Krzysztof Świątek (2011-03-21)

Polska neokolonią

– Pakiet klimatyczny jest korzystny dla zachodu Europy, który kombinuje, by eksploatować kraje Europy Środkowej. To mają być neokolonie. Temu służy likwidacja polskich banków, ciężkiego przemysłu i handlu – z profesorem Witoldem Kieżunem rozmawia Krzysztof Świątek.

– Głosi Pan pogląd, że Polska podlega rekolonizacji. Na czym to polega, kto realizuje tę koncepcję i jakie będą jej skutki?
– Problem rekolonizacji znam o tyle dobrze, że przez 10 lat prowadziłem jeden z największych programów ONZ modernizacji krajów Afryki Centralnej. I miałem możliwość zorientowania się, jak wygląda polityka wielkiego kapitału w stosunku do dawnych krajów kolonialnych. Kiedy stawały się wolne, z reguły odzyskiwały dostęp do źródeł surowców, a także przedsiębiorstw znajdujących się wcześniej w rękach kolonizatorów. W II połowie lat 80. rozpoczęła się olbrzymia rekolonizacja. Kapitał międzynarodowy „oświadczył” mieszkańcom Afryki: macie niepodległość, swoje państwa, natomiast my wykupimy wasze przedsiębiorstwa, głównie zajmujące się eksploatacją złóż minerałów, ale także uprawą kawy, herbaty czy egzotycznych owoców. Wy będziecie prowadzić małe i średnie firmy, pracować na roli i oczywiście kupować nasze towary, bo sami, niewiele produkując, zostaniecie zmuszeni do importu.
Na przełomie lat 70. i 80. rozpoczyna się rewolucja informatyczna. Pojawia się możliwość tworzenia potężnych imperiów gospodarczych, które zyskują szansę oddziaływania na cały świat. To stworzyło kapitalną okazję do rekolonizacji. Jedna grupa kapitałowa mogła przejąć np. kopalnie w Kongo, Rwandzie i Ugandzie. Przerażająca korupcja w Afryce ułatwiała niezwykle tani zakup. Ta akcja, akceptowana przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy, niesłychanie się rozwinęła.

– Skutki polityki wielkiego kapitału widział Pan w Rwandzie.
– Znam podłoże konfliktu rwandyjskiego. W moim projekcie pracowało 56 osób, w tym 45 Murzynów, z których tylko dwóch przeżyło. Resztę zamordowano. Cały konflikt był olbrzymią akcją kapitału amerykańskiego. Kiedy na początku lat 60. Rwanda i Burundi odzyskały niepodległość, władzę opanowali Tutsi. Później w Rwandzie doszło do rewolucji i władzę przejęli Hutu, a większość Tutsi uciekła do Ugandy. Reprezentowali wyższy poziom niż ludność miejscowa, opanowali więc władzę w wojsku. I wtedy doszło do porozumienia z amerykańskim kapitałem zbrojeniowym – dacie nam na kredyt broń, a my uderzymy na Rwandę, potem przez Burundi dojdziemy do Zairu, który jest najbogatszym krajem zasobnym w minerały, diamenty i uran. Zair był wtedy opanowany przez kapitał belgijski i francuski, a chciał tam wejść kapitał amerykański. Wszystko rozgrywało się na moich oczach. Amerykanie przekazali sprzęt do Ugandy i ta rozpoczęła wojnę. Rwanda miała gorsze uzbrojenie, radzieckie. Ewakuowano mnie w momencie, kiedy mój zastępca został zamordowany, a armia ugandyjska była 20 km od stolicy Rwandy. Hutu, w odwecie zaczęli mordować miejscowych Tutsi. Tutsi z Ugandy zdobyli Rwandę, przeszli pokojowo przez Burundi – cały czas opanowane przez Tutsi – i ruszyli na Zair. W tym kraju wymordowano 500–600 tys. ludzi i region został opanowany przez kapitał amerykański i brytyjski. Dziś kontroluje on całą Afrykę centralną.

– W jaki sposób przeniesiono pomysł na rekolonizację Afryki tak, by objęła naszą część Europy?
– Sytuacja Afryki była interesująca ze względu na surowce, ale przedstawiciele kapitału światowego zdawali sobie sprawę, że tam robotnik, a nawet inżynier jest słabo wykwalifikowany. Kocham Murzynów, są sympatyczni, mili, ale mają jedną wadę – brakuje im zmysłu do systematycznej pracy. Kultura afrykańska zrodziła się nie z pracy, a z zabawy. W Burundi są np. lasy bananów, z których można zrobić zupę, piwo czy chleb. Jeszcze w latach 30. po ulicach Bużumbury biegały daniele, wystarczyło z łuku strzelić, nie trzeba było pracować. Mieszkańcy wyżywali się w zabawie i to zostało do dziś. Uroczystości zaręczyn i ślubu trwają wiele dni.
Tymczasem Polska dysponowała kadrą wykwalifikowanych inżynierów i robotników. Wedle źródeł amerykańskich, w 1980 roku znajdowała się na 12. miejscu, jeśli chodzi o wielkość produkcji. Pojawia się więc kolejna fantastyczna okazja dla światowego kapitału zdobycia atrakcyjnego rynku. I rusza George Soros. To jeden z 10 najbogatszych ludzi na świecie, dorobił się na spekulacjach giełdowych.
Polska jest otwartym krajem, w którym znaczna część młodszej kadry przywódczej przebywała w USA na stypendiach. Jest wielu Cimoszewiczów, Kwaśniewskich, Rosatich, Balcerowiczów. Leszek Balcerowicz uzyskał tytuł MBA na Saint John’s University. Decyzja – zaczynamy w Polsce. Wielki reprezentant światowego kapitału George Soros przyjeżdża w maju ’88. Spotyka się z Rakowskim i Jaruzelskim. Natychmiast tworzy za miliony Fundację Batorego, stawiając jako cele: otwarte społeczeństwo i otwarty rynek. Niedługo później NBP tworzy 9 banków komercyjnych z partyjnym kierownictwem. Zaczyna się I etap tworzenia tzw. przedsiębiorstw nomenklaturowych. Soros opracowuje program w oparciu o tzw. konsensus waszyngtoński. Zakłada on otwarcie granic, możliwość dużego importu i jak najdalej idącą prywatyzację. Bazuje na koncepcji neoliberalizmu Miltona Friedmana, absolutyzującą wolny rynek, w której państwo nie ma nic do gadania. Soros sprowadza Sachsa, który jest finansowany przez Fundację Batorego.

– Sachs spotyka się ze strategami Solidarności.
– W maju ’89 roku idzie do Geremka. Potem wspólnie z Liptonem, który pracuje w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, a jednocześnie w redakcji „Gazety Wyborczej” jadą do Kuronia. Kuroń mówi: „W porządku, zrozumiałem. Zrobimy to. Napiszcie plan”. Sachs obiecuje przesłać zapisy pomysłów w ciągu dwóch tygodni. Kuroń oponuje: „Nie! Potrzebujemy planu teraz”. Jadą do „Gazety Wyborczej”, gdzie jest komputer i do rana Lipton z Sachsem opracowują program. Biegną do Michnika, który wyznaje: „Nie jestem ekonomistą. Nie rozumiem tych rzeczy”. Ale decyduje się napisać artykuł: „Wasz prezydent, nasz premier” i zobowiązać rząd do realizacji programu. Nie odkrywam przed czytelnikami niczego nowego, wszystko znajdą w książce Jeffreya Sachsa „Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia”. Wracając do tematu: wtedy Sachs spotyka się z OKP w sejmie...

– Większość posłów też nie ma wiedzy ekonomicznej...
– Aleksander Małachowski przyznał później – byliśmy jak barany. Powstaje pytanie: kto ma realizować tę koncepcję? Jako pierwszy brany jest pod uwagę Trzeciakowski, który odmawia. Nie zgadzają się także Jóźwiak i Szymański. Wtedy Stefan Bratkowski stawia moją kandydaturę. Ja jestem w Burundi, gdzie nie ma ambasady, dlatego dzwoni ambasador z Kenii, ale nie umie sprecyzować, o jaką propozycję chodzi. Brakowało mi roku do zakończenia 10-letniego programu, stąd odmawiam. Wtedy Kuczyński ni stąd, ni zowąd łapie Balcerowicza. Co ciekawe, Balcerowicz robi doktorat w ’75 roku, a w ’89 nie ma jeszcze habilitacji. Kiedy pracowałem w Wydziale Zarządzania UW to nasi adiunkci musieli w ciągu pięciu lat zrobić habilitację. W przeciwnym razie byli zwalniani. Sprawa druga – Balcerowicz nie brał udziału w pracach „okrągłego stołu”. Po trzecie – nigdy w życiu niczym nie kierował. Dobór więc bardzo dyskusyjny. W tym czasie OKP tworzy komisję do stworzenia programu gospodarczego pod przewodnictwem prof. Janusza Beksiaka. I wtedy Mazowiecki stawia sprawę na ostrzu noża – albo oni, albo my. Zostaje Balcerowicz.

– Dlaczego inni nie chcieli jej realizować?
– Bo poza zdławieniem inflacji, skutkowała zniszczeniem państwowych przedsiębiorstw, likwidacją pegeerów, masowym bezrobociem, a jednocześnie zalewem importu – importowaliśmy wówczas nawet spinki do włosów i makulaturę. Przyjeżdżam wtedy do Polski i widzę mleko francuskie na półkach. Kuzynka mówi mi, że jest propaganda, by nie kupować polskiego mleka, bo rzekomo butelki myje się proszkiem IXI. Pytam o „Mazowszankę”, którą zawsze lubiłem. Okazuje się, że nie ma. Można za to nabyć niemieckie wody mineralne. Chcę kupić krem do golenia Polleny. A trzeba pamiętać, że Szwedzi specjalnie przyjeżdżali do Polski po wódkę i polskie kosmetyki. Polleny też nie ma, jest Colgate. W końcu ekspedientka znajduje Pollenę w magazynie. Widzę, że jest trzy razy tańsza. Kobieta tłumaczy, że bardziej opłaca jej się sprzedawać droższy towar, więc polskiego nie wystawia. Krótko mówiąc, rozpoczyna się świadoma likwidacja konkurencji. Siemens kupuje polski ZWUT, który dysponuje wówczas monopolem na telefony w Związku Radzieckim. Niemcy dają pracownikom dziewięciomiesięczną odprawę. Wszyscy są zadowoleni. Po czym burzą budynek, całą aparaturę przenoszą do Niemiec i przejmują wszystkie relacje z Rosją. Likwiduje się „Kasprzaka”, produkcję układów scalonych, diod, tranzystorów, a nawet naszego wynalazku, niebieskiego lasera. Wykupuje się polskie cementownie, cukrownie, zakłady przemysłu bawełnianego, świetną wytwórnię papieru w Kwidzyniu. A my uzyskane pieniądze przejadamy.

– Największy skandal to jednak sprawa Narodowych Funduszy Inwestycyjnych.
– Kupiłem wtedy świadectwo NFI za 20 zł, wychodzę z banku i zatrzymuje mnie mężczyzna, oferując za nie 140 zł. Okazało się, że posiadacz 35 proc. akcji miał prawo do podejmowania decyzji sprzedaży. NFI tworzyło ponad 500 najlepszych przedsiębiorstw. Wszystkie upadły albo zostały za grosze sprzedane. I potem te świadectwa były po 5 zł. Toczyły się procesy, m.in. Janusza Lewandowskiego, zakończony w zeszłym roku uniewinnieniem. Wszyscy porobili kariery, a Balcerowicz dostał Order Orła Białego i był kandydatem do Nagrody Nobla. To nie do wiary!

– Polska oddała banki, a sektor energetyczny przejmują firmy narodowe innych państw, np. szwedzki Vatenfall.
– Wcześniej TP SA przejął państwowy France Telecom. Podobnie działo się w Afryce. Wszystkie towary eksportowane z Europy albo Ameryki były bez porównania droższe. Kupiłem w Afryce volkswagena za 15 tys. dolarów, przyjechałem do Berlina, patrzę – kosztuje tylko 8 tys. Teraz także ceny artykułów przemysłowych są w Polsce dużo wyższe, zaś płace nieporównywalnie niższe. Na tym polega interes firm zagranicznych. Gdyby płace, żądaniem związków zawodowych, doprowadzono do poziomu wynagrodzeń za granicą, to koncerny przeniosłyby się do Rumunii, Bułgarii, na Białoruś, do Chin, a nawet do Afryki. Przecież Ford zlikwidował fabrykę pod Warszawą i otworzył ją w St. Petersburgu.

– Czy podobnie rekolonizowano inne kraje, które wychodziły z komunizmu?
– Tak, tę koncepcję zrealizowano w całej Europie Środkowej.

– Jak ocenia Pan aktualną sytuację Polski?
– Jest tragiczna. Suma długu państwa i długu prywatnego przekracza poziom dochodu narodowego. A dług rośnie, bo całe te 20 lat mamy ujemny bilans w handlu zagranicznym. Żyjemy wedle filozofii sformułowanej przez premiera Tuska – „tu i teraz”. Nie ma żadnego planu strategicznego.

– Czy limity emisji CO2 to pomysł na doprowadzenie do upadku polskiego przemysłu?
– Pakiet klimatyczny jest korzystny dla zachodu Europy, który kombinuje, by eksploatować kraje Europy Środkowej. To mają być neokolonie. Temu służy likwidacja polskich banków, ciężkiego przemysłu i handlu. To są ostatnie lata polskiego handlu. Tylko w tym roku Carrefour i Biedronka zamierzają otworzyć paręset nowych placówek.

– Czyli Polacy nie mają być właścicielami dużych firm?
– Taki jest cel. Polsce grozi poważny kryzys finansowy. Zagrożony jest system ubezpieczeń społecznych. Jak można było stworzyć OFE – kilkanaście zagranicznych firm, które biorą po 7,5 proc. prowizji? Należało powołać jedno polskie towarzystwo emerytalne, które tworzy fundusz inwestujący tylko w budowę wieżowców, duże przedsiębiorstwa i na tym zarabia. Tak jak ONZ, którego fundusz emerytalny jest właścicielem wieżowców w Nowym Jorku, których wartość idzie co roku w górę. Ale zagranicznym firmom ubezpieczeniowym dawać takie zarobki?!

– Dlaczego Niemcy zdecydowali się otworzyć swój rynek pracy?
– Jest zapotrzebowanie na konkretne zawody, m.in. informatyków, lekarzy oraz osoby do opieki nad ludźmi starszymi. Zarazem Niemcy prowadzą konsekwentną politykę. W latach 70. wyemigrowało paręset tysięcy Polaków, którzy mieli rodziny w Niemczech. Oni się zgermanizowali. Także część mieszkańców Dolnego Śląska ma już obywatelstwo niemieckie i praktycznie tylko wakacje spędza w Polsce, a pracuje w Niemczech. Zakładamy, że po 1 maja wyjedzie kolejne 400 tys. Polaków.

– Za granicą pracuje już 1,5 mln Polaków. Jakie będą konsekwencje masowej emigracji zarobkowej?
– Tragiczne. Zabraknie nam specjalistów i robotników wykwalifikowanych, a to ograniczy możliwości rozwoju. Najzdolniejsi wyjeżdżają i tylko niewielki procent z nich wróci. W tej chwili przysyłają jeszcze pieniądze do Polski, ale to się skończy, kiedy ściągną rodziny. A przecież wymieramy jako naród, bo statystyczna Polka rodzi 1,23 dziecka. W rekordowym tempie rośnie mocarstwowość i rola Niemiec, które już są 4. potęgą świata i ściągają najlepszych specjalistów, również z Polski.
Program Solidarności sformułowany na I zjeździe w Oliwie to była koncepcja samorządności – tworzenia samorządów przedsiębiorstw i samorządów zawodowych. Po ’89 roku udało się utworzyć 1500 spółek pracowniczych, które dziś świetnie prosperują. Ale na poziomie państwa projekt „S” odrzucono.

 

 Ze strony:

http://www.tygodniksolidarnosc.com/2011/12/5_pol.htm

 

Pilną potrzebą obecnej chwili jest dokumentowanie, ewidencjonowanie tych wszystkich działań. Musimy znać nazwiska ludzi stojących za konkretnymi "posunięciami gospodarczymi". Nadejdzie dzień kiedy osoby te poniosą konsekwencje swojej działalności.    j.b.

 

j.b. (2011-03-18)
Preambuła konstytucji węgierskiej

„Boże, błogosław Węgrów.“
Narodowe wyznanie wiary.
My, członkowie narodu węgierskiego, na początku nowego tysiąclecia, z odpowiedzialnością za każdego Węgra, wyznajemy co następuje:
Jesteśmy dumni, że nasz pierwszy król, święty Stefan przed tysiącem lat osadził węgierskie państwo na trwałych fundamentach, a naszą ojczyznę uczynił częścią chrześcijańskiej Europy.
Jesteśmy dumni z naszych przodków, którzy walczyli o przetrwanie naszego kraju, jego wolność i niepodległość.
Jesteśmy dumni z powodu wielkich dzieł duchowych Węgrów.
Jesteśmy dumni, że nasz naród przez stulecia bronił w walkach Europę, a swoimi talentami i pracowitością pomnażał jej wspólne wartości.
Uznajemy kluczową dla podtrzymania naszego narodu rolę chrześcijaństwa. Szanujemy różne tradycje religijne naszego kraju.
Obiecujemy, że zachowamy jedność duchową narodu, która w wichrach minionego stulecia rozerwana została na części. Narodowości i grupy etniczne żyjące na Węgrzech uważamy za część narodu węgierskiego.
Zobowiązujemy się, że będziemy chronić i pielęgnować nasze dziedzictwo, węgierską kulturę, niepowtarzalny język oraz wytwory natury i dzieła człowieka w rejonie Basenu Karpackiego.
Czujemy odpowiedzialność wobec naszych potomków, dlatego rozumnie korzystając ze źródeł materialnych, duchowych i naturalnych, chcemy dla tych, którzy przyjdą po nas, zachować godne warunki życia.
Wierzymy, że nasza kultura narodowa jest wkładem do różnorodonej jedności europejskiej.
Szanujemy wolność i kulturę innych ludów, staramy się o współdziałanie z każdym narodem świata.
Wyznajemy, że podstawą ludzkiego istnienia jest godność człowieka. Wyznajemy, że wolność człowieka może urzeczywistnić się tylko we współdziałaniu z innymi.
Wyznajemy, że najważniejszymi ramami naszego współistnienia są rodzina i naród, a podstawowymi wartościami naszej jedności pozostają wierność, wiara i miłość.
Wyznajemy, że podstawą siły wspólnoty i poszanowania każdego człowieka jest praca, dzieło ludzkiego ducha.
Wyznajemy obowiązek niesienia pomocy pokrzywdzonym i ubogim.
Wyznajemy, że wspólnym celem obywatela i państwa jest dobre życie, bezpieczeństwo, ład, sprawiedliwość, pełnia wolności.
Wyznajemy, że prawdziwe rządy ludu są tam, gdzie państwo służy swoim obywatelom i rozwiązuje ich problemy sprawiedliwie, bez nadużyć i stronniczości.
Szanujemy osiągnięcia naszej historycznej konstytucji oraz Świętą Koronę, która ucieleśnia konstytucyjną ciągłość państwową Węgier i jedność narodu.
Nie uznajemy czasowego zawieszenia naszej historycznej konstytucji spowodowanego obcymi najazdami.
Odrzucamy przedawnienie nieludzkich zbrodni dokonanych przeciwko narodowi węgierskiemu i jego obywatelom przez rządzące dyktatury: narodowych socjalistów i komunistów.
Nie uznajemy prawnej ciągłości komunistycznej „konstytucji“ z 1949 roku, która była podstawą reżimu, dlatego ogłaszamy jej nieważność.
Zgadzamy się z posłami pierwszego wolnego Zgromadzenia Narodowego, którzy w swojej pierwszej uchwale stwierdzili, że nasza dzisiejsza wolność wyrasta z Powstania 1956 roku.
Uznajemy, że powrót samostanowienia państwowego naszej ojczyzny, utraconego 19 marca 1944 roku, nastąpił 2 maja 1990 roku – w dniu zawiązania się pierwszego Zgromadzenia Narodowego pochodzącego z wolnych wyborów. Ten dzień uznajemy za początek nowej demokracji i konstytucyjnego porządku naszej ojczyzny.
Uznajemy, że po dziesięcioleciach XX wieku, prowadzących do moralnej zapaści, istnieje niezbędna potrzeba duchowej odnowy.
Pokładamy ufność we wspólnie tworzonej przyszłości i w świadomości powołania młodych pokoleń. Wierzymy, że nasze dzieci i wnuki swymi talentami, wytrwałością i duchowymi wysiłkami na nowo uczynią Węgry wielkimi.
Nasza konstytucja jest podstawą naszego porządku prawnego – to umowa między Węgrami, tymi z przeszłości, z teraźniejszości i z przyszłości. Jest ona żywą ramą, która wyraża wolę narodu i określa formę, w jakiej chcemy żyć.
 
My, obywatele Węgier, jesteśmy gotowi budować ład naszego kraju we współpracy całego narodu.
Żródło: http://circ.nowyekran.pl/post/6889,preambula-wegierskiej-konstytucji-ja-chyba-snie


Marianna (2011-03-12)

Pięć słynnych zdań wypowiedzianych w Berlinie w 1938 roku. Dawno... Przyjrzyjmy się, czy są jeszcze aktualne?


1. Jesteśmy Polakami

Piszący te słowa, zauważali grozę zaistniałej sytuacji politycznej w Europie. Zdawali sobie sprawę, że zagrożenia dla Polaków mogą być: rasowe, narodowe, obywatelskie. Każdy kto, choć pobieżnie zna najnowszą historię, wie do czego dążył narodowo-socjalistyczny totalitaryzm.

Polacy, jak i inne narody słowiańskie ( nie mówiąc już o Żydach) zaliczani byli do tzw, niższych ras. W zamierzeniu hitlerowców, mieliśmy służyć jako niewolnicza siła robocza w kraju „rasy panów” Nie mogliśmy swobodnie rozwijać naszej kultury, bronić ojczystego języka, swoich należnych nam praw. Kultura jest tym czynnikiem, który pozwala narodowi przetrwać nawet w najgorszych momentach jego historii. Wiedział o tym Goebbels pisząc:

Musimy wykorzenić polską kulturę, aby nie odrosła, bo wraz z nią odrośnie polski nacjonalizm”

Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z unikalności naszej kultury. Kiedy traciliśmy własną państwowość to właśnie kultura pozwalała nam przetrwać jako naród. Jako nasza tarcza, którą zasłanialiśmy się przed agresywnym najeźdźcą.

Norwid pisał: Nie miecz, nie tarcza bronią języka, lecz arcydzieła. 

Czy w dzisiejszych czasach potrafimy bronić naszej wyjątkowej i niepowtarzalnej kultury? Jakim językiem posługują się nasze tzw. elity, dziennikarze, nagradzani pisarze?

A jak na nas spoglądają mieszkańcy europy zachodniej, kiedy usłyszą, żeśmy Polakami? Czy nie zauważamy drobnego lekceważenia, że to my, przybysze z bloku sowieckiego. Kiedyś ci światli europejczycy w Jałcie pozbawili nas suwerenności, by teraz po latach wielkiej niesprawiedliwości patrzeć na nas z góry?! Utarło się nawet takie powiedzonko „ homo sovietikus” Bardzo nas krzywdzące. Bo cywilizacja, w której przez 50 lat przyszło nam żyć, nie jest naszym dziełem. Ona przyszła wraz z sowieckimi wojskami.


A następne zdanie ile utraciło na swej aktualności?

2. Wiara ojców naszych jest wiarą naszych dzieci

Polacy przyjmując chrześcijaństwo z zachodu, oparli swoją tożsamość narodową, kulturową, cywilizacyjną na chrześcijaństwie zachodnim. Znaleźliśmy się w kręgu działania cywilizacji łacińskiej. Profesor Feliks Koneczny wskazywał, że poziom cywilizacyjny Polski odpowiadał zawsze poziomowi polskiego kościoła. Polska państwowość słabła, kiedy słabł kościół, wówczas popadliśmy w niewolę. Tak więc szkody wyrządzone kościołowi w Polsce muszą być zarazem szkodliwe dla naszej ojczyzny. Dlatego też polscy kapłani powinni być patriotami, dbać o nasz rozwój religijny, moralny i historyczny. Oddam głos panu profesorowi

Okoliczności historyczne sprawiają, że Polakowi łatwo zrozumieć kościół wojujący w Polsce, i niełatwo jest nie przyłączyć się do niego. Wojuje bowiem z niebezpieczeństwami zagrażającymi zarazem Polsce choćby bolszewizm. Katolicki naród polski odzyskał niepodległość w takiej chwili dziejowej, kiedy wszystkie siły katolickie muszą być rzucone na szale walki. Na którą stronę padnie ciężar Polski. Gdyby wskrzeszona Polska miała przyczynić sił masonerii, socjalizmowi czy bolszewizmowi ( a to są trzy ogniwa tego samego łańcucha) to należałoby się spodziewać bolszewizowania całej Europy... A choćby okres ten trwałby krótko, byłby wystarczający by zrujnować całą naszą cywilizację, a kościół pogrążyć na długo w bezsilność życia publicznego.

Doskonale zdawali sobie z tego sprawę Polacy AD 1938 r obradujący w Berlinie. Czy wiedzą o tym nasi współcześni kapłani?! Czy interesuje Ich Polska?! Wydaje się, że chwilami nasze drogi nieco się rozchodzą. Choćby przykład z Krzyżem na warszawskim przedmieściu. Tamtejszy Ordynariusz nie był łaskaw pomóc swoim wiernym, gdyż jak twierdził ”nie został o to poproszony” A te nieustanne modlitwy nie były taką prośbą?!


3. Polak Polakowi bratem

Hasło to jest niesłychanie aktualne. Czyż nie jesteśmy na różne sposoby dzieleni. Wrogowie doskonale wykorzystują nasze narodowe przywary jak: brak roztropności, sentymentalizm, naiwność, zawiść, indywidualizm. Musimy wyzbyć się tego nieco rozdmuchanego sentymentalizmu. Nawet w ocenach swoich bliźnich! Wówczas mamy szansę na zbudowanie realnej siły, nie partyjnej, nie korporacyjnej lecz narodowej! Musimy nauczyć się być mądrymi, a nie emocjonalnymi.

Może kiedy jeszcze organizacja pocznie się od siły moralnej. Nie technicznej ( Norwid)

Miłość to nie tani sentymentalizm, to roztropność, wiedza, mądrość i cnota długomyślności....


4. Co dzień Polak narodowi służy

Postawmy sobie pytanie: czym jest Naród? Komuniści co prawda posługiwali się tym szlachetnym słowem, jednakże nie łączyli go z suwerennością. Dzisiaj wszelkiej maści liberałowie twierdzą, że naród to przeżytek, wszak zostaliśmy europejczykami! Dziś o narodzie mówi tylko zaścianek! Politycy zapytani wprost, uciekają gdzieś w popłochu, żeby Broń Boże, nie przyklejono im łatki nacjonalisty! A gotowość i rozumienie sensu służby narodowi jest znakiem mówiącym, że człowiek ma właściwie ustawioną hierarchię wartości, jakże istotną w ludzkim życiu. Kto jest ślepy na naród, ten jest albo niedojrzały, albo obcy. Nasz wielki rodak Papież JPII mówił do nas:

Czuję się odpowiedzialny za to wielkie dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa.. ..To imię nas wszystkich zobowiązuje.... To imię nas wszystkich kosztuje....Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała!


5. Polska matką naszą - o matce nie wolno mówić źle

Ileż to razy z ust współczesnych elit słyszymy słowa „w tym kraju, ten kraj” i t. p. Jakby nie czuli tej specyfiki, że ojczyzna jest naszą matką, o której żadne dziecko nie powie źle. Choćby była niedobrą matką! Instynktownie, kochające dziecko, nie powie! Jak matka daje życie, tak ojczyzna daje ludzkie ukorzenienie, ciągłość pokoleń, kulturę, a nawet piękną przyrodę. Tylko przy matce i we własnej ojczyźnie czujemy się dobrze i u siebie. O matce nie mówi się źle, tym bardziej, gdy z matką dzieje się źle. Wówczas pragniemy jej z całej duszy pomóc, jeszcze bardziej ją ukochać. Ojczyznę trzeba kochać za przeszłe i przyszłe pokolenia. Trzeba umieć się jej odwdzięczyć. Za pięknych Polaków, za wspaniałą historię, za to że jesteśmy. Czy dziękujemy Bogu i Ojczyźnie za Papieża Polaka? Za żołnierzy niezłomnych? Za trudny Katyń? Za Solidarność? Nie jesteśmy narodem małym i podłym, choć próbowano ustami przeróżnych pseudoautorytetów wmawiać nam, że jest inaczej

Święta Polska, cierpiąca i mężna. Polskość święta, zapita, skurwiona, sprzedajna, z gębą wypchaną frazesem, antysemicka, antyniemiecka, antyrosyjska, antyludzka. Pod obrazkiem Najświętszej Panienki.(...) Święta polskość pod knajpą i kasą.        Napisał Andrzej Szczypiorski


Pięć Prawd Polaków jest jak najbardziej aktualne! Musimy ciągle walczyć o siebie. Pamiętajmy, że nikt nas nie będzie szanował, jeśli sami nie nauczymy się wzajemnego szacunku i miłości zakorzenionej w religii, narodzie i ojczyźnie. Naród, który nie potrafi siebie szanować, tym bardziej będzie pogardzany przez obcych. To jest jakby esencja pięciu Prawd Polaków. Są one jak najbardziej aktualne nie tylko za granicą, coraz częściej potrzebujemy tych Prawd u nas w Polsce.

Jak słusznie zauważył Arystoteles:

Aby być czyimś przyjacielem, trzeba najpierw umieć być przyjacielem samego siebie.



Marianna (2011-03-12)

10 marca w Opolu miały miejsce dwie, jakże wymowne uroczystości.


Jedną było nadanie przez Uniwersytet Opolski Doktoratu Honoris Causa Lechowi Wałęsie. Drugą znaczną uroczystością była Msza święta odprawiona w Katedrze Opolskiej w intencji Ojczyzny i tragicznie zmarłych w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.
Nie jest moim zamiarem odbieranie dobrego imienia panu Wałęsie. Myślę, że swoimi częstymi wypowiedziami, czyni to znacznie lepiej ode mnie. Stwierdzam jedynie, że moje zaufanie malało wraz z ujawnianymi teczkami na jego temat (" SB a Lech Wałęsa", " Plusy dodatnie, plusy ujemne")
Mieszkańcy Opola pamiętają również o tajemniczych związkach wykładowców WSP ze Służbą Bezpieczeństwa. Postawa niektórych więc nie dziwi...

Dziwi natomiast data wręczania tegoż doktoratu, jak i miejsce. Uroczystość odbyła się w Auli Wydziału Teologicznego.
Dlaczego uroczystości odbyły się w cieniu kościoła opolskiego? Dlaczego akurat w ten dzień? Kiedy wielu opolan brało udział we Mszach świętych w intencji ojczyzny i tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej? Czy kościół w ten sposób stawia się po przeciwnej stronie, pośród ludzi często szydzących sobie z tej tragedii?

To jest jego, tylko jego, a właściwie tego drugiego wina – walka, konfrontacja, zaczęcie kampanii od pokazania się w Katyniu – i to kosztowało nas tak wiele. 
( Lech Wałęsa. Kropka nad i)

Nazywacie się naszymi Dusz-Pasterzami! A Pasterz to nie najemnik....
Dlaczego  pojawiają się kłopoty z zorganizowaniem Mszy w intencji Ojczyzny? Dlaczego nasi hierarchowie pojawiają się  często w  w blasku fleszy i kamer, a nie pośród nas?! Dlaczego kapłani mówią nam, że " nie wtrącają się do polityki" a swoją obecnością uświetniają wątpliwą uroczystość?  Nie jest moim pragnieniem zmuszanie kapłanów do opowiedzenia się po stronie którejkolwiek partii! Jednakże żądam, by stanęli po stronie Prawdy, Dobra i Piękna, gdyż One są naszą Drogą ku Bogu...

 Dlaczego nie widziałam moich Kapłanów i Hierarchów modlących się pod Krzyżem? Dlaczego nie ma Was przy nas, klęczących, modlących się za Ojczyznę? Dlaczego zawsze stajecie pośród tzw. klasy rządzącej, która wprost deklaruje, że nauczanie kościoła ich nie interesuje....Przypomina to krótki, a piękny tekst z Księgi Królewskiej " Królu, kochasz tych, którzy cię nienawidzą, a nienawidzisz tych, którzy cię kochają..."

 Dlaczego nie upominacie się o godność swojego Narodu, gdy pomawiany jest przez zwykłych oszczerców i grabarzy pamięci?! Choćby sami nazywali się "  Katolickim Wydawnictwem Znak"? Takie zachowanie zwyczajnie boli!
Nie oceniam dokonań pana Wałęsy ( historia uczyni to znacznie lepiej) Ja upominam się o Dobro mojego Narodu! o Jego Godność! Jesteśmy w przededniu beatyfikacji Papieża-Polaka. Czcigodni kapłani często nam o tym przypominacie, organizujecie wyjazdy do Rzymu.
Corocznie, na Dzień Papieski karmicie nas kremówkami... A czy pamiętacie Jego przesłanie!? Jego wielkie zatroskanie o nas i naszą ojczyznę?
 
Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną.
Niełatwe są jej dzieje, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich stuleci.
Jest matką, która wiele przecierpiała i wciąż na nowo cierpi.
Dlatego też ma prawo do miłości szczególnej
.
( Warszawa 1983)

Obok cierpienia pozostaje jeszcze Nadzieja...

Nadzieja, na to, że Kapłani wraz z nami wołać będą:o miejsce Boga w naszej Ojczyźnie, o prawdę, o miłość pośród nas, o poszanowanie człowieka i jego życia, o nasze właściwe miejsce w świecie, o sprawiedliwość....
Czynił to zawsze nasz umiłowany kardynał Wyszyński, był naszymi Niemymi Ustami:

Kościół w naszej ojczyźnie, za wzorem swych najwyższych pasterzy, od wieków staje w obronie ludzi pokrzywdzonych nadużyciami ze strony władz. Dlatego też Kościół polski staje w obronie narodowej racji stanu. Oznacza to coś więcej aniżeli polityczna racja stanu. Albowiem polityczna racja stanu zmienia swoje wymiary, natomiast naród – trwa, ma swoją wiarę, swoje zasady moralne, swoja kulturę religijno – narodową, obyczaj narodowy i stoi na straży tych wartości, które nie od razu powstają i zniszczyć się od razu nie dadzą.( kard. Wyszyński 1973)


W przededniu Wielkiej Nocy, pozostaję w Nadziei, że obudzą się nasze sumienia.
Wszak On, Chrystus  zwyciężył świat!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tomasz Kwiatek (2011-03-10)

„Byłoby trudno udowodnić w sądzie również Józefowi Goebbelsowi udział w przestępstwie...” – z reżyserem Grzegorzem Braunem rozmawia Tomasz Kwiatek

Eugenika, czyli nauka postulująca stworzenie jak najlepszej jakościowo rasy ludzkiej, to temat budzący ogromne emocje. Skąd pomysł na taki właśnie temat filmu?
Realizacji tego filmu podjąłem się na zaproszenie mojego kolegi Roberta Kaczmarka (niezależny producent - Film Open Group). Zainteresowanie tematem inicjował Maciej Gawlikowski, reżyser z Krakowa. Pierwotnie film miał koncentrować się na faktach i polskich epizodach z dziejów ruchu eugenicznego. Ale jak się okazało, że jest możliwa realizacja zdjęć także na terenie USA, gdzie wywiadu udzielił nam historyk i dziennikarz śledczy Edwin Black, autor wielu pasjonujących książek m.in. „IBM i Holocaust” oraz „Wojna przeciw słabym”, wówczas projekt nabrał szerszego wymiaru.

O czym jest ten film?
Film opowiada o wyrosłych na gruncie oświeceniowym projektach „ulepszenia gatunku ludzkiego”. O tym jak projekty te zostały wypracowane i wstępnie zrealizowane przed blisko stu laty w USA i o tym, jak podchwycił je i twórczo rozwinął „wybitny działacz socjalistyczny” Adolf Hitler. Ten straszliwy niemiecki „wkład w dzieje nauki” jest nam Polakom stosunkowo dobrze znany, bo przecież to w Polsce niemiecka zbrodnicza praktyka eugeniczna osiągnęła monstrualne rozmiary. O tym także jest w filmie mowa.

W filmie stawia Pan tezę o ciągłości między nazistowskim ludobójstwem a współczesną genetyką…
Takie są fakty: w szeregu miejsc w wielu placówkach naukowych i ośrodkach naukowych tabliczki na drzwiach z hasłem np.: „zakład eugeniki”, zostały zastąpione przez nowe „zakład genetyki”. Nie jest to żadna teza czy teoria, tylko przykre fakty. Rzecz nie w tym, by nie odsądzać naukowców od czci i wiary, by z góry spodziewać się po nich wszystkiego najgorszego. Ważne, aby nauka nie zapominała o swoich korzeniach i rozmaitych wypadkach przy pracy, które miały miejsce w strasznym XX wieku

Film szokuje zdjęciami abortowanych płodów i obnaża działalność klinik zajmujących się zapłodnieniem in vitro. Czy in vitro można nazwać eugeniką?
Nie jest moją intencją epatowanie okrucieństwem. Jest natomiast intencją upowszechnienie wiedzy, jakie są realia praktyk naukowych i medycznych, które na co dzień przedstawiane są przez media głównego nurtu w nadto różowym świetle. To znowu nie teoria, tylko fakt, stwierdzany zgodnie przez wszystkich występujących w filmie specjalistów, wśród których są polscy pionierzy in vitro praktykujący do dzisiaj. W procedurze in vitro pojawia się moment selekcji. Selekcji osób we wczesnej fazie embrionalnej, selekcji motywowanej w istocie, jak się okazuje, dość dowolnym „widzimisię” medyka–selekcjonera, który decyduje o tym, kto przejdzie „do następnego etapu” a komu „już podziękujemy”.

Obecnie panuje swoista moda na in vitro. Jak Pan ocenia, skąd ta popularność? Dlaczego lekarze proponując tę metodę nie informują pacjentów o szczegółach tego procederu, o zarodkach w termosach, o zabijaniu i wyrzucaniu tych „nieprzydatnych”?
To jest przemysł. Ewentualne przeforsowanie legislacji gwarantującej dotację do tego procederu z budżetu państwa to byłoby eldorado dla wielu ludzi, którzy, co zrozumiałe, nie mają natomiast żadnego interesu w uświadamianiu opinii publicznej niuansów i potencjalnie dramatycznych konsekwencji.

 Zmiany w TVP. Sądzi Pan, że ten film zostanie wyemitowany w telewizji publicznej?
(Śmiech). Fakty są takie. Telewizja przyjęła gotowy produkt na przełomie 2010/2011 r. Nie słyszałem o żadnym terminie ewentualnej emisji. Proszę samemu dzwonić, pisać na Woronicza, jeśli chcą Państwo upomnieć się o swoje pieniądze, bo przecież ten film wyprodukowany został na zlecenie programu 2 TVP S.A.

Rozumiem, że zapłacili za film, ale nie wyemitowali?
Tak jest. Mam filmy, które dłużej leżały i mam też i takie, które nigdy nie zostały wyemitowane. Tak więc dwa miesiące z kawałkiem to jeszcze nie tak wiele. Prawda?

Pana film ma szansę zmienić podejście ludzi do życia, do jego ochrony?
Czy filmy mogą w ogóle coś zmienić w świecie? Może nawet byłoby niedobrze, aby filmy świat zmieniały. Nie namawiam nikogo na to, żeby reżyserom filmowym wierzyć na słowo, czy żeby z filmów dokumentalnych uczył się ktoś historii. Film, co najwyżej, jeśli nie znudzi przesadnie, a zaintryguje, może kogoś skłoni do własnych poszukiwań, a może i do bardziej krytycznego odbioru rzeczywistości.

Zmieńmy temat. Czy zgadza się Pan z opinią, że „Gazeta Wyborcza” jest „organizacją przestępczą i wrogą naszej cywilizacji”?
Owszem, pod szyldem „Gazety Wyborczej” już przeszło dwie dekady realizowany jest projekt, który nie wahałbym się nazwać anty-cywilizacyjnym, a na łamach tej gazety lansowane są teorie, które w praktycznej realizacji wyczerpywać mogą znamiona podżegania do przestępstwa.

Dlaczego Pan tak sądzi? Pytam, bo w Opolu toczy się właśnie proces działacza „Solidarności” z GW o naruszenie dobrego imienia pisma wydawanego przez Spółkę Agora.
Moja wiedza opiera się na pilnej lekturze „Gazety Wyborczej” od jej pierwszego numeru. Jest to gazeta, która tyle razy i tak systematycznie propagowała projekt wyzbycia się przez państwo polskie rozmaitych prerogatyw, poprzez propagowanie projektu akcesu do państwa europejskiego, tak uparcie lansowała uznanie prymatu instancji leżących poza granicami Polski, że w istocie sądzę, że mamy tutaj do czynienia z graniczącym z przestępczością godzeniem w suwerenny byt państwa polskiego. To po pierwsze.
Po drugie, tyle razy ta gazeta propagowała koncept relatywizowania opinii, które wpływać by miały na legislację odnoszącą się do życia ludzkiego, czy to do ludzi bardzo słabych, czy to ze względu na to, że są bardzo mali, czy to na to, że są bardzo starzy, czy że są bardzo chorzy, że w istocie mamy tu, jak sądzę, do czynienia z działalnością graniczącą z przestępczością w sensie zachęcania do podżegania do pozbawienia życia osób bezbronnych.
I po trzecie, ta gazeta tyle razy siała zamęt i niepokój zachęcając do wystąpień, do akcji ulicznych przeciwko obywatelom, którzy demonstrują swoje poglądy w sposób legalny, jak to miało miejsce na przykład przed 11 listopada ubiegłego roku, że istotnie muszę tu po raz trzeci powtórzyć, że mamy tu do czynienia z działalnością graniczącą z przestępczością, podżeganiem do niepokoju społecznego i przemocy.

Wiem, że bywał Pan w sporze w redakcją „Gazety Wyborczej” za swoją działalność artystyczną. Czy może Pan podać dowody na to, że to medium jest wrogo ustosunkowane do naszej cywilizacji?
Ja nie jestem z nikim w żadnym sporze. Ja po prostu  nie rozmawiam z kłamcami i krętaczami, którzy systematycznie i perfidnie dezinformują opinię publiczną – m.in. w sprawach dotyczących mojej skromnej osoby. Ponieważ jestem legalistą, to nie widzę przeciwwskazań, by powtórzyć moją opinię i podać dowody przed sądem, gdybym został wezwany. Nie chciałbym się w tej sprawie narzucać. Pan Klusik musi wiedzieć, że ma do czynienia z ludźmi bezwzględnymi i bezlitosnymi. O tym jak bezwzględnymi, niech świadczy przypadek śp. dr Dariusza Ratajczaka, wykładowcy historii, śmiałego badacza i publicysty, na którego nagonka została przecież zainicjowana nie przez kogo innego, ale przez redaktorów „Gazety Wyborczej”. Akurat w Opolu, Agora S.A. ma „renomę” w tłumieniu – nie bójmy się użyć tego słowa – i prześladowaniu wolności słowa oraz wolności badań naukowych. Ta „renoma”, mam nadzieję, jest powszechnie znana i już ustalona.
Pan Klusik, jak rozumiem, również korzysta z wolności wypowiedzi i w związku z tym nie dziwi mnie, że Agora S.A. działa w sobie właściwym stylu.

Czy jest to gazeta wroga naszej cywilizacji?
Jeśli przyznajemy się do cywilizacji, której fundamentami są dwie rzeczy, które przyszły z Rzymu, a to jest prawo oparte na logice dwuwartościowej, które dał nam Rzym starożytny i prawo moralne, którego ramy dał nam Kościół rzymsko-katolicki, no to nie ma wątpliwości, że „Wyborcza” godzi w oba te fundamenty konsekwentnie, z perfidią i uporem. Z uporem godnym doprawdy lepszej sprawy. Jakie mogę podać przykłady? Najlepiej byłoby odesłać do lektury roczników „Wyborczej”, ale pierwszy z brzegu przykład to będzie zachęcanie do lansowania legislacji poprzez wprowadzanie przepisów, które wyróżniają obywateli ze względu na ich pochodzenie, płeć lub standardy zachowań seksualnych. Przez prawo, które narusza równość obywateli wobec prawa ze względu na ich pochodzenie, rozumiem lansowanie precedensów prawnych, które miałyby być tworzone na użytek roszczeń majątkowych, które wnoszą osoby legitymujące się, czy wskazujące swoją narodowość jako główną podstawę roszczenia.
Po drugie, jako lansowanie prawa, które czyni obywateli nierównymi wobec prawa, to muszę tutaj wskazać – na Opolszczyźnie jest to szczególnie zrozumiałe i wyraźnie czytelne – że jest to lansowanie w swoim czasie przez „Wyborczą” takiej ordynacji wyborczej, która mnie, Polaka, czyni upośledzonym względem moich współobywateli innych narodowości. Przy forsowaniu tego bezprawia, jak pamiętamy, szczególnie zasłużył się Jacek Kuroń, niech mu ziemia lekką będzie, ale także Senator Ziemi Opolskiej pani prof. Dorota Simonides. Otóż z mocy tego prawa mnie, Polakowi, jest trudniej wprowadzić do Sejmu swojego przedstawiciela niż moim współobywatelom, którzy zadeklarują inną narodowość (dop. red.: np. niemiecką). I to nazywam godzeniem w podstawy cywilizacji.
Konsekwentnie też „Wyborcza” propagując koncepty socjalistyczne, godzi w ten fundament naszej cywilizacji, którym jest np. jedna z kardynalnych zasad prawa rzymskiego „chcącemu nie dzieje się krzywda”.
Po trzecie, czyż GW nie lansowała tak zwanych parytetów płciowych, które istotnie zostały wprowadzone do naszej ordynacji? Ze szczerą fascynacją i sympatią dla płci przeciwnej - zaznaczmy to, skoro rozmawiamy akurat w Dniu Kobiet – możemy stwierdzić, że jesteśmy obywatelami upośledzonymi, gorszymi, drugiej kategorii z mocy prawa lansowanego przez GW.
No i wreszcie, nie będę się nad tym rozwodził, jest cały projekt cywilizacyjny propagowania zachowań gorszących i nadawanie takim zachowaniom statusu opcji politycznej. Aby to potwierdzić, nie trzeba długo szukać i wertować roczników „Gazety Wyborczej” w dobie internetu.

Jaka to jest opcja polityczna?
Każda rewolucja potrzebuje lumpenproletariatu. Lenin  miał jeszcze jakiś autentyczny lumpenproletariat. Natomiast ta permanentna rewolucja, której celem ma być postawienie świata na głowie, znajduje sobie nowy lumpenproletariat m.in. w rozmaitych perwersyjnych mniejszościach. Stały wariant gry: żeby zbudować „nowy wspaniały świata”, który najwyraźniej tak się podoba Adamowi Michnikowi, zawsze trzeba najpierw poszczuć jednych ludzi na drugich.

„Nowy Wspaniały Świat”, to nazwa lokalu w Warszawie prowadzonego przez osoby związane z lewicowym wydawnictwem „Krytyka Polityczna”…
To są owoce intelektualnego „in vitro”, dokonanego w ciągu ostatnich dwudziestu lat przez „Gazetę Wyborczą”. Tutaj już nie możemy oczywiście dochodzić żadnych roszczeń od jej redaktorów, ale ich moralna odpowiedzialność za zbałamucenie i intelektualną deprawację tych młodych zdolnych ludzi, którzy funkcjonują pod szyldem „Krytyki Politycznej” czy „Nowego Wspaniałego Świata”,  Ta moralna odpowiedzialność jest niewątpliwa.

Jak by Pan podsumował działania Agory S.A., wydawcy Gazety Wyborczej, w stosunku do pana Klusika?
Jeszcze raz powtórzę, że stosunek pana Klusika do „Wyborczej”, jego ocenę dorobku „Agory” S.A. – tę niepochlebną ewaluację ja podzielam i się do niej przyłączam. Jest wartością i dobrem przestrzeganie opinii publicznej przed zagrożeniami. A tam, w „gwieździe śmierci” z ul. Czerskiej w Warszawie, urzędują prawdziwi intelektualni rozbójnicy – lansujący zresztą autentycznych zbrodniarzy jako „ludzi honoru”. Zresztą z atakiem ideologicznym ze strony „gwiazdy śmierci” mamy do czynienia na co dzień, a zatem można nawet dowodnie twierdzić, że Pan Klusik działa w stanie wyższej konieczności, nie może wahać się wyrazić swoją niepochlebną opinię, skoro co dzień nieuświadomione, zwłaszcza młode, osoby mogą paść ofiarą propagandy, którą „Agora” i „Wyborcza” prowadzą. Codziennie ktoś może paść ich ofiarą, a zatem kunktatorskie cyzelowanie artykulacji opinii w tej sprawie wydaje mi się dobrem potencjalnie mniejszym, niż dobro zagrożone: serca i umysły potencjalnych ofiar indoktrynacji.

Nie tak dawno ujawniliśmy na łamach NGO IP urzędnika skarbowego, który podżegał na forum GW do zagazowania zebranych „oszołomów” w auli UO, w której odbyła się projekcja filmu M. Pillisa „List z Polski”. Urzędnik dostał naganę z wpisem do akt. W tym samym czasie „Gazeta Wyborcza” zrobiła ankietę, czy aby nie jest to zamach na wolność słowa. Jak Pan to skomentuje w kontekście próby zamknięcia ust przez GW Klusikowi?
Ja jestem osobiście wdzięczny panu Klusikowi, że nie waha się, choć jak widać sporo ryzykuje – choćby poważną stratę czasu i nerwów – uwrażliwiać opinię społeczną na niecne praktyki stosowane przez „gwiazdę śmierci” z ul. Czerskiej w Warszawie.
Jeszcze taki argument na koniec: nie zachował się żaden dokument – taki jest stan badań historycznych – w którym Adolf Hitler osobiście wprost podżegałby do przestępstwa. Nie zachował się żaden rozkaz zbrodni własnoręcznie podpisany krwią pochodzącą z jego serdecznego palca. Nie ma takich dokumentów. Natomiast nikt nie powątpiewa – i słusznie – o osobistej odpowiedzialności Adolfa Hitlera za zbrodnie okresu II wojny światowej.
Czyny zbrodnicze i akty przestępcze w świetle kodeksów karnych i prawa międzynarodowego, by zaistnieć – potrzebowały gruntu społecznego. A więc, zanim zostały popełnione, musiała zostać wytworzona pewna atmosfera społeczna, atmosfera przyzwolenia przez media narodowo-socjalistycznych Niemiec, przez ministra propagandy Józefa Goebbelsa. Jemu również byłoby trudno udowodnić w sądzie udział w przestępstwie, natomiast cały świat słusznie identyfikuje go jako człowieka, który całym swym życiem podżegał do przestępstwa.
A zatem jeśli pan Klusik lęka się, że współtworzona przez „Wyborczą” atmosfera społecznego przyzwolenia na relatywizację zasad prawa rzymskiego i religii katolickiej, że to może godzić w podstawy naszej cywilizacji, że może prowadzić do przestępstwa – jeśli pan Klusik o to się troszczy, to ma ku temu dobre historyczne podstawy.

Niedawno w Telewizji „Trwam” udzielił Pan znakomitego wywiadu nt. „układu wrocławskiego”…
Proszę mi to dać na piśmie, że to był to znakomity wywiad (śmiech).

Damy na piśmie… Wróćmy do pytania - jednym z bohaterów jest pochodzący z Opola Grzegorz Schetyna. Czy sądzi Pan, że ten układ miał, bądź ma nadal, wpływ na sytuację w Opolu?
Nie mam cienia wątpliwości, że tak jest, ale o tym w następnym odcinku.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 Tekst i zdjęcia ze strony:

 http://ngopole.wordpress.com/2011/03/10/„byloby-trudno-udowodnic-w-sadzie-rowniez-jozefowi-goebbelsowi-udzial-w-przestepstwie-”-–-z-rezyserem-grzegorzem-braunem-rozmawia-tomasz-kwiatek/#more-2454

Iza Falzmannowa (2011-03-09)

Świeckie obrządki

5 marca 1953 roku zmarł Stalin. Chodziłam wtedy do szkoły podstawowej nr121 przy ulicy Różanej z dziećmi węglarzy i handlarzy ulicznych z Racławickiej. W szkole rozdano nam czarne, żałobne wstążeczki i zwolniono do domu. Pamiętam, że pędziliśmy Kazimierzowską z radosnym wrzaskiem, machając tymi wstążeczkami. Świadomość polityczna i społeczna dzieci była o wiele wyższa niż świadomość luminarzy pióra, którzy pisali poematy i ody na część tego ludobójcy.

Jeszcze jedno dziecinne wspomnienie. Stoimy z rodzicami na dworcu przed kasą. Jakiś górnik prosi o bilet do Katowic. „Nie ma takiego miasta”- odpowiada kasjerka. „W takim razie do Siemianowic”.

Moimi wzorami są i będą: ten bezimienny górnik oraz syn węglarza, który po śmierci Stalina zainspirował radosny przemarsz dzieciaków po Mokotowie ( pamiętam jego imię i nazwisko, ale nie wiem czy życzyłby sobie takiej reklamy). Nigdy takim wzorem nie będzie znana laureatka Nobla. 7

 

8 marca powinno się obchodzić jako dzień kwiaciarza. Albo dzień „bitek studenckich z moczarkami”. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może kultywować i dobrze wspominać to komunistyczne, zakłamane święto.

W szkole, gdzie pracowałam podpisywałyśmy odbiór „tulipana sztuk jeden”, aby nie robić kłopotów księgowej i niosłyśmy do kościoła Zbawiciela, aby nie uczestniczyć w narzucanym nam siłą świeckim obrządku.

ze strony:

 http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=3122&Itemid=100

Marcin Keler (2011-03-02)
Różne wizje pamięci o powstaniach śląskich
 
Śląsk od wielu miesięcy przygotowuje się do obchodów 90 rocznicy wybuchu III Powstania Śląskiego. Mają one też upamiętnić dwa wcześniejsze zrywy powstańcze z 1919 i 1920 r. We wrześniu ubiegłego roku sejmiki województwa śląskiego i opolskiego ogłosiły rok 2011 „Rokiem Pamięci Powstań Śląskich”. III Powstanie Śląskie, które wybuchło w nocy z 2 na 3 maja 1921 r., osiągnęło sukces w walce o przynależność do państwa polskiego.

Lecz tu zaczyna się spór. Spór o „wizję pamięci” pomiędzy polską większością i niemiecką mniejszością. Dyskusja nad interpretacją zdarzeń rocznicowych stała się gorącym tematem w lokalnych mediach. Wystarczy zobaczyć, kto wszedł do komitetu organizacyjnego obchodów, aby poważnie się zaniepokoić. Znalazł się tam m.in. prezes Ruchu Autonomii Śląska – Jerzy Gorzelik, lider Mniejszości Niemieckiej na Śląsku Opolskim – Norbert Rasch oraz marszałkowie obu sejmików wojewódzkich. Zarówno pan Gorzelik, jak i pan Rasch znani są już ze swoich antypolskich wypowiedzi. Oceniają zdarzenia zgodnie z niemieckim punktem widzenia. Dla nich powstania śląskie były czymś nagannym i niepotrzebnym. Z kolei Polacy – potomkowie powstańców czekają na aktywną postawę historyków, polityków i publicystów, którzy sprzeciwią się opiniom negującym celowość wybuchu powstań śląskich. Wszystkie trzy zrywy powstańcze były aktem upomnienia się o sprawiedliwe rozstrzygnięcia terytorialne.

Dlaczego wybuchały powstania?
I Powstanie Śląskie trwało zaledwie 7 dni – od 17 do 24 sierpnia 1919 r. Walki powstańcze były naturalną obroną mieszkańców Górnego Śląska przed niemieckim uciskiem. Ucisk ten objawiał się zwalnianiem polskich robotników z pracy, rozbijaniem polskich wieców i zebrań przez niemieckie bojówki. Konsekwencje tego zrywu były bardzo bolesne. Około 22 tys. Polaków musiało szukać schronienia po stronie polskiej.
II Powstanie Śląskie wybuchło parę miesięcy po wejściu w życie traktatu wersalskiego. Walki rozpoczęły się w sierpniu 1920 r. i trwały 10 dni. Celem tego zrywu był protest ludności Śląska wobec nierealizowania przez Międzysojuszniczą Komisję Plebiscytową postanowień art. 88 traktatu. Chodziło głównie o rozwiązanie niemieckiej policji bezpieczeństwa tzw. Sipo i powołanie w jej miejsce mieszanej policji – polsko-niemieckiej. Oba powstania, choć szybko zdławione, miały wielkie znaczenie w rozbudzaniu polskiego ducha. Nagłośniły sprawy Śląska w innych rejonach Polski. W Małopolsce i Wielkopolsce powstały organizacje wspierające Śląsk. W Krakowie zawiązało się Towarzystwo Obrony Zachodnich Kresów Polski. Ignacy Paderewski wystosował ulotkę „Do Narodu” wzywającą Polaków do pomocy: „Ograniczmy nasze potrzeby, żyjmy skromniej… bylebyśmy tylko mogli łaknących Ślązaków wyżywić”. Nastroje panujące wtedy na Śląsku najlepiej oddają słowa Roty Śląskiej: „Nie dajmy Śląska, skąd nasz ród, Gdzie dom nasz, próg ziemicy – Śląscy żołnierze, śląski lud, Górale i górnicy; Nie będziesz Niemcze miał z nas sług, Tak nam dopomóż Bóg!”.
III Powstanie Śląskie było reakcją Polaków na niekorzystną dla Polski interpretację wyników plebiscytu przeprowadzonego 20 marca 1921 r. III Powstanie, trwające dwa miesiące, uznaje się za zwycięskie. Efektem jego było przyznanie Polsce 30% terenów plebiscytowych zamieszkanych przez połowę mieszańców spornego obszaru. Do Polski przyłączono pięć powiatów, z katowickim włącznie. Była to najbardziej uprzemysłowiona część Śląska, na której znajdowało się aż 80% kopalń węgla.
Niemiecka wizja historii
Taką wiedzą o powstaniach śląskich dysponuje przeciętny Polak – jeżeli nie stronił od lekcji historii. A jaką historię przedstawiają nam współcześni interpretatorzy? Włos na głowie się jeży, gdy słyszy się słowa osób odpowiedzialnych za obchody rocznicowe. Norbert Rasch wzywa do „odmitologizowania powstań” i nazywa je „bratobójczą wojną”, a Jerzy Gorzelik z butą zapowiada, że: „Już w tym roku będzie widać nową jakość… Forma i treść obchodów może jednak nie odpowiadać polskiej większości… Jesteśmy przyzwyczajeni, że budzimy kontrowersje, ale dzięki temu prowokujemy też do dyskusji… Nie można wciąż powtarzać banałów o powrocie do macierzy i wielowiekowej niemieckiej niewoli… Niestety język odziedziczony po minionej epoce jest tutaj balastem, który uniemożliwia jakąkolwiek uczciwą dyskusję… Nazywam to historycznym zdziecinnieniem. Ci jednak, którzy temu zdziecinnieniu się nie poddadzą… powinni czerpać satysfakcję z tego, że coś w końcu zaczyna się zmieniać”. Jest to wypowiedź zamieszczona w najnowszym tygodniku Niemców w Rzeczpospolitej – „Schlesisches Wochenblatt” wydawanym w Opolu. Oby słowa pana Gorzelika się nie spełniły!
Obchody rocznicowe stawiają sobie za cel pojednanie. Na kwiecień zaplanowano wspólne sesje sejmików województwa opolskiego i śląskiego, na których historycy mają rzetelnie przedstawić historię powstań. Ustalono, że zaproszeni historycy mają tak ująć temat, aby się nie poróżnić. Oby to „pojednanie” nie odbyło się kosztem prawdy historycznej. Były marszałek wojewódzkiego opolskiego – Józef Sebesta mówi, że: „historycy których zaprosimy do omawiania faktów związanych z powstaniami śląskimi powinni być młodymi umysłami, nie mentalnie zaszufladkowany-mi, tendencyjnymi i… przede wszystkim, żeby uwzględniali optykę siedzącej na sali mniejszości”! W duchu wszechobecnego pojednania mają się odbyć główne obchody na Górze Świętej Anny. Program przewiduje, że po mszy świętej pochód uczestników uroczystości wyruszy pod Pomnik Czynu Powstańczego. Arogancja J. Gorzelika sięga zenitu, gdy sugeruje, że mistrz ceremonii powinien wspomnieć, że w tym miejscu stało muzeum poświęcone żołnierzom niemieckim. Proponuje też, by w czasie uroczystości były śpiewane pieśni niemieckie. Mówi dalej: „Należy w końcu porzucić nacjonalistyczne myślenie o tamtych wydarzeniach”. Trudno się dziwić takiej pewności siebie szefa RAŚ. Został do tego zachęcony najpierw przez wyborców, a później przez polityków PO, którzy przyjęli przedstawicieli RAŚ do koalicji w sejmiku i powierzyli odpowiedzialność za obchody rocznicowe.
Obrona Prawdy jest polskim obowiązkiem
W mediach nie przebijają się „polskie głosy”. Brak wspomnień i relacji z tamtych czasów. Nie żyją już uczestnicy i świadkowie tamtych zdarzeń, ale archiwa są pełne dokumentów i opracowań na ten temat. Przed laty do tych celów został powołany w Opolu Instytut Śląski. W jego archiwach leży dokumentacja dotycząca ziemi śląskiej od czasów piastowskich po czasy współczesne. W 1971 r. obchodzona była 50. rocznica powstań śląskich. W szkołach i na łamach lokalnej prasy prześcigano się w prezentowaniu wiedzy o III Powstaniu Śląskim. Każdego dnia Trybuna Opolska zamieszczała kronikę poszczególnych dni frontowych. Całe szpalty wypełniały sylwetki powstańców i ich wspomnienia. Jeszcze nie tak dawno gazeta ta drukowała ciekawy cykl poświecony ulicom i miejscom w Opolu, które wiązały się z historią Polski. Dzięki tym artykułom można było się dowiedzieć, gdzie mieściła się Międzysojusznicza Komisja Plebiscytowa (obecnie Bank Rolników) lub gdzie stacjonowali akredytowani przedstawiciele państw zainteresowanych tym regionem. Dzięki tym artykułom wiem, gdzie mieszkał przewodniczący tej Komisji – francuski generał Heri Le Rond, przedstawiciel Wielkiej Brytanii – płk Harold Percival i włoski generał de Marinis. Również Watykan miał tu swoje przedstawicielstwo. Komisarzem kościelnym dla terytorium plebiscytowego był nuncjusz apostolski Achilles Ratti – późniejszy papież Pius XI. Dzisiaj na próżno szukać w gazetach wspomnień o tych czasach. Nowa Trybuna Opolska należy do niemieckiego koncernu prasowego i jeżeli można w niej znaleźć jakieś materiały historyczne to dotyczą one wspomnień o niemieckich mieszkańcach i ewentualnie o losach Kresowiaków. Polskie wątki związane z mieszkańcami tej ziemi są prawie niezauważalne.
Na pewno niełatwo będzie się przebić historykom reprezentującym przebieg zdarzeń z polskiego punktu widzenia. Zaangażowany w tematyce Śląska prof. Marek Szczepański, szef Rady Naukowej Instytutu Śląskiego w Opolu wygłasza w lokalnym radio słowa: „Potrzebujemy prawdy o tych powstaniach… Prawdy, która nawet jeśli będzie dla nas trudna – to region ten zasługuje na jej ujawnienie”. Oby to nie było „ujawnienie prawdy” w stylu Tomasza Grossa… Z ostatniego raportu Instytutu Spraw Publicznych i Fundacji Konrada Adenauera wynika, że 45% ankietowanych oczekuje, że dyskusje o przeszłości przyczynią się do pojednania. W tym duchu trwają prace nad przygotowaniem wspólnego – polsko-niemieckiego „Podręcznika do historii”. Nie mam złudzeń, że poszerzy on naszą wiedzę o Śląsku. Raczej spodziewam się znaleźć tam zdania podobne do tych, które zamieszcza na swoich stronach internetowych Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców: „Po I wojnie światowej o przynależności państwowej Śląska …miał zadecydować Plebiscyt… Samowolne wytyczenie granic wyzwoliło konflikty narodowościowe, które przekształciły się w powstania polskich nacjonalistów, które jednak zostały odparte przez niemieckie grupy samoobrony”.
Kluczem do przyszłości jest rozpoznanie przeszłości. Zarówno w wymiarze pojedynczej osoby, jak i całych społeczeństw i narodów. Poszukiwanie i obrona prawdy o sobie jest naszym Polskim obowiązkiem! Włodarze regionu nie odważą się narazić „niemieckiej opinii”. Sytuację utrudnia rok przygotowań do wyborów. Niektórzy gracze będą chcieli wykorzystać obchody powstań do swoich celów politycznych. Zainteresowanie uroczystościami może być jednak znikome. W zeszłym roku wysłano 250 zaproszeń dla przedstawicieli opolskich elit. Spośród nich przyjechało zaledwie siedmiu. Lokalna ludność nie interesuje się tymi zdarzeniami. Na trasie pochodu okna w domach są szczelnie pozamykane. Oby prezydent Bronisław Komorowski, który obiecał przyjechać na tegoroczne uroczystości, nie przemawiał tylko do stojących na baczność harcerzy i zwiezionych z obowiązku urzędników marszałka i wojewody.
 
 Ze strony:
http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=4075&Itemid=134
 
Jacek Bezeg (2011-03-02)

Wstrząs

Wstrząs, mocny wstrząs, tylko tak mogę to opisać, tym było dla mnie obejrzenie filmu "Historia Roja, czyli  w ziemi lepiej słychać".
Niby człowiek to wszystko wie, wiadomo jak się skończy ta opowieść. A jednak zobaczenie tej beznadziejnej walki na własne oczy to zupełnie co innego.

Całe pokolenie, któremu "na żywca", bez żadnego znieczulenia wycinano Patriotyzm i umiłowanie wolności. Wycinano coś co było wrośnięte bardzo mocno i głęboko.
O ileż lepsza jest nasza sytuacja, też wycinają, ale jednak użyte są potężne środki znieczulające, no i nie mamy go tak mocno wrośniętego, jak oni mieli. Wielu z nas pozbywa się go wręcz z radością, jak złośliwej narośli. Gdyby można mieć pewność, że ta tak złośliwa choroba, Miłość Ojczyzny, nie odrodzi się znowu w następnym pokoleniu, to w ogóle byłoby super.

Tak, tak to jest poważny problem, przed którym stoją "inżynierowie dusz". Jak stworzyć jednolitą, bezmyślną i posłuszną miazgę pracującą, wypełniającą równomiernie podległy im obszar? 

To jest ich problem.

Naszym jest zupełnie co innego. W chwili kiedy wydaje się, że już, już są blisko celu zaczynamy się budzić. Może jeszcze nie wszystko stracone. Jeśli są tacy ludzie jak ten pastor z Lublina i jego uparte "idź pod prąd!!". http://podprad.org/pp/pp76.pdf 

Kiedy puszczę wodze fantazji i wyobrażę sobie, że w jego umysł i charakter wyposażono by, któregoś z naszych hierarchów, albo i samego prymasa. Co to by się działo?!!

Ale wróćmy do naszej rzeczywistości. Mamy co mamy. Pomimo, rozlicznych narzekań słyszanych z wielu stron nie jest jednak tak źle. Obejrzenie "Historii Roja" pozwala nam widzieć sytuację we właściwych proporcjach. Totalitaryzm, tak naprawdę, to dopiero nam zagraża. Widzieliśmy, że "chłopcy z lasu" chcieli się poddać, ale wybór takiej opcji, to był wybór męczeńskiej śmierci w katowniach UB. Nasze poddanie się skutkuje zupełnie inaczej.

Jakieś wnioski?

Trzeba zrobić wszystko, aby to się nie powtórzyło.

 

 W Warszawskim kinie Palladium odbyła się projekcja  oraz spotkanie z reżyserem Jerzym Zalewskim. Na spotkaniu obecny był też Jerzy Kowalczyk

http://niezalezna.pl/7070-roj-spotkanie-z-rezyserem-i-krewnymi-mieczyslawa-dziemieszkiewicza

 

eska - zapluty karzeł reakcji (2011-03-01)

Pytania już padły, a zdziwienie rośnie. Kiedy do faktu wynoszenia notatek Ojca Świętego z jego osobistej kancelarii odniesie się kardynał Dziwisz, za tę kancelarię odpowiedzialny?

————————————————————————-
Proste pytania……

Z mediów publicznych wylecieli dziennikarze o poglądach prawicowych i pro-pisowskich. Doprawdy?

Wiem, jakie poglądy ma Jan Pospieszalski, ostatni, który właśnie wyleciał. Ale tak naprawdę to co wiem? Że jest praktykującym katolikiem i sympatykiem Kaczyńskiego – chyba? A reszta,  np. sprawy gospodarcze? Nie wiem.  Jeszcze znam poglądy Ziemkiewicza czy Sakiewicza, nie mam pojęcia o poglądach Anity Gargas i wielu innych.

Tak naprawdę wylecieli nie za poglądy, tylko za zadawanie niewygodnych pytań i ujawnianie nie tych, co trzeba faktów.

Ostatnim rzutem na taśmę Pospieszalski doprowadził do dyskusji o casusie Tomasza Turowskiego. I co wiemy? Wiemy, że facet jest zawodowym agentem,      z wysokim stopniem oficerskim. Dobra, nie on jeden.

Wiemy, że pod przykrywką kandydata na jezuitę antyszambrował swobodnie w Watykanie. To już budzi pewne zdziwienie, ale wobec informacji, że SB miało kilkudziesięciu agentów umieszczonych wokół naszego Papieża, to przestaje być dziwne. Ale to nie wszystko. Okazało się , że są zachowane jego meldunki z materiałami, do których nie miał prawa mieć dostępu.

Gdyby przekazywał wystąpienia i homilie Papieża przed ich oficjalnym opublikowaniem, nie zdziwiło by mnie to. W końcu taki materiał trzeba wydrukować, powielić, oprawić itd. – zawsze gdzieś może znaleźć się moment do wyniesienia i przekazania agentowi.

Ale on dostarczał brudnopisy z odręcznymi uwagami Papieża!
Wyobraźmy to sobie – Papież robi szkic i ktoś mu to przepisuje na maszynie. Wtedy nie było jeszcze komputerów, nie można się było włamać. Powstają dwie, trzy kopie – powiedzmy jedna do osobistego archiwum, jedna wraca do poprawek, może jedna idzie do sprawdzenia przypisów czy odnośników. Potem kopia papieska wraca „na maszynę” z odręcznymi poprawkami i ten materiał skopiowany ląduje w rekach Turowskiego. Podobno.

Jakim cudem taka kopia ląduje w rękach jakiegoś zwykłego jeszcze nawet nie w pełni zakonnika? No jakim???

Ile osób pracowało dla Papieża na etapie tych wstępnych przygotowań? Pięć, osiem??

Ktoś, kto mu to dawał, musiał wiedzieć, kim jest prosty braciszek – bo przecież inaczej to niemożliwe. A więc przeciek był pośród najbardziej zaufanych. I Turowski wie, kto nim był!

A osobisty sekretarz Jana Pawła II siedzi sobie w Krakowie w kapeluszu kardynalskim i nic. Nawet się zająknie na ten temat.

Idźmy dalej. Ten sam facet (Turowski) zostaje nagle wezwany ze stanu spoczynku i posłany do Moskwy przez Sikorskiego w celu przygotowania wizyt premiera i prezydenta. Sikorski rzekomo nic nie wie o jego przeszłości.

A co my wiemy o przeszłości Sikorskiego? Ano był w Afganistanie, o czym do pewnego momentu głośno opowiadał. Potem nagle wyciekła informacja, że został złapany przez Sowietów i podobno wyreklamowany przez Anglików. Gdzie to było, kiedy,  jak długo trwało? Nic nie wiemy. Ani pan Sikorski, ani nikt inny – znowu – nawet się nie zająknie na ten temat.

A przecież ktoś musi wiedzieć – nie tylko służby innych państw i stara agentura.

O takich rzeczach wiedzą premierzy i prezydenci, szefowie służb, to są sprawy super tajne tylko do ich wiadomości. Jedynie Siemiątkowski daje do zrozumienia, że coś tam o czymś wie, ale nie może powiedzieć. Reszta milczy. Nawet Kaczyński i Macierewicz nic nie mówią – a muszą coś wiedzieć z racji pełnionych wcześniej funkcji..

Dlatego mam proste pytanie:

Czy sądzicie, panowie politycy, że nie jesteśmy w stanie dodać dwa do dwóch? Że wystarczy, jak to powiedział Schetyna u Moniczki, pobudzić pozytywne emocje w narodzie i wszystko będzie OK?

Nie, już nie wystarczy wyrzucić zbyt dociekliwych dziennikarzy. Pytania już padły, a zdziwienie rośnie. Kiedy do faktu wynoszenia notatek Ojca Świętego z jego osobistej kancelarii odniesie się kardynał Dziwisz, za tę kancelarię odpowiedzialny?

Kiedy do sprawy rzekomego (?) aresztowania Sikorskiego odniesie się choćby Rokita – wszak to za jego czasów inwigilowano Sikorskiego po jego powrocie do Polski – kto i dlaczego zarządził tę inwigilację?

Powtarzam proste pytanie – czy naprawdę macie nas za idiotów???

Czy naprawdę myślicie, że możecie tu rządzić sobie walcząc o przywództwo i rząd dusz ponad naszymi głowami?

Że są prawdy dostępne dla wybranych, a reszta będzie posłusznie dawać się zaganiać do kolejnej farsy wyborczej pod dyktando pana Ostachowicza czy innego spin doktora? Że kiedy z IPN zaczynają wychodzić zarzuty prokuratorskie, to pan Seremet, prokurator naczelny RP,  chce odwołać głównego prokuratora IPN – to ma być państwo prawa?

Co wy tu nam ułożyliście, panowie politycy i nie tylko? Wygodny obóz dla kretynów?

Rządy oświeconych mędrców i fikcje wyborcze dla zatkania gęby proletom?

Jesteśmy oszukiwani – nie tylko w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jesteśmy oszukiwani w sprawie emerytur i ochrony zdrowia, w sprawie budżetu państwa i w sprawie niszczenia systemu oświaty, w sprawie śledztwa dotyczącego zabójstwa Olewnika i w sprawie kontraktu na gaz.

Jesteśmy oszukiwani wszędzie i na każdym kroku. Nie wiemy, co z tym zrobić, bo nie mamy dostępu do informacji,  jeszcze nie. Nie umiemy sobie z tym radzić,  jeszcze nie.

Ale to przyjdzie, tak jak przyszła Solidarność.

To nie jest głupi naród, ludzie zaczynają się zastanawiać, zaczynają o tym mówić coraz głośniej – w pracy, w sklepie, u znajomych, na różnych forach netu. To nie jest kwestia tego, czy wygra PiS czy PO, czy jeszcze ktoś. To jest kwestia zupełni inna – po dwudziestu latach picu chcemy w końcu prawdy i rzetelnej wiedzy o nas samych!!! Chcemy tych praw i tych informacji, które zawłaszczyliście sobie! Dość bujdy i podziału na wtajemniczonych i resztę, czyli bydło, jak powiedział niespodziewanie szczerze pewien „profesor”. Po prostu już dość!!!



http://www.youtube.com/watch?v=lfWcyvj8OHk

http://www.eostroleka.pl/ostatnie-8222warto-rozmawiac8221-o-tomaszu-turowskim-raz-jeszcze-nie-przegap,art23077.html

eska  -  zapluty karzeł reakcji

Za: http://eskaekranowa.nowyekran.pl/post/4307,proste-pytania

Rebeliantka (2011-02-25)

Prawo do życia, dr Ratajczak i wymiar sprawiedliwości

Były Poseł Zbigniew Nowak upublicznił na Facebooku kopię akt śledztwa prowadzonego przez  Policję w Opolu w sprawie śmierci dr Dariusza Ratajczaka (patrz Załącznik Nr 1), historyka z Uniwersytetu Opolskiego, wyrzuconego z pracy po wydaniu "Tematów niebezpiecznych", zbioru esejów historyczno-politycznych, zawierających m.in. omówienie poglądów rewizjonistów Holocaustu.

Analiza akt prokuratorskich wskazuje – oględnie mówiąc – na niską wnikliwość organów śledczych podczas wyjaśniania przyczyn śmierci Ratajczaka.
 

Okoliczności śmierci dr Ratajczaka

Zwłoki dr Dariusza Ratajczaka w stanie rozkładu znaleziono 11 czerwca 2010 roku w samochodzie zaparkowanym pod Centrum Handlowym Karolinka w Opolu.

Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci D. Ratajczaka Komenda Miejska w Opolu umorzyła w dniu 30 czerwca 2010 roku, twierdząc że brak jest znamion czynu zabronionego. W uzasadnieniu Postanowienia napisano: „Jak wynika z przeprowadzonych oględzin i sekcji zwłok nasilone zmiany pośmiertne w sposób istotny utrudniają określenie przyczyny zgonu denata. W trakcie badań pośmiertnych nie stwierdzono dających się rejestrować zmian urazowych……..Badania chemiczne krwi wykazały wysokie stężenia alkoholu etylowego, które mogły spowodować zgon. Tak zatem można przyjąć, że przyczyną zgonu denata stałe się ostre zatrucie alkoholem etylowym, a przeprowadzone dotychczas badania nie dają podstaw do przyjęcia innej przyczyny śmierci”.

Żadnych innych badań poza oględzinami i otwarciem zwłok oraz badań toksykologicznych w zakresie stężeń alkoholu etylowego nie przeprowadzono.

Śledztwo było intensywnie obserwowane przez opinię publiczną.
 
19 czerwca 2010 r. Poranny.pl  informował, że sekcja zwłok przeprowadzona 17.06.2010 r. nie wyjaśniła przyczyn śmierci Dariusza Ratajczaka.

- Wiemy jedynie, że na jego ciele nie było obrażeń zewnętrznych wskazujących na udział osób trzecich - wyjaśnia Lidia Sieradzka z Prokuratury Okręgowej w Opolu. - Żeby poznać przyczynę śmierci, musimy zlecić dodatkowe badania.

Na blogu Andrzeja Budy podano informację: 

Co ciekawe, policja twierdzi, że śmierć nastąpiła 3-4 dni wcześniej, tymczasem jeszcze o czwartej nad ranem samochodu nie było - tak twierdzi ochrona marketu, ale także robiący zakupy klienci. Ciało Ratajczaka zostało wepchnięte między tylne fotele, a siedzenie kierowcy.

 Lokalna telewizja podawała:

Przypomnijmy, że ciało dr. Ratajczaka zostało znalezione w piątek 11 czerwca w samochodzie pod Centrum Handlowym Karolinka. Nie wiadomo, jak długo leżało w aucie, jednak stan rozkładu był zaawansowany.

Sekcja zwłok nie wykazała żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na udział osób trzecich w śmierci byłego historyka UO. Niczego jednak nie rozstrzygnęła.

- Podczas sekcji sprawdza się uszkodzenia mechaniczne. Teraz potrzebne są badania dodatkowe, by przedstawić je biegłemu – tłumaczyła w TVO 17 czerwca Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu. – Na ich wynik będziemy musieli poczekać nawet miesiąc – dodała.

22 czerwca 2010 r. opolska Gazeta Wyborcza informowała:

Wciąż jednak nie wiadomo, jak doszło do śmierci Dariusza Ratajczaka. Policja sprawdza, jak długo zwłoki leżały w samochodzie, przeglądane są filmy z monitoringu centrum handlowego.

16 czerwca „Bibuła” podawała:

Zwłoki ś.p. dr. Ratajczaka znaleziono w pozostawionym na parkingu przy opolskiej Karolince samochodzie Renault Kangoo, który miał stać tam od 28 maja br. Niektórzy świadkowie zaprzeczają jednak tej wersji mówiąc, że samochód nie stał tam tak długo i był tam podrzucony później. Jak pisze Nowa Trybuna Opolska: “O tym, że w samochodzie znaleziono zwłoki dra Ratajczaka, nieoficjalnie mówiono już w sobotę, prawdopodobnie na podstawie leżącego we wnętrzu pojazdu umowy jego kupna sprzed trzech tygodni.” Samochodem tym Ratajczak miał udać się do Holandii gdzie miał zacząć pracę w charakterze tłumacza w firmie zajmującej się handlem kwiatami.

 

Zaplanowana na czwartek 17 czerwca br. sekcja zwłok ma odpowiedzieć na nieznane dotychczas pytanie o przyczynę śmierci.

 

Wszechstronne informacje podawały wiadomosci24.

Portal grypa666 informował:

Wpisał Dr Jerzy Jaśkowski

W świetle dostępnej dokumentacji nie ma żadnych wątpliwości, że Dariusza Ratajczaka zamordowano.
Zwłoki znaleziono w stanie rozkładu. Nawet przy obecnej temperaturze nie są to 2-3 dni, ale znacznie więcej, jeżeli , jak podają identyfikacja będzie musiała być przeprowadzona za pomocą badań DNA, ponieważ OBOK !!!!!! znaleziono dokument wystawiony na nazwisko Ratajczak.
Zwłoki były wciśnięte pomiędzy przednie a tylne siedzenie. Absolutnie niemożliwe w przypadku sugerowanego samobójstwa. Np zatrucie spowodowałoby zaśnięcie w pozycji siedzącej na przednim lub tylnym siedzeniu. Wciśnięcie pomiędzy siedzenia wskazuje na próbę skrytego wjechania na parking i pozostawienia na dłuższą chwile niewidocznych.
Jak podaje [9 ] samochodu w dniu poprzednim nie było w tym miejscu, a więc postawiono go w nocy lub nad ranem. http://marucha.wordpress.com/2010/06/16/pamieci-dr-a-dariusza-ratajczaka/
Sugeruje to fakt wjazdu „nieboszczyka” od kilku dni, w charakterze zombi, na parking. Jest to już jawne kretyństwo. Lub wyjątkowa bezczelność i bezkarność piszących.
Dolepianie ideologii w rodzaju „załamania” psychicznego, przeczy podana w tym samym art. informacja o zakupie samochodu w celach zarobkowych.
Będzie to kolejne niewyjaśnione morderstwo w ostatnich 20 latach. Tak się składa,że prawie wszystkie podawane informacje dotyczące niewyjaśnionych morderstw mają „oparcie” w służbach specjalnych vide Jaroszewicz- generał Informacji wojskowej, Sekula – Minister informacja wojskowa -GRU i paru innych. Ciekawe kto i dlaczego likwiduje tych ludzi, Ewidentnie chodzi o zastraszenie reszty.

dr Jerzy Jaśkowski
Były biegły Sądu Okręgowego w Gdańsku
…………………..

I dalej:

166 Bojkot TVN:

O ile 166 zna realia wszystkich centrów handlowych, to człowiek w stanie rozkładu wjeżdżający w nocy na parking na pewno został nagrany przez kilka kamer, i powinien być dobrze widoczny. Ochrona w takim wypadku powinna się natychmiast zainteresować obiektem. Nie wiem jak w Opolu, ale większość parkingów przy takich obiektach jest zamykana na noc, chyba, że to centrum „całodobowe”.

 

W dniu 26 sierpnia Bibuła podawała:

Aktualizacja: 2010-08-26 4:49 pm

Amerykański dziennikarz JP Bellinger nie wyklucza udziału izraelskich służb specjalnych w tajemniczej śmierci doktora Dariusza Ratajczaka, znanego z niepoprawnych politycznie przekonań i prac dotyczących Holokaustu – donosi irańska stacja PressTV.

Bellinger wskazuje na sprzeczności w raportach dotyczących sekcji zwłok Ratajczaka. Z jednej strony świat obiegły informacje, że jego ciało przebywało w samochodzie przez długi czas, nawet przez 2 tygodnie. Z drugiej zaś strony były liczne sugestie, że ciało historyka zostało wrzucone później do samochodu.

- Jednakże, wielu przesłuchiwanych świadków mówiło, że samochód, w którym znajdowało się ciało, został zaparkowany niedawno przed ich odnalezieniem – zaznaczył w swym artykule Bellinger. Amerykański autor wyraźnie nie jest zwolennikiem oficjalnej wersji wydarzeń.

- Śmierć doktora Ratajczaka została uznana za samobójstwo, lecz sceptyczni ludzie, może mający w świadomości niedawne aresztowanie zabójcy Mossadu operującego w Polsce pytają, jak osoba w zaawansowanym stanie dekompozycji była w stanie wjechać na publiczny parking i zaparkować samochód? – dodaje Bellinger.

 

W dniu 5 lipca Prokuratura nagle zmieniła front. Okazało się - mimo wcześniejszych wątpliwości - że  teraz jest już wszystko jasne:

2010-07-05 / 14:23
Alkohol przyczyną śmierci dra Ratajczaka

Prokuratura umorzyła postępowanie prowadzone w sprawie śmierci dr Dariusza Ratajczaka, byłego pracownika UO, osądzonego w sprawie tzw. kłamstwa oświęcimskiego. Trzy tygodnie temu jego ciało znaleziono w samochodzie zaparkowanym pod CH Karolinka.

- Z przeprowadzonej sekcji zwłok wynika jednoznacznie, że przyczyną zgonu było ostre zatrucie alkoholem. Wykluczyliśmy udział osób trzecich, dlatego postępowanie zostało umorzone - wyjaśnia Artur Jończyk, prokurator rejonowy.

 

A więc prześledźmy, jak powstawały konkluzje śledztwa.


Śledztwo

Dzięki opublikowanym w Internecie aktom można sprawdzić, jak faktycznie wyglądało śledztwo.

Z akt wynika, że:
zgon Ratajczaka potwierdził lekarz pogotowia w dniu 11.06.2010 r. o godz. 18.10 bez podania przyczyn z dodatkową adnotacją „zwłoki w stanie rozkładu” K. 2,
w protokole oględzin miejsca i osoby policja stwierdziła, że przednie drzwi samochodu były otwarte, a bagażnik uchylony, nie było widocznych uszkodzeń zewnętrznych samochodu, zwłoki leżały na plecach między przednimi a tylnymi siedzeniami (tylne drzwi były zamknięte na zamek), w samochodzie odnaleziono torby z odzieżą, dokumenty, w tym dokumenty samochodu, książki, 2 zegarki, telefon komórkowy z ładowarką, pieniądze w kwocie 1.830 zł,
z akt wynika, że ciało zostało odnalezione przez ochroniarza galerii ok. godz. 17 z minutami; ochroniarza powiadomił jakiś mężczyzna, który  spostrzegł w zaparkowanym samochodzie nieprzytomnego człowieka i sygnalizował nieprzyjemny zapach; po zajrzeniu przez szybę i stwierdzeniu, że jest tam rozkładające się ciało, ochroniarz wezwał policję,
dalej w aktach znajduje się zeznanie strażaka wezwanego na miejsce około godz. 17.50, strażak udał się na miejsce z apteczką, po dostrzeżeniu przez szybę rozkładającego się ciała, znajdującego się pomiędzy siedzeniami, powiadomił on swojego dowódcę, który wezwał policję,
na dalszych kartach znajdują się notatki urzędowe z ustaleń policji dokonanych na podstawie adresów odnalezionych w samochodzie (byłej właścicielki od której Dariusz Ratajczak nabył samochód (za pośrednictwem komisu) oraz ojca Dariusza Ratajczaka (adwokata Cyryla Ratajczaka) ; z ustaleń tych wynikało, że właścicielem samochodu, w którym odnaleziono zwłoki był Dariusz Ratajczak oraz że Ratajczak był osobą bezdomną, gościł u swojego ojca do 20 maja, a w tym dniu wyprowadził się, gdyż obaj panowie nie zgadzali się z powodu alkoholizmu Dariusza, nadto Dariusz Ratajczak miał wkrótce wyjechać do Holandii,
w notatkach urzędowych Policji z 12 czerwca jest też informacja, że z kamer obejmujących swoim zasięgiem pole na którym odnaleziono samochód, nie można rozpoznać kształtu ani marek samochodów i widoczne są tylko kontury osób,
na dalszych stronach akt znajdują się protokoły przesłuchań byłej właścicielki samochodu Renault Kangoo 1,9 TDI oraz żony właściciela komisu samochodowego, za pośrednictwem którego D. Ratajczak nabył samochód; osoby te potwierdziły, że D. Ratajczak zakupił samochód pod koniec stycznia 2010 roku;
notatka urzędowa policji z 14 czerwca 2010 r. zawiera informacje, iż z ustaleń z ochroną Centrum Handlowego na podstawie zapisów z monitoringu, wynika iż pojazd Renault Kangoo wyjeżdżał wieczorem 27 maja z parkingu, wjeżdżał 28 maja, w dniu 5. czerwca z samochodu tego wychodziła jakaś osoba o godz. 8.27 rano, a wieczorem o godz. 21.17 podjechał tam Audi-4 z dwoma mężczyznami i że pracownikom ochrony wydaje się, że samochód takiej samej marki podjeżdżał już wcześniej do Renault; ochroniarze mieli też ustalić inne terminy parkowania Renault oraz numery rejestracyjne Audi,
w dniu 14 czerwca policja zabezpieczyła 29 płyt z nagraniami z monitoringu za okres od 28 maja do 11 czerwca,
w dniu 16 czerwca przesłuchano ojca Dariusza Ratajczaka – zeznał on, że ostatni raz widział syna w dniu 28 maja, gdy przyjechał on pożegnać się z nim przed wyjazdem do pracy do Holandii, że syn był spakowany – oprócz rzeczy osobistych miał zapakowane dokumenty oraz kwotę 2500 euro w saszetce na szyi,
w dniu 16 czerwca przesłuchano też siostrę Dariusza Ratajczaka, która zeznawała o rozpoznaniu ciała brata i rzeczy do niego należących (m.in. sygnet na palcu, zegarki), o tym, że ostatni raz widziała go pod koniec kwietnia oraz że rozmawiała z nim telefonicznie w dniu 27 maja o wyjeździe do Holandii; siostra zeznała, że Dariusz cierpiał na chorobę alkoholową,
w dniu 16 czerwca powołano biegłego w celu ustalenia przyczyn zgonu i dokonania oględzin i sekcji zwłok D. Ratajczaka,
w dniu 16 czerwca wszczęto śledztwo sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Dariusza Ratajczaka (sic!) i powierzono śledztwo Komendzie Miejskiej Policji w Opolu,
w dniu 21 czerwca na podstawie badań daktyloskopijnych potwierdzono, że odnalezione zwłoki należały do Dariusza Ratajczaka,
w dniu 17 czerwca  dokonano oględzin i sekcji zwłok Dariusza Ratajczaka; w sporządzonej opinii stwierdzono, że nasilone zmiany pośmiertne w istotny sposób utrudniają określenie przyczyny zgonu, że nie stwierdzono dających się zarejestrować zmian urazowych, że badania chemiczne krwi wykazały wysokie stężenie alkoholu etylowego, które mogły spowodować zgon; przyjęto, że przyczyną zgonu denata było ostre zatrucie alkoholem etylowym, a przeprowadzone dotychczas badania nie dają podstaw do przyjęcia innej przyczyny jego śmierci. Fragmenty mięśni i żeber pobranych do badań zabezpieczono na okres 6 miesięcy i zniszczono,
w dniu 30 czerwca Komenda Miejska Policji umorzyła śledztwo, twierdząc, iż ustalono brak znamion czynu zabronionego; w uzasadnieniu lakonicznie stwierdzono, że oględziny samochodu i zwłok nie ujawniły działania osób trzecich, a nadto podano – na podstawie opinii biegłego – iż: „nasilone zmiany pośmiertne w sposób istotny utrudniają określenie przyczyny zgonu denata. W trakcie badań pośmiertnych nie stwierdzono dających się rejestrować zmian urazowych……..Badania chemiczne krwi wykazały wysokie stężenia alkoholu etylowego, które mogły spowodować zgon. Tak zatem można przyjąć, że przyczyną zgonu denata stałe się ostre zatrucie alkoholem etylowym, a przeprowadzone dotychczas badania nie dają podstaw do przyjęcia innej przyczyny śmierci”,
w dniu 6 lipca siostra Dariusza Ratajczaka złożyła wniosek o udostępnienie akt oraz złożyła Zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa, powołując się na fakt, iż Policja nie przeprowadziła żadnych czynności w związku ze złożonym przez nią wnioskiem dowodowym, w którym podnosiła zaginięcie dowodu osobistego, paszportu, prawa jazdy, kart bankomatowych Dariusza Ratajczaka oraz  kwoty 2.500 Euro, a także domagała się ustalenia, czy na kontach bankowych brata nie zaginęła znaczna kwota pieniędzy pozostała po sprzedaży mieszkania należącego do brata,
w dniu 19 lipca Prokuratura Rejonowa w Opolu wydała Postanowienie o wyłączeniu materiałów w celu przeprowadzenia śledztwa dotyczącego zaboru w celu przywłaszczenia dokumentów oraz pieniędzy,
w dniu 9 września Sąd Rejonowy w Opolu odrzucił zażalenie siostry Dariusza Ratajczaka na postanowienie o umorzeniu śledztwa, twierdząc, że nie podała ona żadnych nowych okoliczności – dowodów, które należałoby przeprowadzić w sprawie, a wskazane przez nią okoliczności dotyczą podejrzenia popełnienia innego przestępstwa, w związku z czym w tym kierunku będzie prowadzone odrębne postępowanie.

 


 

Wnioski

W mojej ocenie przeprowadzone śledztwo jest kpiną z państwa prawnego.
 
Nie przeprowadzono żadnych czynności w celu uprawdopodobnienia daty zgonu Dariusza Ratajczaka. Nie wiadomo, czy zmarł on w dniu 28 maja czy też później.
W aktach sprawy – poza policyjną notatką z dnia 14 czerwca – nie ma żadnych śladów analizy z zapisów monitoringu na parkingu wokół centrum handlowego, mimo tego że Policja zabezpieczyła 29 płyt z takimi zapisami.
Nie wyjaśniono kwestii tajemniczego Audi-4, które być może przywoziło osoby kontaktujące się z Dariuszem Ratajczakiem.
Z notatki z dnia 14 czerwca wynika, że prawdopodobnie jeszcze 5 czerwca Ratajczak żył. Nie podjęto żadnych czynności w celu wyjaśnienia co robił w okresie od 28 maja do 5 czerwca i dlaczego w dniu 28 maja nie wyjechał do Holandii.
Bardzo późno, bo dopiero 17 czerwca,  przeprowadzono sekcję zwłok Ratajczaka. Było to skandaliczne zaniedbanie, skoro zwłoki znaleziono 11 czerwca już w stanie rozkładu. Przecież każdy dzień pogłębiał zmiany pośmiertne, a więc utrudniał wykrycie ewentualnych zmian urazowych. Osobną kwestią jest, czy tak późne przeprowadzenie badań chemicznych krwi nie spowodowało zafałszowania ich wyników (kwestia alkoholu endogennego powstającego po śmierci).
Opinia biegłego jest asekuracyjna ("nasilone zmiany pośmiertne utrudniają określenie przyczyny zgonu", "nie stwierdzono dających się zarejestrować zmian urazowych", "można przyjąć, ze przyczyną zgonu denata było…", "przeprowadzone dotychczas badania nie dają podstaw do przyjęcia innej przyczyny…"). Jednocześnie biegły nie wskazał innych badań, które należałoby przeprowadzić.
Arbitralne twierdzenie organów ścigania, że na miejscu zdarzenia nie stwierdzono działania osób trzecich, jest zadziwiające wobec faktu, że samochód miał otwarte przednie drzwi, a ciało było nienaturalnie wciśnięte między siedzeniami.
Zaskakujące jest też, że organy ścigania z własnej inicjatywy nie wyjaśniły co się stało z dowodem osobistym, paszportem, prawem jazdy, kartami i pieniędzmi Ratajczaka, skoro wiedziały, że miał on wyjechać do Holandii, a wszystkie szczegóły podawane przez rodzinę – w związku z tym wyjazdem – zostały potwierdzone.
Musi też wzbudzać wątpliwość wyłączenie postępowania w sprawie kradzieży dokumentów i pieniędzy do odrębnego śledztwa, tak jakby nie brano w ogóle pod uwagę wersji zabójstwa Ratajczaka z motywów rabunkowych.
Samo zresztą ukierunkowanie śledztwa już w postanowieniu o jego wszczęciu tylko w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci musiało dziwić i jawić się jako tendencyjne.

Moim zdaniem sposób prowadzenia niniejszego śledztwa narusza standardy Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności i nadaje się do zaskarżenia do ETPCz w związku z artykułem 6 Konwencji.

-------------------------------------------------

PRZEKAŻ 1% podatku na rzecz Stowarzyszenia przeciw Bezprawiu, do PIT-u wystarczy wpisać tylko: KRS - 0000273382.

 ze strony:

http://www.niepoprawni.pl/blog/417/prawo-do-zycia-dr-ratajczak-i-wymiar-sprawiedliwosci

 

 Pisma Dariusza Ratajczaka, oraz początek końca jego kariery naukowej:

http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=362