Autor: Amator (2010-09-01)

O niemieckim barbarzyństwie, lojalnych inaczej zachodnich sojusznikach i przyszłości Polski czyli refleksje z okazji 1 września


 

Dzisiaj mija kolejna rocznica wybuchu II wojny światowej. Najbardziej krwawych zmagań w dziejach ludzkości. Po dziś dzień nasuwa się pytanie: jak to się mogło stać, że w Niemczech- teoretycznie cywilizowanym kraju mogło w sposób demokratyczny dojść do władzy barbarzyństwo w postaci hitleryzmu? Wszak Adolf Hitler i jego NSDAP była cudownym dzieckiem demokracji.

Jednakże należy pamiętać, że niemiecka polityka bez względu na czas miała i ma pewne cechy wspólne. Po prostu posiada pewną ciągłość i jest realizowana bez względu na epokę, tudzież ustrój polityczny panujący w tym kraju. Zmieniają się tylko metody i instrumenty w realizacji tejże polityki. Szczególnie jest to dostrzegalne w „Drang nach Osten”- niemieckim parciu na Wschód. A na tym Wschodzie pierwszą zaporą geostrategiczną jest i była…Polska.

Czy Niemcy i ich metody zmieniły się w ciągu wieków? Podczas oblężenia Głogowa w 1109 r. Niemcy do swoich machin oblężniczych przywiązali dzieci głogowskie licząc, że podczas szturmu polscy obrońcy twierdzy złamią się widokiem swoich dzieci. Do historii przeszedł krzyk tych dzieci skierowany w stronę obrońców: „Bijcie! Z ojca ręki nie boli!”. Kilkaset lat później w trakcie Powstania Warszawskiego Niemcy przed swoje czołgi i oddziały pacyfikujące powstanie w celu własnej osłony wypuszczali polską ludność cywilną: kobiety i dzieci.

Oddajmy głos profesorowi Zygmuntowi Wojciechowskiemu, jednemu z największych polskich historyków i geopolityków, założycielowi i pierwszemu szefowi Instytutu Zachodniego: „(…) Antypolski program Adolfa Hitlera jest syntezą poczynań wszystkich jego poprzedników, od Henryka II po Wilhelma II, a zwłaszcza doskonałą syntezą działań brandenburskich i krzyżackich. Cóż innego czynili Brandenburczycy od połowy wieku XIII w ziemi lubuskiej i w >Nowej Marchiiordensburgach< kształcił przyszłych >fuhrerów<. Prototypem >volksdeutschów< są Niemcy na dworach książąt dolno- śląskich w końcu XIII w. i wójt krakowski Albert z pocz. XVI stulecia; przecież ci Niemcy już wówczas doradzali młodym książętom śląskim, ażeby >wytępili cały naród polski a zwłaszcza osoby duchowne i rycerzy<. Program eksterminacji polskiej elity narodowej jest tu już bez reszty postawiony. Ci Niemcy to zarazem prototyp późniejszej kamaryli niemieckiej na dworach carskich, są to poprzednicy późniejszych >sturmerów<” (Zygmunt Wojciechowski- „Polska- Niemcy. Dziesięć wieków zmagania”, str. 258-259, Wydawnictwo Instytutu Zachodniego, Poznań 1945).

W kontekście rocznicy wybuchu II wojny światowej nie sposób uciec od zadania sobie kolejnych pytań, tym razem o lojalność naszych zachodnich sojuszników, bo wrzesień 1939 r., to bolesna lekcja realizmu politycznego i naszego geopolitycznego położenia. Warto przytoczyć fragment „Wspomnień” generała Reinharda Gehlena, oficera Abwehry podczas II wojny światowej i kierownika oddziału Armie Obce Wschód, późniejszego założyciela i pierwszego szefa Bundesnachrichtendienst (BND)- niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej, a więc niekwestionowanego eksperta: „(…) Niemieckie siły zbrojne nawet w roku 1939 nie były jeszcze bynajmniej gotowe do wojny i gdyby na jej początku sprzymierzeńcy zachodni zarówno na polu politycznym, jak i militarnym zdobyli się na działania zdecydowane- to doszłoby do krótkiego starcia, którego rezultat byłby z góry przesądzony. Musiałaby to być klęska Niemiec” (Reinhard Gehlen- „Wspomnienia”, str. 90, Warszawa 1993). To tyle jeśli chodzi o lojalność naszych zachodnich sojuszników wówczas.

Polska była, jest i będzie w kleszczach dwóch europejskich sił: Niemiec i Rosji. I to się nie zmieni. Tak ja nie zmienią się nasi zachodni sojusznicy i ich pryncypia dla których Polska jest tylko jednym z wielu elementów gier na geopolitycznej szachownicy świata i nie miejmy żadnych złudzeń: bez skrupułów znowu poświęcą nas na ołtarzu swoich interesów i żadne NATO nam nie pomoże, ani nie obroni. W tym miejscu Europy jest miejsce tylko dla silnego gospodarczo, politycznie i militarnie kraju. Kraj słaby, bez rodzimej gospodarki i bez silnej armii wspartych nowoczesnymi technologiami nie ma prawa bytu. Oczywiście pozostanie on w formie kadłubowej, ale zostanie zepchnięty do roli współczesnej neokolonii gospodarczej i zostanie wydrenowany demograficznie z najbardziej wartościowych jednostek.

Na zakończenie warto zacytować fragment podręcznika „Geopolityka i geostrategia” Wydziału Strategiczno- Obronnego Akademii Obrony Narodowej: „(…) Konfrontując wyżej wymienione cele z realiami, można dostrzec pewne zagrożenie interesów Polski wynikające z sąsiedztwa z Niemcami. Niemcy jako mocarstwo ekonomiczne dysponują wielką potęgą, której wpływy rozchodzą się promieniście we wszystkich kierunkach. Można więc prognozować, że zachodnie obszary Polski staną się zapleczem dla Berlina, a takie miasta, jak Szczecin, Zielona Góra i Wrocław, będą dążyć ku Berlinowi, nie Warszawie” (Zbigniew Lach, Julian Skrzyp- „Geopolityka i geostrategia”, str. 176, Akademia Obrony Narodowej, Warszawa 2007).

Jak widzimy to nie jest cytat z jakiejś prawicowej gazetki, ale z podręcznika najbardziej prestiżowej polskiej uczelni wyższej zajmującej się bezpieczeństwem państwa. Niechaj ten cytat będzie nie tylko groźnym memento, ale tematem chociaż do krótkiej chwili rozważań na temat przyszłości naszego kraju. 1 września sprzyja ku tego typu refleksjom. Obyśmy umieli wyciągnąć z tego właściwe wnioski.

Amator

 ze strony :

 http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=3375:o-niemieckim-barbarzystwie-lojalnych-inaczej-zachodnich-sojusznikach-i-przyszoci-polski-czyli-refleksje-z-okazji-1-wrzenia&catid=6:warto-przeczytac&Itemid=6