Autor: wpisał j.b. (2014-02-21)

 

 Czy wiecie co się dzieje w Pieniężnie?

 

    Ponad stu Rosjan upamiętniło gen. Czerniachowskiego w Pieniężnie


    PAP  18.02.2014

    Ponad sto osób uczestniczyło we wtorek w uroczystościach przed pomnikiem gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie na Warmii, zorganizowanych przez ambasadę rosyjską. Według organizatorów to dowód na to, jak ważny dla Rosjan jest pomnik, który chcą rozebrać władze miasta.

    Uroczystości upamiętnienia 69. rocznicy śmierci Czerniachowskiego zorganizowała Ambasada Federacji Rosyjskiej. Do Pieniężna przyjechało we wtorek ok. stu Rosjan z pobliskiego Kaliningradu, w tym gubernator Nikołaj Cukanow. Byli też przedstawiciele ambasad Białorusi i Ukrainy. Jak powiedział dziennikarzom rosyjski ambasador Aleksander Aleksiejew, taki skład delegacji świadczy o tym, jak ważne dla Rosjan jest uczczenie generała.

    Ambasador podkreślił, że strona rosyjska uważa, że pomnik Czerniachowskego musi pozostać w Pieniężnie. Odniósł się w ten sposób do uchwały miejscowej Rady Miasta, która pod koniec stycznia wyraziła wolę rozebrania pomnika, co wywołało oburzenie w Rosji. Radni przyjęli tę uchwałę, bo sowiecki generał był odpowiedzialny za likwidację oddziałów AK na Wileńszczyźnie.

    Czy naprawdę Państwo chcecie, żeby zaczęła się wojna pomnikowa? Wątpię, czy to jest dobry pomysł, który możemy przedstawić naszym społeczeństwom" - stwierdził ambasador. Przypomniał, że w czasie II wojny na terenie Polski zginęło ponad 600 tys. radzieckich żołnierzy. Dlatego - w jego ocenie - plany rozbiórki pomnika zostały bardzo negatywnie odebrane w Rosji i mogą wpływać na wzajemne stosunki z Polską. "Proszę się zastanowić, czy ten problem jest nam dodatkowo potrzebny, oprócz tych wszystkich, które jeszcze są" - mówił.

    Ambasador przyznał, że wcześniej nie organizowano oficjalnych uroczystości w tym miejscu. Tłumaczył to bardzo dużą liczbą rosyjskich cmentarzy wojennych i pomników, które były odwiedzane do tej pory przez rosyjskie delegacje. "Dlatego będziemy tu przyjeżdżali i pokazywali, jak jest to dla nas ważne" - zapowiedział.

    Według organizatorów, za pośrednictwem polskiego MSZ uzyskano wszelkie niezbędne zezwolenia na przeprowadzenie uroczystości w Pieniężnie. Ambasador odniósł się również do zarzutu, że Rosjanie odnowili pomnik Czerniachowskiego, nie informując o tym strony polskiej. Jak wyjaśnił takie prace prowadzili wolontariusze, bo pomnik był zaniedbany i pomazany przez wandali.

    "To byli ludzie, którzy zobaczyli, co się dzieje z tym pomnikiem i chcieli doprowadzić go do porządku. Nikt ich nie organizował. To przejaw nastrojów, jakie w tej sprawie panują w Rosji" - ocenił.

    Uczestnicy uroczystości składali wieńce i goździki pod monumentem. Poza oficjalnymi delegacjami, grupą kadetów i mieszkańcami obwodu kaliningradzkiego przy pomniku pojawił się poczet sztandarowy Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II wojny św. Jeden z członków tego stowarzyszenia 89-letni Leopold Kelak powiedział PAP, że przyjechał, żeby sprzeciwić się planom rozbiórki pomnika, bo może to zepsuć stosunki między Polakami i Rosjanami.

    Pod pomnik przyszło też czterech radnych z Pieniężna, którzy głosowali przeciwko uchwale wyrażającej wole rozebrania monumentu. Wśród nich był przewodniczący rady Zbigniew Żyndul. Jak przekonywał, spory historyczne nie są nikomu potrzebne. "Żyjmy dniem dzisiejszym i patrzmy, co będzie jutro" - powiedział.

    Kilkanaście metrów od miejsca, gdzie odbywały się uroczystości, ustawiła się kilkuosobowa grupa przeciwników pozostawienia pomnika. Trzymali ogromny biało-czerwony transparent z napisem "Przestrzeń dla Armii Wyklętych". Po odjeździe rosyjskiej delegacji na chwilę zasłonili pomnik płachtą ze znakiem sierpa i młota, stylizowanym na swastykę. Jak tłumaczyli, chcieli w ten sposób pokazać, że pomniki należą się polskim bohaterom, a nie "sowieckim mordercom AK-owców".

    W uroczystościach nie brał udziału wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski, który - jak powiedziała PAP jego rzeczniczka Edyta Wrotek - nie otrzymał oficjalnego zaproszenia i miał w tym dniu zaplanowane obowiązki. Nie było też burmistrza Pieniężna Kazimierza Kiejdy. Jak wyjaśnił nie przyszedł, bo uważa, że była to polityczna manifestacja strony rosyjskiej w obronie pomnika.

    Pomnik Czerniachowskiego zbudowano na początku lat 70. ub. wieku przy wjeździe do Pieniężna. Prawdopodobnie niedaleko tego miejsca radziecki dowódca został śmiertelnie ranny podczas operacji wschodniopruskiej w lutym 1945 r. Generała pochowano w Wilnie, a po odzyskaniu przez Litwę niepodległości, jego szczątki przeniesiono na cmentarz w Moskwie. Wileński pomnik Czerniachowskiego przeniesiono natomiast do rosyjskiego Woroneża.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114877,15482367,Ponad_stu_Rosjan_upamietnilo_gen__Czerniachowskiego.html

 

    W Pieniężnie - bez zgody Polaków - Rosjanie oddali hołd "katu Armii Krajowej"
     

    W Pieniężnie rosyjska delegacja złożyła dziś kwiaty pod pomnikiem generała Iwana Czerniachowskiego. Razem z nimi przyjechało około 100 osób, w tym przedstawiciele ambasad Rosji, Ukrainy i Białorusi - poinformował portalbraniewo.pl. Bezprawnie wyremontowali pomnik i wycięli okoliczne krzewy.

    Konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Gdańsku Aleksander Karaczewcew poinformował wojewodę warmińsko-mazurskiego o planach zorganizowania takich uroczystości. Wojewoda przesłał tę informację Kazimierzowi Kiejdo, burmistrzowi Pieniężna, który powinien zadecydować o wydaniu zezwolenia na zwołanie zgromadzenia. — Poprosiłem Rosjan o uzupełnienie dokumentów, ale nie otrzymałem tego— mówi burmistrz Kiejdo. Rosjanie powiedzieli, że zwrócą się w tej sprawie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Burmistrz nie wydawał także pozwolenia na prace remontowe, jakie grupa Rosjan przeprowadziła przy pomniku w ubiegłym tygodniu. Rosjanie zamalowali napisane sprayem nazwy klubów sportowych i odmalowali pomnik na biało. Wycięli także część rosnących w pobliży krzaków.

    — Nie może być tak, że ktoś samowolnie zaczyna remontować pomnik, nie starając się o zgodę — mówi Kazimierz Kiejdo. — Były tam prowadzone prace na wysokościach, na drabinie. Kto by odpowiadał, gdyby coś się stało? Na miejscu byli policjanci, którzy wylegitymowali Rosjan. Ci twierdzili, że mają ustną zgodę burmistrza. Burmistrz jednak temu zaprzecza. Nie mniej jednak policyjne postępowanie zakończyło się tylko na wylegitymowaniu. Według opinii Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, aby remontować pomnik generała, należało mieć zgodę Rady.

    Sekretarz Urzędu Miasta w Pieniężnie Daniel Piotrkowski powiedział, że burmistrz ani żaden z przedstawicieli urzędu nie brał udziału z złożeniu kwiatów przez Rosjanami pod pomnikiem. - My zrobiliśmy swoje teraz czas na działanie MSZ i polskich władz - podkreślił w rozmowie z portalem niezalezna.pl.

    Kilkanaście metrów od miejsca, gdzie odbywały się rosyjskie uroczystości, ustawiła się kilkuosobowa grupa przeciwników pozostawienia pomnika. Trzymali ogromny biało-czerwony transparent z napisem "Przestrzeń dla Armii Wyklętych". Po odjeździe rosyjskiej delegacji na chwilę zasłonili pomnik płachtą ze znakiem sierpa i młota, stylizowanym na swastykę. Jak tłumaczyli, chcieli w ten sposób pokazać, że pomniki należą się polskim bohaterom, a nie sowieckim mordercom AK-owców. W obronie pomnika "kata AK" stanęli politycy SLD — Tadeusz Iwiński i Władysław Mańkut, a Bolesław Tejkowski, jako przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej, napisał w specjalnym liście:  „W ocenie generała Iwana Czerniachowskiego i żołnierzy radzieckich nie słuchajcie kłamliwych relacji fałszywych historyków finansowanych przez neonazistowskich Niemców i na ich polecenie fałszujących historię II wojny światowej.”.

    [ładne fotografie patrz - link ]

    http://niezalezna.pl/52005-w-pienieznie-bez-zgody-polakow-rosjanie-oddali-hold-katu-armii-krajowej

    Burmistrz Pieniężna o Rosjanach panoszących się wokół pomnika sowieckiego generała: "Najbardziej irytujące jest to, że nasze władze nabrały w tej sprawie wody w usta". WYWIAD

    Od prawie tygodnia do Pieniężna w woj. warmińsko-mazurskim przyjeżdżają grupy Rosjan jak do siebie i robią porządki wokół pomnika sowieckiego generała, który brał udział w akcji mordowania żołnierzy Armii Krajowej.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Czy ktoś w Warszawie wie co się dzieje w Pieniężnie? "Kilka dni temu przybyła z Rosji ekipa i bez wymaganej zgody zaczęła remontować pomnik"

    Policja w zasadzie nie interweniuje, gdyż Rosjanie poinformowali patrol, że... burmistrz miasta pozwolił. O tym, czy faktycznie pozwolił i co się dzieje w Pieniężnie rozmawiamy z jego burmistrzem Kazimierzem Kiejdo.

     

     

    wPolityce.pl: Co się teraz dzieje w Pieniężnie. Bo Polaków może bardzo niepokoić zachowanie się Rosji w sprawie pomnika sowieckiego generała.


    Kazimierz Kiejdo, burmistrz Pieniężna
: Tak, to może być niepokojące. A najbardziej irytujące jest to, że nasze władze nabrały w tej sprawie wody w usta. A przecież mają do wglądu komplet dokumentów. Żyjemy w państwie demokratycznym, mamy wolność myśli, sumienia, możemy więc wyrażać intencje w sposób cywilizowany i zgodny z prawem i taką też intencję w sprawie pomnika wyraziliśmy.

     

    Proszę opowiedzieć jak wyglądała sytuacja wokół pomnika w ostatnich dniach.


    Rosjanie w ubiegłotygodniową środę, w czwartek, w sobotę i dzisiaj pracowali przy pomniku. Szykują się do jutrzejszego dnia, bo mają przy pomniku zrobić sobie uroczystość. W tej sprawie wystąpili do wojewody o udzielenie pozwolenia na zgromadzenie, a wojewoda przesłał ten wniosek do mnie. Powiadomiłem konsula Rosji, że wniosek zawiera braki. Nie ma w nim wszystkich koniecznych załączników, m.in. czasu trwania zgromadzenia, liczby osób, języka jakim mają się porozumiewać uczestnicy zgromadzenia, sposobu ochrony itd. Poinformowałem konsula, że jeśli mi prześle wszystkie brakujące dokumenty, to wydam stosowną decyzję, czyli pozwolenie na zgromadzenie.

    Jednak przed godz. 16 (w piątek – przyp. red.) konsul zatelefonował, że jednak rezygnuje z przesłania tych dokumentów, bo to jest czyjaś inna właściwość. Poprosiłem więc, aby mi przesłał pisemną informację o rezygnacji z przesłania tych dokumentów, bo nie chciałem, aby mi tu wykręcił jakąś aferę. Nie przysłał pisma.

     

    No więc odbędzie się ta uroczystość czy nie?


    Ja nic o tym oficjalnie nie wiem.

     

    Dziwne wydaje się zachowanie policji, która od Rosjan „na gębę” przyjmuje informację, że pan zgodził się na robienie porządków koło pomnika. Faktycznie pozwolił im pan na czyszczenia monumentu?


    Nie, absolutnie nie wydałem im żadnego pozwolenia, ani dokumentu. To jest absurd, nonsens. To jest jakieś wrabianie mnie w coś, co nigdy nie miało miejsca. Tak więc wydaje się, że policja podkręciła tę całą sytuację pod gafę, aby nie interweniować.

     

    Czyli polska policja nie podejmując interwencji wobec obcokrajowców chciała uniknąć problemów natury politycznej?


    Tak, ja tak myślę.

     

    To przecież świadczy o dużej słabości państwa polskiego.


    Dla mnie w ogóle o słabości państwa polskiego świadczy to, że do tej pory – mimo wysłania przeze mnie kompletu dokumentów w sprawie usunięcia pomnika do wszystkich kompetentnych organów – nikt z naszych władz, co bardzo mnie boli, nie wypowiedział się na temat tego, że nasze lokalne działania były zgodne z prawem. Choć takie właśnie były. Zaś ze strony Rosji wypowiedział się już gubernator (enklawy królewieckiej – przyp. red.), wypowiedział się też rzecznik rosyjskiego MSZ.

     

    Wygląda więc na to, że władze w Warszawie nabrały wody w usta i czekają, ale na co? Na jakąś prowokację ze strony Rosjan? Pewnie czujecie się pozostawieni sami sobie.


    Tak można powiedzieć. Wymieniam informacje z wojewodą, a jedynie z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa mam stały kontakt i tylko ona wykazuje zainteresowanie sprawą.

     

    Rozmawiał Sławomir Sieradzki


    CZYTAJ TAKŻE: Ex-towarzysz Iwiński planuje oddać Moskwie kawał Europy, na razie w "ochronie mogił i pomników". Do interesu chce wciągnąć Sikorskiego

    http://wpolityce.pl/wydarzenia/74466-burmistrz-miasta-gdzie-rosjanie-panosza-sie-wokol-pomnika-sowieckiego-generala-najbardziej-irytujace-jest-to-ze-nasze-wladze-nabraly-w-tej-sprawie-wody-w-usta-nasz-wywiad

     

    Jerzy Zelnik: ludzie, którzy nas gnębili i wyrzynali nam najlepszych naszych rodaków, nie zasługują na pomniki

    Ludzie, którzy nas gnębili i wyrzynali nam najlepszych naszych rodaków, nie zasługują na pomniki. A na pewno nie na polskiej ziemi. Czczenie katów i upokarzanie ofiar czy ich potomków przez obecność tych pomników jest skandalem

    - mówi o pomniku w Pieniężnie znany i ceniony aktor Jerzy Zelnik.

     

    Rozmowa z Jerzym Zelnikiem, aktorem.

    Stefczyk.info:
gdy władze samorządowe podjęły decyzję o usunięciu pomnika generała Armii Czerwonej Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie, strona rosyjska zainteresowała się zapomnianym dawno monumentem. Po cichu odmalowała go, a obecnie organizuje obchody rocznicy śmierci Czerniachowskiego, który likwidował AK na Wileńszczyźnie. Rosjanie zdaje się chcą wywrzeć presję, by polska strona zmieniła zdanie. Jak pan to ocenia?

    Jerzy Zelnik: można powiedzieć słowami pieśni, która znakomicie nadaje się do skomentowania tej sprawy: „Człowiek najgorsze rzeczy zapomni, ale mnie zawsze drażni na mojej drodze każdy pomnik polsko-sowieckiej przyjaźni”. To jest fragment pieśni „Wizyta” o Żołnierzach Niezłomnych, którą chcemy zaśpiewać z Pawłem Piekarczykiem i Leszkiem Czajkowskim w miejscu, w którym władze chcą przywrócić pomnik tzw. Czterech Śpiących. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem obecności takich pomników w Polsce.

    Dlaczego?

    Ci ludzie, którzy nas gnębili i wyrzynali nam najlepszych naszych rodaków, nie zasługują na pomniki. A na pewno nie na polskiej ziemi. Czczenie katów i upokarzanie ofiar czy ich potomków przez obecność tych pomników jest skandalem. Wydaje się, że wciąż nie doczekaliśmy się tej Polski, o której marzyliśmy, z którą wiązaliśmy nadzieje wraz ze zmianami na przełomie 1989 i 1990 roku.

    Ta sprawa jest wciąż aktualna? Wielu nie widzi sensu w wydawaniu pieniędzy na usuwanie czy przenoszenie pomników.

    Upokorzeniem dla narodu, który się mieni być suwerennym, jest to, że toleruje te pomniki, które mu postawiono. Postawiono przemocą, postawiono, by napluć w twarz. Naród toleruje te pomniki w momencie, gdy podobno jest suwerenny i prostuje własną historię. To jest plucie w twarz. Gdy byliśmy półkolonią sowiecką niewiele mogliśmy zrobić, nie mieliśmy możliwości przeciwstawić się. Obecnie wydaje się, że nie umiemy wyjść z tego uzależnienia. Polska okazuje niemoc, jesteśmy wciąż uważani za Przywiślański Kraj. Z tego się nie wyzwoliliśmy.

    Dlaczego w pana ocenie dla Polaków nie jest nawet jasne, że takie pomniki należy usuwać? Wiele osób macha ręką gdy słyszy o takich pomysłach...

    Gdy patrzę na to, co dzieje się w Polsce zdaje mi się, że nasza suwerenność wciąż jest fasadowa. W gruncie rzeczy jesteśmy uzależnieni od różnego rodzaju szantażów polityczno-gospodarczych. To dotyczy i działań rosyjskich i niemieckich. W Polsce żyjemy niby w demokratycznym państwie prawa, ale to jest trochę właśnie na niby. To widać w wielu obszarach, w podejściu do opozycji, w antagonizowaniu społeczeństwa, przeciwstawiania jednych Polaków drugim. To stara metoda ćwiczona w Polsce od niemal 300 lat. Cały czas Polska jest rozgrywana przez Rosjan albo Niemców. Nasz rząd również jest niesamodzielny, jest w pewnej mierze wykonawcą poleceń. Mamy pozory państwa suwerennego, państwa prawa, państwa podmiotowego, ale co krok potykamy się o zależność...

    Rozmawiał Stanisław Żaryn



    http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/zelnik-te-pomniki-to-skandal,9881119894

     

    Ex-towarzysz Iwiński planuje oddać Moskwie kawał Europy, na razie w "ochronie mogił i pomników". Do interesu chce wciągnąć Sikorskiego

    Członek SLD Tadeusz Iwiński znowu nie wytrzymał. Tym razem wziął w swoje spracowane ręce - które kilka lat temu na oczach telewidzów wylądowały na pośladkach tłumaczki - sprawę zagrożonych sowieckich pomników w Polsce.

    Ex-towarzysz Iwiński ma twarde i niezmienne od co najmniej wczesnych lat 80. XX wieku poglądy. Niedawno sprzeciwił się upamiętnieniu przez Sejm zabójstwa Grzegorza Przemyka twierdząc, że "nie wiadomo kto odpowiada za zabójstwo". Nawet jego towarzysze partyjni nie wytrzymali braku jego politycznejelastyczności i odsunęli go na trochę od publiki.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Iwiński odsunięty od prac nad uchwałą ws. śmierci Przemyka, którą zablokował. Podobno nie konsultował stanowiska ani z klubem ani z Millerem

    Ten wierny syn partii komunistycznej, w której zaczął służyć dziełu Lenina i Stalina w 1967 roku i przetrwał tam aż do wyprowadzenia sztandarów w 1990 r., tym razem postanowił bronić pomnika sowieckiego generała-zbrodniarza Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie.

    Najnowsza historia, także naszego kontynentu, dowodzi, że trzeba zachowywać się niezwykle rozważnie oraz odpowiedzialnie w odniesieniu do rozmaitych pomników przeszłości

    - mówi Iwiński.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Postkomunista Iwiński w rosyjskim chórze wściekłych za usuwanie pomników zbrodniarzy sowieckich. Pisze list protestacyjny do Radosława Sikorskiego.

    Powiedział przy tym rzecz bardzo interesującą:

    Czy nie warto, aby w ramach Partnerstwa Wschodniego powstał program ochrony mogił, pomników i upamiętnienia miejsc związanych z weteranami i kombatantami II wojny światowej wywodzących się z tych właśnie państw i innych nam przyjaznych, np. Litwy, Łotwy, Estonii?

    - zapytał ex-towarzysz Iwiński.

    Ten z wykształcenia chemik-politolog (sic!) nie może być raczej podejrzewany o naiwność. On poprzez „program ochrony mogił” żołnierzy sowieckich chce zaproszenia Moskwy do wejścia na obszar, który ze względu na interesy Polski powinien być przed Kremlem chroniony. Mniejsza o to, czy Partnerstwo Wschodnie ma sens w obecnej postaci i przy obecnym „zaangażowaniu” polskiego rządu w sprawy wschodnie. Faktem jest, że pomysł dopuszczenia Moskwy Putina do współdecydowania (na razie o mogiłach i pomnikach) w obszarze postsowieckim i tzw. „bliskiej zagranicy”, może zrodzić się w głowie jedynie twardogłowego postkomunisty. Wiadomo bowiem, że Putin chwyci się każdych możliwości, aby ingerować w wewnętrzne sprawy byłych satelitów Związku Sowieckiego. Kwestię pomników sowieckich wykorzystałby "do bólu".

    Dawny tow. Iwiński deklaruje, że zna ileś tam języków. Jednak wygląda na to, że w każdym z nich potrafi jedynie wyrażać swą miłość do byłego Związku Sowieckiego.

    Ciekawe jak zareaguje na list byłego towarzysza Iwińskiego minister Radosław Sikorski. Twórca „strefy zdekomunizowanej” w swoim Chobielinie ostatnio wziął w obronę towarzyszy z rozwiązanych WSI. Na pokaz deklaruje on chęć zburzenia Pałacu Kultury, co powtarza z takim zacięciem, aby pewnie co bardziej wykształconym Polakom skojarzył się z Markiem Porcjuszem Katonem, który przy każdej okazji powtarzał w rzymskim senacie: „A poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć”. Jednak labilność umysłowości Sikorskiego, jego zmienność poglądów, może sprawić, że były tow. Iwiński wraz z Kremlem otrzymają prezent.

    http://wpolityce.pl/artykuly/74409-iwinski-planuje-oddac-moskwie-kawal-europy-na-razie-w-ochronie-mogil-i-pomnikow-do-interesu-chce-wciagnac-sikorskiego

    Słomka: "To, że towarzysz Iwiński hańbi siebie jako osobę prywatną ... to mu wolno. Ale zaangażowanie godności poselskiej w obronie obcych monumentów razi"

    Poseł Tadeusz Iwiński jest opłacany z naszych podatków. Choć mandat poselski ma charakter wolny to zaangażowanie w obronę totalitarnego pomnika w Pieniężnie wypada bardziej deputowanemu do parlamentu rosyjskiego. W defiladzie pod pomnikiem Czerniachowskiego będą uczestniczyli przedstawiciele Federacji Rosyjskiej, Białorusi i Ukrainy. Nie wiemy czy do Pieniężna przybędzie delegacja kubańska, wietnamska albo przedstawiciel Kim Dzong Una. Jednak nawet gdyby do polskiego miasta w obronie totalitarnego pomnika przybył towarzysz Putin lub niesiony przez miłośników pokoju z SLD w szklanej trumnie wiecznie „żywy Lenin” to w XXI wieku naciski na jakiekolwiek władze innego państwa w obronie komunistycznych pamiątek są skandaliczne. Komunizm i bratni mu nazizm kosztowały życie milionów ludzi.

    Komu pomnik, komu...

    Warto zapytać czy miłośnicy komunizmu z SLD będą inspiratorami budowy pomnika we wsi Gierłoż. Przecież to tam w kwaterze Adolfa Hitlera i Naczelnego Dowództwa Sił Zbrojnych III Rzeszy Claus Philipp Maria Schenk Graf von Stauffenberg dokonał słynnego i nieudanego zamachu. Skoro rodzimi miłośnicy Armii Czerwonej składają hołd radzieckiemu generałowi to w myśl przyjaźni stalinowsko-hitlerowskiej z lat 1939-41 powinni docenić też późniejszą „opozycję” w Wehrmachcie czy Waffen SS.

    Generał Armii Czerwonej Iwan Czerniachowski do historii Polski wpisał się niechlubnie. Jako dowódca 3. Frontu Białoruskiego był odpowiedzialny za realizację „operacji wileńskiej”.

    17 lipca 1944 roku w ramach tajnej operacji rozbrajania żołnierzy Armii Krajowej gen. Iwan Czerniachowski wraz z gen. Iwanem Sierowem, przysłanym przez NKWD, prowadził rozmowy z dowództwem AK, podstępem wezwał na odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego komendanta płk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, dowódcę Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu AK oraz szefa sztabu mjr. Teodora Cetysa „Sława”. Tam polscy dowódcy zostali rozbrojeni i aresztowani. Tego samego dnia, w godzinach popołudniowych, w miejscowości Bogusze miała się odbyć odprawa dowódców oddziałów partyzanckich, na którą zapowiedział przybycie zarówno ppłk „Wilk”, jak i gen. Czerniachowski. Odprawa zakończyła się jednak rozbrojeniem oficerów przez oddziały NKWD.

    Ciało generała pochowano w Wilnie, na jednym z centralnych placów miasta, który też otrzymał nazwę Placu Czerniachowskiego (przed wojną Elizy Orzeszkowej). W 1950 roku na cześć sowieckiego dowódcy postawiono tam pomnik.

    Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości w 1993 roku szczątki Czerniachowskiego przeniesiono do Moskwy i pochowano na Cmentarzu Nowodziewiczym. Wileński pomnik sowieckiego generała został zdemontowany i przeniesiony na jeden z placów w rosyjskim Woroneżu.

    Czas rozliczenia nadchodzi

    Kandydat na kandydata do fotela eurodeputowanego Tadeusz Iwiński w myśl poprawności politycznej może uzasadnić wszystko. Zaprosić dla przykładu ambasadora Niemiec na fetowanie odsłon pomników najeźdźców wszelkiej maści. Tyle, że wątpię czy przedstawiciel Niemiec brałby udział w upamiętnianiu nazistów. Iwiński w tym wszystkim zapomina, że nawet w Olsztynie musi się mu przypominać przez artystyczny performance o czerwonych korzeniach jego kariery!

    To, że towarzysz Iwiński hańbi siebie jako osobę prywatną ... to mu wolno. Ale zaangażowanie godności poselskiej w obronie obcych monumentów razi. Chyba, że wzorem Rokossowskiego czy Popławskiego zamierza zmienić obywatelstwo na rosyjskie i kandydować w wyborach do Dumy. Jak Gérard Depardieu mógłby skorzystać na niskich podatkach mając przy tym dozgonną wdzięczność Rosjan za polityczne hucpy w obronie ich tożsamości narodowej.

    Zamierzam złożyć zawiadomienie o przestępstwie posła Iwińskiego z art. 256 Kodeksu karnego, cyt. „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa (...)”.

    Jeśli prokuratura odmówi prowadzenia sprawy skieruję do sądu subsydiarny akt oskarżenia poparty publikacjami polityka SLD z lat PRL oraz licznymi jego publicznymi wypowiedziami pochwalającymi komunistyczny totalitaryzm już w czasach III RP.

    Adam Słomka - Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI, poseł na Sejm RP (1991-2001)

     

    http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/slomka-czy-iwinski-promuje-totalitaryzm,9881492888

     

    http://wpolityce.pl/artykuly/74472-slomka-to-ze-towarzysz-iwinski-hanbi-siebie-jako-osobe-prywatna-to-mu-wolno-ale-zaangazowanie-godnosci-poselskiej-w-obronie-obcych-monumentow-razi