Autor: wpisał j.b. (2014-02-25)

 

Żegnamy Stanisława Dobrzyńskiego...

   W Kanadzie na emigracji politycznej zmarł 22 lutego 2014 roku Stanisław Dobrzyński. Urodzony w 1939 roku aktywnie włączył się w ruch Solidarności.  Po ustąpieniu Grzegorza Fraszka z funkcji przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji Związkowej Solidarności w Kluczborku Staszek  (tak zawsze zwracałam się do niego), z zawodu mechanik samochodowy, pracownik   kluczborskiego PKS został wybrany nowym przewodniczącym MKZ-u . Był szefem kluczborskiej Solidarności do ogłoszenia stanu wojennego. Internowano go w nocy z 12 na 13 grudnia. Internowanie miało miejsce w ratuszu otoczonym kordonem milicji. Staszka trzymano w obozie najpierw w Opolu (areszt śledczy przerobiony na obóz internowanych) a następnie w Nysie (zakład karny przerobiony na obóz internowanych).
   Na wolność wyszedł w końcu kwietnia 1982.  W okresie legalnej działalności Solidarności Staszek Dobrzyński okazał się bardzo dobrym przewodniczącym Związku, dobrym organizatorem, a jeszcze lepszym kolegą. W czasie, gdy przetrzymywany był w obozie za pośrednictwem żony Janiny utrzymywał kontakt z powstałą w grudniu 1981 konspiracyjną drukarnią grupy Kruk założoną przeze mnie.  Kluczborska bibuła drukowała nawet teksty przewodniczącego kluczborskiej Solidarności trzymanego w obozie - naturalnie anonimowo. Jego żona Janina była nie tylko łącznikiem pomiędzy mężem, a konspiracyjną drukarnią - była współorganizatorką naszej konspiracyjnej siatki i aktywnym kolporterem kluczborskiej bibuły i hasłowych ulotek.
   A sam Staszek po wyjściu z obozu wspierał moją działalność, tyle że nie brał udziału w kolportażu, gdyż był nonstop inwigilowany i śledzony. Wśród kluczborskich opozycjonistów Staszek cieszył się ogromnym zaufaniem i respektem.
Na emigrację Staszek wyjechał wraz z żoną Janiną i synem Zbigniewem pod koniec maja 1983 roku - po upływie dwuletniej kadencji, na jaką wybrano go w roku 1981.
   Wszyscy nadal żyjący członkowie konspiracyjnej grupy Kruk łączą się w bólu z rodziną naszego przyjaciela - Stanisława Dobrzyńskiego.
Bożena Szubert (Kawka)
 
 
 

Stanisław i Janina Dobrzyńscy – w Kluczborku


   Staszka w czasach legalnej Solidarności znałem jedynie z widzenia. Brakowało mi odwagi, aby do niego podejść i go zagadać.
   Osobiście poznałem go 25 grudnia 1981 w areszcie śledczym w Opolu, gdzie jak i on byłem trzymany jako internowany. Tego dnia pierwszy raz pozwolono wszystkim internowanym spotkać się w świetlicy aresztu. Zauważyłem Staszka (stał z E. Głowickim), podszedłem do niego i zacząłem mówić - "dzień dobry, nazywam się Andrzej Szubert i chciałem...". Nie dokończyłem - Staszek złapał mnie w objęcia, zaczął mnie ściskać mówiąc "to tak wyglądasz; żona mi mówiła na widzeniu, że ciebie internowano, ale nie wiedziałem kim jesteś".
   W obozie i po nim Staszek okazał się wspaniałym kolegą,  mimo dzielącej nas różnicy wieku  - Staszek był starszy ode mnie o prawie 20 lat. Pamiętam, jak w lutym 1982 Staszek wywołał mnie z celi i na korytarzu wręczył mi egzemplarz pierwszej kluczborskiej konspiracyjnej "Stobrawki", przemyconej na widzeniu przez jego żonę. Z dumą obiegłem wszystkie cele w obozie pokazując naszą kluczborską bibułę. Jeszcze jedną rzecz związaną ze Staszkiem i jego żoną doskonale pamiętam - gdy 24 lipca 1982 zwolniono mnie z obozu w Nysie po przyjeździe do Kluczborka poszedłem najpierw do mieszkania Staszka. Chciałem mu zameldować, że jestem na wolności. Chwilę posiedzieliśmy, pogadaliśmy (Staszek, jego żona i ja) i wtedy Staszek powiedział do mnie tak - "chodź, chcemy ciebie z kimś zapoznać". I zaprowadzili mnie do mieszkania Bożeny Kawki. Tak poznałem moją żonę.
   Mimo życia na emigracji (Dobrzyńscy w Kanadzie, my w Niemczech) utrzymywaliśmy ze Staszkiem i jego żoną częsty kontakt telefoniczny. A kiedyś oboje (Staszek z żoną) odwiedzili nas w Pforzheimie. Wielokrotnie też zapraszali nas do Kanady, ale nie udało się nam ich odwiedzić
 
   Z rodziną Staszka łączę się w bólu po zmarłym przyjacielu.
Andrzej Szubert







   Staszka poznałem w więzieniu w Nysie w czasie internowania. Był jednym z tych, którzy nie dali się złamać. Drwił z bezpieki i nigdy się nie poddał. Pamiętam go jako człowieka odważnego i prawdomównego. Nie były w stanie zaakceptować ugodowych tendencji zmierzających do porozumienia z komunistami. Tryskał energią, humorem, optymizmem i wiarą w zwycięstwo. Takiego go zapamiętam na zawsze.

   Cześć Jego pamięci!

                                                                                                Wiesław Ukleja