Polakiem

W pół Jakubinem, w pół żakiem

W pół cywilnym, w pół żołdakiem

Lecz za to, całym łajdakiem"

Wiej więc drogi Jacku od takich ludzi, wiej, na mile! Staraj zadawać się z ludźmi o pięknych i szlachetnych sercach, a będziesz miał ciekawsze i piękniejsze przemyślenia. Zapewniam Cię.

Pozdrawiam Twoja przyjaciółka Marianna.

Jacek Bezeg (2010-07-16)

Trochę bez sensu jest przekonywanie przekonanych. Z tego powodu zainteresowałem się ostatnio portretem psychologicznym typowego wyborcy PO. Myślałem, że może uda się w oparciu o coś takiego zmajstrować metodę trafiania do nich i przerabiania ich na patriotów. Sam, jako „stypendysta ZUS” spotykam się zwykle tylko z tymi, z którymi chcę się spotykać, a więc z takimi ludźmi nie. Prosiłem więc znajomych o pomoc. Bez skutku.

Stało się jednak tak szczęśliwie, że spotkałem takiego osobnika i nawet mogłem z nim trochę porozmawiać w miłej przyjacielskiej atmosferze. Nie za wiele, bo jak twierdził „zna moje poglądy polegające na powtarzaniu tego co mówi ojciec Rydzyk” i wie z całą pewnością, że „w kwestiach politycznych się nie dogadamy”. Proponował w zamian rozmowę o sporcie o którym z kolei ja nie za wiele miałem do powiedzenia. Jednak zanim zabraliśmy się do rodzinnego obiadku usłyszałem kilka zdań, które pozwolę sobie tu przytoczyć i ocenić.

Usłyszałem więc, że „najlepiej żeby tu przyszli Niemcy, Francuzi, czy ktokolwiek, wszystko wykupili i zrobili porządek”, oraz, że „dość mam już tego durnowatego, bezsensownego patriotyzmu”.

Dojrzały mężczyzna, nieomal emeryt, magister prawa, uważa, że człowiek z pieniędzmi przyjedzie do obcego, dalszego lub bliższego kraju i będzie prowadził tam interesy tak, aby jego obywatele jak najlepiej na tym wyszli, uczciwie płacił podatki, no i w ogóle zachowywał się przyzwoicie. Po Polakach tego się nie spodziewa. Nigdy nie był w obcym kraju? Nigdy nie czuł pokusy „tu mogę robić co chcę, bo nikt mnie nie zna”? Nigdy nie był w podróży służbowej, kiedy to chce się jak najszybciej załatwić co trzeba i wracać do domu? No w każdym razie nie potrafi sobie wyobrazić jak się prowadzi interesy w obcych krajach, a przecież z całą pewnością nie jest to działalność charytatywna. Każdy normalny przybysz zechce przecież po prostu szybko i jak najprościej się wzbogacić i uciekać zanim tubylcy się zorientują, że nie zawsze był uczciwy.

Kwestia o bezsensowności patriotyzmu świadczy już całkiem fatalnie o poziomie umysłowym mojego rozmówcy. Źródeł tego tak istotnego uczucia możemy się przecież dopatrzeć u najprymitywniejszych organizmów. Nie tylko w chwilach zagrożenia zbijają się one w stada, by czuć się lepiej, bezpieczniej wśród po prostu podobnych do siebie. Jest więc ten człowiek mniej rozważny od śledzia w Bałtyku?

Na to wygląda.

Jaka może być tego przyczyna? Z rozmowy wynikło, że „jego autorytety” są w gw, tvn i podobnie. A więc wiadomo kto mu to zrobił. Jak? Tego nie jestem w stanie wyjaśnić. Kiedyś w dawnych czasach mówiło się o przekazach podprogowych stosowanych przez wstrętnych amerykańskich imperialistów w tamtejszej telewizji. Wszystkie dziedziny nauki się rozwijają. Zapewne i ta też.

Może jeszcze inny przykład. Pan inżynier o prawicowych, patriotycznych poglądach. Nagle oświadcza, że sztuczne opóźnianie podróży Jarosława na miejsce śmierci brata było uzasadnione, bo przecież odmówił on podróży w towarzystwie Donalda i przyleciał do Witebska przed nim. No wygląda to na problemy z wnioskowaniem? Chyba tak. Jak się okazuje czytał gw i oglądał tvn, bo „chce wiedzieć wszystko”. Wygląda więc na to, że „oni” coś im, oglądającym i czytającym, robią. Co i jak, to w tej chwili nie jest ważne. Ważne, że trzeba uważać. Jeśli oczywiście ktoś jest zainteresowany prawidłowym funkcjonowaniem swojej własnej głowy.

Marianna (2010-07-13)

Przed kilkoma tygodniami,na zaproszenie Instytutu Piotra Skargi, uczestniczyłam w kilkudniowej pielgrzymce do Fatimy. Było to dla mnie wielkie przeżycie i ciekawa przygoda. Chciałabym teraz podzielić się z Tobą kilkoma spostrzeżeniami, które dotyczą kondycji współczesnego człowieka, jego podejścia do Boga. Podzielę się również moim zachwytem nad dawną architekturą.

W związku tym, że poza Częstochową i moją ukochaną Górą św. Anny, rzadko gdzieś bywam, moje przemyślenia mogą wydawać Ci się, drogi Jacku, nieco zaściankowe, no, cóż zrobić...

Pierwsza nieprzyjemna sytuacja spotkała mnie już na lotnisku w Balicach. Panowie celnicy, przymusili mnie do zdjęcia butów, na moje pytanie po co? Ciężko się je odpina, nie chcę. Odpowiedzieli groźnie, żebym nie dyskutowała i je zdjęła, a poza tym, co ja sobie wyobrażam, mogę w butach ukrywać nóż, potem sterroryzować załogę samolotu. Zrobiłam oczy jak spodki, ja, mam być terrorystką? I w bucikach numer 37 ukrywać bagnet, żeby potem się włamać do kabiny pilotów itd... Chyba panowie za dużo czytali Hitchcocka albo Suworowa! Ale, cóż zrobić, witajcie w krainie absurdu, czy jak kto woli w Unii. Dałam się puścić w skarpetkach!

Podróż samolotem ciężko, ale przeżyłam. Na lotnisku w Lizbonie panował niesłychany ruch i ogólny chaos, pilnowałam więc pana przewodnika, jak niepodległości. Myślę, że Portugalia jest ciekawym i pięknym krajem, odnoszę takie wrażenie, bo do głębszych przemyśleń potrzebny jest czas, a my trzy dni.. Doprawdy byliśmy ostrą konkurencją dla japońskich turystów! Kraj jest jakby na pograniczu dwóch światów przyrody, palmy i olbrzymie yukkii, obok dobrze nam znanych sosen, z jakąż zazdrością spoglądałam na przepiękne, wszędobylskie, kwitnące oleandry, podczas gdy ja muszę na nie dmuchać, chuchać, chować na zimę. Zachwyciła mnie również olbrzymia różnorodność ludzi. Na ulicach Lizbony spotkać można czarnego, metysa, białego, wszyscy przyjaźni wobec siebie, rozgadani, może zbyt hałaśliwi. Myślę, że jest to pozostałość po wielkiej kolonialnej przeszłości Portugalii.

 

 

Wieczorem dojechaliśmy wreszcie do Fatimy. Pierwsze kroki skierowałam do sanktuarium. Wchodzę na słynny Plac przed Bazyliką i dosłownie zwaliło mnie z nóg! Boże, a cóż to za Krzyż?! Wybijający się ponad drzewa, wielki i szkaradny! Naprawdę, brzydszej rzeczy w życiu nie widziałam... Krzyż, który przedstawia Pana naszego, wijącego się jak, nie przymierzając, modliszka jakaś, albo szarańcza. Ohyda, jeszcze raz ohyda! Ze smutkiem pomyślałam, że takie nowoczesne rzeźby tworzą wrogowie Kościoła. Innego wytłumaczenia nie mam.

 

 

 

Starożytny poganin, Seneka, powiadał, że wszelka sztuka naśladuje naturę. Jaką naturę naśladuje ta postać pokręcona na wielkim krzyżu?! Bo na pewno nie Pana naszego Jezusa Chrystusa...Za każdym razem idąc do kościoła i mijając ten krzyż, cierpiałam okrutnie, nie mogąc ominąć go, ani udawać też, że nie zauważam. Zapytywałam Chrystusa, czy my chrześcijanie, podobnie jak Ty, Panie, jesteśmy postrzegani, jako współczesna szarańcza tego świata?! Dokuczliwa i zbędna!? Nasza pierwsza Msza była przygotowana w nowej świątyni, usytuowanej naprzeciw starej Bazyliki. O tej nowoczesnej budowli, można powiedzieć jedno-funkcjonalna. I nic więcej! Zbudowana na wzór masońskich budowli, na bazie koła, niska, bez okien.

Dziwna to świątynia, do której wchodzi się schodami w dół, jak do katakumb, albo stacji metra, jak kto woli. W środku, bardzo ascetyczna, bez bogatej symboliki, jedynie Krzyż pośrodku ( ale bez Pasyjki ) z boku, nieduża figura Matki Bożej. Jakże odmienna od wielkich i przepięknych katedr gotyckich.

 

 

 

Idąc do grobów Pastuszków mijałam paskudny żłóbek, z brzydkimi postaciami, malutki Jezus o twarzy starego, brzydkiego człowieka, przy nim jakieś tury, czy inna rogacizna. U stóp wejścia do bazyliki, był przygotowany ołtarz dla Papieża z okazji Jego Pielgrzymki do Fatimy. Stojąc i patrząc na plac, na ten paskudny krzyż, żłóbek, myślałam sobie, że mój papież chyba będzie cierpiał.

Ktoś, kiedyś złośliwie napisał, że "Modernista jest to chłopak, który wszystko widzi na opak" Celność tego spostrzeżenia doświadczyłam w Fatimie. Zadawałam sobie pytanie, dlaczego nowe musi, ale to musi, być szkaradne?! Jaka jest kondycja duszy współczesnego człowieka, skoro nie potrafi już rozpoznać Piękna, Prawdy i Dobra?

Niezapomniana była Droga Krzyżowa w miejscach Objawień. Myśl, że stoję w miejscu, w którym ukazał się Anioł Fatimski była szczególnie wzruszająca.

Ostatni dzień był najpiękniejszy, gdyż uczestniczyliśmy we Mszy świętej,odprawionej dla Polaków i Polonii, w Kaplicy Objawień. Przeżycie wielkie. I rozczarowanie. Szczególnie podczas Komunii, z wielkim żalem i niesmakiem obserwowałam ludzi przyjmujących Ciało Chrystusa do ręki z niejakim lekceważeniem. Uderzało to szczególnie, widząc ten sposób przyjmowania Komunii przez osoby konsekrowane, siostry zakonne. Smutne to wszystko i niepokojące, zatraciliśmy cześć dla Boga, nie liczmy więc na szacunek wobec siebie nawzajem.

 


 Jakże odmienne uczucia estetyczne towarzyszyły mi w niedalekiej Bathalii i Alcobana. Zwiedzaliśmy klasztory, w których przebywało nawet do kilkuset zakonników. niestety, dziś już nieczynne. Budowle te są okazałe i piękne. Cudny gotyk, z koronkowymi zdobieniami, naleciałością dawnej kultury i obecności arabskiej. Jak na kobietkę przystało, najbardziej zachwyciła mnie dawna kuchnia, jakież ciekawe rozwiązania architektoniczne, stały dostęp do bieżącej wody! A mówimy o czasach średniowiecza. Zwiedzając takie cudowne budowle odczuwałam żal za minionym, zapewne pięknym światem, w którym wszystko odnosiło się do Boga, dlatego cechował go utracony dziś ład. Żal, że to, co pokolenia budowały dla Boga i ludzi, dziś stoi bezużyteczne i opuszczone.

Odwiedzając kolejne piękne świątynie, w niewielu już spotykaliśmy Pana Jezusa, w Najświętszym Sakramencie. Było to dla nas, wychowanych w świecie z Bogiem, dość trudne doświadczenie. Wchodząc do świątyń, najpierw klękaliśmy i nie bardzo wiedzieliśmy jak się zachować, bo spacerować po kościele nie bardzo wypada. Dopiero nasz opiekun, zakonnik, informował nas, że tutaj nie ma Najświętszego Sakramentu, wówczas jakoś lżej zwiedzać. Ale plącze się bezustannie ta myśl; Panie, stąd również Cię przepędzili!? Trudny jest ten świat bez Boga.

I tak przez te kilka dni zobaczyłam inny, osierocony świat.

 

 

Przekonałam się również, że współczesna cywilizacja, może poza techniką niewiele ma do zaoferowania. Ludzie w nieustannej pogoni, chaos, korki, za czym to wszystko? Jakże celnie opisał to zjawisko Nikolas Davilla, mówiąc, że współczesna cywilizacja przypomina pałac, do którego wdarła się kudłata zgraja. Oj, tak! Zastanawiałam się, czy Polacy również dążą do takiego modelu życia? Szybkiego, byle jakiego, bezsensownego, bo bez Boga i wartości z Nim związanych. Przyznam, że z niejaką ulgą wracałam do swojej Polski, biednej, poniżanej, ale jeszcze żyjącej w przyjaźni z Panem Bogiem. Wracając myślałam, jak ja kocham ludzi, śpiewających godzinki, odmawiających różaniec, chodzących na majowe. Uświadomiłam sobie, że uwielbiam wręcz widok małej, przydrożnej kapliczki. Poza tym, przebywając w Fatimie, nie miałam przyjemności spotkać kapłana w sutannie, choć jest to miejsce wielu pielgrzymek. Niestety, strój funkcjonalny i wygodny wygrał w tym wypadku ze strojem godnym.

Z prawdziwą przyjemnością pozdrowiłam pierwszego kapłana spieszącego na poranną Mszę. Och, jak dobrze, że jestem u siebie! Poszłam na Wawel, tam gorąco prosiłam św. Stanisława, aby ustrzegł nas przed takim wielkim światem, bo on ani nie wielki, ani nie fajny, tylko pusty, bezsensowny i spoganiały!

Moja radość była tym większa, iż trafiłam na Mszę łacińską w Nadzwyczajnym Rycie Rzymskim, odprawioną przez x Wojciecha Grygiela. Msza ta jest moją nową miłością, odkryłam Jej piękno, interesując się bliżej dokumentem papieskim Summorum Pontyfikum. Wówczas, zachęcona przez przyjaciół, po raz pierwszy uczestniczyłam we Mszy Świętej Wszechczasów.. A że Pan Bóg ma wobec każdego z nas swoje zamierzenia i czyni to w sposób doskonały i niekiedy z wielkim poczuciem humoru, moja pierwsza Msza odbyła się w Wałbrzychu, a była to uroczysta Msza Koronacyjna Mozarta.

Przyznaję, Pan Bóg ustrzelił mnie z dwururki! Jestem Mu za to bardzo wdzięczna!

Deo Gratias.                                                     

Pozdrawiam Marianna.

Jacek Bezeg (2010-07-08)

Sprawa doktora Dariusza Ratajczaka – Fakty, daty

Może na początek kilka oczywistości, bo może nie wszyscy wiedzą na czym polega zawód historyka i na czym polega zawód naukowca, oraz nauczyciela. To będzie “łopatologia”, ale szczególny sposób w jaki potraktowano doktora domaga się przypomnienia rzeczy oczywistych i podstawowych. Chcę pokazać jasno, kto zachował się niegodnie, kto nie był wierny swemu zawodowi, swemu powołaniu i wynikającym z niego podstawowym obowiązkom.

Po pierwsze historyk poszukując prawdy o minionych wydarzeniach powinien poznawać opinie innych historyków, fachowców z dziedzin mających związek z tymi wydarzeniami, no a przede wszystkim badać źródła, czyli dokumenty i przedmioty pozostałe po tych interesujących go zdarzeniach. Swoje działania i wnioski z nich wynikające prezentuje on w specjalistycznych naukowych publikacjach, by poddać je pod ocenę innych osób zainteresowanych badaniami danej tematyki. W toczącej się tym sposobem dyskusji powstaje coś, co nazywamy wiedzą. Bez sporów pomiędzy naukowcami toczących się na papierze i w bezpośrednich kontaktach mielibyśmy tylko zbiór rozmaitych hipotez i sądów, a nie wiedzę o tym co jest prawdą, a co fałszem. Ba, bez publikacji i sporów nie mielibyśmy nawet podstaw do przypuszczeń o prawdopodobieństwie takiej prawdziwości w odniesieniu do poszczególnych twierdzeń.

Z kolei nauczyciel szczególnego rodzaju, bo nauczyciel akademicki ma za zadanie przygotowanie powierzonych mu studentów do roli takich właśnie naukowców, osób nie tylko posiadających rozeznanie w tym co jest przedmiotem studiów, ale i “zapalonych” do tego rozeznania pogłębiania i poszerzania. Co prawda tylko nieliczni z nich pozostają na uczelni jako jej kadra dydaktyczna i naukowa, ale pozostałym zdobyte nawyki dociekliwości i rozszerzania swej wiedzy na pewno się przydadzą.

Doktor Dariusz Ratajczak w ciągu swej jedenastoletniej pracy na Uniwersytecie Opolskim zyskał zasłużoną opinię nie tylko dobrego naukowca, ale i inspirującego dydaktyka. Jego wiedza i sposób jej przekazywania zjednywały mu zainteresowanie nie tylko studentów historii, ale i innych kierunków. Starając się zainteresowanie wiedzą historyczną wśród studentów podtrzymywać i rozwijać tworzył też teksty popularne, mające przyciągać i intrygować. Z takim właśnie zamiarem powstał między innymi zbiór esejów pod wspólnym tytułem “Tematy niebezpieczne”. Stał się on niestety pretekstem, tak pretekstem, bo trudno powiedzieć tu o przyczynie, do rozpętania przeciwko niemu kampanii nienawiści, oszczerstw i intryg, która trwa nawet po jego śmierci.

Marzec 1999 – pierwsze wydanie “Tematów niebezpiecznych” gdzie na 4 stronach (z ogólnej liczby 100) przedstawione są poglądy tak zwanych “rewizjonistów Holokaustu”. Książka jest nie tylko sprzedawana, ale i rozprowadzana wśród znajomych, kolegów na uczelni. Egzemplarz z imienną dedykacja trafia między innymi do rąk Rektora. Nikt nie znalazł w niej niczego niestosownego.

8 kwietnia 1999 – Gazeta Wyborcza zamieszcza list dyrektora Muzeum w Oświęcimiu J. Wróblewskiego do Rektora Uniwersytetu Opolskiego Sławomira Nicieji, imputujący Dariuszowi Ratajczakowi poglądy rewizjonistów i na tej podstawie żądający jego usunięcia z Uczelni. Dopiero w godzinach wieczornych Rektor zdecydował się na ostre i stanowcze potępienie “antysemity” i “rewizjonisty”.

9 kwietnia 1999 – Rektor zawiesza “winowajcę” w pełnieniu obowiązków (bez przedstawienia konkretnych zarzutów) i poleca Rzecznikowi Dyscyplinarnemu zajęcie się sprawą. Rada Wydziału, która w 95% książki nie miała nawet w ręku, jednak jej autora potępia, odsądza od czci i wiary, żąda usunięcia, a nawet nazywa faszystą.

Władysław Bartoszewski w wywiadzie dla GW przyznaje, że książki nie czytał, ale nie ma wątpliwości, że miejsce autora jest w szpitalu psychiatrycznym.

Rzecznik Prasowy Ambasady Izraela nie może zrozumieć “jak autor takiej książki” może pracować na Opolskim Uniwersytecie.

12 kwietnia 1999 – Rozmowa wyjaśniająca z W. Łukaszewskim Rzecznikiem Dyscyplinarnym UO. W jej trakcie, tak jak wcześniej, prezentował on zdecydowanie negatywne nastawienie do “faszysty” nie rozumiejąc swojej roli jako rolę sędziego, ale jako rolę oskarżyciela.

13 kwietnia 1999 – odwołanie się doktora od decyzji o zawieszeniu złożone do Uczelnianej Komisji Dyscyplinarnej

22 kwietnia 1999 – Komisja zwieszenie cofa.

23 kwietnia 1999 – Rektor powtórnie zawiesza doktora Dariusza Ratajczaka “dla dobra Uczelni”.

Następne odwołanie skutkuje już, orzeczonym 13 maja, utrzymaniem w mocy decyzji Rektora.

Pojawiają się w tym czasie liczne głosy wsparcia i poparcia, na łamach prasy i w listach, w kraju i za granicą. Wypowiadają się między innymi profesorowie Rafał Broda, Mirosław Dakowski, Ryszard Bender, Peter Raina, a z dziennikarzy Rafał Ziemkiewicz. Powstaje film dokumentalny “Kto jest faszystą” emitowany niestety tylko w lokalnej telewizji Wrocław. Ukazani w nim studenci UO z rozmytymi elektronicznie twarzami i zmienionymi głosami odważają się bardzo pozytywnie ocenić doktora Ratajczaka i jego działalność pedagogiczną. Padają takie słowa jak “erudyta” i “świetny wykładowca”.

Na przełomie maja i czerwca 1999 uczelniana Komisja Dyscyplinarna zawiesza swoje postępowanie nie postawiwszy konkretnych zarzutów, a sprawą zajmują się prokuratura i sąd.

31 maja 1999 do Sądu Rejonowego w Opolu wpływa akt oskarżenia o to, że “publicznie i wbrew faktom zaprzeczał zbrodniom nazistowskim popełnionym w okresie drugiej wojny światowej na osobach narodowości żydowskiej”

7 grudnia 1999 zapada wyrok umarzający postępowanie. Co prawda sąd nie dał wiary wyjaśnieniom oskarżonego, “że nie podziela poglądów rewizjonistów Holokaustu, a jedynie je w swojej książce przytacza”, uznając akapit podsumowujący rozdział za opinię autora. W uzasadnieniu umorzenia stwierdzono, że inne wypowiedzi i pisma wykładowcy gdzie zdecydowanie i jasno informuje, iż z poglądami rewizjonistów się nie zgadza, zmniejszają skutki społecznej szkodliwości czynu

Od takiego wyroku apelację złożył Prokurator Rejonowy 30 grudnia 1999 żądając surowszej oceny czynu i surowszego ukarania podsądnego, jak i Dariusz Ratajczak 5 stycznia 2000 wnosząc o uznanie jego słów “Według rewizjonistów” i “Rewizjoniści uważają” zawartych w tekście książki, za dowód, iż przestępstwo nie zaistniało, i o uniewinnienie.

5 kwietnia 2000 Komisja Dyscyplinarna UO wymierza karę dyscyplinarną zwolnienia z Uczelni wraz z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na okres lat trzech.

W protokole z jej obrad jeszcze z grudnia 1999 jest adnotacja o konieczności zakupu książki celem jej przeczytania. Czy do kwietnia 2000 Komisja zdążyła się z nią zapoznać?

Uważając się za niewinnego i z powodu nie udowodnienia w trakcie postępowania postawionych mu zarzutów, doktor Dariusz Ratajczak złożył 18 kwietnia 2000 odwołanie od orzeczenia komisji uniwersyteckiej, do Komisji Dyscyplinarnej przy Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego. Niestety decyzją z 20 października 2000 utrzymuje ona w mocy zaskarżone postanowienie. W ten sposób zostaje przerwana, a praktycznie jak się potem okazuje, zakończona jego działalność pedagogiczna i naukowa.

14 kwietnia 2000 Sąd Okręgowy wyrok uchylił i sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia sądowi Rejonowemu.

Pomimo wyżej przytoczonych argumentów, jak i innych użytych w mowie obrończej wykładowcy (4 grudnia 2001), jak na przykład ten, że w kontekście całej 100 stronicowej książki nie można mieć wątpliwości co do tego, jak autor ocenia nazistowskie zbrodnie, ponownie 11 grudnia 2001 zapada wyrok tylko umarzający postępowanie, tym razem warunkowo i na okres 1 roku.

16 stycznia 2002 Dariusz Ratajczak składa kolejną apelację tym razem zaskarżając wyrok powołuje się na urągające zdrowemu rozsądkowi wnioskowanie. .Stosowny fragment ekspertyzy brzmiał: “Relacjonując treści publikacji dotyczących nurtu rewizjonistycznego w sprawach żydowskich, doktor Ratajczak nie zajmuje wobec nich własnego stanowiska”. Wbrew wszelkiej logice wyprowadzono z opinii eksperta konkluzję o popieraniu tych poglądów przez autora.

Dla odmiany w złożonej 18 stycznia 2002 apelacji Prokurator Rejonowy stosuje prostą logikę: “Jest autorem książki, to wszystko co w niej opisał, to jego poglądy”.

7 czerwca 2002 zapada wyrok Sądu Okręgowego w Opolu o utrzymaniu w mocy zaskarżonego wyroku.

Tyle podstawowych faktów wybranych trochę losowo z pokaźnej ich ilości zawartej w autobiograficznej książce „Inkwizycja po polsku czyli sprawa dr Dariusza Ratajczaka”, wydanej w roku 2003 przez wydawnictwo Wers w Poznaniu. Widzimy, że wydając opinie, postanowienia i wyroki, zabierając głos w publicznej dyspucie, liczono się nie tyle z faktami, z rzeczywistą treścią książki, co raczej z wyobrażeniami o niej i o autorze pewnych osób i środowisk. Ktoś, gdzieś tam, postanowił, że „taki człowiek” nie może tu być... No i go nie ma.

 

 

 Jest tu.

Poniżej mapka cmentarza z zanaczoną kwaterą XIII U, w której znalazłem jego grób. Obiekt w centrum mapki to kaplica cmentarna, a poniżej główna aleja do niej prowadząca.

 

 

 

Dariusz Ratajczak nie żyje

Pytania, pytania, pytania

Pamięci Dariusza Ratajczaka

Dariusz Ratajczak – wywiad z żołnierzem Waffen SS

 Tematy niebezpieczne - treść książki, za którą został wyrzucony z pracy

 

Z tekstów Dariusza Ratajczaka:

Albo Polska będzie wielka, albo przestanie istnieć. Nie stać nas nawet na średniość. To będzie zadanie dla Waszego pokolenia. Jesteście je winni również cieniom tych, którzy zginęli w nierównej walce w pierwszych latach po zakończeniu II Wojny Światowej. – dr Dariusz Ratajczak


O mnie
Dariusz Ratajczak
( ur. 1962), historyk, absolwent Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktor nauk humanistycznych. Do kwietnia 2000 r. adiunkt w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Autor ,,Polaków na Wileńszczyźnie 1939 - 1944’’ (Opole 1990); ,,Świadectwa księdza Wojaczka’’ (Opole 1994); ,,Krajowej Armii Podziemnej 1945-1952’’ (współautor, Opole-Gliwice 1996), ,,Tematów jeszcze bardziej niebezpiecznych’’ (Kociaty - New York 2001). W roku 1999 opublikował zbiór felietonów historycznych zatytułowany ,,Tematy niebezpieczne’’ (Opole 1999, Warszawa 1999, Boston 1999). W jednym z nich zreferował poglądy tzw. rewizjonistów holokaustu, co stało się powodem bezprzykładnych ataków na osobę autora ze strony publicystów ,,Gazety Wyborczej’’, tropicieli polskiego antysemityzmu oraz środowisk żydowskich - krajowych i zagranicznych.
http://www.blogger.com/profile/07543253606330920439

Współczesny Kościół rzymsko-katolicki musi zmagać się nie tylko z jawną antykościelną propagandą właściwą środowiskom lewicowym,laickim, pozostającym w orbicie wpływów socliberalnego śmietnika ideologicznego, granice którego wyznacza polityczna poprawność.Prawda,to jest trudna walka,ale przejrzysta : przeciwnik dosyć jasno określa własne stanowisko,nawet nie stara się ukryć niechęci do Wiecznej Instytucji. Problem o wiele poważniejszy polega na tym,że istnieje także drugi,wewnętrzny front walki.W tym wypadku przeciwnik Kościoła jest jeszcze bardziej niebezpieczny,działa jako ksiądz,znany teolog, prominentny dygnitarz w szatach duchownych...
Czasami tych szacownych dywersantów,ukrytych stronników lewicy,masonerii i herezji tytułuje się mianem katolewicy,inni mówią o kościelnych postmodernistach,czy progresistach. Mniejsza o terminy-ważne jest to, że u progu XXI wieku to mieszane towarzystwo świeckich i duchownych "katolików" opanowało wiele strategicznych przyczółków w Kościele i w jego pobliżu.Polska może nie jest jeszcze wzorcowym przykładem tego" blitzkriegu", ale V Kolumna i u nas staje się coraz bezczelniejsza (bp.Pieronek,ks.Czajkows- ki,ks.Piotrowski), jawnie heretycka (ksiądz intelektualista Tischner),antytradycjonalistyczna ,judaizująca ("Tygodnik Powszechny", "Przegląd Powszechny","Więź"). Ludzie ci podważają dogmaty wiary,starają się-jak to się ładnie mówi- unowocześnić Kościół, propagują fałszywy ekumenizm, sprowadzający się np. do przenoszenia na grunt katolicki pojęć protestantyzmu,czy nawet (a może zwłaszcza) judaizmu.
 [  ...  ]
To prawda, swięty Piotr, czy św.Jan byli Żydami,lecz ich "tak" wobec Syna Bożego spotkało się ze sprzeciwem ze strony innych Żydów. Piotr,Paweł,Jan niewątpliwie należą do wybranego "narodu" chrześcijańskiego- podobnie jak inni Żydzi-chrześcijanie,chrześcijanie Polacy, Niemcy, Francuzi. Natomiast podstawowy trzon Żydów stworzył sobie całkiem nową religię, wywodzącą się wprawdzie ze Starego Testamentu,ale radykalnie zmienioną przez nową, nacyjną i ekskluzywną interpretację -wściekle antychrześcijański Talmud. Tak więc prawowitymi dziedzicami Starego Testamentu są chrześcijanie, natomiast Żydzi są odszczepieńcami, którzy świadomie odrzucili swe pierwotne wybraństwo mówiąc "nie" Chrystusowi. Oczywiście należy się za nich modlić -tak jak to czynił święty Maksymilian Maria Kolbe-by zawrócili ze złej drogi. Należy również cierpliwie przekonywać ich do prawd zawartych w katolicyzmie (bo taka jest istota katolickiego ekumenizmu: uporczywe przekonywanie do wyznawanej wiary).
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2877-katolewica-qzatroskaniq-dywersanci-dariusz-ratajczak-.html

W tym miejscu muszę nie tylko z obowiązku, ale i wewnętrznej potrzeby poruszyć kwestię arcyważną. Otóż uważam, że pomniejszanie liczby Żydów zamordowanych przez niemieckich hitlerowców nie jest formą “usprawiedliwiania” zbrodniarzy. Po pierwsze, nikt będący przy zdrowych zmysłach nie ściągnie z nich winy za wybuch wojny i dokonanie okrucieństw porównywalnych jedynie z działaniami Sowietów grubo przed wybuchem wojny i w trakcie jej trwania. Po drugie zaś, owo “wybielanie” nie jest problemem piszącego te słowa, a niektórych ( nie lubię generalizować, a zatem powtarzam: niektórych) środowisk żydowskich, które obecnie starają się przerzucić część winy z zimnokrwistych Teutonów na inne nacje, w tym przede wszystkim Polaków. Wyrazem tego groźnego trendu jest chociażby fatalna warsztatowo, ale “medialnie nośna” ostatnia książka pióra J. T. Grossa.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2372-miliony.html

Od ponad pół wieku polityka wewnętrzna i zagraniczna Stanów Zjednoczonych są w dużym stopniu podporządkowane interesom Izraela - państwa, które istnieje i rozwija się dzięki amerykańskiej pomocy wojskowej i ekonomicznej. Faktom nie można zaprzeczyć. Amerykańscy podatnicy przekazują rocznie Izraelowi 3,5 miliarda dolarów. Oblicza się, że od roku 1948 suma ogólnej pomocy USA dla państewka mniejszego terytorialnie od Belgii, o liczbie mieszkańców porównywalnej z Chorwacją, wyniosła 150 miliardów dolarów. A mówimy tylko o pomocy oficjalnej, bez uwzględniania „datków cichych” - chociażby w postaci amerykańskiej technologii wojskowej przekazywanej izraelskim siłom zbrojnym.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/komentarz-polityczny/8-komentarz-polityczny/2890-amerykaska-pita-kolumna.html

Różnego rodzaju lewicowcy - postępowcy przekonują nas, że winniśmy odrzucić używki, kompleksowo odtruć nasze organizmy a ogólniej wziąć się za siebie i za innych. Oczywiście każdy człowiek posiada jakiś tam rozum i sam decyduje o tym czy pije lub pali czy też wybiera leśne przebieżki powiększające objętość płuc lub - w skrajnych wypadkach - kończące się rozległym zawałem serca. Jego sprawa - i tyle. Natomiast wszelka propaganda ,,zdrowotna’’ to jeden z elementów politycznej poprawności; to kształtowanie nietolerancyjnego społeczeństwa spychającego na margines palaczy (żeby było jasne - nie zwłok, a cienkiej bibułki opasującej różne gatunki tytoniu),notorycznych pochłaniaczy cholesterolu i kogo tam jeszcze.
Żresz, pijesz, palisz - nie pasujesz do nas młodych, uśmiechniętych postmasonów, wyznawcow New Age, wielbicieli jogi tantrycznej i filozofii zen. Jestes nikim, robalem, glistą, gnojem, no chyba ze skończysz z nałogami (małe ustępstwo czynimy dla młodych biznesmenów działających na kulturalnym ,,haju’’).Dopiero wtedy zaistnieje możliwość - bardzo zresztą teoretyczna (w praktyce jako ludzki wrak nadajesz się tylko do łopaty) - zainstalowania ci ,,czipa’’ do główki byś gadał oraz zachowywał się jak ładniutka, demoliberalna ,,Barbie’’ lub jej męski odpowiednik, członek ,,Rotary Club’’, Ken. To truizm, ale postępowość serwowana nam przez obecnych władców świata polega na tworzeniu systemu zakazów i nakazów, które zamieniają nas w stado baranów reagujących do tego na wzór ,,sobak Pawlowa’’.
http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/niech-yje-zdrowie-heil-gesundheit.html

Jeżeli więc będziemy szukać odpowiedzialnych za wybuch II wojny światowej lub ferować wyroki, nie zapominajmy i o tym, że Niemcy były przygotowane jedynie do wojny europejskiej i to zasadniczo zorientowanej na wschód (Drang nach Osten).

Z drugiej zaś strony w wywołaniu konfliktu globalnego, w którym III Rzesza i jej sojusznicy nie mieli żadnych, absolutnie żadnych szans na zwycięstwo czy tylko znośny remis, zainteresowani byli demokratyczno-liberalni, kolaborujący od rewolucji bolszewickiej z Sowietami „krzyżowcy”, wśród których nie najmniejszą odgrywało zorganizowane i dobrane towarzystwo amerykańsko-europejskich elit żydowskich. W końcu to te właśnie kręgi, po niedawnym wykończeniu zbędnych już Sowieciarzy, rządzą niepodzielnie prawie całym światem. Do kolejnego, poprzedzonego okresem „burz i naporu” rozdania.
http://marucha.wordpress.com/2010/06/24/kto-wywolal-ii-wojne-swiatowa/

Zwyczaj izolowania niepoprawnych cudzoziemców wszedł bardziej papieskim od papieża Niemcom w krew. Żeby było śmieszniej, w ostatnich latach dotyczy on głównie Amerykanów mających nadal słowno-wolnościowe złudzenia. Na przykład Gerharda Laucka. Lauck, amerykański lewicowy narodowiec (jego poglądy polityczne zresztą kompletnie mnie nie interesują) został zatrzymany w Danii, a następnie przekazany przez obrzydliwie poprawnych potomków Wikingów jeszcze tchórzliwszym rodakom Waltera Modela. Ci oskarżyli go o wydawanie pisma, które miało admiratorów również w Niemczech. Domyślam się, że treść periodyku pozostawała w sprzeczności z duchem Konstytucji Republiki Federalnej. A ten jest jak najbardziej na czasie, to znaczy "tolerancyjny inaczej". Początkowo nonkonformistę umieszczono w celi o powierzchni 9 m kwadratowych w najlepiej strzeżonym skrzydle hamburskiego więzienia nr VI. Tam kurtuazyjnie pewien urzędnik zapewnił go, iż żywy Niemiec nie opuści. Później przeniesiono aresztanta do więzienia nr I (także w Hamburgu).
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2914-czy-niemcy-to-idioci-dariusz-ratajczak-.html

W ubiegłym roku rozmawiałem sobie w granicznym, niegdyś sławnym Karniowie (Krnovie) z pewnym czeskim dziennikarzem piszącym dorywczo do lokalnych gazet w Opawie, do której (nawiasem pisząc) bliżej mi niż do Katowic Wielce Szanownego Pana Doktora Jerzego Gorzelika i innych „śląskich autonomistów”, drących „japy” („chcemy wolnego Śląska, koniec z państwem narodowym!”) za germańskie pieniądze. Gadaliśmy o stosunkach polsko-czeskich, Zaolziu, Kłodzku, Kożdoniu, czeskich koloniach na Wołyniu i... Opolszczyźnie (wieś Grodziec, czyli dawny Hradek/Friedrichsgraetz w okolicach Ozimka na trasie Opole-Częstochowa), Protektoracie, kolaboracji, krańcowo różnych formach niemieckiej okupacji Czech i Polski, cechach naszych narodów. Człowiek ten wcale nie był dumny z wielu fragmentów najnowszej historii swojego kraju. Potępiał Hachę, podkreślał, że jego rodacy mają skłonność do zbyt daleko idących kompromisów, że siedzą w tych swoich domkach- „daczach” w sobotnie popołudnia („a Polacy do upadłego handlują, kombinują, są mobilni, twórczy...”; „tylko, że para najczęściej idzie w gwizdek, bo okupuje nas socjalistyczna hałastra”- uspokajałem go), popijają piwko i marzą o nowej „Skodzie- Octavii”, udanym produkcie „Volkswagengruppe”. Wszelako podczas pożegnania rzucił od niechcenia, ale w dobrej wierze: „No, ale Pragę wybroniliśmy i świeci złotym blaskiem”. „My też mamy Pragę, taką na prawo od Wisły, tam psy świecą czterema literami, ulicznice dają  za dychę i klawo jest” – burknąłem, a lico me wypełniła serdeczna, bratnia słowiańska krew...
http://www.koreywo.com/Ratajczak/dziwni_kolaboranci_adolfa_h.htm

 

 

Lusia Ogińska (2010-07-06)
Jacek Bezeg (2010-07-04)

Uznałem za stosowne i ciekawe zamieścic poniżej ciag dalszy korespondencji wywołanej "Listem do Marianny".
Poczytajcie i oceńcie sami.

Jacek Bezeg (2010-07-03)

List do Marianny

Sytuacja dojrzała do tego, aby powiedzieć sobie kilka ważnych słów. Stwierdzenie „Nie ma państwa polskiego, i im prędzej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej” jest efektowną figurą retoryczną. Świetnie nadaje się do rozgrzania dyskusji, lub jej zainicjowania. Posiada tylko jedna poważną wadę, nie jest tak całkiem prawdziwe. Organizacja osób zamieszkujących pomiędzy Tatrami, a Bałtykiem i mówiących językiem nam znanym, nie potrafiła obronić życia prawie setki swoich przedstawicieli, a po ich śmierci nie umie wyjaśnić, jak do niej doszło. To prawda. To istotnie jest powód, by mieć wątpliwości nazywając ją państwem. Ale ciągle jest ona zdolna do wielu innych rzeczy. Może na przykład przysłać do Twego mieszkanka strażaków w razie pożaru, ale może być mniej miła i przysłać funkcjonariuszy poszukujących na przykład materiału do badań DNA. Może odwiedzić Cię (przez pomyłkę oczywiście) oddział antyterrorystów. Wystarczy straszenia. Chyba już wiesz co mam na myśli.

4 lipca masz możliwość zdecydowania który z dwóch panów będzie miał wpływ na to co będzie się na zamieszkiwanym przez nas obszarze działo, kto będzie tu organizował Państwo swoich marzeń. Wrzucenie kartki do urny pozwala Ci przyczynić się choć odrobinę do poprawienia tego co chcielibyśmy jednak nazywać Państwem. Wiele lat żyłem bez takiej możliwości i dlatego trudno mi jest zrozumieć kogoś kto nie chce z tego prawa korzystać. Trudno mi uwierzyć, że pomiędzy kandydującymi różnic nie widzisz, a tylko tak można by wyjaśnić chęć uchylenia się od uczynienia czegoś pożytecznego. Poparcia tego, który może i nie jest lepszy, ale przynajmniej stara się udawać, że jest. Bo jest nadzieja, że jeszcze przez jakiś czas będzie się starał. Podniesienie papierka z chodnika ma niewielki wpływ na ogólne zaśmiecenie świata, a jednak czynimy to.

I jeszcze inaczej. Rozmaite rzeczy się działy. Każdemu można coś zarzucić. Mam również pretensje i wątpliwości co do tego, na którego planuję oddać głos, ale obrażanie się na rzeczywistość i stosowanie dziecinnej taktyki „na złość babci odmrożę sobie uszy” nie przystoi dorosłemu. Trudno może i jesteśmy głupi, i dlatego mamy takich kandydatów na prezydenta jakich mamy, ale w takim razie musimy pomiędzy nimi wybierać. Nic lepszego nam nagle z nieba nie spadnie. A jeśli z powodu Twej absencji zwycięży gorszy, to wszystkie jego działania obciążą i Twoje sumienie. To się nazywa odpowiedzialność.

Myślę, że argumentację „nie ma na kogo głosować, więc nie głosuję” wymyślili wrogowie Polski, po to, aby „wykasować” z udziału w decydowaniu tych, którzy najbardziej pragną jej dobra, którzy bardzo mocno chcą, aby była to rzeczywiście Najjaśniejsza Rzeczypospolita. Ta podła sztuczka stosowana jest przez tych, co równocześnie namawiają do „schowania babci dowodu” i „wybrania przyszłości” wychowanków gw, tvn i innych wykształciuchów. Nie można temu ulegać.

Jacek Bezeg (2010-06-23)

Pytania, pytania


Sprawa śmierci doktora Dariusza Ratajczaka zamiast się wyjaśniać, staje się coraz bardziej tajemnicza. Pojawiają się coraz to nowe pytania. Po pierwszym i zasadniczym. Jak umarł? Pojawiło się zaraz następne. Dlaczego? Komu zawadzał człowiek tak bardzo już sponiewierany, wyrzucony na margines? Kto mógł się go obawiać?

Hipotezy o śmierci bez udziału osób trzecich nie da się obronić przy takim ułożeniu ciała i w tych okolicznościach jego odnalezienia.

Podobnie motyw zabójstwa w celach rabunkowych, nie wchodzi w grę w przypadku osoby tak niewiele posiadającej. No i dlaczego nie zabrano auta?

Jeśli zabójstwo, to dlaczego nie pozbyto się ciała? Dlaczego wręcz wystawiono je na widok publiczny?

W wielu krajach brak ciała nie pozwala skazać sprawcy, a jeśli Dariusz miał zamiar wyjechać z kraju na dłużej, to któż by się dziwił, że zniknął?

Czyżby sprawca nie miał za grosz lęku przed karą?

Toczące się (ponoć) śledztwo powoduje powstanie w umysłach nawet średnio inteligentnych osób kolejnych pytań. Dlaczego nie da się stwierdzić jak długo stał tam samochód, jeśli teren jest monitorowany? Czy w przypadku innych zdarzeń też były takie problemy z tym monitoringiem?

Minęło kilka dni i dowiadujemy się, że pogrzeb już się odbył i to w ścisłym rodzinnym gronie. Zamiast wyjaśnień pojawiają się kolejne pytania. Czy decyzja o pogrzebie, praktycznie w tajemnicy, była suwerenną decyzją rodziny? Czy może, ktoś ich o to poprosił? Dlaczego nam, mimo próśb, rodzina sekretu nie zdradziła, a gw, która jeszcze i po śmieci Dariusza opluwała zawiadomiona została? O ironio, to własnie z notatki na jej łamach o pogrzebie się dowiedzieliśmy.

Dla osób mieszkających daleko stąd, są to wszystko sprawy niezrozumiałe i niewyobrażalne, lecz my, mieszkający tu, jakoś z tymi pytaniami i nasuwającymi się odpowiedziami, musimy żyć.


Jan Kord (2010-06-23)
Rachunek

                              


                zdradziliśmy
                zostawiliśmy
                Ciebie Darku
                na pastwę hien i psów

                poszliśmy do siebie
                a Ty zostałeś sam
                na sam z demonami
                popiołu i nocy

                byłeś gdzieś daleko
                światło w Twoim
                domu
                zgasło

                na parkingu
                na śmietniku
                Polska z Tobą –
                                umiera


                         
Aleksander Ścios (2010-06-21)

BEZ ZŁUDZEŃ


Z wyników I tury wyborów zdają się wynikać trzy podstawowe przesłanki. Pierwsza: należy zdecydowanie odrzucić wszelkie tzw. sondaże oraz wyniki badania opinii publicznej i zacząć traktować je jako element  kampanii wyborczej, prowadzonej na rzecz grupy rządzącej.
 
  Druga : na efekt poparcia udzielonego Bronisławowi Komorowskiemu nie mają wpływu jakiekolwiek przesłanki racjonalne i merytoryczne, w tym negatywne okoliczności dotyczące tej postaci.
Trzecia: zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w II turze wyborów jest w pełni realne.
Pierwsza refleksja nie jest żadną rewelacją. W identyczny sposób, jak obecnie tzw. sondażownie działały podczas wyborów prezydenckich w  roku 2005 i tylko „krótkiej pamięci” Polaków zawdzięczamy, że pięć lat później mogły dokonać tej samej manipulacji.
Dość przypomnieć, że wszystkie badania przed I turą z trzech ostatnich dni kampanii 2005 r dawały zwycięstwo Tuskowi: CBOS - 40 do 35 proc., TNS OBOP 40 - 34 proc., a GfK Polonia nawet 42 do 31 proc. W rzeczywistości Tusk dostał 36,3 proc. głosów, a Lech Kaczyński - 33,1 proc. Prawdziwy cel funkcjonowania owych „ośrodków badań opinii publicznej” został jednak zdemaskowany podczas drugiej tury wyborów, gdy wszystkie sondaże dawały zgodnie zwycięstwo Tuskowi. Jego przewaga wynosiła od kilku do kilkunastu procent głosów. W przedwyborczy piątek 2005 roku sondaże PBS dla "Gazety Wyborczej" i GfK Polonia dla TVN dawały Tuskowi zwycięstwo 52 do 48 proc. TNS OBOP w badaniu dla "Faktu" wieszczył triumf Tuska 53 do 47 proc., ale już w sondażu dla TVP - tylko 50,9 do 49,1 proc. W rzeczywistości wygrał Lech Kaczyński, uzyskując 54 proc. głosów, zaś Tusk - tylko 46 proc.
Całkowitą kompromitacją okazały się tegoroczne przewidywania „sondaży” Gazety Wyborczej, w których zapowiadano zwycięstwo Komorowskiego już w I turze. Podobnej wartości były „badania” sporządzone na zlecenie TVN i TVN24, podczas których dzwoniono do sześciu tysięcy osób, które oddały głos w pierwszej turze wyborów. Na tej podstawie wyliczono, że Komorowski dostał 45,7 proc. głosów, a Jarosław Kaczyński - 33,2 proc.
Na 9 dni przed wyborami z sondażu SMG/KRC dla TVN24 wynikało, że w pierwszej turze Komorowski miał otrzymać poparcie 42 proc. badanych, a Jarosław Kaczyński tylko 30 proc.
18 czerwca br. sondaż Homo Homini wskazywał na zwycięstwo  Komorowskiego - 55,5 proc., do Kaczyńskiego - 37,8 proc.
Nie ma wątpliwości, że w państwach autentycznej demokracji, tego rodzaju ośrodki zostałyby skompromitowane i natychmiast skazane na bankructwo, ponieważ żadna, szanująca się instytucja nie zamówiłaby w nich badań.  W III RP możemy się spodziewać, że będą nadal prowadziły działalność propagandową, czynnie wspierając grupę rządzącą.
Ujawnienie rażących dysproporcji między prognozami tych sondażowni, a rzeczywistym wynikiem I tury, jest także okolicznością kompromitującą dla wielu dziennikarzy, publicystów i tzw. analityków, którzy bezkrytycznie formułowali przedwyborcze oceny w oparciu o wyniki owych badań, nie dopuszczając refleksji, iż mogą być one elementem przedwyborczych manipulacji.
            Znacznie poważniejsza wydaje się jednak druga przesłanka.
W roku 2007 PO zwyciężyła w wyborach parlamentarnych z wynikiem 41,51%. Wczorajszy wynik Komorowskiego - ok.41% potwierdza, że partia rządząca zachowała swój „twardy” elektorat i pomimo 3 lat rządów utrzymuje poparcie na tym samym poziomie. Trudno oczywiście stwierdzić, czy elektorat PO z roku 2007 i obecny elektorat Komorowskiego stanowią te same osoby, choć niemal identyczny wynik zdaje się to wyraźnie sugerować.
To zaś oznacza, że dla. wyborcy Platformy/Komorowskiego trzyletni okres nieudolnych, aferalnych rządów, z finałem tragedii smoleńskiej i kompromitacją w czasie powodzi nie ma najmniejszego znaczenia dla oceny kandydata tej partii. Może to również oznaczać, że choćby Bronisław Komorowski był agentem rosyjskim lub mordercą – nie będzie to miało wpływu na preferencje wyborców PO.
Do świadomości tak sformatowanego wyborcy, nigdy nie zdoła dotrzeć żadna z konsekwencji związanych z wyborem tego kandydata. Groźba dominacji rosyjskiej i  wystąpienia Polski z NATO, totalitaryzacja życia publicznego: rządy wojskowej bezpieki, wprowadzenie utajnionej cenzury, inwigilacja i represje wobec obywateli, gospodarcza zapaść czy uzależnienie od Rosji – wydają się dla wyborcy Komorowskiego kwestiami moralnie obcymi i nierozpoznanymi intelektualnie.
Podobnie - wszelkie rzeczowe i wsparte na faktach przekazy dotyczące tej ponurej postaci, nie mają szans dotrzeć do świadomości 40% wyborców. W tym samym obszarze niewiedzy znajduje się informacja o braku jakichkolwiek osiągnięć w 20 letniej karierze politycznej Komorowskiego, fatalnym dla wojska okresie jego ministrowania, czy braku kompetencji dla zajmowania poszczególnych stanowisk, niskim stanie wiedzy ogólnej kandydata i niedostatkach w zakresie elementarnej kultury. 
Poważna, intelektualna schizofrenia dotycząca tej grupy Polaków byłaby doskonale widoczna gdyby zapytać wyborców Komorowskiego: czy chcą Polski politycznie i gospodarczo uzależnionej od putinowskiej Rosji, lub: czy są stronnikami sowieckiej ekspozytury wojskowej bezpieki, prześladującej przez dziesięciolecia ich rodaków i żerującej na gospodarce III RP? Można być pewnym, że te same osoby odpowiadając przecząco na takie pytania – jednocześnie, bez żadnych oporów popierają kandydata, który we wszystkich wypowiedziach reprezentuje interes Rosji, jest wspierany przez prasę rosyjską i funkcjonariuszy wojskowej bezpieki, a od wielu lat pozostaje politycznym patronem ludzi, wywodzących się ze zbrodniczej Informacji Wojskowej.
Takie zachowanie potwierdza obawy, że stan umysłu, jaki trzeba osiągnąć, by świadomie poprzeć kandydaturę Bronisława Komorowskiego nie pozwala już nigdy na powrót do normalności.
Jedną z najistotniejszych informacji wieczoru wyborczego w TVP, był wynik sondażu w którym zapytano Polaków: na ile tragedia smoleńska miała wpływ na dokonywany przez nich wybór? Pomijając oczywistą absurdalność tak sformułowanego pytania, warto odnotować, że odpowiedź jakiej udzieliło blisko 80% respondentów twierdzących, że zdarzenia z 10 kwietnia nie miały wpływu na ich wybór – powinna przeciąć wszelkie spekulacje, co do rzekomego wstrząsu, jakiego doświadczyli Polacy w związku z tragicznymi wydarzeniami. Jest oczywiste, (a potwierdza to również wynik wyborczy) że po dwóch miesiącach od 10 kwietnia Polacy nie dostrzegają już związku przyczynowo skutkowego między tym wydarzeniem, a przyśpieszonym terminem wyborów, zachowaniami Bronisława Komorowskiego, czy wreszcie, samym faktem kandydowania Jarosława Kaczyńskiego.
Nie może zatem dziwić, że taki związek nie jest również widoczny dla wyborców Komorowskiego, a zachowanie tego człowieka po śmierci prezydenta pozostaje moralnie obojętne i nierozpoznane dla wyborców PO.
 Z refleksji dotyczącej zdolności percepcyjnych „twardego” elektoratu PO/Komorowskiego powinna wynikać oczywista konkluzja, że kierowanie do tej grupy przekazów opartych na faktach i rzeczowej argumentacji jest pozbawione sensu i nie ma najmniejszego wpływu na zmianę preferencji. Czynnikiem integrującym to środowisko jest bowiem nienawiść do braci Kaczyńskich oraz bezgraniczna, sekciarska wiara w przekaz medialny i partyjny. W zderzeniu z przesłankami racjonalnymi, musi to powodować jedynie wzrost agresji i kolejny wybuch nienawiści – jako reakcję na wrogi, bo nierozpoznany element prawdy, niezgodny z aktem bezkrytycznej wiary.
Trzecią przesłanką, jaką można wyprowadzić z przebiegu ostatnich zdarzeń, to głębokie przekonanie, że  zwycięstwo  Jarosława Kaczyńskiego w drugiej turze wyborów jest jak najbardziej realne.
Wynik wyborczy kandydata PiS-u jest doskonały, gdy wziąć pod uwagę okoliczność niedostrzeżoną przez tzw. analityków. O ile na wynik Komorowskiego „pracowała” od 3 lat cała grupa rządząca, przy wydatnym wsparciu  usługowych mediów i tzw. autorytetów, o tyle Jarosław Kaczyński jest kandydatem zaledwie od 2 miesięcy i nikt przed tragedią smoleńską nie brał tej kandydatury poważnie pod uwagę. W tych warunkach, przy ograniczonej możliwości prowadzenia kampanii wyborczej oraz ewidentnych aktach manipulacji medialnych i sondażowych, wynik Kaczyńskiego stanowi doskonały prognostyk przed II turą wyborów.
Warunkiem podstawowym wydaje się dotychczasowa, nie konfrontacyjna taktyka wzmocniona o twarde punktowanie wszelkich braków merytorycznych Bronisława Komorowskiego podczas debat telewizyjnych. Dla człowieka dużej inteligencji,   sprawnego i kompetentnego  polityka - jakim jest Kaczyński – jest to zadanie stosunkowo łatwe, a ostateczny obraz tych rozgrywek, (nawet przy niechętnej i agresywnej propagandzie) musi być korzystny dla prezesa PiS.
Grupą docelową, do której należy obecnie skierować cały przekaz dotyczący kandydatury Kaczyńskiego mogą być wyłącznie ci Polacy, którzy nie brali udziału w I turze wyborów.
Z powodów, jakie wyżej wskazałem, nie ma natomiast sensu próba „odzyskania” elektoratu Komorowskiego/PO. Tu nie pomogą żadne argumenty, ani informacje najbardziej oczywiste. Dość sugestywnym dowodem, że elektorat ten nie jest zainteresowany prawdą o osobie, której chce powierzyć przyszłość Polski jest fakt, że żaden z publicystów, dziennikarzy i przedstawicieli establishmentu III RP nie wykazał dość odwagi, by zadać Komorowskiemu choćby jedno pytanie z listy 50 skierowanych do kandydata. Tchórzostwo tej postawy, nie wymaga komentarza. Z tego względu, próby prowadzenia dyskusji z częścią społeczeństwa, która nie ma nawet odwagi usłyszeć odpowiedzi na trudne pytania zadane kandydatowi - muszą być skazane na porażkę.
Można natomiast oczekiwać na mobilizację choćby części, z blisko 50- procentowego potencjalnego elektoratu „niezagospodarowanego” - ludzi, którzy dotychczas nie popierali żadnej partii i kandydatów. Przekonanie ich, że sytuacja Polski wymaga pójścia na wybory i oddania głosu na polskiego kandydata wydaje się łatwiejsze, niż absurdalne mrzonki o przejęciu komunistycznego elektoratu Napieralskiego czy próby uszczuplenia grupy zwolenników PO.
Jedynie w tym obszarze, jest jeszcze ogromny potencjał wzbudzenia aktywności obywatelskiej, a ponieważ „twardy” elektorat PO zdaje się nie przekraczać 40%, przy około 50 procentowej frekwencji wyborczej – każdy głos pozyskany spośród grupy, która dotychczas nie głosowała, będzie zwiększał szanse Jarosława Kaczyńskiego.

     rys.Michał Korsun

                              http://bezdekretu.blogspot.com/