Autor: Jacek Bezeg (2014-10-20)

 

Patrząc z ukosa

Patrząc nieco z ukosa na
to co się dzieje w naszym pięknym mieście Opolu w związku z nadchodzącymi nieuchronnie wyborami do lokalnych organów samorządowych  nie sposób uniknąć pewnych skojarzeń. Nieodparcie nasuwa się na myśl zasada będąca zdaniem Stanisława Michalkiewicza podstawową, wprost konstytucyjną, acz nie zapisaną nigdzie, zasadą naszej III RP.


„Wy nie ruszacie naszych, a my nie ruszamy waszych.”

Niektórym  mogą się nawet nasuwać skojarzenia z jakimiś „spiskowymi teoriami”, lecz jako ludzie rozsądni wiemy, że niczego takiego jak spiski na tym świecie nie było, nie ma i nie będzie. Nie będę więc nikogo o nic podejrzewał, a tylko nieco się zdziwię.

 Cóż mnie zadziwia?

Oto jedna ze starających się o rządy w naszym mieście partii dostarczyła dokumenty niezbędne do zarejestrowania swych kandydatów z rozmaitymi wadami. Nic to dziwnego. Zdarza się przecież zawsze i z tego powodu zwykle zbiera się więcej podpisów popierających niż wymagane minimum, tak aby po sprawdzeniu ( i usunięciu błędów) przez komisje wyborcze zostało jeszcze przynajmniej tyle ile wymagają przepisy.
Cóż takiego ciekawego może być w tej sytuacji, żeby aż się dziwić?
Otóż wady jakie wykryto na dostarczonych listach poparcia były dwojakiego rodzaju.
Jeden rodzaj to wpisanie danych niekompletnych, błędnych lub danych osób nie uprawnionych do udzielania takiego poparcia. Takie błędy powodują skreślenie osoby z listy i niczego więcej poza jej skróceniem spowodować nie mogą.
Drugi rodzaj nieprawidłowości wykrytych na listach poparcia był jednak zupełnie innego kalibru. Otóż lenistwo, albo może brak rzeczywistego poparcia, spowodowało, że listy zawierające podpisy osób popierających kandydatów w jednym z okręgów skserowano i użyto dla „udzielenia poparcia” kandydatom w innych okręgach. To już nie jest błąd, to jest przestępstwo fałszerstwa dokumentów, ponoć zagrożone karą więzienia do lat 3. Przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej nie miał wielkiego wyboru. Musiał skierować do prokuratury informację o jego popełnieniu inaczej stałby się wspólnikiem.

Cóż w tym wszystkim jest dziwnego?
 Przecież przedstawiciele tej „opcji politycznej” już władzę w naszym mieście sprawowali i dokonali „przekształceń własnościowych” na taką skalę, że prokuratura i sądy musiały ich podsumowywać i oceniać. No więc nie powinienem się dziwić, wszak „dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze, ten młody zdusi centaury” – powiada poeta. Więc to, też mnie nie dziwi.


Dziwi mnie - swoista zmowa milczenia nie tylko mediów, ale i konkurentów politycznych tej opcji. Wydawać by się mogło, że zrobiliby wszystko, aby tylko przeciwnika pogrążyć, zdeptać, zdusić,  a jednak.. .  A jednak tego jednego nie uczynią. Wszyscy rozważają i deliberują o tym, czy można popierać kogoś w Opolu jeśli się tu nie mieszka, czy można udzielać poparcia nie znając swojego adresu albo PESELU i tak dalej, i temu podobnie.
I wszyscy się już dziwią: „A właściwie to czemu nie?”
 Tylko prokurator zachowuje dostojne milczenie.

I tylko tego jednego pytania nie spotkałem:

„Czy to wypada, starać się nadal o prawo do zarządzania miastem, jeśli się zostało przyłapanym na przestępstwie już na samym początku tych starań?”

„Czy jest szansa na to, że wyborcy wybaczą / zapomną i będzie jednak można się dorwać do Ratusza, aby ich przez kolejne lata uszczęśliwiać?”

Tylko to mnie dziwi.

Jacek Bezeg